(O siódmym i dziesiątym przykazaniu) Obowiązki jakie nakłada na ludzi własność prywatna

 

Przykazania Boże - przepych i bogactwoKochani Bracia w Chrystusie!

„Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. 3 Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden…” (Dz 2, 2 – 4). Od czasu pierwszych Zielonych Świątek uważamy ogień za symbol Ducha Świętego a święty nasz Kościół ustawicznie zanosi modły do Pana, by zesłał na nas ogień Ducha Świętego, który by as odrodził na nowo. Od owej wzniosłej chwili błagamy Pana, by jasnym płomieniem strzelił ku Niemu ogień Jego miłości… Panie, użycz nam ognia, daj nam ognia!

Ognia! Czyż jeszcze za mało jest ognia na świecie? Czyż nie wystarcza ogień w fabrykach? Huczy przecież w hutach, lokomotywach, piecach, iskrzy się w kondensatorach elektrycznych, goreje strasznym blaskiem w paszczach luf armatnich, lśni w ludzkiej źrenicy, krwawi zarzewiem nienawiści w sercu.

O, tak: płonie cała ziemia, ale nie ogniem Ducha Świętego! Lada chwila, a znowu Świat stanie w płomieniach, lecz będzie to ogień śmierci, a nie ogień Ducha Świętego. Panie, Boże nasz, Duchu Święty racz w dniu dzisiejszym, w dniu ognia, w dniu Zielonych Świątek na nas, którzy stoimy w kręgu czerwonych płomieni, zwiastujących zniszczenie świata, rzucić skrę Twojego ognia! Niech twój święty ogień w nas rozgorzeje, niech nas w całości ogarnie i przekształci, bo płomieniom wznieconym żagwiami krzywd i nienawiści nikt się nie oprze, jeśli ich nie oczyści Twój święty ogień.

O czym będę mówił w dzisiejszym kazaniu, Kochani Bracia!

O zagadnieniu, które najbardziej niepokoi i denerwuje dzisiejszą ludzkość.

W ubiegłą niedzielę omawialiśmy zagadnienie własności prywatnej z prawnego punktu widzenia. Doszliśmy do wniosku, że własność prywatna wypływa z głębi natury ludzkiej, że bez niej niemożliwe są formy życia ludzkiego. Dlatego VII i X Przykazanie jest murem obronnym, osłaniającym własność prywatną. Takie postawienie kwestii dogadza wielu ludziom, ale nie wiem, czy i dzisiaj równie chętnie będą słuchać moich słów. Własność prywatna jest wprawdzie chroniona przez prawo, ale ciążą też na niej poważne obowiązki. Nasza święta wiara potępia z jednej strony zamachy na cudzą własność, ale z drugiej strony równie śmiało głosi obowiązki, wypływające ze stanu posiadania, co więcej, ośmiela się twierdzić, że dlatego płonie dzisiaj w duszy jednej warstwy ogień bezdennej nienawiści do drugiej, bo zapomniano o obowiązkach ciążących na własności prywatnej.

 

I. 

Własności prywatnej nikomu nie wolno odebrać! 

 

Przykazania Boże - obraz ubóstwa1) Kochani Bracia! Siódme i dziesiąte Przykazanie bronią równowagi społecznej i pokoju. Dziś nie ma na ziemi zadowolenia i pokoju i dlatego trudno o nich mówić. 

Kościół często słyszy od wielu ludzi gorzkie zarzuty: „Tak! Bądźmy zadowoleni! Nie ma pracy, nie ma zarobku, sposobów do życia, ubrania, a oni każą się nam cieszyć?! Inni mają wszystko, opływają w dostatki, a chrześcijaństwo wciąż tylko powtarza: bądźcie zadowoleni!” Tak… szemrze wielu

ludzi, a bezduszni prowodyrowie podsycają rozgoryczenie i jątrzą tłumy przeciwko posiadaczom.
Każdy, Bracia, zdaje sobie sprawę, że olbrzymią przepaść między warstwami społecznymi wykopało wykroczenie przeciwko dziesiątemu Przykazaniu: pożądanie cudzej własności. Każdy widzi z przerażeniem, jak jedna warstwa społeczna ściska pięść, jak pożądliwością płoną oczy, z jaką nienawiścią spogląda jedna na drugą, biedni na bogatych, robotnicy na pracodawców! Każdy słyszy wewnętrzny bulgot gotujących się w głębi fal niezadowolenia, czuje, jak drży ziemia, wstrząsana raz po raz przez wybuchy niszczącej lawy, jak trzeszczą wiązania społeczeństwa!

