(O drugim przykazaniu) Nie dawajcie psom świętego!

 

Kochani Bracia w Chrystusie!

Majowy przymrozek zwarzył winnice, czerwcowy grad zniszczył pszenicę. Gdy się zapytamy gospodarza na wsi: „Gazdo, jakież tam urodzaje? – Proszę pana, kiepskie – skarży się – Pan Bóg nie pobłogosławił”.

Następnego roku żniwa wypadły świetnie; pszenica piękna, wino obrodziło. „Gospodarzu, jakież tam urodzaje?” „Możliwe, proszę pana. Ale i zapracowałem na nie, harowałem całymi dniami i nocami!” – chełpi się gospodarz.

Oto, Bracia, obrazek z codziennego życia! Jedna cecha zwykłego, ludzkiego rozumowania: jeśli bieda – „Pan Bóg nie pobłogosławił”. Jeśli wszystko w porządku – „to moja zasługa!”

Jak lekkomyślnie wymawia człowiek Imię Pana, i to nawet człowiek religijny! Nawet taki, który nigdy nie bluźni i nie przeklina, który się brzydzi tym grzechem, nawet taki… znieważa świętość wiary i Imię Boże!
A przecież niegdyś Pan Jezus bardzo ostro nakazał: „Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie swych pereł przed świnie.” (Mt 7, 6). Czyli, że należy się powstrzymać nie tylko od brutalnych przekleństw i bluźnierstw, ale trzeba odnosić się ze czcią i miłością do Boga i rzeczy świętych.

 

*** 

1. Znieważać bluźnierstwem, w ścisłym tego słowa znaczeniu, Imię Boże, zabraniają nie tylko święte prawa boże, ale również i zasady grzeczności, obowiązujące kulturalnego człowieka. Świat dzisiejszy wybacza wiele wad, ale każde cywilizowane społeczeństwo potępia człowieka, który miota bluźnierstwa na Boga. Dlatego między ludźmi inteligentnymi stosunkowo rzadko słyszy się ordynarne bluźnierstwa. 

Natomiast często spotyka się z lekkomyślnym wymawianiem Imienia Bożego . Nie zastanawiając się zupełnie, bez jakiejkolwiek przyczyny wymawia się Imię Boga i świętych. Bracia! Nie twierdzę, żeby to był grzech ciężki, ale w każdym razie jest to bezmyślność, która nie przystoi człowiekowi o wyrobionych zasadach chrześcijańskich. 

Dla nas Bóg jest „Ojcem” niebieskim, więc my, chrześcijanie nie drżymy przed Nim, jak Żydzi w Starym Zakonie, którzy Imienia Boga, „Jahwe” bali się wymówić nawet w modlitwach. Przesadny ten lęk pochodził z błędnego zrozumienia słów Pisma Świętego. My chrześcijanie powinniśmy się odznaczać pełną czci wstrzemięźliwością w mowie, do rozmów o sprawach codziennych nie mieszać Świętego Imienia Boga i rzeczy wiary świętej. Nie róbmy tego nawet wtedy, gdyby to nie pociągało za sobą grzechu. 

Pod tym względem, Bracia, powinniśmy bardzo uważać na siebie, nawet ludzie pobożni powinni się pilnować, zwłaszcza nie gniewajcie się – kobiety! 

Oto wraca z rynku kucharka.
. Ile kosztują kurczęta – pyta pani.
. Trzy złote para.
. Mój Boże! – woła zdziwiona pani.

Czy to grzech ciężki? Nie! A może to wcale nie jest grzechem! Bardzo możliwe. A zatem, czym jest ów wykrzyknik? Jest lekkomyślnością, niegodną katoliczki. 

Idzie ktoś ulicą… zagapi się… zszedł z chodnika. „Jezus, Maria!” – wyrywa mu się z ust. Czy to grzech ciężki? Nie! A co? Lekkomyślność, nielicująca z chrześcijańskimi przekonaniami.

