(O pierwszym przykazaniu) Przeciw zabobonom

zabobonyKochani Bracia w Chrystusie!

Pewnego razu miałem coś załatwić na starych przedmieściach Budapesztu i musiałem przechodzić przez most Franciszka Józefa. Na moście szło troje małych dzieci, mniej więcej koło lat 6–8. Większe z nich – dziewczynka – obejrzała się za siebie… zobaczyła mnie… i z przerażeniem krzyknęła coś w stronę rodzeństwa.

Co było w tym krzyku, teraz jeszcze nie powiem, lecz dopiero przy końcu kazania. Ale –zabłysła mi wówczas myśl, że o tym kiedyś muszę mieć kazanie! Sam nie wiedziałem jeszcze, jak to wypowiem na ambonie podczas kazania i czekałem na sposobność, myśląc, że muszę o tym mówić!
Ta sposobność, Bracia, dziś nadeszła.

Już piątą niedzielę zajmujemy się objaśnianiem I Przykazania Bożego. Widzieliśmy, że czci i uwielbienia wymaga od nas nie tylko Majestat Boży, ale nasza ludzka natura. Świadomość, że jestem zdany na własne siły zmusza mnie upaść przed tronem potężnego Stwórcy. Nakazują mi i Przykazania Boże, i moja ludzka natura, żyć życiem religijnym…

A kto nie żyje religijnie? Albo, kto nie żyje dobrze pod względem religijnym? Ten, kto myśli, że można stłumić pragnienie ludzkiej duszy, tęskniącej za Bogiem! Czy to możliwe? Czy od kolebki do grobu można żyć bez religii? Niemożliwe! Bracia! Może człowiek zadać gwałt swojej duszy, przytłumić jej porywy, ale nie może temu zapobiec, aby stłumione pragnienia nie znalazły sobie innego ujścia i by tęsknota za religią nie pojawiła się zniekształcona, w karykaturze, jako zabobon.
Pierwsze kazania poświęciłem zagadnieniu, jak należy czcić Majestat Boży według Przykazań Bożych i zgodnie z ludzką naturą. W dzisiejszym kazaniu będziemy rozważać, że nie wolno zniekształcać czci boskiej, że nie wolno nam poniżać, ani kompromitować uczuć religijnych głupimi zabobonami.

 

1

A) Dziś tedy będzie mowa o zabobonach! –„Ależ, proszę księdza – zdziwi się niejeden z moich słuchaczy – mówić o tym można by może Hotentotom, którzy tańczą dokoła ognia, albo – dajmy na to – wiejskim kumoszkom, które leczą się u znachorek. Ale tu, do nas? W centrum nowoczesnej kultury! Tu w Budapeszcie – w śródmieściu? Tu, pod bokiem uniwersytetu? Czy trzeba tu mówić o zabobonach?”

Tak, Bracia! – tu w śródmieściu, tu wśród najbardziej nowoczesnej kultury, muszę o tym mówić. Bo zabobony, czyli zniekształcenie instynktu religijnego, spotykamy nie tylko u nieuków, ale – niestety – nawet i wśród najbardziej wykształconych, najbardziej kulturalnych ludzi.

Kto jest zabobonny? Co mówi katechizm? Zabobon popełnia ten, kto jakiejś rzeczy przypisuje moc, jakiej Bóg jej nie nadal. Stąd wynika, że zabobonność nieuków często pochodzi z ich niedołężnego poznania, są też za to mniej odpowiedzialni przed Bogiem. Ludzie inteligentni hołdują zabobonom nie tyle z powodu nieznajomości rzeczy, ile z powodu braku ufności w Boga, z ciekawości, goniąc za tajemniczymi rzeczami, słowem drwiąc z prawdziwej religijności, więc będą daleko ciężej odpowiadać.

Człowiek jest, albo religijny, albo zabobonny. Zamknij drzwi przed prawdziwym Bogiem, a oknami będą właziły duchy w białych całunach. Odrzuć „Credo”, a będziesz wierzył w sto tysięcy różnych głupstw! Dusza ludzka chce być religijna, tęskni za prawdziwym Bogiem. Jeśli nowoczesny człowiek oderwie swoją duszę o Boga, zabije pragnienie wiary, to powstanie najśmieszniejszy i najbardziej plugawy zabobon.

B) Bracia! Na takim gruncie wyrastają chwasty zabobonnych zwyczajów, które często i w duszach uczonych czynią spustoszenie.
Chwasty zabobonnych zwyczajów!…

Człowiek cywilizowany uśmiecha się na widok dziewczyn wiejskich, które pozwalają wróżyć sobie cygankom z kart, ale sam pójdzie do inteligentnej „wróżki” i ślepo wierzy temu, co wyczyta z dłoni.

