(O pierwszym przykazaniu) W jakim celu czcimy świętych?

Kochani Bracia w Chrystusie!

Gdy w jakiejkolwiek miejscowości na świecie wejdziemy do katolickiego kościoła, wszystko jedno, czy do prastarej świątyni, czy do nowoczesnej ubogiej kaplicy, wystawionej w dzielnicy robotniczej, najpierw widzimy obrazy, posągi świętych, umieszczone bądź na ścianach, bądź też w ołtarzach. W prastarych świątyniach spotykamy oryginały pędzla najznakomitszych mistrzów malarstwa, w kościołach wiejskich tylko nieudolne kopie, lub oleodruki, ale na ogół we wszystkich świątyniach uderza kult świętych.

Naprawdę, Bracia, kult świętych, jaki przejawia się w Kościele katolickim jest prawdziwym skarbem naszej religii, ale wywołuje zarzuty ludzi biorących powierzchownie sprawy religijne, lub niekatolików, którzy twierdzą, że nie zachowujemy I Przykazania Bożego: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną, ani nie będziesz się im kłaniał”.

W ubiegłą niedzielę mówiłem na podobny temat w związku z kultem Panny Maryi. Ale nie mogę zakończyć swojej nauki o pierwszym Przykazaniu, by nie poruszyć zagadnienia kultu świętych. Poświęcę na to dwa kazania: dzisiaj odpowiem na pytanie: dlaczego oddajemy cześć świętym, a w przyszłą niedzielę na pytanie: w jakim celu czcimy świętych.

Przedmiotem dzisiejszego kazania jest – dlaczego czcimy świętych?

W dwóch zdaniach można odpowiedzieć na to pytanie: I. Czcimy świętych, bo cześć bohaterów właściwa jest naszej ludzkiej naturze, i II. Czcimy świętych, bo byli naprawdę najidealniejszymi lud ź mi i największymi bohaterami.

 

I.

Bracia! Nie potrzebuję mówić, że człowiekowi mimo woli imponuje zarówno wspaniała budowa fizyczna, jak i wartość moralna, wielkość duszy i charakteru. Mamy na to wiele przykładów nie tylko w dziejach dawniejszych, ale także dzisiaj.

Wiemy z historii, że każdy naród czci swoich bohaterów, przechowuje pamięć o nich, stawia ich za wzór młodzieży. Codzienne doświadczenie również wskazuje, że ludziom imponuje bohaterstwo. Przypomnijcie sobie, jak małe dzieci gorąco proszą matkę, by im opowiedziała jakąś bajkę. A wiecie, jaką lubią najbardziej? Bajkę o olbrzymach i karłach! Małe dziecko samo czuje się karłem i tęskni za postacią olbrzyma, a słuchając tej bajki, długo rozmyśla, w jaki sposób można by zostać olbrzymem. Tak, każda wielkość pociąga i imponuje duszy ludzkiej. Jest to powszechnie znany i niepodlegająca dyskusji objaw, więc nie potrzeba się nad nim dłużej zastanawiać.

 

II.

A) Kogo nazywamy świętym? – pytam. „Święty, to człowiek, który czyni cuda” – odpowiada mi ktoś. I myli się: bo mamy wielu świętych, którzy w życiu nigdy nie zrobili żadnego cudu.

Kto więc jest świętym? „Człowiek, który nie miał wad” – odpowiada inny. Znowu pomyłka. Już sam wyraz „człowiek” wskazuje na walczącą z ułomnościami i skłonną do złego naturę. Z pokusą i z grzechem walczyli również i święci, ta walka jest nawet charakterystyczną ich cechą, walka aż do ostatniego tchu!
Któż więc jest świętym? Zaraz usłyszycie najśmieszniejszą odpowiedź, że „święty, to człowiek o smutnym obliczu, nigdy się nie śmieje i wszystko na świecie uważa za grzech”. O, Bracia! Jakie to okrutne wypaczenie pojęcia świętości! A spotykam się z nim niemal na każdym kroku. Gdy ktoś zwiesi na dół głowę, spuści oczy, to zaraz usłyszy uwagę: „Nie bądźże takim świętoszkiem!” Jeśli ktoś jest biedny, mało energiczny i nie może sobie dać rady w życiu, mówią o nim: „Poczciwe stworzenie!”

