(O pierwszym przykazaniu) Dlaczego się nie modlisz?

Kochani Bracia w Chrystusie!

W ciągu ubiegłego tygodnia, rozmyślając nad materiałem do dzisiejszego kazania, powziąłem dziwną myśl. Dziwną, bardzo dziwną, ale wam ją opowiem…
Przede wszystkim przypomnę, o czym mówiłem ubiegłej niedzieli. Mówiłem o modlitwie. Jestem stworzeniem boskim, a więc: modlitwa jest moim obowiązkiem. Jestem mizernym mieszkańcem ziemi, więc: modlitwa, to dla mnie zaszczyt. Jestem słabym, a stworzonym do walki człowiekiem, więc: modlitwa jest źródłem mojej mocy… Tak, wszystko to jasno przedstawiłem moim kochanym Słuchaczom…

Ale, mój dobry Boże – błysła mi myśl – nie gniewajcie się za moją ciekawość, chciałbym widzieć, czy od tej pory więcej się modlą moi słuchacze, aniżeli przedtem? Czy w ciągu ubiegłego tygodnia więcej modłów doszło do Ciebie, Panie? Czy ci, którzy się nie modlili dawniej, modlą się teraz?…

A Pan dał znak aniołowi, który pilnuje „Księgi żywota”, tej wielkiej księgi, w której jest zapisane każde nasze słowo wszystkie czyny, pragnienia modlitwy… I anioł otworzył przede mną tę wielką księgę… i bardzo się zasmuciłem! Mówiłem w niedzielę: Bracia, módlmy się! Moich słów słuchaliście w wielkim, skupieniu, a jednak w rzeczywistości jest słaby skutek, bardzo mało widzę prawdziwego ukochania modlitwy.

Ale jako pocieszenie, przyszło mi na myśl. A może mi się tylko zdaje? Może nie jest tak źle! Może jednak moi słuchacze więcej się modlą od tej pory?!… Może!… A może się nie modlą?! Może powinienem usunąć jeszcze wiele trudności, wymówek, uprzedzeń, zanim ich pozyskam dla modlitwy!… Tak jest – czuję to – Bracia! Dzisiejsze kazanie trzeba na to poświęcić, abyście pokochali modlitwę. W ostatnim moim kazaniu mówiłem, że kto się nie modli, ten grzeszy przeciwko pierwszemu Przykazaniu Bożemu. Jednak faktem jest, że większość dzisiejszych ludzi, pozwólcie, że powiem prawdę, część katolików! – mało, albo wcale się nie modli. Wcale!

W dzisiejszym moim kazaniu stawiam pytanie: Bracie, dlaczego si ę nie modlisz? – i odpowiem: dlaczego dzisiaj ludzie się nie modlą .

 

I.

Dlaczego się nie modlą? Najczęstszym usprawiedliwieniem są słowa: Nie mam czasu si ę modli ć ! Nie jestem bezbożny, nie „z zasady” się nie modlę; jeśli idę koło kościoła, to wstąpię na chwilę… Ale żeby codziennie rano i wieczór punktualnie odmawiać pacierz, to jest niemożliwe przy moich ciężkich życiowych zajęciach.

A) „Nie mam czasu si ę modlić ” – słyszy człowiek na każdym kroku usprawiedliwienie, co tyle znaczy, jakby ktoś powiedział: Nie mam czasu, żeby mieć duszę…
Niestety, musimy przyznać, Bracia, że w szalonym pędzie życia nowoczesnego, tego rodzaju wykręt nie jest tylko pustym frazesem, ale często smutną rzeczywistością. Przygniotło nas życie nowoczesne! Fabryki! Maszyny! Technika! Chełpiliśmy się zdobyczami postępu nowoczesnego, zawładnął nami jego duch: teraz trzyma nas i nie możemy się go pozbyć.

Pogoń życia nowoczesnego…

Wiecie, ile samochodów kursuje po ulicach naszego miasta? Niewiele – może paręset. A wiecie, ile kursuje w Nowym Jorku? Dwanaście tysięcy! Ile aut snuje się w Stanach Zjednoczonych? Dwadzieścia milionów! Hola! Tempo!… Słyszymy ze wszystkich stron szum życia nowoczesnego. Nieustanny pęd! Dziś widać jeszcze po ulicach napis: „Tu wolno jechać z największą szybkością 5 km na godzinę!” Ale widzę, że ruch w przyszłości będzie domagał się napisów tego rodzaju: „Tu nie wolno jechać z mniejszą szybkością, aniżeli 30 km na godzinę”.

Hola, tempo, naprzód!

