(O trzecim przykazaniu) O słuchaniu Mszy Świętej

 

Kochani Bracia w Chrystusie!

Zeszłej niedzieli rozpoczęliśmy nasze rozważania o III Przykazaniu Bożym. Rozpatrzyliśmy pierwszą część tego Przykazania: że należy świętować w niedzielę i że w dzień ten nie wolno, ani samemu wykonywać, ani nikogo zmuszać do ciężkiej pracy. Powstrzymanie się od pracy jest tylko połową III Przykazania – stroną negatywną, która wskazuje, czego nie wolno robić. Ale ma ono jeszcze i pozytywna część, i ta wskazuje, co mamy czynić w niedzielę. Prawdziwa radość świąteczna, pogoda i pożytek duchowy zapanuje tylko w tych sercach, które zjednoczą w sobie obie części Przykazania, pozytywną i negatywną; podobnie jak światło zabłyśnie tylko wtedy w żarówce, gdy połączymy dodatnią i ujemną elektryczność.

Chcąc naprawdę święcić niedzielę, trzeba pobożnie uczestniczyć we mszy świętej . Od wieków brzmią z wież kościelnych dzwony i wzywają na mszę świętą, i ludzie słuchali ich głosu. Niestety, Bracia, wielu współczesnych ludzi już nie słyszy dzwonów. Ich łagodny głos zagłuszyły wrzaskliwe syreny fabryczne, wrzawa ulicy, ciężkie uganianie się za chlebem i hałaśliwa reklama miejsc rozrywkowych.

Wytworzył się specjalny typ nowoczesnego człowieka, który tylko połowicznie świętuje w niedzielę. Zachowuje spoczynek niedzielny – nawet się go domaga – ale z całodziennego wypoczynku nie ofiaruje Bogu ani jednej godziny na wysłuchanie mszy świętej.

Bracia! Dziś chciałbym Wam przedstawić, jak wielkim obowiązkiem jest wysłuchanie niedzielnej mszy świętej.

I. Dlaczego obowiązuje nas Przykazanie wysłuchania w niedzielę mszy świętej?

II Do czego ono zobowiązuje?

 

I.

Dlaczego obowiązuje nas przykazanie wysłuchania mszy świętej w niedzielę?

Nasza święta wiara wkłada na nas, pod karą ciężkiego grzechu, obowiązek słuchania mszy świętej w niedzielę i dni świąteczne.
Takie jest, Bracia, prawo!
Łatwiej można zachować jakieś prawo, jeśli znamy nie tylko przepisy, ale jego znaczenie i wartość, niedającą się niczym zastąpić dla duszy człowieka. To samo można powiedzieć o święceniu niedzieli.

1. Zastanówmy się więc nad tym, jakie znaczenie ma dla nas pobożne święcenie niedzieli? Daje nam nie tylko radość i siłę do zmagań życiowych na cały tydzień, ale zapewnia głębokie, gruntowne odświeżenie całego naszego zwiędłego życia religijnego.

Czy nie widzicie, Bracia, jak straszna zaraza ogarnia dzisiejsze społeczeństwo?
Jaka zaraza? Cholera? Dżuma? Nie! Stokroć gorsza: anemia duchowa i moralna krzywica! Nad naszymi głowami unoszą się fale wzburzonego potopu, zaniku wrażliwości moralnej, kradzieży, kłamstwa i rozpasania zmysłowego. Każdy się skarży, że dożyliśmy strasznych czasów, urządza się wiece, zebrania, rozpisuje ankiety na ten temat, ale niewielu zdaje sobie sprawę z istotnych przyczyn tego stanu.

Dlaczego tak jest? Odpowie nam na to pytanie prorok Ozeasz: „Zaginęły wierność i miłość i znajomość Boga na ziemi. Przeklinają, kłamią, mordują i kradną, cudzołożą, popełniają gwałty, a zbrodnia idzie za zbrodnią.” (Oz 4, 1 – 2).
Siła wiary osłabła w życiu, jej wartość obniżyła się w pojęciu ludzkimi; staliśmy się anemiczni, każda otwarta rana moralna, wszelka zbrodnia, wszelki bunt i rewolucja są wynikiem tej anemii i wrzodem na ciele naszego organizmu społecznego.

