(O pierwszym przykazaniu) Nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną

Z kazań biskupa Tihaméra Tótha (ur. 14 stycznia 1889 w Szolnok, zm. 5 maja 1939 w Budapeszcie) - kaznodzieji, duszpasterza młodzieży i studentów.

Kochani Bracia w Chrystusie!
Dzisiaj będę mówił o bałwochwalcach.

Jak to? Nie rozumiemy dobrze?!… O czym? 

O bałwochwalcach!

– O jakich bałwochwalcach? Czy o szczepie Indian z plemienia Sioux, tańczących przed totemami? Czy o Hotentotach, lękających się fetyszów? 

– Nie, nie! Będę mówił o budapeszteńskich bałwochwalcach! 

O budapeszteńskich bałwochwalcach? proszę!… Czy można na serio twierdzić, że w cywilizowanym XX wieku, w ośrodku najnowocześniejszej kultury, obok bibliotek, szkół, uniwersytetów, laboratoriów są ludzie oddający cześć bałwanom? 

Zaraz zobaczymy, drodzy Bracia i Siostry! Wpierw odpowiedzmy na pytanie: Co nazywamy bałwochwalstwem? Bałwochwalczy jest każdy czyn, każde słowo, każdy krok, jeśli rzeczom stworzonym oddaje cześć i kult należny Bogu. Dawni poganie czcili kamienie, figurki z drzewa, słońce, gwiazdy, krowę, czarnego byka, kota – wzdrygamy się na samą myśl o tym. śydzi – czytam – w Starym Testamencie – kiedy przestali oddawać cześć prawdziwemu Bogu, kłaniali się Baalowi, Dagonowi, Molochowi i złotemu cielcu, Co za straszny upadek! – Człowiek cywilizowany wprawdzie tego nie czyni… 

Ale!… 

Żeby popełnić bałwochwalstwo, do tego nie potrzeba kamiennego, czy drewnianego posągu, przed którym mielibyśmy się kłaniać; bałwochwalstwem jest już, skoro coś kochamy i stawiamy wyżej od Boga, jeśli w czymś pokładamy większą ufność, aniżeli w Bogu. Bóstwem dla nas jest to, co zajmuje w naszym sercu pierwsze miejsce. Skoro tak, to w czasach dzisiejszych musimy stwierdzić smutne zjawisko. Wprawdzie w naszych miastach nie stoją posągi bóstw, jak na ołtarzach Grecji czy Rzymu; w mieszkaniach naszych nie ma 30 tysięcy bałwanów, jak w Panteonie, ale jeśli zajrzymy w tajniki naszych serc, do głębi naszej duszy, do systemu naszego myślenia, z przerażeniem musimy stwierdzić, że wielu ludzi, zarówno biednych, jak bogatych; uczonych jak i prostaków, jest bałwochwalcami. Aż strach pomyśleć, jak wiele bałwanów szczerzy ku nam zęby z duszy nowoczesnego człowieka! 

Jam jest Pan, Bóg twój! Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną!” – brzmi pierwsze Przykazanie. Zeszłej niedzieli rozpatrywaliśmy pierwszą połowę tego przykazania; weźmy teraz drugą. Mówiliśmy o tym, w jaki sposób człowiek powinien myśleć o Bogu. Dzisiaj przypatrzmy się,jak naprawd ę my ś li o Bogu wielu współczesnych ludzi. Przyjrzyjmy się rozmaitym grupom ludzi i przekonamy się z przerażeniem, jakiego spustoszenia dokonało różnorakie bałwochwalstwo.

 

I. 