Otóż, Bracia, jest to zupełnie, błędne pojęcie świętości!

a) Nie! Nic wspólnego nie ma ze świętością ani schylona głowa, ani wystraszony wzrok, ani wykrzywione ręce i nogi! A jeśli spotykamy tu i ówdzie podobny wyraz w figurach, obrazach, czy rzeźbach, pamiętajmy, że jest to kwestia stylu, który sprawił, że postacie świętych są tak dalekie od rzeczywistości i mają tak wychudzone członki oraz smutny wygląd.

b) Pojęcie świętości nie polega również na trwożliwym unikaniu świata i na smutnym wyrazie oczu. Jest przecież rzeczą powszechnie znaną, że wielcy święci Kościoła odznaczali się pogodą ducha i wesołością. Wystarczy przypomnieć powiedzenie świętego Franciszka Salezego: „Un saint triste est un triste saint” – „smutny święty jest naprawdę smutnym świętym”. Można wskazać na świętego Filipa Neriusza, który w gwarnym i wesołym towarzystwie swoich uczniów chodził po wzgórzach rzymskich; albo na świętego Bosko, który wesołe gromadki chłopców sam zachęcał do zabawy, wołając do nich: Stamni allegro –bądźcie weseli!

Posunę się jeszcze dalej i powiem, że katolicyzm, pomimo swojego rygoru, a raczej właśnie dlatego, zapewnia spokój duszy i rozpogadza nawet wyraz twarzy.
Ktoś pisał, że w dawnej katolickiej Anglii obywatele odznaczali się większą pogodą. Czy tak było istotnie, nie wiem, powszechnie jednak wiadomo, że z humoru słyną katolickie Włochy i Hiszpania, sami również możemy się o tym przekonać, gdy pójdziemy od wsi do wsi w okolicach, w których mieszkają ludzie różnych wyznań. Katolików poznamy od razu po zewnętrznym ułożeniu, po spokojnym i pogodnym wyrazie twarzy.
Więc świętość” nie ma nic wspólnego ze wstrętem do życia. „Świętość” nie oznacza ciągłego smutku, ani rozpaczy.

c) Musimy jeszcze zaznaczyć, że świętość” nie oznacza również zatraty indywidualności i cech ludzkich! Podkreślam to z naciskiem, zwłaszcza dzisiaj w „epoce indywidualności”!
Życie katolickie nie przekreśla właściwości narodowych ani plemiennych, lecz rozwija, potęguje i uduchawia szlachetne cechy charakteru. Chociaż wszystkich bohaterów ducha nazywamy ogólnie „świętymi” – rozumiemy jednak dobrze, że różnią się między sobą właściwościami swej narodowości i rasy. Dodatnie cechy Rzymian występują w spotęgowanym stopniu u świętego Ambrożego, u Leona Wielkiego i Grzegorza Wielkiego. Szlachetne właściwości mieszkańców Afryki uderzają w postaci świętego Augustyna i Cyryla Aleksandryjskiego, a wystarczy rzucić okiem na trzech świętych młodzieniaszków, aby wywnioskować, że święty Alojzy należał do rasy romańskiej, święty Stanisław do słowiańskiej, a Święty Jan Berchmans do germańskiej. Szlachetne pierwiastki narodowości węgierskiej wyniosły na ołtarze świętego Stefana, króla węgierskiego, świętego Emeryka i błogosławioną Małgorzatę.

Bracia! Świętość nie polega na rezygnacji! Wykrzywiona twarz nie oznacza świętości! Lękliwa niezaradność również nie jest „świętością”.

A więc, na czym polega „świętość”? Kto jest świętym?

B) Cóż więc rozumiemy przez nazwę „święty”?
Kościół katolicki w poczet świętych zalicza ludzi, którzy udoskonalili swoją duszę na podobieństwo boże i którzy jakąś cnotę chrześcijańską doprowadzili do bohaterstwa.

Kim są zatem święci? 1) Święci, to artyści, 2) święci, to bohaterowie.

1) Czcimy świętych, bo byli mistrzami w naśladowaniu życia Chrystusowego. Życie każdego świętego, bez względu na narodowość, wiek, czy przynależność społeczną, jest prawdziwym arcydziełem.