W operze siedzi wieczorem jakaś dama i podczas najpiękniejszej części muzycznej zwraca się do męża ze słowami: „Uwielbiam Pucciniego! Co za boska muzyka!” Czy to może ciężki grzech?! Nie! Tylko? Tylko nieuwaga, niegodna prawdziwie chrześcijańskich przekonań. Nic musimy wspominać Imienia Bożego, jeśli chcemy okazać zachwyt! Nie popełniamy wtedy ciężkiego grzechu, to prawda, ale jesteśmy w każdym razie lekkomyślni.

 

2.Istnieje jeszcze gorsza lekkomyślność !
Późno wraca do domu dorosły syn. Przychodzi matka i pyta:
. Gdzie byłeś?
. U przyjaciela! – odpowiada chłopiec.
. Nieprawda! Daj słowo honoru! Przysięgnij! – krzyczy nierozważna matka.

Że jest to błąd z punktu widzenia wychowawczego, o tym teraz nie mówię… „Jeśli nie wierzą, to będę kłamał, żeby się im zdawało, że mają rację” – myśli wobec takiego postępowania niejedno dziecko. Co więcej: rodzice popełniają grzech, gdy lekkomyślnie wymagają od dziecka przysięgi, bo przysięgę składa się tylko w najpoważniejszych okolicznościach życia – przy zawieraniu małżeństwa, przy zeznaniach w sądzie, przy objęciu posady.

A zatem i ci nadużywają Imienia Bożego, którzy z przyzwyczajenia, lekkomyślnie, na ka ż dym kroku przysięgają chociażby nawet i na rzeczy prawdziwe. Robią to dzisiaj nie tylko dzieci, ale i dorośli, co świadczy, że rozpowszechnione jest między ludźmi kłamstwo, bo gdyby nie było kłamstwa, nie trzeba by było przysięgać! Wystarczyłoby zapewnienie: „Proszę cię, tak jest istotnie! Nie mam zwyczaju kłamać!” Takie postępowanie byłoby godne chrześcijanina.

W niektórych okolicznościach wolno przysięgać. Bóg pozwala, by w sprawach dotyczących społeczeństwa ludzkiego w celu wzmocnienia prawdy wzywano na świadectwo Jego Imię. Sam Pan Jezus przysięgał przed sądem, kiedy odpowiadał na pytania arcykapłana: „Poprzysięgam Cię na Boga żywego, powiedz nam: Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży? Jezus mu odpowiedział: Tak, Ja Nim jestem.” (Mt 26, 63 – 64).
Ale przysięgać na błahostki, jak to dzisiaj weszło w zwyczaj, na każdym kroku, nawet u gorliwych chrześcijan, jest nadużywaniem Imienia Bożego. Jeżeli ktoś lekkomyślnie przysięgał, ale nie na potwierdzenie fałszu lub grzesznej sprawy, nie popełnia wprawdzie grzechu ciężkiego, przysięga taka jest jednak grzechem, którego powinien się wystrzegać każdy dobry chrześcijanin. „Nie dawajcie psom świętego!”

 

3. Nie cenią świętości i ci, którzy nie dotrzymuj ą złożonych ślubów , którzy w biedzie, w niebezpieczeństwach, w chorobie przyrzekają Bogu uczynić coś dobrego, a skoro otrzymają, o co prosili, łatwo zapominają o swej obietnicy.

Bracia! Piękny to zwyczaj chrześcijański, jeśli za spełnienie jakiegoś naszego życzenia obiecujemy Bogu dobry uczynek, ale starajmy się dotrzymać danego słowa! Bo Pismo Święte mówi: „Lepiej, że nie ślubujesz wcale, niżżebyś ślubował, a ślubu nie spełnił.” (Koh 5, 4).