Drodzy Bracia i Siostry! Rozpocznijmy nasze spostrzeżenia od typu najbardziej godnego politowania od człowieka nowoczesnego, którego przycisnęła twarda ręka życia, pogrążonego w troskach, związanych z pracą o chleb. Na każdym kroku spotykamy bliźnich, o których sądząc z pozoru, moglibyśmy powiedzieć, że pozbawieni są wiary, że nie znają Boga! Iczy rzeczywiście nie mają wiary?! O nie! Czy dzisiejszy człowiek nie uznaje Boga? Takich ludzi znajduje się zaledwie kilku! Więc jakim jest człowiek nowoczesny? Jest to ptak, któremu podcięto skrzydła, – orzeł przykuty do ziemi, – parias schylony nad skibą nieurodzajnej roli. Przy szalonym tempie nowoczesnego życia, nie ma czasu zastanawiać się nad swoją duszą, nad Bogiem. Zdaje mi się, że to trafne spostrzeżenie! Dzisiejszy, tak zwany „niewierzący” człowiek nie jest zatwardziałym ateuszem, nie ma tylko czasu, żeby chociaż dziesi ęć minut poświęcić Panu Bogu. 

Gdyby miał na to choć dziesięć minut, to nie tylko, że nie byłby bezbożnym, ale stałby się na wskroś katolikiem, upadłby na kolana przed majestatem prawodawcy z góry Synaj. 

– Czy to prawda? Czy wystarcza na to dziesięć minut? – pytasz zdziwiony.
– Tak, wystarcza! Krótkie rozmyślanie, jedno głębokie zastanowienie się może nieraz wystarczyć, aby tak zwany niewierzący stał się chrześcijaninem katolikiem.
Może mi nie wierzycie? Otóż starajmy się przekonać, że tak jest w istocie! (według Pierre l'Ermite) Starajcie się skupić przez kilka minut.
A więc, Bracie, czy zupełnie nie wierzysz?
Nie! W nic nie wierzę!

– Otóż, patrz, jeślibyś się znalazł na pustyni Saharze i zobaczyłbyś na piasku guzik, lub gdybyś się dostał na biegun północny i znalazł tam zardzewiałą stalówkę, co byś pomyślał?
– Myślałbym, że tędy musiał przechodzić cywilizowany człowiek.
– Całkiem słusznie! Znasz okrzyk Kolumba, który, gdy po długiej, beznadziejnej żegludze zobaczył zwęglone polano na falach morza, zawołał: Ziemia! Ziemia!

Otóż mój Przyjacielu, gdy obserwuję zawrotny, a jednak regularny bieg ciał niebieskich, albo badam niesłychaną celowość budowy skrzydeł motylich, gdy zastanawiam się nad wspaniałym mechanizmem wszechświata, albo gdy patrzę na artystyczną budowę gniazdka sikorki, również nie mogę powstrzymać okrzyku:
„Niebo! Niebo! Bóg! Bóg!”

Gdyby wszechświat był tylko mechanizmem, który trzeba by co siedem dni nakręcać, to i wtedy nie mógłbym go sobie wyobrazić bez mechanika i stwórcy. Słabe to porównanie, nieprawda?! Co tydzień trzeba świat nakręcać? Gdzie tam! Całe tysiąclecia, a może setki tysięcy lat idzie z godną podziwu punktualnością!

Na to powiesz:
– Tak, idzie, ale ma i wady!
– Owszem. Podobnie i słońce ma plamy. Ale właśnie te braki wykazują słuszność twierdzenia, że wszystkie drogi kończą się u stopni tronu bożego. Patrz, cierpienie, kłopoty, trudy i znoje, patrz… patrz… a na pewno powiesz: Jeśli nie ma Boga, jeśli nie istnieje życie pozagrobowe, to świat jest podobny do domu wariatów! Rozum mój, serce moje, myśli moje i uczucia znajdują ukojenie tylko w zrozumieniu słów, danych na górze Synaj: Jam jest Pan, Bóg twój!
– Dobrze, przyznaję, że jest Bóg, ale wy głosicie, że człowiek ma duszę!…
– A więc, o to ci chodzi? O duszę? Otóż posłuchaj, proszę: Czy nigdy nie czułeś w sobie rozterki, czy nigdy nie zawahałeś się pod wpływem kuszących obietnic, czy nigdy nie toczyłeś ze sobą ciężkiej walki?
– Tak, to prawda, jakaś wielka walka…
– Otóż widzisz. Ciało twoje zmagało się? Z kim? Przecież do walki trzeba dwóch przeciwników! Kiedy od strony Włoch piekło ognia frontowego zalało węgierskie wojsko, stojące na brzegach Isonzo, ludzie drżeli z przerażenia i chętnie byliby się skryli w okopach, i kto rozkazał tym znużonym żołnierzom iść „naprzód do boju!” Czyż nie dusza, która potrafi rządzić i ciałem?
– Tak, tak… Ale między Bogiem i człowiekiem, między niepojętą wielkością, a znikomym pyłkiem leży niezgłębiona przepaść? Czy Bóg pełen majestatu troszczy się to, co się dzieje z maleńką ziemią i z jeszcze drobniejszymi jej mieszkańcami, jak żyją, czy walczą, co robią, co mówią, o czym myślą?

