Dziesięcioro Bożych Przykazań a życie ziemskie

W każdym porządnym społeczeństwie pisane prawa normujążycie jednostek. Prawa kształtują się jednak według wymagań epoki i kodeksy prawne narodów ulegają nieraz wielkim zmianom.

Jest jednak jeden króciutki, niezmienny kodeks, który przeszło trzy tysiące lat temu został wyryty w kamieniu, a kto wie, ile tysięcy wieków upłynęło, odkąd został napisany w sercach ludzkich. Kodeks ten, to Dziesięcioro Bożych Przykazań (Pwt 20, 1; Wj 5, 6 – 21). Te króciutkie dziesięć praw regulują czyny ludzkie, ale nie na próżno dał je Bóg pierwotnie na górze Synaj całemu narodowi – bo one regulują i zapewniają spokój, porządek i szczęście społeczeństwom wszystkich narodów.

Zachować Dziesięcioro Bożych Przykazań nie jest rzeczą łatwą. Mnóstwo pokus i przeszkód powoduje złamanie tego prawa; potrafimy jednak zwyciężyć je, gdy sobie dobrze uprzytomnimy, jaką rolę odgrywa Dziesięcioro Bożych Przykazań w życiu ziemskim i co one znaczą wobec życia wiecznego.

Poświęćmy więc, Bracia, dzisiejsze kazanie zagadnieniu: Co oznacza Dziesięcioro Bożych Przykazań z punktu widzenia życia ziemskiego? Następna niedzielę poświęcimy drugiemu pytaniu: Co oznacza Dziesięcioro Bożych Przykazań z punktu widzenia życia wiecznego?

 

***

 

Kochani Bracia! Francuzi mają nadzwyczaj bystrego obserwatora życia, z zarazem znakomitego pisarza, który jest proboszczem katolickim w Paryżu, a podpisuje się Pierre I'Ermite. Może niektórzy z was znają jego nazwisko, bo wiele jego dzieł tłumaczono na nasz język.

Niedawno podał o w wielkim piśmie „La Croix” bardzo ciekawą rozmowę, która prowadził z pewną panią. Była to starsza dama, ale nieodznaczająca się wyglądem dostojnej matrony, spojrzeniom jej brakło skromności; strojem, klejnotami, pudrem usiłowała pokryćślady starości. Niby należała do parafii owego księdza, ale do kościoła nigdy nie chodziła. Za to na ulicy nigdy nie omieszkała łaskawym ukłonem pozdrowić swojego proboszcza, a nawet widziałaby go mile u siebie, na poobiedniej herbatce… (czyniłaby przez to zadość wszystkim swoim religijnym obowiązkom!…) Proboszcz głuchy był jednak na jej zaproszenia.

Pewnego dnia owa starsza pani, idąc ulicą tuż koło księdza, oburzona i drżąca z gniewu odezwała się do kapłana, z którym rzadko zresztą rozmawiała: „Monsieur le Curé! Księże Proboszczu, proszę popatrzyć!…”
Zaskoczony ksiądz spojrzał we wskazanym kierunku… Rzeczywiście było na co patrzeć. Potężne autobusy, jadące środkiem ulicy, przepełnione były młodzieżą w czerwonych czapkach i z czerwonymi chorągwiami, która głośno śpiewała międzynarodówkę.
– Okropność! – wołała stara dama, a jej wybielone policzki naprawdę się zaczerwieniły. – Wstrętna rzecz!
Księdza również jakby cośścisnęło za serce na widok tego obrazu, ale udając spokój rzekł:
Madame, właściwie jest to logiczna rzecz.
Co?! Logiczna? – pyta ze zdziwieniem pani.

– No tak. Zupełnie logiczna, bo jeśli nie ma Boga, nie ma życia pozagrobowego, jeśli nie ma chrześcijańskiego pojęcia dobra i zła, wtenczas czerwoni naprawdę mogą liczyć na sukcesy. 

