Nieposłuszeństwo dziesięciorgu przykazań jest grzechem

Już trzy niedziele poświęciłem, by zwrócić Waszą uwagę na doniosłość tegorocznych kazań, na aktualność Dziesięciorga Bożych Przykazań, ich decydujący wpływ na życie ziemskie i wieczne. Zanim w przyszłą niedzielę zabierzemy się do ich szczegółowego roztrząsania, musimy omówić podstawowe zagadnienia, którym chciałbym poświęcić dzisiejsze kazanie.
Na drogowskazie życia ludzkiego wypisał Bóg swoje przykazania; kto je łamie, popełnia grzech. Bóg pragnie, aby każdy człowiek zachował Jego Przykazania, ale dał każdemu wolną wolę, możliwość decydowania.
Ode mnie zależy, czy zachowam prawa boże, czy nie. Ode mnie to zależy! Ale jeśli nie zachowam praw, popełnię grzech; z grzechu wynika moja największa tragedia, tracę łaskę bożą! Czy wiecie, co to znaczy? Kto utracił swój majątek, stracił dużo; kto stracił prawą rękę, jeszcze większe spotkało go nieszczęście, ale kto stracił Boga – postradał wszystko!
Przestąpienie Przykazań Bożych, grzech, jest największym złem na tym świecie – tak uczy nas nasza święta wiara. Dlatego nigdy nie godzi się na grzech! Bracia, czy rzeczywiście tak jest? Czy grzech jest naprawdę tak okropną tragedią? Czy naprawdę tak bardzo obraża Boga? Czy grzech jest buntem przeciwko Bogu? Czy to Panu Bogu nie wszystko jedno, czy zachowam, lub nie, Dziesięcioro Bożych Przykazań? Oto temat mojego kazania:

I. Co sądzi ś wiat o grzechu? 

II. Co myśli Bóg o grzechu?

 

I. 

Co sądzi świat o grzechu?

 

a) Kochani Bracia! Niedawno amerykańska artystka zawarła ciekawą umowę z pewnym angielskim towarzystwem ubezpieczeniowym. Oto, miała otrzymać 50000 funtów szterlingów – olbrzymią sumę! jeśli w przeciągu 10 lat z jakiejkolwiek bądź przyczyny, z powodu wypadku, lub choroby będzie niezdolna… do czego? do pracy? zarobku? O nie! Jeśli nie potrafi się więcej… słodko uśmiechać (Schönere Zukunft, r. 1927, 2. X.). Na 50000 funtów szterlingów ubezpieczyła swój uśmiech! 

Kiedy człowiek czyta o tym niesamowitym kontrakcie, widzi symbol dzisiejszych życiowych pojęć. Nie chcę przez to piętnować faktu ubezpieczenia uśmiechu, jeśli kto tego pragnie, może to zrobić. Ale, kochani Bracia! – czy nie uderza w tym wypadku dzisiejszy płytki stosunek do życia? Tylko śmiech, tylko powierzchownie traktowane życie, tylko nigdy nie myśleć poważnie o życiu ziemskim!

Tak, największą wadą naszych czasów jest, że nic nie bierzemy poważnie, że jakoby nie istnieją żadne grzechy.
Dziwicie się, że to jest „wadą”. Jeszcze jaką! Grzech nie istnieje, czyli nie jesteśmy dość poważni, żeby cokolwiek uważać za grzech. Pan Jezus mógł powiedzieć o Sobie, ale tylko On: „Kto z was dowiedzie mi grzechu?” Ale niestety, dziś każdy tak mówi i tak sądzi. Dziś nie ma grzesznika, nie ma nikogo, kto by był winowajcą! Dziś każdy bardzo mówi: „Kto mi może zarzucić grzech?” To pytanie stawiają rodzice, dzieci, wychowawcy, rządy… Najstraszniejszym objawem współczesnego życia, chylącego się do upadku, jest to, że po szyję tkwimy w grzechach, ale tego nie czujemy i nawet nam z tym wygodnie! Okropnie dużo jest grzechów, a czy widać ścisk penitentów przy konfesjonałach? Nie! Zanikło poczucie winy! Pokażcie mi jeden dziennik, który głosiłby, że nie wolno „grzeszyć”! Pokażcie mi chociażby jedną szkołę, w której poza lekcjami religii można by choć jedno słówko uświadamiające, że to, lub owo jest grzechem, czyli obrazą Boga! Pokażcie mi jeden sądowy wyrok, który by skazał winowajcę za „grzech”, czyli za obrazę Boga! Nie ma wyroku! Mówić o grzechu nie należy do dobrego tonu, to nie jest modne. Grzechu nie ma! Jest tylko wada, przeoczenie, pomyłka, nałóg wrodzony, słabość ludzka…