„Przepraszam księdza! Czyż można się skarżyć na małą rzekomo religijność? Przecież całe państwo jest chrześcijańskie! I większość ludzi przyznaje się do religii! Czyż to nie wystarcza?”

O, nie wystarcza! Mimo wszystko dusza dzisiejszego człowieka jest anemiczna! Na czym polega anemia ciała? Na tym, że chory ma mało krwi? O nie! Krwi ma dość, ale za mało znajduje się w niej ożywczych czerwonych ciałek. Tak samo i religijności może nie brakuje dzisiejszemu człowiekowi, ale za mało w niej czerwonych ciałek, czyli brak jej życiodajnego tempa, które by ożywiło wszystkie przejawy codziennego życia i zabarwiło prawdziwym zdrowiem.
Trzeba wlać krew w życie religijne, zdrowymi siłami skrzepić dzisiejsze społeczeństwo trawione gorączką! Słuchanie mszy św. w niedziele i święta, to jakby pewnego rodzaju odświeżanie krwi u wszystkich ludzi.

2. Posunę się jednak o jedną myśl dalej. Niedzielnej mszy świętej najbardziej potrzebuje współczesny mieszkaniec wielkiego miasta, gdyż życie wielkomiejskie czyha ze wszystkich stron, żeby nas wyzuć z naturalnego, ludzkiego trybu życia, i tylko niedziela, o ile ją święcimy, zapewnia nam chwile, w których stajemy się bardziej ludźmi.

Co robi bowiem z nas życie wielkomiejskie?

Przede wszystkim zamienia nas w zdenerwowanego manekina. Życie rozwija się przed naszymi oczyma, niby taśma filmowa. Co chwila nowe wrażenia, tu płaczemy, tam się śmiejemy. Każdy dzień przynosi tysiące nowin, które szybko idą w niepamięć. W ten sposób wielkomiejski człowiek staje si ę nerwowym.

Dalej, życie wielkomiejskie robi z nas ludzi powierzchownych, szukających nowinek, sensacji, wrażeń. Wczesnym rankiem przynoszę gazety… czytamy. Przed obiadem znów poczta, o godzinie 12 to samo, po obiedzie znowu, wieczór też… przez nasz mózg przelatują coraz to nowsze i nowsze nowiny. Wszystko czytamy! Dowiadujemy się, kogo wybrała sobie za męża już dwukrotnie rozwiedziona artystka, diva filmowa, o które godzinie rano rozpoczyna ten lub ów znakomity sportsmen swój trening, jak wygląda w pidżamie u siebie w domu. Co je na obiad znany footbalista? Chcesz, czy nie chcesz – wszystko musisz czytać! Na co innego, na lekturę poważną, naukową i religijną nie wystarcza czasu! W ten sposób człowiek wielkomiejski staje się płytki.

Jak jeszcze oddziałuje na nas życie wielkomiejskie? Robi z nas bezduszne maszyny! Co dzień muszę czekać na tym samym przystanku na ten sam tramwaj, przejeżdżać z tymi samymi ludźmi koło tych samych domów, wysiadać zawsze na tym samym miejscu, siedzieć przy tym samym biurku, albo przy tej samej maszynie do pisania osiem godzin… cóż dziwnego, że on sam staje się potem maszyną? Człowiek nowoczesny myśli tylko o swoim aparacie, pracowni, katedrze, pulpicie. Staje się maszyną, pozbawioną wszelkich duchowych potrzeb.