Dama zdenerwowana odpowiedziała:
- Ale Bóg istnieje!
- Czy tak, Madame?! A ja pani nigdy nie widziałem w kościele!
- Ja mam własnego Boga…
- Własnego Boga?
- Tak, własnego Boga. To wygodniej.

To już wytrąciło z równowagi spokojnego dotychczas kapłana wypowiedział to, co od wielu miesięcy leżało mu na sercu.
- Wie pani, że za to, co się teraz tu dzieje, za ten przewrót, odpowiada pani!
- Ja?! – pyta ze zdziwieniem dama.

– Tak, pani i podobne do pani osoby! Pani należy do warstwy przodującej, która powinna być solą i światłością ziemi. A czy tak jest? Czy nie dajecie przykładu obojętności religijnej swoim sąsiadom, służbie, domownikom, znajomym? Po co ma wierzyć lud, jeśli wy nie wierzycie?! Lud idzie za wami. A jeśli dla was nie ma żadnej świętości, dla ludu miałaby stanowićświętość – powiedzmy – wasza własność, wasze klejnoty, wasze życie?! Szanowna Pani! Za wszystko będziemy odpowiadać wobec Boga!…
Dama ze złością zmierzyła księdza od stóp do głów, skrzywiła się,a odwróciwszy się, powiedziała:
– Kochany Księże, jeśli zechcę słuchać kazania, to pójdę do kościoła i ze złością poszła dalej.

 

***

 

Kochani Bracia! Nie twierdzę, że ksiądz zachował się zbyt grzecznie, a może i niezupełnie miał słuszność… Ale ta pani również nie miała – zupełnej racji! Bo zastanówmy się bliżej nad powiedzeniem, że każdy ma prawo obierać sobie osobistego „boga” i własną, indywidualną moralność. Dokąd by doszło A) życie człowieka na ziemi, społeczeństwo ludzkie i B) jaką drogą potoczyłoby się życie jednostek? 

A) W zeszłą niedzielę w swoim kazaniu, w urojonym obrazie przedstawiłem wam, jak błogosławionym, spokojnym stałoby siężycie człowieka, gdyby ludzie naprawdę zachowali Dziesięcioro Bożych Przykazań. Zobaczmy teraz odwrotną stronę tego samego przedmiotu: co za okropne poni ż enie czeka ludzko ść , je ś liby pewnego dnia zupełnie zerwała z Dziesi ę cioro Bożymi Przykazaniami! 

Odrzuć pierwsze Przykazanie i pozwól, żeby sobie każdy tworzył własnego Boga; wtenczas, albo znów wrócimy do Panteonu pogańskich Rzymian między 30000 bogów, albo ugrzęźniemy w zamęcie niższym od zwierzęcego, bo prędzej wyżyje ptak bez powietrza, ryba bez wody, aniżeli dusza ludzka bez Boga. 

Odrzuć drugie i czwarte Przykazanie, dozwól, żeby każde dziecko ulicy przeklinając, wygrażało pięścią Bogu. Czy po zburzeniu powagi boskiej ostoi się ludzka? Tam, gdzie nie ma powagi rodzic, prawo, gdzie nie cenią danego słowa, czy może być mowa o życiu cywilizowanym, czy nie należy raczej mówić o ludzkich hordach, zegnanych i utrzymywanych w posłuszeństwie tylko pod grozą tyranów. 