b) Ale jeśli, Bracie…, patrzę na Krzyż Zbawiciela, krzyk wyrywa mi się z piersi. Krzyczałbym głośno, żeby usłyszał cały świat, żeby słowa moje utkwiły w każdym ludzkim sercu: Ludzie, patrzcie, co to jest grzech! Co to jest grzech, który wymaga takiego zadośćuczynienia!
Kiedy widzę cierpiącego człowieka, chciałbym wołać: Ludzie, patrzcie, co to jest grzech, który doprowadził nas do tego! Pan Bóg stworzył człowieka do szczęścia, już tu na ziemi. Pierwotnym zamiarem bożym było, by człowiek przeżywszy spokojnie lata tu na ziemi, bez zaznania gorzkiej śmierci, dostał się do wiecznej ojczyzny.

Dlaczego tak nie jest? Czemu tyle cierpi człowiek, który został stworzony do szczęścia? Daje nam na to odpowiedź święty Paweł: „Przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć” (Rz 5, 12). Grzech zrujnował wszystko.

Zdawałoby się, że tego, kto zmarnował szczęście nas wszystkich, należy nienawidzić? A jednak, chociaż jesteśmy ofiarami grzechu, to kochamy grzech. Kochamy?! Więcej, rozszerzamy go wszędzie! Cały świat jest jedną wielką szkołą grzechu, każdy wychwala zło. Przychodzi malarz; w powabnych barwach maluje grzech, abyśmy go pokochali. „Czy to grzech? Nie, to nowoczesna sztuka!” Przychodzi rzeźbiarz; wlewa życie w głaz, a poeta w słowa… „Czy to grzech? Nie, to nowoczesna rzeźba, nowoczesna literatura!” Filozof dowodzi, że nie istnieje grzech, tylko słabość, wada, niedoskonałość…, oto jakie jest mniemanie świata o grzechu.

Chrześcijańskie pojęcie grzechu jest tedy przesadą! Może grzech nie jest tak straszny? Może to wynalazek Kościoła? Zobaczymy:

 

II.

Co myśli o grzechu Bóg?

 

Czym jest grzech w oczach Boga? Żeby to wykazać, nie potrzeba sięgać do systematów filozoficznych, bo filozofowie mimo najlepszej woli błądzą w tej dziedzinie. Mamy jedną starą księgę, o której wiemy, że powstała z natchnienia bożego, w niej znajdujemy opis pierwszego grzechu, pierwszego upadku.

Wiem, Bracia, że są tacy, którzy niezadowoleni kręcą głowami, słysząc, że będę mówił o grzechu, który zdarzył się w raju. „Czy to prastare świadectwo – mówią – nie jest tylko alegorią, symbolem?” Bracia! Chcąc rozstrzygnąć to zagadnienie, poświęcę więcej czasu, żebyśmy zrozumieli głębię mądrości, kryjącą się w tych starych dziejach, żebyśmy się przekonali, że tego nikt nie mógł napisać bez natchnienia Boga, który jedynie wie dokładnie, czym jest grzech, jakie są jego źródła i następstwa. Historia upadku pierwszych rodziców w raju to opis nie tylko pierwszego grzechu, ale każdego grzechu w ogóle (według Mac Carthy).