„Czy jedziemy jutro? – pyta z przestrachem miła, inteligentna osóbka swego męża. Proszę cię, nie jestem zabobonna, ale jednak – wiesz… jutro piątek! Może lepiej pojutrze!”
Nosić na szyi medalik Matki Boskiej – o, to „obskurne średniowiecze”, ale zawiesić czterolistną koniczynkę! – to „przyniesie szczęście!”

Umieścić krzyż na ścianie w pokoju? – to niemodne, ale kupić za drogie pieniądze kawałek, chociażby jak najmniejszy, powroza, na którym powiesił się człowiek, to na pewno „przyniesie szczęście”. Czy to dzieje się między prostymi ludźmi? O nie! W najkulturalniejszych towarzystwach! Przed kilkoma miesiącami zdarzył się wypadek, że pewna znana artystka została uduszona własnym szalem, który zaplątał się w koła samochodu; za szal ten zapłaciła jakaś dama olbrzymią kwotę 40000 franków! – i wyjechawszy do Monte Carlo, nosiła go na szyi w czasie gry, bo to „przynosi szczęście”. I wiele, wiele jest takich przykładów. Plaga zwyczajów zabobonnych tak się szerzy, że człowiek nawet nie wie, o czym najpierw mówić. Postaram się bliżej rozpatrzyć kilka typowych, wielkomiejskich zabobonów.

 

2

Weźmy na przykład nieszczęśliwą trzynastkę! W niektórych wielkich miastach umyślnie opuszcza się przy numeracji domów trzynastkę, zamiast niej wprowadzając numer 12A.

Przywieziono do szpitala ciężko chorego, ale „niestety, nie ma miejsca”, „Jednak bardzo prosimy o przyjęcie chorego. Proszę go ulokować chociażby pod numerem trzynastym!” „Pod numerem trzynastym? Czy państwo myślą, że mamy taki numer? Jeszcze by tego brakowało! Przecież to nieszczęśliwa liczba!” Ach tak?!

Przychodzę do hotelu: nie ma wolnych pokoi. Mówię do gospodarza: „dobra będzie i 13–ka”. „Trzynastka? Takiej nie ma! Nigdy żaden gość tam by nie mieszkał”. „Przecież cały pański hotel jest przepełniony, więc wszystko jedno!” „O nie, gość spałby raczej w wannie, w łazience, niż w pokoju pod numerem 13. Przecież to nieszczęśliwa liczba!” Ach tak?!

Proszę państwa, to wszystko dzieje się w Budapeszcie! W centrum postępu i kultury XX wieku! Biedna trzynastka! Dlaczego właśnie ty jesteś nieszczęśliwa?! a nie 12–ka, czy14–ka.

Zeszło się na kolację jakieś towarzystwo do gabinetu w restauracji. Z przerażeniem liczą, jest akurat 13 osób. „Proszę pana – mówi jeden z gości do kelnera – nie jesteśmy wprawdzie zabobonni, ale lepiej niech pan kogoś poszuka do towarzystwa… wszystko jedno, kogo!” Przychodzi jakiś nędznie ubrany mężczyzna, zjadł dobrą kolację na rachunek zabobonnego towarzystwa. Gdy zaczęto się rozchodzić do domów, spostrzeżono brak najlepszego futra, które na pewno zabrał czternasty, a nie żaden z trzynastu gości.

 

3

Przypatrzmy się teraz nowszemu zabobonowi; jednemu typowemu głupstwu wielkomiejskiemu, którego ofiarami padamy my, księża katoliccy.

Idę sobie spokojnie ulicą i spostrzegam nagle, że z przechodniów jakaś pani… mała dziewczynka… a nawet mężczyzna, w chwili, gdy mnie zobaczą, przestraszeni chwytają się guzika u palta, kurczowo go ściskają, dopóki mnie nie miną. Myślę sobie, co to ma znaczyć? Czy tym ludziom urywają się guziki właśnie teraz? Ale gdzie tam! Znowu jakiś nowy zabobon! Ktoś im widocznie wmówił: „Ty, uważaj! Z księży katolickich promieniuje jakaś straszna, niszcząca siła! Jeśli więc spotkasz księdza, chwyć si ę zaraz guzika, bo tylko to cię uratuje. Guzik od ubrania! Nic innego nie pomoże! Unieszkodliwi niszczącą siłę! A żeby jeszcze pewniej uniknąć zgubnego wpływu, wykrzyknij głośno: Oj, już nie będę mieć szczęścia!””