 

4. Nadużywa świętości i ten, kto miesza z błotem i znieważa wzniosłe idee religijne, jej osoby i instytucje, jeśli profanuje wiarę, jeśli sobie drwi z jej powagi. Mamy na to wiele rażących przykładów, które muszą każdego oburzyć do żywego. Niedawno pewien czeski kompozytor ułożył mszę na orkiestrę jazz – bandową! Zdarzają się również mniej rażące rzeczy, nad którymi ludzie przechodzą do porządku dziennego, a przecież obrażają one subtelne uczucia religijne. Na przykład, jeśli ktoś znieważa naszych świętych, to ubliża nie tylko przekonaniom religijnym i duchowym wartościom, ale również i uczuciom patriotycznym. Nie godzi się, Bracie, by kupiec oznaczał kawę marką świętego Stefana, mydło imieniem świętego Władysława, piwo imieniem świętego Jana itd. Podobne nazwy pożyczane są tylko ze słownika naszej religii katolickiej. O, jaka zrobiłaby się wrzawa, gdyby tak wypisał na reklamie pasty do butów, albo trucizny na szczury – imię założyciela jakiegoś innego wyznania!… I zupełnie słusznie! Ale w takim razie, dlaczego umieszczają imiona naszych świętych na pudełkach z namiastką kawy i na butelkach z piwem?!

 

„Nie dawajcie psom świętego!”

1. Świętych zasad wary nadużywają tajemne religijne sekty, które nie tylko u nas, ale w całej Europie wyzyskują uczucia i pragnienia religijne prostego ludu, i prowadzą go na najgorsze bezdroża, mówiąc, że wkrótce nastąpi koniec świata…, że Chrystus Pan zjawił się ponownie, i że dał nowe objawienie, że nie należy świętować w niedzielę, lecz w sobotę itd. Niedawno w Berlinie policja musiała użyć siły, by pochowano umarłego, który już zaczynał się rozkładać, bo jakaś sekta nie chciała zezwolić na pogrzeb, twierdząc, że „modłami powołają umarłego z powrotem do życia”. Wszystko to jest nadużywaniem świętości. 

2. Istnieje jeszcze jeden rodzaj niezwykłego nadużywania religii, o którym chciałbym nieco obszerniej pomówić, a jest to: kuszenie Boga przez człowieka.

Jak to? – pyta ktoś. Dotychczas wiem, że zwykliśmy się modlić: „…i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw…” Czy może być odwrotnie? Czy to możliwe, żeby człowiek, nędzne i słabe stworzenie, mógł kusić Boży Majestat? 

Tak; napisane jest przecież: „Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego.” (Mt 4, 7). Kuszeniem Boga jest, gdy narażamy siebie bez powodu na niebezpieczeństwo i ufamy, że nam „Bóg pomoże!” Kuszeniem Boga jest, gdy dla przyznana komuś słuszności, wymagany od Stwórcy cudów. Tu trzeba zaliczyć smutnej pamięci „sądy boże” wieków średnich, które dziś znamy, chwała Bogu, tylko z książek. Przy czytaniu dziś tych strasznych rzeczy zgroza nas ogarnia, że mogły istnieć czasy, w których tylko ten udowodnił, swą niewinność, kto cało i zdrowo przeszedł przez ogień, lub nie oparzył ręki, włożywszy ją do gotującej się wody. Mówiono: „Jeśli jest niewinny, niech to Bóg potwierdzi cudem!” Kościół musiał stoczyć bardzo ciężką walkę, nim zdołał zniszczyć te pozostałości pogańskich wierzeń greckich i germańskich, i przekonać ludzi, że mają błędne pojęcie o Bogu, skoro narzucają Mu tak upokarzającą rolę. Chwała Bogu: „sądy boże” należą do przeszłości! Więc może już zupełnie znikło kuszenie Boga? O, nie! Teraz spotykam jest częściej, niż dawniej. 

Czyż możliwe? 