A) Jak powstaje grzech?

a) Wszyscy znamy dobrze historię upadku pierwszej pary ludzi, ale jeśli głębiej zastanowimy się nad nią, zobaczycie, ile nowych rzeczy spostrzeżemy. Próbujmy śledzić grzech, zróbmy analizę duchową pierwszego grzechu.
Przychodzi kusiciel z największym kłamstwem, jakie kiedykolwiek słyszał świat: „Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?” (Rdz 3, 1). Czyż nie tak rozpoczyna się każde kuszenie i dziś? Ale wróćmy do tematu. Dlaczego miałby Bóg zabronić tego lub tamtego? Przecież to taka dobra rzecz! To takie miłe dla moich zmysłów! Czy Bóg jest nieprzyjacielem mojego szczęścia?! Bracie! Bądź szczery, wspomnij tę chwilę, w której się zastanawiałeś: zrobić to, czy nie? – czy nie słyszałeś tych samych słów? „Dlaczego zabrania Bóg?…” i przyznaj się, czy nie tak zrobiłeś, jak pierwsza kobieta? Skarżyłeś się (przynajmniej przed sobą), dlaczego Bóg nie pozwala kosztować zakazanego owocu: bo jest mi nieżyczliwy, nie pragnie mego szczęścia. Skarżyłeś się, albo przynajmniej myślałeś w skrytości, że „Bóg jest okrutnym tyranem”, jeśli zabronił tego, co pociąga twoje zmysły.

b) Patrzmy dalej, jak powstaje grzech. Niewiasta niedbale odpiera pokusę: Nie jemy, żebyśmy przypadkiem nie pomarli (Rdz 3, 3). Przypadkiem! Ewo, gdzie się podziała twoja silna wiara? Gdzie jest twoja wdzięczność dla Boga? Bracia, powinna była stanowczo odpowiedzieć: „Nie jemy, bo Bóg powiedział, jeśli będziemy jeść, to pomrzemy!” Ale ona rzekła inaczej. Nie mówiła: „Bóg nam dał życie i wszystko co mamy, dlatego chętnie wyrzekniemy się tego, czego zabrania”. Ewa mówi tylko: „Nie jemy dlatego, żebyśmy przypadkiem nie pomarli”.

c) Na to czekał kusiciel! „Na pewno nie umrzecie!” (Rdz 3, 4) Oto, przed chwilą tylko chwiała się wiara, tu już jej nie ma. O, wy współcześni niedowiarkowie! Krzyczycie głośno, chełpicie się postępem, twierdzicie, że wiara w Boga jest przestarzała i że bezbożność przystoi człowiekowi dzisiejszemu! Pierwszą pokusą na świecie było niedowiarstwo, jest ono tak stare, jak świat. Kiedy mówicie, że nie wierzycie w Boga, odzywa się w was echo starej pokusy: „Nie, nie pomrzecie!”.

d) Nieszczęśliwa niewiasta milczy, jest prawie zupełnie przekonana. To dodaje śmiałości kusicielowi: „Otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło.” (Rdz 3, 5). Już namawia wyraźnie do buntu! Człowiek zawsze pragnąłby być Bogiem, pozbawić Boga przynajmniej cząstki majestatu. Rzymscy cezarowie wymagali czci boskiej, to samo robi człowiek dzisiejszy, zarozumiały ze swej wiedzy.

e) Nieszczęśliwa Ewa słucha dalej. Patrzy na owoc: „Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu… Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią: a on zjadł.” (Rdz 3, 6). Widziała własnymi oczyma. Każdy z nas przekonał się, że wzrok, to główne wejście, przez które wkrada się do duszy grzech. Jesteś pyszny? – co cię zrobiło takim? Próżny widok ludzkiej wielkości. Jesteś łakomy? – co cię takim zrobiło? Widok złota i jego blasku. Duszę twoją pożera ogień rozpusty? – co go wznieciło? Nie uważałeś na swój wzrok!


B) Co jest następstwem grzechu?