 

2) Musimy stwierdzić bardzo smutną rzeczywistość: musimy przyznać , że rozgoryczenie klas biedniejszych nie jest zupełnie bezpodstawne. Stwierdził to nie byle kto, bo sam papież, Leon XIII!

„Nie da się zaprzeczyć – pisze papież – że w czasach obecnych mnóstwo ludzi żyje w ucisku, którego nie godzi się nazwać życiem. Praca ludzi bezbronnych bywa coraz częściej wyzyskiwana przez bogaczy i kapitalistów bez serca. Nieokiełznana konkurencja i drobna garstka bardzo bogatych jednostek nałożyła jarzmo niewoli na klasę robotniczą”.

Są to dosłowne cytaty z encykliki, nie można więc mówić tutaj o jakimś podburzaniu! Zaiste, okropny los cierpią dziś miliony naszych braci! Koniecznie trzeba więc znaleźć lekarstwo.

 

3) Zrodziła się w ludzkich głowach m y ś l komunizmu! „Precz z własnością prywatną, bo ona jest przyczyną wszelkiego zła! Ziemia i wytwórczość winny się znaleźć w posiadaniu ogółu, państwa! Znieść własność prywatną!”

Komunizm! Jakieś nowe, złowróżbne słowo! Nowe? Gdzie tam?! Kościół znał je już przed dwoma blisko tysiącami lat. Gminy starochrześcijańskie żyły w komunizmie, zakony żyją tak po dziś dzień, a mimo to Kościół – zastanówcie się nad tym, Bracia! – sprzeciwia się szerzeniu tej idei.
Dlaczego?

Bo zna człowieka! Wie, że prawo wspólnej własności da się przeprowadzić pomyślnie jedynie w małych ugrupowaniach ludzi przejętych duchem religijnym, w klasztorach, gdzie każdy słucha przełożonego, gdzie jeśli kto popełni błąd, to cały tydzień zań jawnie pokutuje, gdzie jeśli ktoś w czasie obiadu głośno stuknie talerzem, bierze go i przed przełożonym na klęczkach spożywa pokarm (czego naocznym świadkiem byłem w wielkich klasztorach za granicą). Tak, komunizm można przeprowadzić, ale jedynie w duchu tak doskonałego posłuszeństwa. Ale nie można tego uskutecznić wśród wzburzonych fal i wirów dzisiejszego życia gospodarczego i handlowego, wśród warkotu maszyn, przy zawrotnym pędzie życia.

„Sprzedaj wszystko, co masz i rozdaj!” – to tylko rada ewangeliczna, ale nie rozkaz. Dlatego Kościół, nakazując swoim zakonom żyć w komunie, nigdy nie polecał świeckim w formie kategorycznego nakazu, by dzielili swoje mienie.

 

4) Ale, Bracia, zaraz na wstępie chciałbym na to zdanie położyć jeszcze większy nacisk. Rozglądając się po świecie, spostrzegamy z bólem, że całe masy robotników z niechęcią odwracają się od chrześcijaństwa, które jest matką kultury ludzkiej. Odstręcza ich fałszywe mniemanie, jakoby Kościół przez swoje poszanowanie własności prywatnej sprzyjał nędzy i niedostatkowi.

– Kościół odrzuca tezy i filozofię komunizmu, ale czy potępia i tych, którzy są w jego obozie? O Bracia! Walczmy z błędnymi zasadami, ale kochajmy ludzi! Kościół święty pragnie przygarnąć do siebie ludzi, którzy zbłądzili, bo wie, że wielu z nich zaprowadziła do obozu komunistów nędza i niedostateczna znajomość istoty chrześcijaństwa.

O, Bracia robotnicy, trzeba, żebyście wiedzieli, iż największy mędrzec Kościoła święty Tomasz z Akwinu, z głębokim przekonaniem dowodzi, że zarówno skrajna nędza, jak i przesadne bogactwo są czynnikami antyspołecznymi, natomiast średni dobrobyt warunkuje państwu nie tylko spokój i ład, ale i pełnię życia moralnego (Summa theol. 1–a. 2 – ae. q. 4. a. 7).