Jak jeszcze działa na nas życie wielkomiejskie? Robi z nas bywalców kawiarnianych! Biedny człowieku pracy, zasługujesz na rzetelną rozrywkę i wypoczynek, ale nie znajdziesz ich tam, gdzie ich szukasz. A zwłaszcza nie znajdziesz odświeżenia i szlachetnej rozrywki, której tak bardzo potrzebujesz. Idziesz z całą rodziną do kawiarni: ty czytasz gazety i palisz papierosy, i jakoś ci czas przechodzi; twoja żona też się bardzo nie nudzi, bo trochę flirtuje przy czarnej kawie, ale patrz na swoje dzieci, które przyprowadziłeś do zadymionego papierosami lokalu. Patrz, jak wypaczają się ich duszyczki przez oglądanie z nudów tygodników ilustrowanych, pełnych bezwstydnych rysunków! Późno wieczór idziesz do kabaretu, a wracacie nad ranem, i tak kończy się niedziela; bez żadnych ludzkich uczuć, bez żadnej krzepiącej myśli.
Bracia, czy będziecie mogli zarzucić mi, że przesadzam, opisując w ten sposób życie człowieka wielkomiejskiego? Na pewno nie!

3. A teraz przypatrzmy się niedzieli, jaką Kościół ma na myśli, niedzieli ze mszą świętą! Syn Boży, zmarły za nasze grzechy, ponownie się zjawia wśród nas, Jego przelana krew zaróżowi naszą duszę zmęczoną, bladą i osłabioną przez tygodniowe trudy życiowe. Bracia! To jest błogosławieństwo wysłuchania mszy świętej w niedzielę! Kto wysłuchał mszy świętej, pogrążywszy duszę w Bogu, ten będzie czuł jej skutki przez cały tydzień. Życie stanie się dla niego lżejsze, bo nie dozna rozgoryczenia, pokusy będą mu dokuczały może równie silnie, ale nie upadnie łatwo w grzech!

Podstawową ideą naszej świętej wiary jest: połączenie wysłuchania mszy świętej w niedzielę z codzienną pracą. Kościół nie chce, by wierni wystroili się w niedzielę, wzięli książeczkę do nabożeństwa, byli na mszy świętej i rozpływali się w pobożnych westchnieniach, a po powrocie do domu, żeby zdjęli odświętny strój i odłożyli wraz z książeczką życie religijne i chrześcijaństwo – o nie! Trzeba, żeby słuchanie mszy świętej stało się życiodajnym źródłem mocy dla spraw codziennych, żeby podczas całotygodniowej pracy było widać skutek niedzieli, żeby w naszym zachowaniu pozostał ślad rozmowy z Bogiem – na co mówić dalej? – żeby nasza wiara odbijała się w naszym życiu! Wtenczas każda praca stanie się modlitwą, każde ognisko domowe kościołem, każde życie ofiarą miłą Bogu.

Oto – dlatego nas obowiązuje słuchanie mszy świętej w niedzielę i święta.

 

II.

Do czego obowiązuje nas słuchanie mszy świętej w niedzielę i święta?

1. Jeśli wiemy, że msza święta jest w oczach Kościoła powtórzeniem bezkrwawej ofiary Chrystusa Pana na Krzyżu – to zrozumiemy, dlaczego nasza święta wiara wydała takie surowe przepisy o obowiązku słuchania mszy świętej. Najpiękniej można uczcić dzień Pański słuchaniem mszy świętej. Żywe drzewo gorącej wiary rodzi w Kościele coraz to inne owoce w postaci różnych nabożeństw; powstaje różaniec, litanie, droga krzyżowa, bractwa religijne, pielgrzymki odpustowe itd., ale żadnego z nich nie czyni obowiązkiem nasza religia, każdy może praktykować nabożeństwo, które mu się najwięcej podoba. Wyjątek stanowi tylko msza święta. Katolik, który ukończył siedem lat, jeśli tylko nie jest chory, albo nie mieszka bardzo daleko od kościoła, albo nie zachodzi żadna inna ważna przeszkoda, powinien pod karą ciężkiego grzechu wysłuchać w każdą niedzielę i święto mszy świętej! I to być osobiście w kościele, a nie przez radio słuchać mszy świętej. Kazania można słuchać przez radio, ale nie mszy świętej.