Stał się pierwszy grzech. Co było jego następstwem? Co obiecywał kusiciel?
Zapewniał, że: „Otworzą się wasze oczy i będziecie widzieć” – otóż otworzyły się! Ale co zobaczyły? Hańbę, trwogę, udrękę sumienia! To jest jedyna mądrość, do której grzech prowadzi człowieka!

a) Hańba jest następstwem każdego grzechu. Grzesznik może się ukryć przed światem, przed prawem, ale przed sobą nigdy. Może być ktoś na tyle zepsuty, że chełpi się swoim grzechem; może być ktoś pseudo – filozofem, który zło ubiera w szatę piękna, może być poganinem, który wynosi grzech na ołtarz, poetą, który na cześć grzechu tworzy pieśni – ale przyjdzie czas, moment, kiedy dusza grzesznego człowieka, pseudo – filozofa, poganina, poety gorzko zapłacze, upadnie pod ciężarem okropnego wstydu, grzechu. Ta kara nikogo nie minie.

b) Zwłaszcza, gdy po grzechu nastąpi trwoga. „Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się” (Rdz 3, 10) Przestraszyłem się? Przestraszyłeś się Boga?! O, Bracia! Dopóki nie popadliśmy w grzech, nie przypominacie sobie, jak miło rozmawiał człowiek z Bogiem? Jak klęczał przed ołtarzem! A teraz? Dlaczego boisz się kościoła, konfesjonału? Byłbyś rad zapomnieć, że jest Bóg, że masz duszę, że jest życie wieczne, sąd! Dlaczego boisz się Boga?
c) Nadaremnie się kryjesz. Przychodzi trzecie następstwo grzechu: udręka sumienia. Odzywa się Bóg, pyta Adama: „Gdzie jesteś?” (Rdz 3, 9). Czym jest wyrzut sumienia, jeśli nie głosem Boga? Co uczyniłeś? Gdzie się podziała twoja niewinność? Co to za plama widnieje na Twojej duszy?
Oto sumienie! To oskarżające, potępiające męczące cię sumienie! Bracia! Gdybyśmy nawet nie mieli innych dowodów, sumienie przekonałoby nas dostatecznie, że istnieje Bóg i co myśli o grzechu Bóg, i że domaga się zachowania Swoich praw. Cokolwiek wymyślałbyś, jakiekolwiek robiłbyś próby, głosu sumienia me stłumisz niczym. Ono zawsze przypomina, świadczy, oskarża. Nie dość na tym – jest naszym sędzią, katem. Ma bicz, którym smaga, ogień, którym pali, jad, którym truje, dzwon, którym bije na alarm, żądło, którym rani. Nie daje nam spokoju, ani we dnie, ani w nocy. Grzeszna dusza czuje wstręt sama do siebie, lęka się widoku zła. Często w okrutnych męczarniach woła: Wolę śmierć, aniżeli straszną, wieczną zgryzotę.
Przychodzi śmierć! Tu trochę się zatrzymamy, Bracia, tu bowiem widać dokładnie, jak Bóg nienawidzi grzechu.


C) Karą za grzech jest śmierć.

Co to Jest śmierć? Nasze ciało dogorywa, zaczyna się rozkładać.
O człowieku zwykle mówimy, że jest najdoskonalszym tworem Boga. Dotyczy to nie tylko duszy ludzkiej, ale i ciała. Ciało nasze jest również kunsztownym dziełem Boga. Jest piękniejsze od ciał innych stworzeń. Blaskiem płoną oczy człowieka! Szlachetność bije z postawy! Inteligencja maluje się w rysach twarzy! A zwłaszcza jak przystosowanym i podatnym jest ciało dla nieśmiertelnej duszy.