Odrzuć trzecie Przykazanie, niedzielną służbę bożą i dzień wypoczynku. Dobrze! Niech żyje nieustanna praca, niech żyje gwizd syren fabrycznych! I to już wypróbował człowiek: w wielu miejscach głos dzwonów niedzielnych został przytłumiony turkotem maszyn. Powiedzcie, czy staliśmy się przez to szczęśliwszymi, wolniejszymi, czy nie zwalił się na nasze barki gorszy ciężar od tego, który ciążył na niewolnikach? Tak: trzeba postępować naprzód, rozwijać się… ale czy w dziejach ludzkości było kiedykolwiek więcej rozgoryczenia, więcej zaciśniętych nienawiścią pięści, bardziej ponurych spojrzeń. Czy kiedykolwiek dzieci manifestowały w czerwonych czapkach, ze sztandarami, tak jak dzisiaj w epoce rozwoju techniki i lekceważenia spoczynku niedzielnego? Lekarze i socjologowie wykazują, jakie dobroczynne skutki ma niedzielny wypoczynek. Według nauki Kościoła praca obowiązuje i najbogatszego, ale wypoczynek należy się i najbiedniejszemu. Rzeczywiście, ile błogosławieństwa jest w tym, że niedzielę możemy poświęcić na służbę Bogu; przynajmniej w tych kilku świętych godzinach wznosi się na wyżyny dusza ludzka, zbiedzona codziennym trudem. 

Odrzuć piąte Przykazanie – czy odważysz się wyjść spokojnie na ulicę? 

Odrzuć szóste Przykazanie, ogłoś wolną miłość. Czy za kilkadziesiąt lat zobaczysz na ziemi ludzkie twarze? O, zobaczysz tylko zwiędłe rdzenie, zapadłe oblicza, oślepłe źrenice, zdegenerowane potomstwo! 

Odrzuć siódme i dziesiąte Przykazanie, a wybuchnie walka, jakby drapieżnych zwierząt, o mienie. 

Odrzuć ósme Przykazanie, a mąż nie będzie mógł ufać żonie, matka nie będzie mogła wierzyć synowi. 

Oto, Bracia: świętość danego słowa, zachowanie prawa, szacunek przełożonych, miłość pracy, szczęście rodzin, dobrobyt narodów upada, lub utrzymuje się zależnie od Dziesięciorga Bożych Przykazań!

Jeśli obserwujemy dzisiejszy stan i przyszłość społeczeństwa, ogarnia nas przygnębiająca niepewność: wszędzie widzimy błądzenie po omacku, przytłumioną nienawiść, fermenty rewolucyjne, szukanie nowych form życiowych. A jeśli weźmiemy pod uwagę kataklizmy, które ludzkość przeżyła, nie mamy powodu upadać na duchu. Chrześcijańskie społeczeństwo przetrzymało jeszcze straszniejsze ciosy: przypomnijmy sobie zniszczenie Rzymu, najazdy Wandalów, Hunów, nawałnicę turecką, okropności wojny trzydziestoletniej. Tak, wszystko to przetrzymała chrześcijańska Europa. Ale w jaki sposób przetrwała? Przetrwała, bo wtenczas istniała życiodajna myśl: była silna wiara w Boga!

Bracia, dlatego z drżeniem spoglądamy dzisiaj na niepokoje i rozruchy społeczne, bo zabrakło nam silnej wiary w Boga. Co mamy na jej miejsce? Bezradność, upadek na duchu, epidemię samobójstw u jednych, niepohamowaną rozpustę, przepych i rozluźnienie obyczajów u drugich.

Socjologowie, uczeni, pisarze zachodzą w głowę, kto wykopał przepaść, do której stacza się dzisiejsza ludzkość. Czy chcecie wiedzieć, kto pracował nad tym najwięcej? Nie chciałbym być tak surowy, jak wspomniany proboszcz paryski, powiem jednak, że ci, którzy pozbawili duszę ludzką wiary w Boga, ci, którzy zdruzgotali tablice Dziesięciorga Bożych Przykazań.

Człowieka, przyzwyczajonego do ciasnego horyzontu zmaterializowanego dzisiejszego świata, nie łatwo podnieść na wyżyny ideału Dziesięciorga Bożych Przykazań, a jednak musimy tego dokonać.