Ile pięter miał dotychczas największy dom? Pięćdziesiąt osiem. Ale w tych dniach czytałem, że w Nowym Jorku zaczynają budować dom o stu dziesięciu piętrach! Dalej naprzód!

Naprzód? Nie! Stańmy na chwilę i zastanówmy się. Czy potrzebny nam ten szalony pęd? Bracia, na co nam się zda ten zawrotny ruch? Owszem, potrzebna jest maszyna do pomocy człowiekowi, żeby go uwolnić od nadmiernego wysiłku muskułów, ale biada, jeśli maszyna nad nim zapanuje!… Kiedy pędzi bezustannie i nie pozwala, by się zatrzymać choć na pięć minut, by się pomodlić, by chociaż przez kilka chwil czuć, że się jest człowiekiem.

Szalone tempo techniki!

Jesteśmy z niego dumni! Czy odpowiada ono na najgłówniejsze, wieczne zagadnienia życia? Arystoteles jeszcze nie znał sposobu badania ciśnienia krwi, my już go znamy. Znamy, ale czy jesteśmy szczęśliwsi. Rafael nie znał sztuki tak precyzyjnego rysunku, jaki daje nam za parę sekund aparat fotograficzny, ale czy jesteśmy szczęśliwsi? Czy potrafimy dać odpowiedź na ostateczne pytania, na najgłówniejsze i właściwie jedynie doniosłe zagadnienia: skąd przyszedłeś, dokąd dążysz? Nie potrafimy! Czy te pytania nie zostały i nadal pierwszorzędnymi zagadnieniami? Czy te pytania będą aktualne i wówczas, kiedy technika postąpi jeszcze bardziej naprzód, kiedy człowiek będzie spoglądał na nasze czasy, jak dzisiaj patrzy z kajuty samolotu na dyliżans z ubiegłego stulecia? Jestem święcie przekonany, że dziś, i wtedy, i zawsze tylko człowiek religijny potrafi dać odpowiedź na doniosłe zagadnienie bytu!

B) „Nie mam czasu si ę modli ć , bo dniem i nocą muszę pracować na życie!”

Otóż, patrz, Bracie. Pewien wielki parowiec w czasie strasznej burzy wyruszył na morze. Jak każdemu statkowi, towarzyszyło mu stado mew. Chociaż całą parą puścił się po wzburzonych falach, jednak bardzo dawał mu się we znaki przeciwny wiatr, i pomimo, że pracowały wszystkie motory, statek posuwał się bardzo powoli. „Biedne, małe mewy – mówił tonem współczucia jeden z podróżnych. – Nasze motory pracują setkami, a nawet tysiącami koni parowych, a posuwamy się ledwo, ledwo naprzód w tej nawałnicy. A czego wy szukacie, unosząc się na wiotkich skrzydełkach, wy ptaki drobne i bezbronne?!”

Ale nagłe zatrzymał się człowiek bardzo zdziwiony, bo mewy odważnie natężyły swoje, dane od Boga skrzydła i poleciały z pędem szalejącej wichury. Gdy człowiek, zdany tylko na pracę i wysiłek techniki i maszyn, z trudem posuwał się naprzód, mewy z łatwością wyprzedziły walczący z falami statek, bo mimo słabych sił, miały odpowiednio zbudowane skrzydła…

Statek, kochani Bracia i Siostry, to człowiek, który ufa jedynie swym siłom, a dwa skrzydła mewy, to dłonie złożone do modlitwy.
Powiedz, Bracie, czy jeszcze i teraz uważasz za stracony czas, który poświęcasz modlitwie? Czy i teraz jeszcze mówisz, że nie masz czasu się modlić?

 

II.

Przypatrzmy się jeszcze innej grupie ludzi, którzy się nie modlą, którzy bojkotuj ą modlitw ę , a zobaczymy jeszcze smutniejszy obraz.

A) Gdzieś w czasie podwieczorku mówiono o modlitwie (jak rzadko porusza się tematy religijne!). Jedna z pań z gestem pewności siebie rzuciła zdanie: „Wiecie państwo, z chwilą, kiedy umarła mi córka, jedynaczka, nie wierzę w Boga, nie chodzę do kościoła i nie modlę się! Tak! Od tego czasu strajkuj ę !” Może nie tak ostro, ale w podobny sposób odzywa się wielu ludzi.

„Od czasu, kiedy straciłam męża – mówi smutna, wdowa – zachwiała się moja wiara i nie modlę się!”