Mówicie: To kunsztowne dzieło Bóg tylko dlatego stworzył, aby istniało przez krótki czas tu na ziemi, a potem, by się rozsypało w popiół? Jakiż malarz, czy rzeźbiarz rozbiłby dzieło sztuki z chwilą, kiedy je stworzył? Jaki budowniczy wysadziłby w powietrze cudowny pałac, który dopiero ukończył? Takim byłby Bóg, gdyby na tak krótką metę był stworzył ciało ludzkie. Nie! Bóg pierwotnie nie chciał śmierci. Śmierć spowodował grzech!
Bracia! Zastanówcie się na chwilę, co to jest śmierć? Przystąp do łoża chorego, nie bój się – leży umierający. Nie bój się, nie będę mówił o jego okropnych cierpieniach, jak bije serce, jak urywany jest oddech, jak straszne prześladują go widzenia – nie, już to wszystko przecierpiał. Już ledwo oddycha. A był potężnym królem, uczonym badaczem, zamożnym bankierem, światowej sławy artystą teatralnym, młodym dziewczęciem. Jakie kosztowne nosił szaty! Jakie krótkie, głęboko wycięte suknie! Jak tańczył kiedyś – w ostatnim tygodniu – ba, wczoraj jeszcze – tango i black–botona! Patrz, jaka to była mądra głowa, ile się w niej mieściło myśli a teraz zżółkła, jak wosk, spoczywa cicho na poduszce. Patrz, to silne ramię, które siało śmierć w ogniu bitew, nie może się teraz ruszyć. Patrz, te cudne oczy, które czarowną swą siłą przyciągały tłumy ludzi do grzechu, które patrzyły tak kokieteryjnie, tak wyzywająco, które tak ssały w siebie grzech, widzisz, jakie teraz są omdlałe, bez wyrazu, szkliste, straszne.
Ale poczekaj. To tylko początek kary. Bóg karze za grzech jeszcze przed śmiercią, już tu na ziemi. Ale karze przede wszystkim po śmierci.
Jeszcze cię nie pochowano, a już otwierają flakony z perfumami, bo cuchniesz. Zaczyna się rozkład. Ledwie odmówiono nad twoimi zwłokami, „Ojcze nasz” a już słychać glosy: „Zanieście go do kostnicy! Nie wolno go tu trzymać, zatruwa powietrze!…”
Słyszysz? „Zatruwasz powietrze”, ty, przed którym jeszcze wczoraj drżeli twoi podwładni, ty, który prowadziłeś ludzi do grzechu, psułeś dusze – a teraz zatruwasz powietrze!
A człowiek chce walczyć, broni się przed nicością: – nic nie pomoże. Nie wśród dzikich, ale w Ameryce, w zamożniejszych sferach istnieje zwyczaj, że umarłego malują, pudrują, wargi pięknie zszywają i twarz zdaje się być tak świeża, rumiana, uśmiechnięta, jak nigdy za życia – a jednak nic to nie pomoże! Co następuje po pogrzebie? Co się stanie z tobą w parę tygodni po pogrzebie? O tym nie będę mówił. Nie! Nie będę mówił o tej garści popiołu, o tych kawałkach kości, które po nas pozostaną. Gdyby cię kto znalazł parę dni po śmierci, zimny pot oblałby go z trwogi.

Pomyśl: Na uboczu leży sosna, powalona starością, albo siekierą drwala, czy się jej kto boi, czy przeraża kogo zwalony dąb? Nikogo. Robimy z niego meble, które dziesiątki lat zdobią nasze mieszkania, liście dębowe rozrzucamy po pokojach, żeby miło pachniały… A ciebie niosą do grobu, żebyś nie zatruwał powietrza, trwogą napełnia widok twojego trupa!

To, co człowiek sam stworzył, tego się nie boi. Odnawiamy dawne, prastare pomniki, jeśli się rozpadają, lubimy marzyć na ruinach zamków, marzymy na gruzach, tylko szczątki człowieka są po śmierci takie odpychające i wstrętne.

Teraz już możesz przyjść i pytać: „Co to jest grzech?” I mówić, że to „tylko straszak w ręku księży!” Teraz przyjdź i powiedz: „Cieszy mnie, sprawia mi przyjemność ten, albo tamten grzech, niemożliwe, żeby się Bóg gniewał z powodu mojego szczęścia”. Możesz sobie tak mówić! Bracia! Czymże jest grzech, skoro przez niego zesłał Bóg na swoje najpiękniejsze stworzenie tak wielką karę, upokarzającą, straszną, nieubłaganą śmierć! Boże mój! Jak bardzo musi Cię obrażać grzech?!