W jaki sposób ta grzeszna i skłonna do złego natura stała się arcydziełem, godnym wiecznego oblicza bożego, nadającym się do wiecznej szczęśliwości? Dzięki mozolnej pracy artysty – świętego! Bracia! Podziwiamy rzeźbiarzy, którzy niekształtne marmurowe bryły zamieniają w tak przepiękne posągi, że stwarzają wielką iluzję rzeczywistych postaci, które omal nie przemówią; imponują nam genialni malarze, którzy potrafią rzucić na martwe płótno tak wyraźne obrazy, że wyglądają jak żywe, dlaczego więc nie mielibyśmy podziwiać i otaczać czcią świętych, których harmonijnie ukształtowane dusze nie są iluzją artystyczną, ale rzeczywistością, których doskonałość ocenił najbardziej przenikliwy sędzia – Ojciec Niebieski. Do nich możemy zastosować słowa, które Bóg Ojciec wyrzekł o Panu Jezusie „Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”.
Kim jest święty? Artystą! Artystą, który pracuje nie nad brązem, nie nad płótnem, nie nad martwą materią, ale który za przedmiot swego trudu obrał najważniejszą rzecz na świecie: żywą ludzką duszę! Święty, to człowiek, który potrafi osiągnąć w taki, lub inny sposób ideał życia chrześcijańskiego.

Historia zachowuje pamięć o wybitnych jednostkach, poetach, mędrcach, artystach i wodzach, których życie i czyny były najpiękniejszym rozkwitem natury ludzkiej, dlaczegóżby więc religia nie miała otaczać czcią tych, którzy tym więcej zasłużyli na pamięć, że mimo ułomności śmiertelnego ciała, mimo tysiąca niebezpieczeństw grzechu, doprowadzili do zwycięstwa najidealniejsze porywy duszy katolickiej.

Pod tym kątem widzenia znikają natychmiast niesłuszne zarzuty, że kult świętych nie zgadza się z kultem Boga. Czy się nie zgadza? Przeciwnie! Człowiek wyraża w nim swój podziw dla wspaniałych stworzeń bożych! Gdy człowiek stanie na niebotycznym szczycie, wiecznym śniegiem okrytej góry, lub gdy znajdzie się w wieczór majowy na kwiecistej łące i spojrzy na niebo, iskrzące się miliardami gwiazd, to bezwiednie czuje wspaniałość dzieł Stwórcy. Najwspanialszym jednak dziełem bożym jest dusza świętego, promieniująca pięknem, dobrocią i majestatem Boga!

Życie każdego świętego jest prawdziwym hymnem, chwalebnym „Te Deum” na cześć bożej piękności, dobroci, miłosierdzia i miłości. W każdej kropli potu i krwi świętego jest krew i pot Chrystusa. Serce każdego świętego tętni życiem Pana, pała Jego gorliwością i miłością. Usta każdego świętego wymawiają słowa Chrystusa, a ręce naśladują Go w dziełach i ofiarach. Wszystkie cierpienia świętych stanowią jakby cząstkę świętego krzyża; każda zasługa – cząstkę zasług Zbawiciela!… W apostołach widzimy, że boskie Słowo przekształca świat, w męczennikach, że cierpliwość Jezusa Chrystusa zwalcza wszystkie przeszkody, w świętych dziewicach – triumf niebiańskiej czystości Jezusa.
Dlaczego są wielkimi męczennicy, którzy ofiarowali swoje życie? Bo wyryli w duszach obraz ofiarującego się Chrystusa! Dlaczego wielkimi są święci jałmużnicy? Bo nosili w duszy obraz miłosiernego Chrystusa! Ilu jest świętych, tyle jest podobieństw Chrystusa: wszystkie różne, indywidualne, ale wszystkie cenne, bo widnieje na nich, jako artystyczny wzór, święte oblicze Chrystusa Pana.

Czcimy świętych, bo po mistrzowsku naśladowali życie Chrystusa.

2) Czcimy również świętych, albowiem po bohatersku żyli według zasad Chrystusowych.

Święci, to bohaterowie! Ludzie słabi i śmiertelni, jak my, ale do głębi przejęci myślą o życiu wiecznym. Myślą, z którą nie rozstawali się ani na moment, zarówno w czasie modlitwy, jak zabawy, zarówno przed ołtarzem, jak i na katedrze, w niedzielę i w dzień powszedni. Święci przejęci byli jedynym pragnieniem: by się stać świętymi bohaterami, i dlatego stali się nimi, żyjąc zawsze według zasad Chrystusowych: my posiadamy jakby p o d w ó j n ą duszę i dlatego tak się od nich różnimy, jesteśmy nieudolnymi i potykającymi się naśladowcami życia Chrystusowego.