„Tyle musimy ponosić ofiar – mówi druga – zawsze się modliłam, Bóg mnie nie wysłuchał i przestałam się modlić…”

Bracia! Kiedy tego roku wróciłem do swego mieszkania po dłuższym pobycie za granicą, musiałem telefonować w pewnej sprawie. Biorę słuchawkę – centrala nie odpowiada. Myślę sobie, zaczekam chwilę. Przypomniałem sobie budapeszteńskie przysłowie: „Cierpliwość rodzi połączenie”. Czekam. Nic. Spieszyło mi się na dworzec – nareszcie łączy się ze mną centrala i słyszę odpowiedź: „Proszę pana, pan nie uiścił opłaty za miesięczny abonament, więc wyłączyliśmy aparat”.

Naturalnie, że wyłączyli. Rozumiem! Jeśli nie płacę, centrala mnie wyłącza! Al czy wolno nam tak postępować z Bogiem? „Modliłem się, prosiłem o coś Boga. Nie otrzymałem, to do widzenia! Wyłączam siebie, zrywam kontakt!…” Czy słuszne i roztropne jest takie postępowanie?
A jednak dużo ludzi tak postępuje. A jaki fałszywy to krok! Mogę dużo złożyć na karb boleści, zawodu, ciężkich przeżyć, ale jednego nie mogę pojąć, że kiedy powinniśmy mężnie stawiać czoło czyhającym na nas niebezpieczeństwom, kiedy najbardziej potrzeba nam modlitwy, wtenczas ją odrzucamy.

Wiemy z mitologii greckiej, że gdy Anteusz, syn Ziemi, podczas zapasów z Herkulesem czuł się zmęczony, dotykał się swojej matki Ziemi, która mu dodawała sił. Ale to tylko mit. Lecz to, o czym mówię dzisiaj, już nie jest mitem – ale szczerą prawdą. Ile razy szukam oparcia w Bogu, tyle razy zwycięska siła wspiera moją słabą duszę.

B) Ależ proszę – skarży się ktoś – ile to razy prosiłem Boga, błagałem o coś, a jednak mnie nie wysłuchał! A przecież Pan Jezus obiecał: „O cokolwiek będziecie prosili Ojca w imię moje, da wam”. „Tyle razy modlę się o coś, a nigdy tego nie otrzymuję”.
Tak jest: nie zawsze otrzymujemy to, o co prosimy.

Wytłumaczę wam, dlaczego. Uważaj, Bracie! Idziesz ze swoim małym dzieckiem, droga prowadzi przez ciemny las. „Tatusiu boję się! Podaj mi rękę!” Naturalnie podasz dziecku rękę, bo je kochasz! „Ojcze, zmęczyłem się, weź mnie na ręce!” Zrobisz to, bo kochasz swe dziecię. „Ojcze, jestem głodny. Wyjmij chleb z plecaka!” Usłuchasz, bo kochasz swe dziecko! Ale dziecko zobaczyło w gąszczu piękne, czerwone, lecz trujące jagody i mówi: „Ojcze, daj mi jagód, chciałbym je spróbować”. Czy spełnisz tę prośbę? Nie! Właśnie dlatego, że kochasz swoje dziecko. Więc dziecko zaczyna grymasić, jest niezadowolone. Czy go usłuchasz? Nie, właśnie dlatego, że je kochasz!
Bracia! Czy mam tłumaczyć dalej, dlaczego nie otrzymujemy wszystkiego, o co Boga prosimy w swoich modlitwach i dzieje się nie tak, jak to sobie ułożymy naszymi ograniczonymi ziemskimi umysłami, ale tak, jak tego chce Opatrzność Boża, która czuwa pad całym światem.

Czy rozważywszy to wszystko, mógłbyś powiedzieć: „Nie modlę się, bo to i tak na nic się nie przyda?!”

C) Modlitwa na nic ci się nie przyda?…

Otóż, patrz, Bracie! Rybak rzuca sieć… nic nie złowi. Czy stąd wynika, że przestanie pracować – i tak przecież na nic się nie zda jego trud. Pracujemy w jakimś celu, by mieć namacalną korzyść. Polityk, kupiec, robotnik, wojskowy, wychowawca… wszyscy chcieliby widzieć owoce swojej pracy. Jeśli, oczekiwania zawiodą, zniechęcamy się: „Nic z tego!”

Bracia, biorąc po ludzku, w stosunkach światowych jest to zrozumiałe. Ale w zasadzie błędnie pojmuje istotę modlitwy ten, kto chciałby wnioskować o jej wartości z zewnętrznych, namacalnych skutków. Ktoś dlatego, że wyciągnął pustą sieć z wody, mówi: „na darmo się trudziłem”, ktoś zaczyna strajkować dlatego, bo mu się wydaje, że daremnie się modlił.