Czy to Bogu nie obojętne?

– Otóż, patrz, Bracie! Czy nie jest tak samo i z nami ludźmi, jeśli coś uplanowaliśmy sobie, jeśli wykończyliśmy jakiś dramat, posąg, gmach, książkę, obraz, to losy tych dzieł obchodzą nas i po skończeniu. Co się z nimi stało? W czyich są rękach? Jakie ich dalsze dzieje? Umysł twórczy zajmuje się losem nawet martwych przedmiotów, obrazów, budowli, domów, posągów. Cóż dopiero mówić losie dzieci, o stosunku macierzyńskim, ojcowskim?

Czy znajdzie się matka, która by się nie interesowała losami syna, żyjącego na obczyźnie? Czy jest matka, która by patrzyła obojętnie, jak jej córka prowadzi rozwiązłe życie? A więc jeśli tak jest z nami, ludźmi, czy nieskończenie dobry Bóg może postępować inaczej? Czy miałby Go nie obchodzić nasz los? Czy tylko Jemu ma być obojętne, czy żyjemy cnotliwie, czy też grzęźniemy po uszy w bagnie zepsucia?

– Tak, tak… Ale kiedy tyle rozmaitych wyznań jest na świecie, często sprzecznych między sobą, to w końcu najlepiej nie słuchać żadnego…
– No, tego bym nie twierdził! Patrz, kochany Przyjacielu, ludzie kłócą się nawet o sposób odżywiania. Jedni mówią, że obiad bez mięsa nic nie wart, a inni twierdzą, że właśnie mięso jest bardzo niezdrowe! Więc z powodu tak różnych zdań sądzisz, że najroztropniej byłoby wcale nie jeść?
– No, dobrze, niech tam będzie jakaś wiara, czy to jednak nie wszy jedno, jakiego jestem wyznania? Przecież każda religia chce dobra, każda jest jakby gwiazdą, która przyświeca na niebie temu samemu Bogu.

– Istotnie: każda jest jakby gwiazdą. Wszyscy lubimy piękno gwiazd. Jednak, żeby czytać, żeby pracować, żeby śmiało iść drogą, czy wystarcza nam ich światło? Nie! Potrzeba nam słonecznego światła, Chrystusa, prawdziwego Chrystusa! Czy to nie wszystko jedno, jaką wyznaję wiarę? Nie! Dwa razy dwa może być cztery, albo niech sobie będzie i pięć, ale jednocześnie nie może być i cztery i pięć. To samo można zastosować do twierdzenia: obojętna rzecz, jaką wyznaję wiarę. Żydowskie prawo religijne Starego Zakonu mówi: oko za oko, ząb zaząb… Chrystus mówi: jeśli kto uderzy cię w policzek prawy, nadstaw mu i lewy – otóż z tych dwóch praw, jedno musi być fałszywe! Koran naucza: miej tyle żon, ile możesz utrzymać; Chrystus znów nakazuje: możesz mieć tylko jedną żonę i tylko śmierć może cię z nią rozłączyć. Otóż jeden z tych nakazów musi być nieprawdziwy. Wiara katolicka uczy, że w Przenajświętszym Sakramencie jest obecny sam Pan Jezus, bo wierzy słowom Chrystusa, ale są wyznania chrześcijańskie, które wbrew słowom Chrystusa nauczają, że Przenajświętszy Sakrament, to tylko pamiątka, tylko kawałek chleba i nic więcej. Otóż jedno z tych twierdzeń musi być fałszywe! Skoro tylko jedno jest prawdziwe, więc muszę wybierać. Zastanawiam się nad danymi i nie pozostaje mi nic innego, tylko wybrać katolicyzm.