O, pragnąłbym, abyście się zapoznali z obowiązującym podręcznikiem wiary katolickiej, z tzw. „Katechizmem trydenckim”, ułożonym na Soborze Trydenckim w roku 1563. Zobaczylibyście, jak ostro występuje ten katechizm w rozdziale o VII Przykazaniu, zarówno przeciwko kradzieży, jak i lekceważeniu obowiązków społecznych, wynikających z posiadania majątku, jak kategorycznie zaleca księżom, by „często i przekonywująco” – („quod argumentum saepissime et copiossisime tractandum est”) – podkreślali konieczność wspierania ubogich i akcji filantropijnej.

Bracia robotnicy, którzy z nienawiścią miotacie przekleństwa na „Kościół kapitalistów”, na „Kościół, broniący kapitalizmu”, czy wiecie, że Kościół położył kres despotyzmowi, znosząc starożytną instytucję niewolnictwa? Czy wiecie, że spokój, ład społeczno–gospodarczy, jaki panował w wiekach średnich, dając tyle zadowolenia ówczesnemu społeczeństwu, był wynikiem pracy Kościoła? Czy wiecie, że dzisiejsze panowanie plutokracji i dzisiejsza niewola robotników rozpoczęła się dopiero z chwilą, gdy ludzie stracili ideał chrześcijańskiego światopoglądu?

O, gdybym mógł tym biednym, oszukanym braciom robotnikom, którzy zaciskają pięści, rzucają na chrześcijaństwo i Kościół przekleństwa nienawiści, gdybym mógł krzyknąć im w duszę: Bracie! Dlaczego nienawidzisz Chrystusa? Twierdzę z całym przekonaniem, że gdybyś poznał skarb idei socjalnych, sił i cnót, jakie przynosi sercom ludzkim Jego religia, to od razu stanąłbyś zachwycony pod sztandarem Chrystusa – Króla.

Nie bierzcie mi za złe, kochani słuchacze, że drżę z przerażenia na myśl o tych dziesiątkach tysięcy chrześcijańskich robotników, których błędne rozumowania i niesumienna agitacja zaprowadziła do obozu bezbożników! O, gdyby ci bracia, którzy ogień zniszczenia pragną rzucić na chrześcijaństwo, przyprowadzeni przez nędzę materialną do niewiary, mogli poznać Serce Chrystusa Pana, z taką miłością tulące ku sobie biednych! O, gdyby słyszeli Jego podniesiony głos, którym przemawiał do nielitościwych bogaczy, gdyby zetknęli się bliżej ze świętym Franciszkiem z Asyżu, ze święta Elżbietą węgierską i tysiącami innych bohaterów chrześcijańskiego miłosierdzia, to wierzę, że drogę swego życia obraliby na drodze Chrystusowej!

Ale, kochani Bracia, z dotychczasowych uwag wynika jedna żywa prawda, której omówienie będzie stanowić drugą część dzisiejszego mojego kazania.

Jakaż to prawda?

 

II.

Własności prywatnej nie wolno siać nienawiści i buntu.

 

Okropny jest indyferentyzm i antyreligijny pogląd, który dzisiaj opanował dusze niektórych robotników! Kościół w ciągli swojego 20 – wiekowego istnienia przeżył wiele odszczepieństw i herezji, ale przerażającym objawem w czasach obecnych jest oderwanie się klasy robotniczej od wiary Chrystusowej.

 

1) Nad tym smutnym faktem należy, Bracia, nie tylko ubolewać, ale i poważnie się zastanowić. Zróbmy rachunek sumienia i odpowiedzmy wreszcie na następujące pytania: Czy mamy prawo si ę dziwić , że wśród naszych braci robotników panuje tak wielkie rozgoryczenie?

Życie Pana Jezusa od początku do końca było jednym wielkim pasmem cierpień, ale przecież prócz godzin na Golgocie, nawet i On miał promienne dni w Nazarecie i radosne chwile na górze Tabor. A spójrzcie na nędzne nory dzisiejszych wielkich miast, gdzie nigdy nie dochodzi słońce, gdzie w jednym, małym pokoiku gnieździ się 10 – 15 ludzi, gdzie mieszkają razem człowiek, robactwo, pleśń i brud. Cóż dziwnego, że w tym ziemskim piekle pleśń niszczy nadprzyrodzony kwiat życia religijnego, że stęchłe powietrze zabija duszę! Nie, nie, Bracia! Tego rodzaju ustroju społecznego nigdy Kościół nie może bronić! Nikt nie może brać za złe naszym braciom, że wszelkimi siłami starają się wyrwać z tego piekła.