Bracia! Nie ma mniej nieuzasadnionej skargi nad tę: Daremnie się modlę!
Modlimy się z obowiązku, a nie z pobudek materialnych, z wyrachowania.
Modlimy się, bo nasza dusza pełna jest dziękczynienia dla swego Stwórcy. Modlimy się, bo rozmowa z Bogiem jest nie tylko naszym głównym obowiązkiem, ale najzaszczytniejszym przywilejem.

„Wiem, wiem! Ale proszę mnie wysłuchać! Mój mąż leżał chory, gorącą modlitwą chciałam wzruszyć niebo: Panie, tylko nie teraz! Niech jeszcze nie umiera… a jednak umarł!…” – skarżyła się przede mną pewna wdowa.

„Daleko od Boga odszedł mój dorosły syn. Nie przestaję wylewać za nim łez podczas modlitwy. Panie, wróć mi mojego zbłąkanego syna, wróć go mnie i Sobie!… Ale dusza chłopca jest zatwardziała!” – te słowa słyszałem od jednej matki.
Wiem, Bracia, że te i tym podobne wypadki są poważnymi, tragediami życia! A jednak nie mów, Bracie! Ach, nie mów: „daremnie się modliłem”. Wierz ibądź przekonany, że żadne westchnienie wysłane do Boga nie zostanie bez odpowiedzi. Może odpowiedź nie będzie taka, jaką sobie życzyłeś, ale i wtenczas napewnojestlepsza odtej,którą sobie wymyśliłeś swoim ciasnym rozumem.

Żeby twój mąż nie umarł? Przecież kiedyś i tak musi umrzeć! A jeśli teraz umiera – Panie, Ty wiesz, dlaczego właśnie teraz! Syn marnotrawny nie wraca, a więc „nadaremno się modliłaś”? Nie! W jaki sposób Bóg wysłuchuje modlitwy, trudno zgadnąć. Bracie, Siostro, módl się, módl się, a na pewno będzie skutek. Kiedy? Zostaw to Bogu. Słyszałeś pewnie, że kiedy otworzono stare, egipskie grobowce, znaleziono w nich ziarnka pszenicy, które tam leżały 4000 lat. Posiano je, a ziarnko z przed 4 tysięcy lat wykiełkowało! Bracia i Siostry, wasze gorące modlitwy, wasze łzy, wasze nieustanne błagania również wydadzą plon.

W IV wieku żyła święta Monika i syn jej Augustyn, człowiek zdolny, ale, prowadzący pogańskie życie. Biedna matka drżała, widząc jego ziemskie zachcianki i hulaszcze życie. Młody Augustyn nie wierzył, miał złych przyjaciół, prowadził rozwiązłe życie. Czy może być większa boleść dla macierzyńskiego serca? Upominała św. Monika syna, ale nic nie pomagało. Groziła – bez skutku. Płakała, modliła się – wszystko daremnie. Inna matka zrezygnowałaby ze wszystkich nadziei, ale Monika nieustannie, dniem i nocą, miesiącami, latami modliła się za marnotrawnego syna. Tak upłynęło szesnaście lat. Ziarnko wykiełkowało. Syn nawrócił się, dał się ochrzcić, i został największym świętym Kościoła: świętym Augustynem.

Bracia! Nie strajkujcie! Nie zniechęcajcie się! Nie mówcie, że się daremnie modlicie.

 

III.

Oto zrobiliśmy, Bracia, przegląd dwu grup ludzi, którzy się nie modlą: jedni dlatego, „bo nie mają czasu”, drudzy, bo usprawiedliwiają się, że „i tak daremną jest ich modlitwa”. Nie masz czasu. Musisz go znaleźć! Im większy mamy nawał zajęć, tym bardziej powinniśmy szukać wolnej chwili na ranną i wieczorną modlitwę, którą moglibyśmy poświęcić Bogu i swojej nieśmiertelnej duszy. Modlisz się daremnie? Im ciemniejsze chmury zawisną nad tobą, tym usilniej powinieneś szukać w modlitwie prawicy bożej, która cię podtrzyma.