Swojego czasu ktoś trafnie powiedział:

Człowiek albo jest niewierzącym, albo katolikiem!

Oto, Bracia i Siostry! Popatrzcie na zegarek. Mówiłem przez dziesięć minut i przez ten czas przeszliśmy z niewiary do naszej świętej wiary, do religii katolickiej. Ale niestety: wielu dzisiejszych ludzi nie chce ani dziesięciu minut czasu poświęcić swojej nieśmiertelnej duszy i pozostają niewierzącymi.

 

II.

Drodzy Bracia! Ale to jeszcze nie koniec. Przyjrzawszy się grupie niewierzących, musimy parę minut poświęcić i drugiej grupie, do której należą katolicy z metryki, z chrztu, ale którzy w praktycznym ż yciu zapomnieli o Dziesi ę ciorgu Bo ż ych Przykazaniach: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną!”

Przypatrzcie się kilku takim obrazkom z życia takich ludzi.

A) Siedzę w przedziale międzynarodowego ekspresu. Razem ze mną jedzie jakaś wychowawczyni z dwojgiem małych dzieci, i jakaś wykwintnie ubrana dama, żona bardzo bogatego ziemianina. Jadą do Marienbadu na kurację. Mniejsze dziecko, dziewczynka, mająca około trzech lat – okropnie źle wychowana. Krzyczy, rozkazuje, kaprysi, ale jeszcze gorszy jest pięcioletni chłopczyk, który jużświadomie zaznacza, że ma bogatych rodziców, że jest jedynakiem, który po to raczył przyjść na świat, aby dokuczać wychowawczyni. Tak też i postępuje… Obok dzieci siedzi matka: elegancka, wymalowana, i przegląda jakieś podejrzanej wartości pisma i ilustracje. Malec też przeglądnął obrazki; jeszcze się nimi nie gorszy. „Przecież jest jeszcze taki mały!” – powiedziałaby matka, gdybym ją upomniał.

Dzieci te jednak mają na szyjkach zawieszone medaliki Matki Boskiej, są więc katolikami! Ale mój Boże! Jakie znaczenie może mieć w danym wypadku medalik?! Jak się przedstawia ich wiara? Prawda, że później dzieci będą uczęszczać na naukę religii („kto by im też dał radę bez religii w wieku dojrzewania?”), ale co będą słyszeć o wierze w domu, w towarzystwie, od wychowawczyni, od matki, od ojca?… Kiedy i co? Bóg? „O, proszę księdza, dzisiaj nie mówi się w towarzystwie o Bogu”. Kościół katolicki? „Za surowy. Mógłby złagodzić swe prawa!” Modlitwa, Sakramenty? „Dzieci pójdą przecież do pierwszej Komunii świętej! Czego więc trzeba? Niczego! Reszta, to dla prostych ludzi! Wystarczy, jeśli na klepsydrach będzie wydrukowane: „zaopatrzony św. Sakramentami…” to wystarczy!”

Patrzcie, Bracia! Tyle znacz „wiara” u wielu dzisiejszych ludzi: jest to pewnego rodzaju ubezpieczenie na wszelki wypadek, trochę bezdusznej, zewnętrznej formy i nic więcej.