Trzeba otwarcie zaznaczyć, że nie odpowiada ideałowi chrześcijaństwa olbrzymie, nurzające się w rozpuście bogactwo, podobnie jak nie odpowiada nędza i niedostatek. Kościół pragnie, by wszyscy mogli uczciwie żyć! Posłuchajcie, co mówi w tej kwestii Stary Testament: „nie dawaj mi bogactwa ni nędzy, żyw mnie chlebem niezbędnym” (Prz 30, 8), a co Nowy Testament: „Nic bowiem nie przynieśliśmy na ten świat; nic też nie możemy [z niego] wynieść. Mając natomiast żywność i odzienie, i dach nad głową bądźmy z tego zadowoleni!” (1 Tm 6, 7 – 8). Ideałem chrześcijaństwa nie jest taka produkcja, taki podział dóbr, które nie są w stanie zaspokoić bytu człowiekowi pracy. Ustrój społeczny, w którym mężczyzna do lat 30 nie może założyć rodziny, w którym rodziny mające po 2 – 3 dzieci żyją w nędzy materialnej, nie godzien jest zwać się chrześcijańskim. Chrześcijańska etyka wymaga czystego życia nie tylko do dnia ślubu, ale wymaga go również w życiu małżeńskim, jednak spełnienie tego jest bardzo utrudnione przez dzisiejszy ustrój społeczny. Zasadom chrystianizmu nie odpowiada taki podział dóbr, który z jednej strony gromadzi Krezusowe bogactwa, a z drugiej stwarza nędzę milionów ludzi.

Wiemy, że nie można usunąć ze świata wszystkich cierpień, bólów i nędzy, ale mo ż na je zmniejszyć do minimum. Zawsze będą na świecie biedni i bogaci, tak jak zawsze będą chorzy i zdrowi, starzy i młodzi, brzydcy i piękni, słabi i silni, grzeszni i święci, ale przypomnijmy sobie słowa Pana Jezusa, który mówił: „zawsze ubogich macie u siebie” (Mt 26, 11). Powiedział: będą wśród was biedni, ale nie mówił, że będą wśród was nędzarze, wyrzutki społeczeństwa, ludzie walczący z głodową śmiercią! Tego nie powiedział!

Wiem, że wypłynąłem teraz na niebezpieczne wody, bo bardzo łatwo można w tym miejscu dać się unieść zapałowi. Muszę zaznaczyć z góry, że nie mam zamiaru mówić o stwarzaniu ziemskiego raju dla ludzi, bo to przekracza zakres naszych możliwości, gdyż przy każdym systemie rządowymi w każdej formie państwowego bytu, wszędzie, gdziekolwiek żyją ludzie, nigdy nie zabraknie rozgoryczonych, biednych, walczących z przeciwnościami. Zawsze będą: bogaci i ubodzy, przepych i niedostatek… Taki jest los ludzki na ziemi. Te nierówności znajdą rozwiązanie dopiero w harmonii życia wiecznego.

Wszystko to prawda, Bracia, musimy się z tym wszyscy pogodzić, ale i to prawda, że są granice, których przekracza ć nie wolno! Nędza może dojść też tylko do pewnych granic, bo dalej już zanika możność ludzkiego i religijnego życia, i poza te granice bez własnej winy żaden człowiek nie może być wytrącony. Posiada granice i bogactwo, których przekroczenie jest już prowokacją i podżeganiem do buntu, a tego nie wolno czynić żadnemu bogaczowi.

 

2) Znowu uporczywie nasuwają mi się na usta gorzkie słowa o zbytkownym, wyzywającym życiu, jakie prowadzą niektórzy zamożni ludzie.

Dzieje się to u nas, w stolicy, przed jednym ze znanych lokali rozrywkowych. Ostra zima. Późna noc, ciemność zaległa już dawno ulice… ludzi prawie że nie widać. Pracują tylko zamiatacze, usuwając ustawicznie padający śnieg. Nagle otworzyły się drzwi restauracji, z wewnątrz dobiegi zawodzący rytm jazz – bandu. Na ulicę wyszło jakieś mocno podchmielone towarzystwo. Jednej z pań strzelił do głowy dziwny kaprys:

– Panie, proszę mnie odwieźć na plac Oktogonu – zwróciła się do jednego z pracujących w pobliżu zamiataczy, a jej towarzysz wyciągnął pięciozłotówkę, żeby zapłacić za przewóz.