Oczywiście Kościół uznaje pewne wyjątki, tak samo i Pan Bóg, jeśli się można tak wyrazić. Są przeszkody, które zwalniaj ą od słuchania mszy świętej . Np. jesteś chory i nie wolno ci wychodzić z domu – samo przez się wynika, że nie musisz słuchać mszy świętej! Jesteś biedną służącą, w sobotę do późnej nocy musiałaś pracować, w niedzielę przespałaś wczesną godzinę, w której zwyczajnie słuchasz mszy świętej, i później nie możesz iść do kościoła… Masz małe dzieci i naprawdę nie masz ich komu zostawić pod opieką… Godzinę musisz iść do kościoła, do sąsiedniej wsi, a błoto okropne… Tak, Bracia! – Pan Bóg jest w stosunku do nas pobłażliwy – tylko my sami się z błahych powodów nie usuwajmy od spełnienia obowiązku słuchania, mszy świętej.

Gdy nijak nie możemy być obecni na mszy świętej, to czas, w którym odprawia się msza święta, poświęćmy na modlitwę, a może w oczach wszechwiedzącego Boga okaże się, że niedziela była przez nas pożyteczniej spędzona, niż przez tych, którzy byli w kościele, lecz w czasie mszy świętej zachowywali się z roztargnieniem i nieuwagą.

2. Tak, poważne usprawiedliwienie Kościół uwzględnia! Tylko nie znosi płytkich wymówek! Pod tym względem powinniśmy się nieco ostrzej sądzić. Choroba zwalnia nas od obecności w kościele, ale nie różne, drobne niedyspozycje. „Czułam się źle, dlatego nie byłam na mszy świętej” – mówią często osoby, które się potem dobrze bawią na popołudniowym koncercie. „W lecie jest tak duszno w kościele, to mogłoby mi zaszkodzić! A w zimie tak zimno, jeszcze się zakatarzę!” „Bardzo wcześnie się odprawia msza święta, nie mogę wstać w niedzielę o godzinie ósmej” – mówi jakaś pani, która idąc na wycieczkę potrafi się zerwać o godzinie piątej; chcąc zobaczyć wschód słońca, nie leni się wstać zaraz po północy, ale na powitanie Słońca ludzkości, na przybycie Chrystusa Pana – na mszę świętą – nie chce się jej iść na godzinę ósmą.

Nie mogę się powstrzymać, żeby nie opowiedzieć wam tego, co słyszałem o jednym z profesorów uniwersytetu budapeszteńskiego, o Janie Bàrsony’im, znanym ginekologu, który przed śmiercią powiedział; „Zwiedziłem całą Europę, byłem w Azji, w Afryce, ale o ile sobie przypominam, nie opuściłem w swoim życiu ani jednej obowiązkowej mszy świętej”. Tak, to jest stanowisko katolika! Bracia! Bądźmy wielkoduszni w stosunku do Boga, a zobaczymy, że wyjdzie nam to na dobre!

Od słuchania niedzielnej mszy świętej nie zwalnia mnie to, że „w sobotę byłem na balu i wskutek tego jestem bardzo zmęczony”, albo to, że niedziela jest jedynym wolnym dniem, w którym mogę zrobić wycieczkę; nie zwalnia mnie jarmark, zawody sportowe, ani żadna uroczystość. Wtenczas widać naszą religijność, jeśli kosztem ofiar wypełniamy przepisy religijne, a za cenę małych ofiar można zawsze wypełnić, co nam nakazuje wiara! Ktoś wraca rano o szóstej z balu. Jeśli się położy spać – to wątpliwe, czy do obiadu wstanie! Co więc ma zrobić? Niech idzie natychmiast na mszę świętą i potem niech się kładzie spać. Powiesz: „Niewiele warte takie słuchanie mszy świętej”. Prawda, że nie jest idealne! Ale zawsze lepiej tak zrobić, aniżeli zupełnie opuścić mszę świętą!

Jest cudny poranek niedzielny… wybiera się na wycieczkę cała rodzina. Po całotygodniowej pracy zasłużył człowiek żeby się trochę odświeżyć, nabrać i zdrowia na łonie przyrody! Owszem – moi Kochani – tylko nie bez mszy świętej! Można wstać o pół godziny wcześniej i uratowana jest msza święta! Kościół jest bardzo pobłażliwy! W wielkich miastach pozwala odprawiać nabożeństwa w nadzwyczajnej porze i miejscu, żeby tylko wszystkim ułatwić słuchanie mszy świętej. W Nowym Jorku o drugiej w nocy odprawia się msza święta dla robotników, zatrudnionych w drukarniach i dla kelnerów, którzy o tej porze kończą swoje zajęcia. W Monachium na głównym dworcu w czasie sezonu turystycznego w jednej poczekalni bywa odprawiana msza święta o godzinie 3,4,5 i 6 rano. W roku 1926, na dworcu w Monachium było odprawionych 172 nabożeństw, w których brało udział około 30000 ludzi, a około 2000 osób przyjęło Komunię świętą.