Tylko patrzę… obserwuję… i nawet nie wiem, czy to ta dama mówiła, czy mnie się tylko zdaje? Ale jakbym dalej słyszał jej głos:
– Proszę, dlaczego ksiądz z takim przerażeniem na nas spogląda? Przecież nie jesteśmy bezbożni! Gdy w niedzielę, przed obiadem idę zmężem na wizytę, zawsze wychowawczynię i jedną pokojówkę wysyłam na mszę. Niech usłyszą, co im mówi ksiądz! Ostatecznie te stracone pół godziny wynagradza mi ich uczciwość, bo wychowawczyni nie włoży na bal moich pantofelków z krokodylej skóry, a Marysia nie będzie karmiła żołnierza z mojej spiżarni… Wiara, prawdę powiedziawszy, jest trochę przestarzała, zwłaszcza dla nas, inteligencji! Ale jednak jeszcze jaki taki zysk jest z niej i człowiek musi się o nią oprzeć…

Nie wiem, czego bym się był jeszcze dowiedział, jadąc pociągiem, ale mały chłopak tuż nad moją głową łaził po siatce bagażowej i stamtąd szarpał za włosy wychowawczynię. Panna protestowała, matka spojrzała w górę i naprawdę zagniewana zawołała: „Proszę, by pani wciąż nie dokuczała biednemu Jurkowi!…”

Biedny Jureczku! Czy będziesz kiedykolwiek wiedział, co to jest karność, posłuszeństwo?! Czy kiedykolwiek będziesz miał choćby słabe pojęcie o boskich rysach twarzy Chrystusa Pana? Czy ta wspaniała twarz Chrystusowa będzie kiedykolwiek naprawdężywą w twojej duszy? Czy będzie wśród nawału pokus życiodajnym źródłem siły? Nigdy! Nigdy!

Bracia! „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną!…”

B) Zobaczmy inny obraz, typ innego człowieka. Restauracja wykwintnego hotelu, sobota, godzina dziewiąta wieczór… Przed hotelem mnóstwo wspaniałych samochodów: Fiaty, Steyery, Renault, Rolls – Roysy… A wewnątrz: białe stoły z małymi matowymi czerwonymi lampkami, w karafkach czerwone wino, szampan… muzyka… kipi życie… Wchodzę. Stanąłem w środku i przyszło mi na myśl pytanie: Panie Boże, czymże Ty jesteś dla tych ludzi?

Co znaczy Bóg, wiara, moralność, na przykład dla tego pana, który tam przy oknie je kolację w to jakiejś pani, która nie jest jego żoną?! A zdaje się, że oboje są chrześcijanami? Co znaczy Bóg, wiara, moralność dla tych dwóch młodych arystokratów, którzy bawią się w towarzystwie damskim jakiegoś zagranicznego poselstwa? Tak, są, katolikami! Niedawno tak poważnie szli za trumną swojego wuja! W czasie bierzmowania, córki ambasadora byli w kościele!… A kiedy zachorowała ich ciotka, natychmiast wezwali na pielęgniarkę Siostrę miłosierdzia zakonnicę. Czy to nie dosyć?!
Mój Boże! Na tymsię kończy cała ich religijność! Mówią nieraz o filmie, że jest „bardzo religijny”. Dlaczego? Bo z trzech tysięcy wstrętnych scen, 15 metrów taśmy przedstawia portyk jakiejśświątyni gotyckiej, pięć metrów taką scenę: bohaterka zanim zacznie żyć niemoralnie, modli się przed obrazem Matki Boskiej. „O, to naprawdę katolicki film!” – mówią ludzie.

Mój Boże! Jakie znaczenie ma jeszcze dla tych ludzi wiara?

„Zdaje się, że dziś jest wigilia jakiegośświęta i nie można jeść mięsa?” – mówi jeden. „No widzisz: czy ma to jakikolwiek sens? Przecież mógłbym zamówić rybę, daleko droższą od mięsa. Ale czy ma sens tego rodzaju skrępowanie w życiu?! I to w czasach obecnych zatruwać sobie życie takimi formalnościami!”

„Jutro jest święto, trzeba by pójść na mszę! Przyjacielu, człowiek cały tydzień ugania się, haruje. Zdaje mi się, że mam prawo przez jedno przedpołudnie porządnie się wyspać! A jeśli już wstanę, to chciałbym trochę wyjechać za miasto!”
„Szóste Przykazanie: nie cudzołóż! Co to jest? Brzmi, jakby po chińsku! Nic nie rozumiem, czego ono uczy! Być takim zacofanym w dzisiejszych czasach!…” I tak dalej.