Bracia, będziecie jeszcze bardziej zdziwieni, gdy powiem, że żył na ziemi człowiek, który był Bogiem. Czy on też umarł? Tak. On też podporządkował się okrutnej karze. Patrzcie: jak się krwawo poci na Górze Oliwnej, jakie wstrząsające słowa modlitwy wydobywają się z Jego ust: „Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich!” (Mt 26, 39). Jaka była na to odpowiedź? Niemożliwe! Przejął na siebie grzechy ludzkości, dlatego musiał przecierpieć najstraszniejsze męki i oddać duszę wśród najbardziej upokarzających znieważeń. Boże mój! Jak bardzo musi Cię boleć grzech, jeśli się nie zlitowałeś nad Swoim Synem Jednorodzonym?!
Ale skoro się już spełniła ta wielka ofiara, kiedy już Syn Boży umarł za nasze grzechy, to może już skończy się kara i nie będzie więcej śmierci? Nic z tego! Człowiek umiera, chociaż dokonała się ta wielka ofiara!
A może przynajmniej ogień zatracenia wygaśnie? Nie! Będzie się palił wiecznie!
O, Panie, Panie! Więc, po co umierałeś? Czymże jest odkupienie? Odkupieniem jest to, że ci, którzy chcą (chcą!) dostać się do Boga, przez sakramenty święte, otrzymują łaskę zmazania dawnych grzechów, zyskują siłę, żeby obronić się przed nowymi pokusami, a Bóg zlituje się nad nimi i będzie ich miłował. Kto nadal żyje w grzechu, tego Bóg przemocą nie będzie ciągnął do nieba, tego Bóg nie kocha, lecz nim gardzi, bo nie byłby Bogiem, gdyby nie brzydził się grzechem.
Bracia! Pytaliście się: czym jest grzech w oczach Boga. Oto macie: tak wygląda grzech w oczach Boga!


***


Najdrożsi w Chrystusie! Dzisiejsze kazanie zakończę starą historią. W przepięknym hiszpańskim mieście Toledo, Karol V, król hiszpański, nad którego olbrzymią krainą nigdy nie zachodziło słońce, zwołał swoich doradców. Naturalnie nie brakło wśród zebranych księcia Gandii: Franciszka Borgia… Wiecznie nie można radzić nad trudnymi sprawami rządowymi. Po długim, uciążliwym dniu należy się zebranym magnatom trochę wypoczynku! Wieczorami więc wśród wesołego grona podnoszono puchary napełnione czerwonym winem, dostojne damy w jedwabiach, seledynowych i błękitnych szatach, wesoło tańczyły przy dźwiękach ognistej, andaluzyjskiej muzyki. Gdy wtem nagle… wchodzi nieproszony gość, spojrzał wprost w oczy przepięknej królowej Izabeli. Na kogo raz spojrzał pustymi oczodołami, do kogo wyciągnął kościstą rękę, uzbrojoną w kosę śmierci, ten więcej nie otworzył oczu. Tak umarła czarująca królowa Izabela.

Pogrzeb odbył się w Granadzie, ciało złożono do krypty, a książę Borgia otrzymał polecenie, aby wpierw, zanim złożą trumnę do grobowca, przekonał się, czy wszystko urządzono według dworskiej etykiety. Po kilku dniach zdejmują wieko z trumny, książę wzruszony załamał ręce i zawołał: Izabelo! To ty? To ty, tak niegdyś cudowna, a teraz taka zmieniona, trup nie do poznania, o Izabelo! Wszystko jest marnością, jedno tylko jest słuszne: żyć duchowo, według przykazań wiecznego Boga…

Wzruszony Franciszek Borgia wrócił z pogrzebu do poprzedniego swego zajęcia, na tron regenta Katalonii, ale jak żył… Bracia! – tak żył wśród swoich trudnych obowiązków, że się stał wielkim Świętym Kościoła.
Oto, Bracia! – jesteśmy przy końcu kazania… Rozpoczynaliśmy od ubezpieczenia uśmiechu artystki amerykańskiej, kończymy na królowej Hiszpanii, gnijącej w trumnie…

Panie Boże, dopomóż nam przejść bez grzechu nasze ziemskie życie, ubezpiecz nasz uśmiech – ale nie na dziesięć lat, ale tak, żeby naszym udziałem był uśmiech i pogoda dusz wiernych, zdążających do Ciebie, do wiecznej szczęśliwości.
Amen.

Szukaj

pomóż tej stronie

Szanowny Gościu, jeżeli możesz, zamieść proszę u siebie jeden z linków prowadzących do tej strony.

Wybierz link do zamieszczenia

Wymienię się linkami

.mp3

September 2017
Mo Tu We Th Fr Sa Su
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1