Kochani Bracia! Jako wierni katolicy, pomyślcie sobie: „To niemożliwe, żeby ludzie w takie głupstwa wierzyli!” Więc wam się zdaje, że to niemożliwe? Proszę, niech ktokolwiek z was przejdzie się ze mną w południe o dwunastej, tylko przez kwadrans ulicą Vacowską, albo ulicą Ludwika Kossutha, kiedy przechadza się tam elita naszego miasta, a będzie zaskoczony widowiskiem, że właśnie wtedy zaczną się raptownie odrywać guziki od futer i palt!…

Pewnego razu tu, w Budapeszcie, szło naprzeciwko mnie małe dziecię. Gdy mnie ujrzało, przestraszyło się i chwyciło się guzika, a przechodząc koło mnie, pozdrowiło mnie pięknie: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!” Ale i wtedy, gdy Boga chwaliło, guzik mocno ściskało. Bracia! Widzę, że się wam to wydaje śmiesznym, ale człowiek naprawdę nie wie, czy ma się śmiać, lub płakać? Bo, Bracia! – to chwytanie się guzików, to nie niewinna zabawka, ale diabelna robota! – Przez diabła do duszy ludzkiej wkradała się myśl, że „kapłan katolicki jest twoim nieprzyjacielem, złym człowiekiem! Nie tylko, że nie powinieneś go słuchać, ale go ze strachem omijać po drodze!…”
Tak, to się kryje za tym zabobonem.

 

4

Kochani Bracia! Mówiąc o zabobonach, muszę wspomnieć o nowoczesnym, modnym zabobonie najinteligentniejszych ludzi: o wywoływaniu duchów, o spirytyzmie. Wiem, że poruszam tajemnicze zagadnienie, którego dotychczas nie wyjaśniono, ale katolicki kaznodzieja nie może pomijać żadnego zagadnienia religijnego, ani moralnego.
Nie wierzę, Bracia, by wśród obecnych znajdowali się zwolennicy spirytyzmu w teorii lub w praktyce, ale może ci, którzy słuchają przez radio mojego kazania, oburzają się, że spirytyzm uważam za zabobon. Proszę więc tych słuchaczy, bez wątpienia ludzi dobrej woli, żeby nie rzucali ze złością słuchawek, ale posłuchali kilka moich uwag.

A) Niespełna sto lat temu wielu jeszcze inteligentnych ludzi bawiło się szczerze, słuchając strasznego opowiadania jakiejś wiejskiej kumoszki, która wracając do domu, przechodziła o północy przez cmentarz. Zimny pot ją oblał, bo zobaczyła, że z jakiegoś grobu podnosi się duch w białej płachcie i, potrząsając ciężkim łańcuchem, powoli sunie na skrzyżowanie dróg. Tam zaczął kopać ziemię. Kopał i kopał, aż wybuchnął płomień i rozszedł się zapach siarki… Cała wieś drżała ze strachu, słuchając opowiadania staruchy.

Tak się działo dawniej w zapadłych wioskach.

Ale co się dzieje dzisiaj w postępowych miastach?
Na herbatkę popołudniową zeszli się panowie i panie. W jaki sposób się bawią te wykwintne damy i dyplomaci? Zapuszczają rolety i gaszą światło w pokoju. Jeden z obecnych zasiada do fortepianu a reszta towarzystwa, trzymając się za ręce, zajmuje miejsca koło małego stolika, medium zaś niby wywołuje duchy ludzi zmarłych. Stolik zaczyna wirować, tańczyć. Sypią się pytania, stolik odpowiada stukaniem. Na abecadło kładą srebrną monetę, nad którą trzyma rękę medium, duch wodzi ręką i daje niezwykłe odpowiedzi!

Z wielkiego wrażenia nerwy obecnych są naprężone do ostatecznych granic, a właściwe tajemnice dopiero teraz następują.

Zjawiają się dusze: Heroda, Napoleona, króla Macieja i każda odpowiada na pytanie. Teraz medium wzywa ducha świętego Pawła. Zjawił się. Stawiają jakieś pytanie teologiczne, a on głęboki teolog, na jak proste pytanie religijne daje tak głupią odpowiedź, że uśmiałby się nawet sztubak z pierwszego oddziału szkoły powszechnej. Zjawia się duch Pascala, znanego matematyka i dusza tego geniusza matematycznego obecnie nie potrafi rozwiązać prostego zadania matematycznego. Tymczasem zaczynają się ruszać obrazy na ścianach… z sufitu lecą róże… szafa się chwieje i trzeszczy, „fotografują ducha…” i kończy się seans. Przez odsłonięte okna wpadają promienie słońca, oświetlając okropnie zdenerwowane blade twarze… A ludzie wierzą, wierzą fanatycznie, gotowi przysiąc, że rozmawiali z duchami.