Tłumy patrzą dzisiaj z wielkim lekceważeniem na wszystko, co nieziemskie, boże, podobnie, jak kura grzebiąca na śmietnisku, spogląda z pogardą na królewskiego orła, krążącego w podniebnych wyżynach, myśląc: „Głupi ptak! Po co krąży w pustym powietrzu, gdzie nie ma nawet śmietniska, na którym by można grzebać?!” Nauka Kościoła katolickiego podejmuje się trudnego zadania, żeby z tego skarlałego, kokoszego rodzaju wyhodować pokolenie królewskich orłów.

Do czego zmierza Dziesięcioro Bożych Przykazań! Do tego, żeby nasz wzrok, naszą mowę uczynić katolicką, żeby nam dać katolickie serce i pouczyć o katolickich uczynkach.

Chcemy żyć. Pragniemy spokojnego życia na ziemi, więc nie ma innej rady, tylko zachować przykazania głoszone przez samego Boga!
Biada temu narodowi, który tłucze tablice z Synaju!

B) Ale biada i jednostce, która na to się odważa! Gdy Bóg ogłosił Dziesięcioro Bożych Przykazań, zagroził ciężką karą wszystkim, którzy by je łamali, obiecał zaś nagrodę tym, którzy je zachowają (Wj 20, 5 – 7; Pwt 5, 9 – 11, 16). Wielu ludziom stoi to ością w gardle – chcą być dobrymi, ale nie dla zasługi; unikać grzechu, ale nie z bojaźni.

Otóż, Mili Bracia Katolicy! Bóg nie wymaga ani służalczości niewolnika, ani spekulacji kupieckiej. Jeśli potrafisz wznieść się na te wyżyny, żeby postępować zawsze, w każdym położeniu według zasad wiary, jedynie ze względu na miłość do Boga i nie myślisz zupełnie o nagrodzie lub karze, to wskazuje na twoje nadzwyczajne wyrobienie moralne. Ale… pozwólcie, że powołam się na codzienne doświadczenie i zapytam, kto z was nie miał chwil słabości, upadku, w których nakłoniła go do dobrego i czy dodała sił do pokonania złego jedynie myśl o karzącym, lub wynagradzającym Bogu!
Nagroda i kara Boża! Wiemy dobrze, że tu na ziemi nie ma równości, ale na każdym kroku spotykamy wypadki, na podstawie których możemy stwierdzić wpływ praw bożych na szczęście w życiu ludzkim.

W czasie wojny prusko – austriackiej książę Antoni Eszterházy został ciężko ranny i męczył się na polu walki, leżąc w kałuży krwi. W tym stanie znalazł go pewien żołnierz, pruski. Książę cierpiąc nieludzki ból, prosił żołnierza, żeby strzałem karabinowym uwolnił go od strasznych katuszy. Ale żołnierz pamiętał Przykazanie Boże: „Nie zabijaj!” i nie posłuchał prośby księcia, tylko na plecach zaniósł rannego do polowego szpitala, gdzie książę trochę przyszedł do siebie. Z wdzięczności ofiarował złoty zegarek żołnierzowi, któremu nawet przez myśl nie przeszło, jakiej ważnej osobistości uratował życie… Wojna się skończyła, książę wyzdrowiał… Od tego wypadku upłynęło wiele lat… Pewnego dnia nieznany mężczyzna przyszedł do pałacu Eszterházych szukać pracy. Książę poznał znajomą twarz, prosi wędrowca, by mu pokazał zegarek… Obcy wyciąga zegarek – był to złoty zegarek księcia! Ten mężczyzna uratował mu życie!… Otóż, Bracia, odpowiedzcie mi na pytanie, jaki to zbieg okoliczności sprowadził biednego żołnierza na Węgry? I to właśnie do pałacu Eszterházych?…