Pewnego razu faryzeusze, rozmawiając z Panem Jezusem, kusili Go i żądali od Niego cudów. Pan Jezus, który na prośbę setnika i na błaganie przydrożnego żebraka uczynił cud, głuchy był na prośby potężnych faryzeuszy. Oto, co mówi Pismo Święte: „On zaś westchnął głęboko w duszy i rzekł: Czemu to plemię domaga się znaku? Zaprawdę powiadam wam: żaden znak nie będzie dany temu plemieniu.” (Mk 8, 12). W pierwszej chwili nie rozumiemy postępowania Pana Jezusa. Jak to, przecież teraz miał Pan Jezus sposobność przekonać ich o Swojej boskiej mocy, sprawić, żeby weń uwierzyli?!… 

Nie, nie! Ewangelista zaznacza, że faryzeusze przychodzili do Pana Jezusa nie w tym celu, by w Niego uwierzyć, lecz żeby Go kusić. Pycha nie pozwalała im uwierzyć w Chrystusa! Oczekiwali takiego sobie teatralnego występu od Pana, myśląc: zobaczmy, co potrafi ten prorok. Chcą oglądać cuda, ale nie w celu nawrócenia się. Przecież wieść o cudownych czynach Pana Jezusa rozeszła się daleko i szeroko, po całej ziemi żydowskiej, więc każdy człowiek dobrej woli miał dostateczne dowody, żeby się nawrócić. Ale, faryzeuszom nie szło o nawrócenie. Chcieli widzieć cud, bo to ciekawa rzecz, zjawisko pełne emocji, przyjemność grająca na nerwach i rozkoszne zaspokojenie ludzkiej ciekawości. Kuszenie Boga ze strony faryzeuszów polegało na pogoni za tajemniczymi dreszczami – w ten sam sposób postępuje wielu ciekawych ludzi i w dobie obecnej. Wielu ludzi znajduje przyjemność w zaspokojeniu swej ciekawości i zapomina, że do świętych rzeczy trzeba się zbliżać z uszanowaniem i nie patrzeć na nie z gorączkową lekkomyślnością profana. Tak np. dziś niektóre pisma nie z pobudek pobożności, ale celem zaspokojenia namiętnej ciekawości rozwodzą się o cudownych zjawiskach w Konnersreuth. Szeroko pisały o tym i nasze dzienniki, wypada więc coś powiedzieć o tym i z ambony. 

Co się dzieje w Konnersreuth? śyje tam prosta dziewczyna, która w każdy piątek przeżywa mękę Pana Jezusa. Widzi osadzenie Pana, słyszy krzyki nienawiści tłumu żydowskiego, widzi całą wzruszającą tragedię, która rozegrała się na Kalwarii, a podczas tego sama cierpi wielkie męki. Na ciele dziewczyny pokazują się stygmaty i strumieniami płynie z nich krew… Tak cierpi w każdy piątek. Od kilku lat, prócz kawałka hostii w Komunii świetlej nie przyjmuje żadnego innego pokarmu. 

Oto w krótkości streszczenie tych wydarzeń. Dzisiaj jednak opowiadają różne nadzwyczajności o tej dziewczynie, do jej mieszkania przychodzą tysiącami ciekawi ludzie. 

Bracia! Jakie jest wobec tego stanowisko Kościoła? Podstawową nauką Kościoła jest, że Pan Jezus naprawdę czynił cuda, aby dowieść Swojej boskiej mocy i zapewnić rozwój wierze. W ciągu wieków, jak świadczy historia Kościoła, przez Swoich świętych również niezliczone zdziałał cuda. Pan Jezus jednak, mówiąc o fałszywych prorokach i o ich fałszywych cudach, przestrzega nas, żebyśmy się nie uganiali za tajemniczymi i cudownymi zjawiskami. Czy Kościół katolicki naucza, że w wyjątkowych wypadkach wola boża może zmieniać prawa natury? Nie! Naucza natomiast, że Bóg w poszczególnych wypadkach Swoją wszechmocą boską może jakby zawiesić działanie tych praw, i to nazywamy cudem. Wiara nasza uczy nas, że Bóg może robić cuda. Kiedy np. ktoś ma zostać zaliczony w poczet świętych, to w procesie kanonizacyjnym musi istnieć wiarogodny dowód dwóch cudów, zdziałanych za pośrednictwem danego kandydata na świętego. Przy procesie beatyfikacyjnym i kanonizacyjnym Kościół postępuje bardzo surowo, o czym wiedzą tylko ci, którzy bliżej znają procedurę kanonizacji. 