Bracia! Takie rzeczy dzieją się w Budapeszcie! W kołach ludzi kulturalnych, zdarzają się w miastach prowincjonalnych, a podobno – chociaż nie chcę w to wierzyć – nawet po wsiach i zaściankach.

Co mówi o tym nauka chrześcijańska?

a) Otóż przede wszystkim, Kochani Bracia, nie zgorszcie się tym, jeśli do większości ich tajemniczych zjawisk zastosują niemieckie przysłowie; „Geschwindigkeit ist keine Hexerei”, „spryt i zręczność nie są czarną magią” czyli, że większa część zjawisk spirytystycznych opiera się na kuglarstwie, szarlatanerii i oszustwie. Mam odwagę wydać tego rodzaju opinię, gdyż w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, odkąd moda spirytyzmu opanowała ludzi, zdemaskowano najsłynniejsze media, które dokonywały nadzwyczajnych sztuk. Wykryto, że wszystko było ich dziełem, a nie duchów. Skoro naprawdę mają zjawiać się duchy, nie potrzeba ciemnego pokoju. Dlaczego duch nie ukazuje się w biały dzień?

b) Czy myślicie, Bracia, że zdemaskowanie oszustwa przyczyniło się do zmniejszenia wyznawców spirytyzmu? Bynajmniej! Zaraz wynaleziono usprawiedliwienie. „Owszem, jedno, lub drugie medium okazało się oszustem, mimo to niepodobna wszystkich zjawisk przypisać szalbierstwu!”
Słusznie, Bracia, nie wszystko jest oszustwem, wiele można położyć na karb złudzenia. Przecież to zupełnie jasne. Wiemy, że gdy jesteśmy zdenerwowani i siedzimy o zmroku w pustym pokoju, to w każdym kącie dostrzegamy jakieś niesamowite rzeczy.

c) „Przepraszam – przerywa mi ktoś ze spirytystów – zdarzają się tak tajemnicze zjawiska, których nie można tłumaczyć ani oszustwem, ani złudzeniem. Jest to wyłącznie sprawa duchów!…”

Kochani Bracia… nie wierzę jednak w działanie duchów. Sądzę, że rozumniejsza i bardziej odpowiednia dla kulturalnych ludzi będzie odpowiedź, że wiele rzeczy można przypisać nie duchom, lecz siłom i właściwościom naszej psychiki, której jeszcze dokładnie nie znamy.

A gdyby nawet tak było, jak twierdzą spirytyści – powtarzam: nie wierzę!– gdyby nawet były tam duchy, to na pewno nie są to duchy ludzkie!
Nie? Dlaczego?

Bracia, bo to niezupełnie się zgadza ani z mądrością Bożą, ani z powagą życia pozagrobowego, żebyśmy na każde zawołanie mogli sprowadzać zmarłych na ten świat!
Jest to całkiem niezgodne z pojęciem Boga. Jeśli ośmiu, czy dziesięciu ludzi znudzi się przy podwieczorku i nie potrafi opanować swojej ciekawości, to czyż stąd wynika, że Bóg ma pozwolić, by dusze zmarłych stawiały się na popisy cyrkowe?! A jeśli na seansach spirytystycznych zjawiają się naprawdę duchy – mówię ponownie: ja w to nie wierzę; są to chyba duchy upadłych aniołów, duchy złe! Zapamiętajmy sobie, Kochani Bracia, że czart za darmo nie robi przedstawienia, jeśli się pokazuje, to na pewno każe płacić bardzo wysoki wstęp!

B) Teraz zrozumiemy stronę religijną zagadnienia, zrozumiemy, dlaczego Kościół katolicki zabrania wiernym pod karą grzechu brać udział w seansach spirytystycznych. Kościół pozwała badać spirytyzm i zawiłe, związane z nim zagadnienia, uczonym psychologom, poważnym lekarzom, zawodowym przyrodnikom, ale zabrania brać udział w seansach spirytystycznych z pustej ciekawości.