Działo się to w 1914 roku, na froncie serbskim. Polowy szpital, w którym byłem kapelanem, już od kilku tygodni był czynny w miasteczku Ruma. Pewnego dnia przybył do szpitala węgierski rezerwista ze złamaną nogą. Rana nie była groźna… Ranny z wielką radością pokazywał mi garść srebrnych monet koronowych i pięciokoronowych, były bardzo powyginane. „Wie ksiądz kapelan – zaczął opowiadać – urządziliśmy między sobą zbiórkę na bardzo biedną rodzinę jednego z naszych kolegów. Otworzyłem swój woreczek, ale był tam tylko 20 – koronowy banknot i jeden miedziany halerz. Jednego halerza przecież nie mogłem dać! Zmieniłem więc 20 koron i dałem jedną koronę na zbiórkę, resztę same srebrne monety – włożyłem z powrotem do woreczka i zawiązałem na szyi. Wczoraj zabłąkana kula trafiła srebrne monety, ale tam się zatrzymała, spłaszczyła i upadła mi pod nogi…”

Bracia! Czy nie jest to temat do rozmyślania?! W tych dniach był u mnie 22 – letni akademik, prawdziwie szlachetny młodzieniec, pełen szczerego zapału do pracy, rokujący najlepsze nadzieje na przyszłość. Powiedział do mnie: „Księże, koledzy moi od wielu lat robili sobie ze mnie dowcipy, mówiąc: Zwariujesz, jeśli będziesz prowadził czyste życie! Gdybym był złośliwy, mógłbym im teraz powiedzieć, dokąd ich grzech doprowadził: nad przepaść szaleństwa, a ja stwierdzam na sobie błogosławieństwo boże…”

Ale po co przytaczać więcej wypadków?!

Czy nie spostrzegłeś sam, Kochany Bracie, jakie zadowolenie napełniło twoją duszę, skoro potrafiłeś zapanować nad sobą i być wiernym Przykazaniom Bożym? Odwrotnie, jak straszne męczarnie przeżywałeś, jeśli usłuchałeś pokusy? Czy nie sprawdziły się na tobie słowa Pisma Świętego: „Szczęśliwy każdy, kto boi się Pana, który chodzi Jego drogami!” (Ps 128, 1).

 

***

 

Kochani Bracia! Jeśli człowiek przyłoży ucho do ziemi, słyszy z dala tętent zbliżającego się jeźdźca. Dziś nie potrzeba przykładać ucha ku ziemi, żeby słyszeć zbliżanie się nowej epoki.

Jakie będą te nowe czasy? Jakie powinny być?

Moralniejsze, bardziej religijne, więcej katolickie! Wijąca się bólach ludzkość tyle się namęczyła dotychczas szukaniem nowych dróg, że teraz naprawdę nie pozostało jej nic innego, jak wrócić do wiary i moralności starego Kościoła. Katolickie Credo oparte jest na granitowej opoce katolickiej moralności, na skale Piotrowej, na granitach góry Synaj. Tylko bezkompromisowy, stuprocentowy – jakby to lepiej wyrazić?– radykalny katolicyzm może stanowić trwale fundamenty powstającego nowego świata.

Tak, Bracia! – nie przestraszmy się tego słowa: że mamy być radykalnymi katolikami. Dlaczego? Dlatego, że nasz nieprzyjaciel jest też radykalny.

Bracia! Do naszej wielkiej liczby dodajmy wewnętrzną siłę! Potężni jesteśmy liczebnie, bądźmy jeszcze silni jakościowo! Przeciwko ogniowi, zapalmy ogień! Przeciwko sztandarom wroga, podnieśmy nasze sztandary. Zamiast chwiejnej trzciny, nieugięty katolicyzm! Przeciwko grzechom i kompromisom: Dziesięcioro Bożych Przykazań. Amen.

Szukaj

pomóż tej stronie

Szanowny Gościu, jeżeli możesz, zamieść proszę u siebie jeden z linków prowadzących do tej strony.

Wybierz link do zamieszczenia

Wymienię się linkami

.mp3

November 2017
Mo Tu We Th Fr Sa Su
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3