Co rozumiem przez powiedzenie, że mamy podwójną duszę”? Podwójną duszę ma polityk chrześcijański, gdy sądzi, że w dzisiejszym państwie nie można rządzić według dziesięciorga Przykazań Bożych. Podwójną duszę ma chrześcijański kupiec, gdy jest głuchy na siódme i ósme Przykazanie Boże. Podwójną duszę ma lekarz, który zasłaniając się wymaganiami higieny, daje niemoralne wskazówki młodzieży i spędza płód matkom. Podwójną duszę ma elegancka pani, która idąc za głosem mody, hołduje rozmaitym „lekkim” zbytkom. Podwójną duszę ma artysta, który nie zachowuje piątego Przykazania Bożego. Podwójną duszę ma cały dzisiejszy świat, który do tego stopnia jest niemoralny, że prostotę i niezłomność nazywa dziwactwem i zacofaniem. Tak, jesteśmy biednymi, przeciętnymi ludźmi!

Bracia, kiedy patrzę na świętego, nie mogę powstrzymać okrzyku: Oto człowiek! Całkowity człowiek! Charakter niezłomny! Bohater! Święty!

Czcijmy i nadal zastępy dawnych świętych, tych prawdziwych bohaterów! Ale również pamiętajmy o bohaterach doby obecnej, którzy wśród dzisiejszego życia bez zasad, wśród ludzi nieudolnych i chwiejnych, wśród dwoistości świata potrafią zachować wierność swoim zasadom i trwać niezłomnie i konsekwentnie przy wykonywaniu prostolinijnego programu życia katolickiego, którzy nawet dzisiaj umieją być świętymi!

Powiedzcie, Bracia, czy wobec tego kult i cześć dla świętych można nazwać „bałwochwalstwem, sprzecznością z pierwszym Przykazaniem?” Raczej przeciwnie, jest on najgłębszym objawieniem się natury ludzkiej!

 

III.

Kochani Bracia i Siostry, zrozumieliście, że kult świętych jest zupełnie słuszny i naturalny, a teraz nasuwa się jedna uwaga: kult świętych nie byłby przedmiotem tylu ataków i nieporozumień, gdyby ś my zawsze i wszędzie oddawali cześć świętym według woli i nauki Kościoła katolickiego.

Niestety, nasza ludzka natura skłonna jest do wypaczania nawet najwznioślejszych i najwspanialszych dążeń.

Naprawdę, nawet między katolikami spotyka się nieraz ludzi, którzy nie rozumieją, na czym polega kult świętych, i często postępują pod tym względem zupełnie sprzecznie z zasadami świętej wiary. Dlatego poruszam tę sprawę, bo chcę, aby każdy, nie tylko katolicy, ale i innowiercy wiedzieli, jakie stanowisko zajmuje tutaj Kościół.

Naturalnie, że czcimy świętych i wzorujemy na nich swe życie moralne, i zarówno w poważnych sprawach duchowych, jak i w ziemskich drobiazgach możemy szukać u nich pomocy. Mamy zwyczaj przechowywać w mieszkaniach podobizny kochanych i bliskich osób, nic więc dziwnego, że umieszczamy tu również obrazy i posągi świętych, stawiamy je na placach i ulicach, bo pomniki wielkich ludzi świadczą o ich szlachetnym życiu, a dla nas są bodźcem do naśladowania. Jest to zupełnie słuszne.