Pięć złotych! To wielka suma dla biednego zamiatacza ulic! Przez cały dzień nie zarabia pięciu złotych! Biedny robotnik (były oficer huzarów), przez chwilę pożera okiem srebrną monetę – ale potem rzucił kapryśnej pani w twarz słowa zimne, jak lód:

– Wożę tylko śnieg – ale nie śmieci!…

Dobrze wiem, Bracia, że wielu ludzi opływa w dostatki. Wiem, że nie można świata, który ma tyle przeróżnych oblicz, ubrać w jeden uniform, lub zamknąć w jakimś jednym wielkim klasztorze. Nie potępilibyśmy nikogo za to, że żyje zbytkownie w komnatach pałacu marmurowego, gdyby to życie nie było opłacone nędzą robotnika, który ma prawo mieć przyzwoite, chociaż skromne mieszkanie. Nie mielibyśmy nic przeciwko hucznym reklamom kawiarń i jadłospisów z wyszukanymi przysmakami, nie raziłby nas wystrzał korków butelek szampana, ani szelest jedwabnych sukien balowych, gdybyśmy wiedzieli, że żaden z naszych braci nie cierpi równocześnie głodu i ma się czym okryć.

Ale pod tym względem w duszy dzisiejszego człowieka rozwielmożniło się potworne jakieś zakłamanie. Oto przed chwilą, po gładko wyasfaltowanej jezdni dwa konie z wysiłkiem ciągnęły wóz naładowany węglem. Jeden z nich się potknął i upadł jak długi na środku ulicy. Momentalnie gęsty tłum ludzi otacza zwartym pierścieniem miejsce wypadku! Padają słowa współczucia: „Biedne zwierzę! – Chwycić lepiej! – Podłożyć pod niego koc!” Troszczą się, radzą, pomagają…A jednocześnie na rogu ulicy stoi blada, z zapadniętą twarzą matka, z dzieckiem na rękach. Nikt jej nie widzi, nie ma nikogo, kto by jej okazał chociaż odrobinę współczucia i udzielił wsparcia!

W tym czasie, gdy kraje europejskie roją się od inwalidów wojennych, pozbawionych zupełnie pomocy i opieki, tworzą się komitety, mające na celu zbierać fundusze na pomnik dla koni, które poległy w wojnie światowej! Czy nie jest to dowód, że świat dzisiejszy przewrócił się do góry nogami?! W obecnych czasach, kiedy twarze milionów ludzi dorosłych i dzieci napiętnował głód żółtą maską zniszczenia, niektórzy karmią swoje psy pokojowe najwyszukańszymi łakociami, skrapiają perfumami, fryzują i kładą spać do łóżeczka.

Nie można ganić, że ktoś lubi zwierzęta, ale z ogromnym oburzeniem stwierdzamy, że jest zbrodnią wyżej stawiać zwierzęta niż ludzi. W Niemczech setki, tysiące nędzarzy błąka się bez dachu nad głową, kilkanaście milionów nie ma żadnego zajęcia, a jednocześnie „Towarzystwo przyjaciół zwierząt w Kolonii” („Bund der Kölner Tierfreunde”) uważa, że najbardziej palącą kwestią stulecia jest zbudowanie przytułku dla bezdomnych psów i kotów.

W Nowym Jorku wzniesiono wysoki na 31 pięter gmach, przeznaczony wyłącznie dla psów, koło których uwijają się specjalni pielęgniarze i pielęgniarki! W osobnych kuchniach gotuje się według recept weterynarza specjalną strawę dla psów, cierpiących na obstrukcję żołądka! Wszystko jest tam dostosowane do wymagań psiego kaprysu. Np. dla psów japońskich obito ściany krwawymi tapetami – z japońskiego jedwabiu… i tak dalej… Czyż to nie prowokacja, Bracia?

Czy nie nosi charakteru prowokacji nowojorski instytut kosmetyczny dla psów i kotów, gdzie umycie głowy psa kosztuje 4 dolary, pedicure 2 dolary, fryzowanie 2 dolary, barwienie brwi 1 dolar, trwała ondulacja 15 dolarów, kuracja odtłuszczająca 30 dolarów!… Czyż nie ogarnęło świata niezrozumiałe szaleństwo!?