Pieniądz! Używanie! Powodzenie! Władza! Rozmach! Kalkulacja! Wyrafinowanie! śycie wielkomiejskie!… Ci cudaczni bogowie przesuwają się w rzęsiście oświetlonej sali. Chciałbym wołać głośno, żeby zagłuszyć jazz – band: Ludzie! Bracia, czy nigdy nie słyszeliście potężnego nakazu: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną?!”

C) Czy mam mówić dalej? Mówić o jeszcze nowszych bałwochwalcach?
Dla wielu katolików bożkiem jest moda. „Oho, teraz będzie grzmiał przeciwko ubiorom, kosmetykom, wyciętym sukniom!”

Nie! Obecnie nie to mam na myśli. Nikt nie zaprzeczy, że i ten bożek ma wielu wyznawców. Ale teraz nie o tym myślę. Mam na myśli lekkomyślne naśladowanie mylnych zapatrywań innych ludzi. Tak, w dziedzinie wiary też panują mody! Słuchajcie tylko: Grzebią zwłoki dostojnego pana. Trumnę otoczyli poważni mężowie we frakach i w cylindrach. Odprawiam ostatnie modły nad zmarłym: „…bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi…” Zatrzymałem się. Czekam na podchwycenie modlitwy ze strony wiernych. Gdzieś za mną, daleko, w tyle, dwie stare babki szepczą: „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj…” A reszta? Jeden z panów spogląda ponuro w dół, drugi kręci cylindrem, trzeci buja myślą w obłokach… ale modlić się? Nie, nie modli się z nich żaden. Dlaczego? Bo to nie w zwyczaju! Niemodne!

„Niemodnych” praktyk religijnych jest więcej:
Byłeś w niedzielę na mszy świętej?
Wiesz, u nas nie ma tego zwyczaju.
Byłaś u spowiedzi?
Ależ gdzież! Mój mąż też nie chodzi.
Czy pościsz w piątek?
Wiesz, to u nas niewprowadzone…

Bracia! „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną!” 

 

*** 

Czy mówić jeszcze dalej o bałwochwalcach? Bo to jeszcze nie koniec. Należałoby poruszyć jeszcze wiele różnych rzeczy, ale czasu mamy za mało! 

Dla czwartego bożkiem, jest siła muskułów, sport, boks. Piąty hołduje maszynie, technice nowoczesnej. Złotym cielcem szóstego jest pogoń za pieniądzem, nie wzrusza go płacz wdów – nie widzi zdeptanych tłumów nędzarzy, niech sobie jęczą – jest głuchy, nic nie słyszy…
Oto nieprzebyte puszcze bałwanów w centrum cywilizacji XX wieku! Jest jeszcze inna odnoga bałwochwalstwa, która w zatrważający sposób szerzy się wśród współczesnego społeczeństwa. Poświęcę jej całe kazanie.

Pogański filozof Seneka pisze te znamienne słowa: „Jeśli mężczyźni zaczynają pokpiwać z bogów, a kobiety chodzić w przejrzystych szatach – jest to początek końca”.

Bracia! Od naszych zasad moralnych, od naszego konsekwentnego, katolickiego życia będzie zależało, czy się sprawdzi ostrzeżenie pogańskiego mędrca!

Bracia! Nie rzucajmy swoich serc na żer bałwanom, ale niech serce, dusza, rozum, wola, cała nasza duchowość,łącznie ze zmysłową naturą, należą do Boga, niech będzie urzeczywistnieniem pierwszego Przykazania Boskiego: „Ja jestem Pan, Bóg twój!” Amen.

Szukaj

pomóż tej stronie

Szanowny Gościu, jeżeli możesz, zamieść proszę u siebie jeden z linków prowadzących do tej strony.

Wybierz link do zamieszczenia

Wymienię się linkami

.mp3

September 2017
Mo Tu We Th Fr Sa Su
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1