Jest jeszcze, kochani Bracia, trzecia grupa ludzi, poważne i religijne jednostki, które słusznie się skarżą: Chciałbym się modlić , ale – nie mogę! Pragnąłbym uwielbiać Boga, ale tysiąc codziennych trosk przeszkadza mi w modlitwie. Chciałbym na skrzydłach modlitwy wznieść się do Boga i o niczym nie myśleć, nie wiedzieć, tylko o Nim, ale co chwila spostrzegam, że zmysły ciągną mnie z powrotem na ziemię! Chciałbym najpiękniejszymi słowami dać wyraz moim uczuciom, dla Boga, ale nie potrafię się wysłowić: Pragnę się lepiej modlić , ale nie mogę!…

Tak skarżą się czasami nawet najszlachetniejsi ludzie, i cóż im mam powiedzieć?
Bracia! Chciałbym ich pocieszyć słowami świętego Augustyna: „Jeśli czujemy ból z tego powodu, że nie możemy dobrze się modlić, to już jest modlitwą” („Si vel dolemus, iam oramus”).

Chciałbym im także dać jedną, małą przestrogę: niech wiedzą, że w oczach Boga miłą jest nie tylko wystylizowana, kwiecista, ale w ogóle każda modlitwa, niech to będą i najbardziej naiwne słowa, niezgrabne zdania, nieśmiała myśl, uczynek, sposób życia – a niech tylko wypływają z głębi serca. Starajmysię jak najbardziej, ile tylko potrafimy, wielbić Boga.

A teraz słuchajcie przypowieści, która jednocześnie będzie zakończeniem dzisiejszego kazania. – Żył sobie znany błazen cyrkowy, który swoimi sztuczkami i rozmaitymi dowcipami rozśmieszał widzów, ale po skończonych występach biedny, „dummer August”, kiedy już zmył z twarzy farbę, chował głowę w dłonie i pogrąża się w smutnych rozmyślaniach. „Jak bezbrzeżnie puste i jałowe jest życie takie, jak moje!…” – wyrywa się skarga z jego ust.
Pewnego dnia zerwał się: „Nie! Dłużej nie wytrzymam!”
I wiecie, co zrobił? Zapukał do drzwi jednego z klasztorów i prosił o przyjęcie do zakonu!
Przyjęto go…

Niezmierna radość napełniła jego duszę. Teraz już spokojnie będzie mógł poświęcić się Bogu! Będzie się mógł długo modlić! I rzeczywiście. Każdego dnia wczesnym rankiem, przed obiadem, po obiedzie, wieczór, klęczał w prezbiterium, wśród wielu modlących się braci i chciał się razem z nimi modlić. Ale jego duszę prędko opanowało znużenie; biedny błazen, nieuk, nie znał łaciny i ani jednego słowa nie rozumiał z modlitw, i chociaż tak bardzo pragnął, jednak nie umiał czcić Boga razem ze swymi towarzyszami.

Długo się męczył i trapił biedny błazen, aż na koniec w swej prostocie wpadł na dziwny pomysł. W cichą noc, kiedy cały klasztor był pogrążony we śnie, wyciągnął po kryjomu swój błazeński strój, włożył na siebie i cichaczem wszedł do pustego kościoła. Wieczna lampa rzucała tajemnicze blaski po ścianach i ławkach, a brat – pajac stanął przed figurą Matki Boskiej i zaczął pokazywać swoje zgrabne skoki i sztuczki kuglarskie, tak pięknie i z takim przejęciem, jak nigdy dawniej.
Powtarzało się to przez wiele nocy…, bo pajac – braciszek tylko tak umiał się modlić…

Ale raz ktoś go podpatrzył i zaczęto szeptać w klasztorze, że nowy zakonnik zwariował. Zainteresował się tą sprawą sam opat i pewnej nocy ukrył się w niszy okiennej oratorium.

Czeka… czeka… aż otworzyły się cichutko drzwi kościoła, i wszedł w ubraniu cyrkowym nowy braciszek. Ukłonił się przed figurą Matki Boskiej i zaczął pokazywać swoje sztuczki. Opat osłupiał przez chwilę, potem chciał się zerwać, żeby usunąć wariata ze świętego miejsca… Już się ruszył z miejsca, kiedy… kiedy zobaczył, jak powoli, cicho poruszyła się figura Matki Boskiej, i ręka Marii Panny delikatnie otarła pot z czoła błazna.
Opat był zdumiony i czekał cicho, bo zrozumiał, że w obliczu Boga modlitwą jest każde nasze słowo, każda nasza myśl, wszelki uczynek płynący z naszej najlepszej woli na chwałę bożą…

Bracia! Bracia i Siostry Katolicy! Módlmy się! („Ojcze nasz…”)

Szukaj

pomóż tej stronie

Szanowny Gościu, jeżeli możesz, zamieść proszę u siebie jeden z linków prowadzących do tej strony.

Wybierz link do zamieszczenia

Wymienię się linkami

.mp3

November 2017
Mo Tu We Th Fr Sa Su
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3