Dlaczego? Wielu się dziwi i mówi, że Kościół powinien się cieszyć z ruchu spirytystycznego, rozumując w ten sposób: „Dzisiaj jest wielu materialistów, niewierzących w istnienie duszy. Kościół katolicki stara się różnymi sposobami przekonać ich o istnieniu duszy. A pomimo to wielu ludzi nie wierzy. Tymczasem spirytyści rozmawiają z duchami. Nawet je fotografują! Dają niezbite dowody istnienia duszy!…”

Wiecie, co odpowiada na to Kościół katolicki? „Nie! Dziękuję ! Nie życzę sobie tego rodzaju obrońców! ” Kochani Bracia, Kościół katolicki nie ufa tak mętnym dowodom, broniącym życia pozagrobowego. Słabe to dowody na istnienie duszy, życia pozagrobowego, życia wiecznego; jaśniej od słońca wskazuje na te prawdy Pan Jezus w swojej nauce, wobec której seanse spirytystyczne ze swoimi fantastycznymi cieniami, niepewnymi zjawiskami, wirującymi stolikami są mgliste i chaotyczne.

Trzeba przyznać, że spirytyzm w gorliwych zwolennikach wywołuje jakieś uczucia religijne. Spirytystą nie może być materialista – to fakt. Spirytystów cechują jakieś mgliste, niepewne uczucia religijne, dalekie jednak od prawdziwego świata religijnego pełnego blasku i światła!

Może to lepiej wytłumaczę za pomocą porównania. Codziennie, wcześnie rankiem idę ulicą Ráday'ego do kościoła akademickiego, by odprawić mszę świętą. Jak wiecie, ulica ta nie należy do spokojniejszych ulic naszej stolicy, dlatego te często spotykam wesołe, na pól pijane grupki, które po nocnych hulankach szukają o świcie numeru swojego domu. I wiecie, co zauważyłem? Ci ludzie, którzy na trzeźwo – przechodzą bez pozdrowienia koło księdza, podchmieleni – kłaniają się z głębokim szacunkiem. Ktoś mógłby wysnuć stąd wniosek: „Pijmy, bo alkohol robi człowieka religijnym, i to nawet takiego, który w stanie trzeźwym jest niewierzący!” Co to znaczy? Czy takiego człowieka można nazwać religijnym?! Otóż, Bracia, czy mglisty chaotyczny, niepewny spirytyzm może zrobić człowieka, religijnym, jeśli nie dokazał tego ani Chrystus, ani nauka Jego Kościoła.
Nie, Bracia! Jeszcze nie słyszałem, żeby ludzie biorący udział w seansach spirytystycznych przystępowali do spowiedzi, albo uczęszczali na mszę świętą; słyszałem natomiast, że dostawali się do domu obłąkanych! Dlatego Kościół katolicki zabrania uczestniczyć w seansach spirytystycznych, bo one podkopują zdrowie, siły, nerwy i zagrażają poważnie życiu religijnemu.

 

***

Czas minął, i dopiero teraz zauważyłem, że jeszcze nie powiedziałem, co było w okrzyku owej małej dziewczynki, gdy mnie zobaczyła na moście Franciszka Józefa. Więc, gdy szedłem przez most z trojgiem wspomnianych dzieci, dziewczynka, mająca około 8 lat, przerażona, krzyknęła: „Ach, już nie będziemy mieli szczęścia!”

Młodsza dziewczynka zdaje się żałować mnie, bo z wyrzutem odezwała się do starszej: „Daj spokój! ostatnio też spotkałyśmy… a jednak wszystko udało się dobrze…” A starsza na to: „Tak, ale to nie był ksiądz, tylko kominiarz!”

Otóż, Bracia, widząc coś podobnego, wierzyć się nie chce, że w Budapeszcie, w mieście cywilizowanym są rodzice, którzy mówi ą do dzieci: Uważaj, jeśli spotkasz księdza, to znaczy, że ci się nie powiedzie, jeśli kominiarza, będziesz mieć szczęście!

Bracia! Wiara jest nieocenionym dobrodziejstwem dla ludzkości; zabobony groźnym potopem, zamulającym niwy, na których powinny kwitnąć wonne kwiaty wiary!

Bracia! Nie, nie, ja nie wierzę w czterolistną koniczynę, nie wierzę we wróżby cyganki, ani w przepowiednie z kart, ale wierzę w jednego Boga! Nie wierzę w płanetnika, nie wierzę w huczenie puchacza, ani w feralną trzynastkę, ale wierzę w Syna Bożego jednorodzonego Jezusa Chrystusa. Nie wierzę w stryczek wisielca, nie wierzę w strachy, ani spirytyzm – ale wierzę w zmartwychwstanie ciała i żywot wieczny. Amen

Szukaj

pomóż tej stronie

Szanowny Gościu, jeżeli możesz, zamieść proszę u siebie jeden z linków prowadzących do tej strony.

Wybierz link do zamieszczenia

Wymienię się linkami

.mp3

October 2017
Mo Tu We Th Fr Sa Su
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5