Ale, Bracia, jeśli ktoś przyrzeka świętemu Antoniemu sto złotych za główną wygraną na loterii państwowej, albo jeśli ktoś przed pojedynkiem kładzie do kieszeni figurkę świętego Antoniego z prośbą o pomoc – godzien jest potępienia; to już nie jest kult świętości, tylko najpospolitszy szantaż, kupiectwo i wyzysk, wyraźnie potępione przez Kościół. Możemy się gorąco modlić przed figurami świętych i Matki Boskiej, jest to rzecz zupełnie naturalna. Uderza jednak, że w liczniej uczęszczanych kościołach tłumy ludzi gromadzą się przed obrazami świętych, gdy przed Przenajświętszym Sakramentem widać zaledwie kilka osób! Bracia! Pozwólcie sobie to dokładniej wytłumaczyć: wchodząc do obcego domu, najpierw powinniśmy się przywitać z gospodarzem, potem dopiero z członkami jego rodziny. A kto jest panem w kościele? Jezus Chrystus w Przenajświętszym Sakramencie ołtarza! On jest ośrodkiem naszej wiary i kościoła, nawet najmniejsza cegła w murze Jemu jest poświęcona. On jest pierwszy, więc Jego powinienem najpierw powitać serdeczną modlitwą, a dopiero później Jego domowników, bo to rzecz zupełnie naturalna.

Kochani Bracia! W religii nie ma niczego, co trzeba by ukrywać. A jeżeli wkradają się gdzieś błędy, sami się zabierzmy do ich usunięcia.

 

***

Kochani Bracia! Doszliśmy więc do następujących wniosków. My, katolicy, uwielbiamy tylko Boga, mamy jednak prawo oddawać cześć wszystkim, którzy przez swoje życie zbliżyli się do ideału Chrystusowego. Kult świętych i kult Matki Boskiej nie przeszkadza naszemu wewnętrznemu życiu religijnemu, a nawet wpływa dodatnio na jego rozwój, bo święci są gwiazdami, które pożyczyły sobie światła od jedynego słońca, Jezusa Chrystusa. Skoro otaczamy czcią znakomitych ludzi, bohaterów, więc tym bardziej powinniśmy czcić największych najszlachetniejszych bohaterów: świętych.

Kochani Bracia! Ubiegłego roku byłem w Maria – Zell. W hotelu, w którym się zatrzymałem, nie było ani na lekarstwo żadnego Niemca. Spotykało się tylko Węgrów i Węgrów na każdym kroku. Podobno tak samo było i w innych hotelach. Przez Styrię podobno tysiącami przejeżdżali Węgrzy, również przez miasta włoskie, francuskie, przez Paryż…Czy tylko Węgrzy tyle podróżują? Nie! Inne narody również. Ludzie, to niespokojne stworzenia! Kogo nie stać na wyjazd do dalekich krajów, wybiera się na bliższe wycieczki, najczęściej w góry – każdego coś ciągnie na szczyty, bo tam znajdzie świeższe powietrze, rozleglejsze widoki i orzeźwiające źródła.

Bracia! Dążenie ku szczytom jest charakterystyczną cechą nie tylko naszego ciała, ale również i duszy. Dobrze nam, gdy możemy rzucić wzrokiem na olbrzymów ducha, którzy nas przerastają. Szczęśliwi jesteśmy, gdy się możemy zbliżyć do tych, którzy żyli w bardziej czystym powietrzu wyżyn ideowych, na których wpatrywali się w Boga i stali się przez to źródłami orzeźwiającymi całe epoki.

Wiecie już teraz, kim są święci? To jakby szczyty alpejskie, które wznoszą się nad monotonną szarzyzną codziennego życia, to czyste orze orzeźwiające tchnienie, błogosławione promienie, które rozjaśnią nieznane ścieżki bohaterskiego życia. Mieszkaniec miasta dobrze się czuje, gdy może w wolnej chwili wyjść do lasu, lub w góry i całą piersią odetchnąć świeżym powietrzem, odpocząć po całodziennych, szarpiących nerwy, trudach. Nie żałuje wysiłku, wspina się na góry, bo doskonale rozumie, że w ten sposób nabierze sił i tężyzny. Ma rację! Bracia, starajmy się ze wszystkich sił naśladować artystów i bohaterów życia chrześcijańskiego, t.j. świętych, bo w ten sposób utrwalimy i wzmocnimy swój wątły katolicyzm, nabierzemy hartu ducha. Przez naśladowanie świętych dojdziemy do źródła świętości – Jezusa Chrystusa. Amen

Szukaj

pomóż tej stronie

Szanowny Gościu, jeżeli możesz, zamieść proszę u siebie jeden z linków prowadzących do tej strony.

Wybierz link do zamieszczenia

Wymienię się linkami

.mp3

September 2017
Mo Tu We Th Fr Sa Su
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1