U nas w Budapeszcie, u OO. Franciszkanów, bywa w lecie w każdą niedzielę o godzinie 5 msza święta dla turystów.
Tak, trochę dobrej woli i nieco poświęcenia, a wszystko można zrobić.

3. I bądźmy punktualni ! Niektórzy bardzo skrupulatnie obliczają, jaką część mszy świętej można opuścić, nie popełniając grzechu, kiedy można przyjść najpóźniej, a kiedy wymknąć się wcześniej.

Darujcie, Bracia, że tak się wyrażam, ale taka niewolniczość nie przystoi chrześcijańskiej wolności! Nie wypada postępować, jak ów uczeń, który zapytany przez katechetę, dlaczego nie był na mszy świętej? – odpowiedział: „Proszę księdza, byłem w kościele, tylko się spóźniłem”. – „Spóźniłeś się? Kiedy przyszedłeś? Jaka część mszy świętej odprawiała się wtenczas?” – „Proszę księdza, jeszcze się paliła jedna świeca” – brzmiała odpowiedź, czyli, że przyszedł do kościoła, gdy już gaszono świece.
Bracia! Nie chcę przesadzać, że nie mam prawa żądać więcej od wiernych, aniżeli żąda Kościół. Powiem wam, czego żąda Kościół, kiedy, jaką część mszy świętej można opuścić, nie popełniając grzechu śmiertelnego, a która część obowiązuje pod grzechem ciężkim… Tak, powiem wam.

Ale, Kochani Bracia! – jeśli kto tak, na milimetry, chce wymierzyć, jak wiele można opuścić ze mszy świętej, to nie zna cudownej wartości ofiary Chrystusowej! Jeśli ze słusznej przyczyny spóźniłem się na początek mszy świętej, i przyszedłem przed Podniesieniem, to nie jestem obowiązany wysłuchać drugiej mszy świętej w całości, tylko do części, którą opuściłem na pierwszej mszy świętej… Czyż to nie ustępstwo ze strony Kościoła?

Jednak, Bracia, moja gorąca miłość nakazuje mi przychodzić punktualnie do kościoła i raczej zaczekać parę minut, aniżeli się spóźnić. Gość zrobiłby przykrość gospodyni, gdyby przyszedł na obiad proszony, gdy już zaczęto podawać zupę – wypada przyjść parę minut wcześniej. W kościele obowiązują zasady grzeczności, z których jedna głosi, by późnym przybyciem nie przeszkadzać osobom, które się pobożnie modlą.

4. Ale jeśli już mówię o przeszkadzaniu, nasuwa się wiele myśli! Różnymi rzeczami można przeszkadza ć wiernym podczas słuchania mszy świętej.

Bracia! Kiedy wchodzimy do kościoła, nie bez powodu żegnamy się wodą święconą! Co wyobraża ten zewnętrzny symboliczny znak? Oznacza wewnętrzną gotowość zostawienia poza kościołem wszystkich naszych codziennych ziemskich pragnień, naszych świeckich przyzwyczajeń, w tym celu, żeby przed ołtarz zanieść duszę, skłonną tylko do modlitwy.

W przeciwnym razie człowiek nie korzysta ze mszy świętej, a innym przeszkadza w pobożności. Tak postępują ci, dla których msza święta nie jest dosyć świętą czynnością i kościół nie jest dosyć świętym miejscem, by podnieść myśli ku Bogu. Tacy ludzie czują się dobrze w teatrze, na spacerze, gdzie można krytykować cudze zachowanie się, oglądać stroje przechodniów i pięknych sąsiadek. Słuchanie mszy świętej w podobny sposób jest szyderstwem z III Przykazania. W jaki sposób można jeszcze przeszkadzać w czasie nabożeństwa? W ten sposób, że ktoś swoim zachowaniem się, albo ubiorem prowokuje innych, wywołuje roztargnienie, albo sieje zgorszenie.