Pewna wpływowa osobistość załatwiała jakąś sprawę w Kurii rzymskiej. Czekając długo w poczekalni, przeglądała akta procesu beatyfikacyjnego, z wielkim zdziwieniem stwierdzając surowość, jaką stosowano w tym procesie do każdego najmniejszego szczegółu: Przed kardynałem owa osobistość wyznała później: „To mi się podoba! Gdyby Kościół każdy cud z taką drobiazgową ścisłością stwierdzał…” Kardynał przerywając jej, wtrącił: „Wie Pan, że komisja nie przyjęła żadnego z cudów, o których Pan czytał? Ani jeden nie odpowiadał podstawionym wymaganiom!” 

Kochani Bracia! Nasza święta wiara uczy nas, że Bóg może i czyni cuda w obronie prawidłowości religii chrześcijańskiej. Czy jednak w jakimś wypadku Pan Bóg wtrąca się rzeczywiście w sposób nadprzyrodzony, tj. czy istotnie mamy do czynienia z cudem, o tym decyduje Kościół bardzo ostrożnie i zachowuje się bardziej wyczekująco, niż ludzie, prasa i cały świat. Kościół nie poszukuje cudów, i bardzo dobrze czyni! Tysiące ludzi biegnie do Konnersreuth, by oglądać dziewczynę – stygmatyczkę – a Kościół? Biskupi bawarscy zabronili nawet, by duchowieństwo i wierni tam się udawali. Dlaczego? Bo Kościół święty jest ostrożny! Dopiero po długim czasie, po dziesiątkach lat badania wypowie swoje zdanie, czy dany wypadek był cudem? Bracia Czy to nie dowodzi powagi Kościoła?! Pełnego majestatu spokoju, który płynie tylko ze świadomości posiadania pewnej prawdy! 

A jednocześnie wyczuwamy subtelną taktowność, z jaką zachowuje się Kościół wobec rzeczy świętych. Jakiekolwiek bowiem będzie orzeczenie Kościoła o Konnersreuth, czy dzieją się tam rzeczy naturalne czy nadprzyrodzone, tyle już dziś wiadomo, że owa dziewczyna odznacza się religijnością i dużo cierpi dla Chrystusa. 

A zatem, każdy powinien się zbliżać do niej tylko z szacunkiem. A co czynią współcześni ludzie, żądni cudownych zjawisk? Lekceważąco, trzymając papierosa w zębach podziwiają stygmatyczkę. Z Karlsbadu i Marienbadu, spieszą tłumy eleganckich kuracjuszy, idą jak do teatru, by się bawić widokiem cierpienia. Zjawili się nawet przedstawiciele jakiejś firmy z oferta, że w chacie stygmatyczki urządzą coś w rodzaju teatru, by połączyć w ten sposób przyjemność z pożytkiem. Pewna wytwórnia filmowa dawała miliony za pozwolenie zrobienia filmu z cierpiącej dziewczyny, który by potem pokazywano ludziom, jako nadzwyczajną atrakcję wraz z różnymi pornograficznymi obrazami. W jakimś niemieckim panoptikum, wśród woskowych figur zbrodniarzy, pokazywano już nawet podobiznę cierpiącej dziewczyny.
Bracia! W tym przejawia się gruboskórność współczesnego człowieka, który wszystko, czego tknie, nawet najświętsze rzeczy sponiewiera, wrzuci do błota i zaślini jak ślimak.

To jest dzisiejsza wszeteczność, która, byłaby zdolna fotografować cierpiącego Chrystusa na górze Kalwarii w Wielki Piątek! Świat dzisiejszy nic więcej nie obchodzi życie wiary!

Bracia! Chcę mówić jasno: Kościół jeszcze nie zdecydował, czy w Konnersreuth dzieją się cuda, ale jakakolwiek będzie decyzja Kościoła, nie zmieni ona w niczym naszej świętej wiary.