Niedawno podawało jedno z wieczornych pism niemieckich, że jakaś artystka kazała swojemu psu sporządzić garnitur złotych zębów. Umieszczono nawet specjalną fotografię, na której artystka otwiera psu pysk ze złotymi zębami. Dzieje się to teraz, kiedy nędza przybiera najokropniejsze rozmiary, teraz, kiedy spotyka się dzieci do tego stopnia wycieńczone głodem, że nie mogą nawet płakać, tylko cicho jęczeć, sporządza się psom garnitury złotych zębów! Robi się to teraz, kiedy zrozpaczeni ojcowie bezskutecznie szukają pracy na kawałek chleba! Pies żyje w warunkach, które stanowiłyby istny raj ziemski dla wielu głodnych dzieci. Tak, Bracia, VII i X Przykazanie boskie broni własności prywatnej, ale jeśli są ludzie, którzy nie wiedzą, co robić z pieniędzmi, którzy zamiast łagodzić okrutną dolę ludzi, cierpiących nędzę, wyrzucają je na złote zęby dla psów – to takie postępowanie jest niezgodne ani z duchem X Przykazania, ani z wolą bożą i depce kardynalne uczucia chrześcijańskie!

Muszę odpowiedzieć tym, których moje słowa niemile uderzyły, a może nawet obraziły, którzy będą mi zarzucali, że na ambonie uprawiam „politykę”, bo wprawdzie na ambonie nie wolno politykować, ale wolno i trzeba głosić słowa niesfałszowanej nauki Chrystusa, choćby to nawet kogoś obrażało. To jest właśnie zadanie Kościoła katolickiego, żeby w chwilach, gdy nauka Chrystusa Pana ulegnie zniekształceniu, przypomnieć sumieniu o spełnieniu obowiązków.

 

*** 

Bracia! W 1923 roku przeszło 100 kardynałów i biskupów wniosło podanie do Papieża, żeby pozwolił na nowe święto: święto Chrystusa – Robotnika. W roku 1927 powtórzono tę prośbę, opatrzoną już 500 podpisami kardynałów i biskupów… Myśl ta coraz bujniej wzrasta, dojrzewa i nie wątpimy, że przyjdzie czas, gdy Papież ogłosi to nowe święto: Chrystusa – Robotnika. 

Jaki to wzniosły, a zarazem, jak wspaniały sposób rozwiązania nurtującego w nas zagadnienia społecznego! Próbowano je już rozwiązać stwierdzeniem, że „Chrystus był pierwszym socjalistą”, „Chrystus był pierwszym komunistą”, „Chrystus był typem najdoskonalszego proletariusza…” O, nie, nie w tym leży rozwiązanie! Nie zniżajmy Chrystusa do proletariatu, ale proletariat podnieśmy do Chrystusa! „Święto Chrystusa – Robotnika” będzie głosiło, że praca powinna być świętością dla człowieka, że nie gardził nią nawet Syn Boży. Święto Chrystusa – Robotnika podniesie na wyżyny prawa braterstwa między pracodawcą a robotnikiem, który również ma prawo do życia, do życia uczciwego, ludzkiego.

A wtedy zgasną ognie zrodzone z poczucia krzywd, złowróżbne ognie nienawiści. Wprawdzie w hutach, w piecach, w fabrykach, odlewniach i w oczach ludzkich będzie jeszcze płonął ogień – ale nie będzie to już ogień zniszczenia, jeno twórczej pracy, bo w sercu tak robotnika, jak i pracodawcy będzie gorzał ten sam płomień Ducha Świętego, siła pokoju, zgody i sprawiedliwości…

Bracia! Niechaj z dzisiejszych naszych modłów na Zielone Świątki wzbije się ku niebu prośba o przyszłość:

„Spuść na nas Ducha Świętego, a na nowo się narodzimy j odnowimy oblicze ziemi!” Amen.

 

Szukaj

pomóż tej stronie

Szanowny Gościu, jeżeli możesz, zamieść proszę u siebie jeden z linków prowadzących do tej strony.

Wybierz link do zamieszczenia

Wymienię się linkami

.mp3

December 2017
Mo Tu We Th Fr Sa Su
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31