W czasach obecnych w kościele i poza kościołem padło wiele słów potępienia bezmyślnej mody strojów kobiecych. Nie mam teraz czasu, żeby się nad tym rozwodzić, ale pozwólcie, że króciutko i o tym wspomnę. Nie będę mówił o strojach balowych, bo kto się wybiera na bal, ten wie, po co tam idzie! Co powiedzieć jednak o tym, że kiedy człowiek miłujący Boga idzie do kościoła, by swoją spragnioną duszę podnieść do Boga i nawet w tym najświętszym miejscu widzi przed sobą i koło siebie ledwie ubrane kobiety, w przeźroczystych sukniach i mimo woli przenosi się jego rozmodlona dusza na parkiety sali balowej. Czy można, oskarżać o surowość tych biskupów, którzy kazali wywiesić ogłoszenia na drzwiach kościołów, że kobietom nieprzyzwoicie ubranym nie wolno brać udziału w nabożeństwie, ani przystępować do Komunii świętej?
To wszystko, co chciałem nadmienić.

 

***

I na tym kończę dzisiejsze kazanie. Na początku mówiłem, że religijność wielu dzisiejszych ludzi jest anemiczna. Jeśli ktoś pod względem fizycznym jest mało krwisty, to niech swoje wycieńczone ciało wystawi na działanie słońca. Co ma jednak zrobić, jeśli dusza jego stała się anemiczna? Niech wystawi ją na działanie świec płonących na ołtarzu.
O, światło świec płonących na ołtarzach w czasie niedzielnej mszy świętej! Czy wiecie, jakie to światło? Jest to światło, podobne do blasku gwiazdy betlejemskiej, światło, które zaprowadzi dzisiejszych potomków dawnych mędrców Wschodu do Chrystusa Pana.

O, błogosławione, jasne światło!

Bracia, człowiek dzisiejszy jest niewolnikiem zawiłych stosunków społecznych, nie ma czasu, żeby podnieść zmęczoną duszę ku gwiazdom; szuka mimo to światła, obiera sobie gwiazdę przewodnią, ale często trafia na złudne światło rzekomej gwiazdy. Wielu jest ludzi pełnych dobrej woli i dobrych chęci, ale ustawiczny stuk mechanizmu świata nie pozwała im nawet przez chwilę zastanowić się i zagłębić we własnej duszy. Są ludzie, którzy garną się do światła, ale to, co uważają za gwiazdę szczęścia, jest złudą, która prowadzi ich do bagna, jest rzęsistym światłem nocnych kabaretów, fałszywym światłem złota, pożerającym ogniem bezbożnej miłości zmysłowej. Pędzą ludzie za tym złudnym światłem! A jakże jest niebezpieczny ten płomień, jak straszny wróży koniec?!

Jaki?

Gdy jesienią ruszają w drogę gromady wędrownego ptactwa, stróż latarni morskiej znajduje rankiem pod wieżą całe stosy rozbitych biednych ptaków. Skąd się tam wzięły? Leciały nocą… zabłysło przed nimi światło. Ach światło! Światło! Ono jest celem życia! Do światła! Ale światło było zwodnicze. Lampy były osłonięte grubym szkłem, i rozbiły się ptaszęta. Biedne ptactwo! I biedny człowiek! Biedny nowoczesny człowiek! Tak samo się rwie do zwodniczego światła i rozbija na miazgę!

Bracia! Bracia o duszach wątłych i niedokrwionych! Bracia, którzy szukacie światła! Patrzcie: Na ołtarzach Ofiary Chrystusowej płonie prawdziwe Światło!

 

Szukaj

pomóż tej stronie

Szanowny Gościu, jeżeli możesz, zamieść proszę u siebie jeden z linków prowadzących do tej strony.

Wybierz link do zamieszczenia

Wymienię się linkami

.mp3

September 2017
Mo Tu We Th Fr Sa Su
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1