Kiedy faryzeusze żądali natarczywie cudu od Pana Jezusa, według Pisma Świętego, Chrystus „boleśnie westchnął”. Tak samo i dziś boli Zbawiciela, jeśli dla kogoś nie jest wystarczającym dowodem ani Jego życie, ani Jego czyny, ani 2000 – letnia działalność Kościoła, lecz spirytyzm, za pomocą którego chcemy przeniknąć tajemnice zaświatów i pustą ciekawością umacniać naszą wiarę. Czy to nie jest nadużywaniem rzeczy świętych?!

 

***

„Nie dawajcie psom świętego!” – powiedział Pan dlatego, byśmy się odnosili zawsze z uszanowaniem i miłością do spraw religijnych, byśmy przez lekkomyślność, nieuwagę i złą wolę nie znieważali rzeczy świętych. Wszyscy, którzy starają się zaspokoić swoją próżną ciekawość, zawstydzą się na pewno, gdy usłyszą o głębokiej religijności pewnego lekarza z Chicago, o którym opowiem na zakończenie kazania.

Przed kilkoma laty rozeszła się wieść, że w południowych Włoszech żyje zakonnik – kapucyn, obdarzony stygmatami. Dowiedział się o tym ów lekarz z Chicago i pospieszył do Włoch, żeby zobaczyć stygmatyka, ale przyjechał na próżno, bo zakonnik otrzymał rozkaz z Rzymu nosić długie, osłaniające niemal całe palce rękawiczki, w których odprawiał nawet mszę świętą.

Po powrocie lekarz, w ten sposób opowiadał swoje wrażenia: „Nie widziałem ran, a zakonnik, gdy mu wyłuszczyłem cel mego przyjazdu, rzekł: Bardzo żałuję, że się pan daremnie trudził, ale proszę zrozumieć, że jako zakonnik, muszę być posłuszny. To oświadczenie większe zrobiło na mnie wrażenie – oświadczył doktor – niż: gdybym zobaczył jego rany…”

Tak, Bracia! Co to powiedział Pan Jezus do niewierzącego Tomasza? – „Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli.” (J 20, 29)
W życiu Kościoła zdarzali się niejednokrotnie stygmatycy – bez wątpienia jest to wielkie wyróżnienie od Boga. Ale, Bracia, co dzień, w każdej chwili, w każdym miejscu, w którym odprawia się ofiara mszy świętej, gdy na ołtarzach powtarza się w niewidzialny, cudowny sposób śmierć krzyżowa Chrystusa Pana, dzieje się coś więcej! O, znacznie więcej ni ż w Konnersreuth! Tu otwierają się rany nie jakiejś dziewczyny, która miłuje Chrystusa, ale sam Chrystus przelewa dla nas Swą krew. Z Jego ran padają krople zbawiennej rosy na nasze dusze! A przecież nie zjeżdżają się tłumnie autami goście i nie ustawiają się w szeregi, by dostać się do kościoła na mszę świętą!…

Bracia! Niemiecka dziewczyna, która przeżywa mękę Chrystusową, bez względu na to, jaką opinię wyda o jej stygmatach Kościół – przez swe milczące cierpienie zdaje się mówić do dzisiejszego, polującego na sensację tłumu: Ludzie! Nie mnie oglądajcie ciekawym wzrokiem, ale patrzcie, z miłością iz żalem za grzechy, na Ukrzyżowanego Chrystusa, którego tak bardzo kocham, z miłości dla którego przelewam swoją krew!

Ludzie, szanujcie święte rzeczy!

Bracia, szanujcie święte zasady naszej wiary!

Bracia, szanujcie cierpiącego Chrystusa! Amen.

 

Szukaj

pomóż tej stronie

Szanowny Gościu, jeżeli możesz, zamieść proszę u siebie jeden z linków prowadzących do tej strony.

Wybierz link do zamieszczenia

Wymienię się linkami

.mp3

September 2017
Mo Tu We Th Fr Sa Su
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1