(O trzecim przukazaniu) O święceniu niedzieli

 

Kochani Bracia w Chrystusie!

Kiedy nasza święta wiara nakazała święcić niedzielę, miała na względzie podwójny cel: dać zmęczonemu ciału zasłużony wypoczynek, a zmęczonej duszy odpowiednie odświeżenie i radość. Cielesne i duchowe pokrzepienie! – to ma być owocem godnego święcenia niedzieli i błogosławieństwa dnia Pańskiego. Dzisiejszy człowiek wypaczył jednak błogosławieństwo niedzieli. Co się stało ze świętością niedzieli w rękach dzisiejszego człowieka? Jeślibyśmy pozbierali wszystkie grzechy popełniane przez sześć dni tygodnia, i położyli na jedną szalę wagi, a na drugą gdybyśmy złożyli pijatyki, przekleństwa, morderstwa i rozpustę popełniane w niedziele i święta, to z przerażeniem zauważylibyśmy, że ilość grzechów popełnionych w niedzielę znacznie przeważa sumę grzechów popełnionych w dnie powszednie.

W dwóch poprzednich kazaniach mówiłem o spoczynku niedzielnym i o słuchaniu mszy świętej, teraz powiem jeszcze jedno, na temat godnego święcenia niedzieli. Jak mamy wyzyskać resztę wolnego czasu po wysłuchaniu niedzielnej mszy świętej? Co mówi nam nasza święta wiara, w jaki sposób najlepiej wyzyskać resztę dnia, wolnego od ciężkiej pracy fizycznej? Zobaczymy, że podwójne jest zlecenie naszej świętej wiary:

I. Niedziela godnie spędzona ma napełnić naszą duszę cichą radością błogim pokojem, i

II. Ma być dniem pogłębienia naszych wiadomości o wierze.

Przyjrzyjmy się bliżej powyższym dwom zleceniom.

 

I

Niedziela – dzień radości.

Nasza święta wiara, nakazując święcić niedzielę, miała na względzie radość, której potrzebuje każdy człowiek, a o której właśnie człowiek dzisiejszy, a zwłaszcza mieszkaniec wielkiego miasta, dawno zapomniał. Tak, Bracia, celem niedzieli jest nie tylko przysporzyć chwały Bogu, ale jednocześnie dać człowiekowi prawdziwą, ożywczą radość.

Radość, radość!… Czy jej rzeczywiście brak dzisiejszej ludzkości?! Ach, Bracie, przejdź tylko asfaltowymi ulicami, niekoniecznie musisz być lekarzem, a zobaczysz chorych, bladych i zdenerwowanych mieszkańców wielkich miast. Ciało ich jest niby zdrowe, ale ich duszy brak czegoś. Czego? Radości! Prawdziwej radości!

Niekoniecznie musisz być lekarzem, żeby zauważyć, że wykwintna kokieteria dam i odurzająca atmosfera perfum, to tylko zewnętrzny blichtr, spod którego szczerzy zęby straszna pustka i bezduszność. Ludzie nie są chorzy, tylko ich duszy czegoś brakuje. Czego? Radości! Prawdziwej radości!

Nie musisz być lekarzem, a poznasz, jak schorzały jest organizm wielkomiejskiego człowieka, jak gorączkowo bije jego puls, jak w pogoni za groszem, za przyjemnościami, za używaniem – pustką świeci jego dusza. Czego jej brak? Radości! Prawdziwej radości!

Radość, radość!… Człowiek wielkomiejski nawet zapomniał, jak ona wygląda. Wie, co to jest „rozrywka”, umie „się bawić”, potrafi gonić za przyjemnością, może pić czarę rozkoszy, która zabija jego ciało i duszę – ale radować się? O, tego nie potrafi! Tak: pierwszą pomarańczę można kupić w Budapeszcie; w zimie można dostać nawet konwalie; mieszkaniec Budapesztu czyta najświeższe wiadomości; najpiękniejsze towary ogląda na wystawach sklepowych – ale nigdzie, w żadnym magazynie nie można kupić prawdziwej radości, nie ma takiej oranżerii, w której by znalazł cichą, spokojną radość. Radość, to trwożliwe ptaszę, które żyje w spokoju, unika wrzawy kabaretów, dźwięku jazz – bandu i ulicznego tłumu.

Otóż, Bracia, mieszkaniec wielkiego miasta powinien być najbardziej wdzięczny za III Przykazanie! Nareszcie, po sześciu dniach trudów zawita jeden dzień, który ojciec może poświęcić rodzinie, dzieciom, cichemu domowemu ognisku! Dzień, w którym, jeśli zachowamy przepisy Kościoła, wejdzie trochę ciepła i radości do naszego domu, do ciasnych mieszkań w koszarowych kamienicach. W ciągu tygodnia rzadko zagląda tam radość! Wraca ojciec do domu po codziennej pracy, ale nim wszedł po schodach do mieszkania, opuściła go już radość. Ciasne bowiem i nieprzytulne jest mieszkanie, brak w nim powietrza, słońca, wygód i pogody ducha. Każdy kąt wypełniają nie tylko meble, naczynia, ubrania, ale troski i utrapienia… Ale niektórzy z was powiedzą, mamy sześć pokoi, jest dużo miejsca, światła, mamy fortepian, który nas rozwesela, zawsze są u nas goście…. Wszystko jedno! I tak nie znasz prawdziwej radości, panuje u ciebie tylko wymuszona pogoda, a wkoło niej krążą, jak czarne stado kruków, troski życia… Ale nareszcie przychodzi niedziela! Zebrała się rodzina. Zawitał upragniony spokój do miłego rodzinnego kółka: prawdziwa, życiodajna radość niedzieli!

Tysiączne kłopoty, tak ściśle złączone z codzienną troską o chleb, podważają podstawy życia rodzinnego, ale co siódmy dzień powraca niedziela, i jej godne święcenie przyczynia się do wzmocnienia życia rodzinnego.

 

II.

Niedziela ma być dniem pogłębienia wiadomości o wierze.

Spoczynek niedzielny zapewnia nam nie tylko radość, ale i sposobność do pogłębiania naszych wiadomości o wierze, czyli możność wypełnienia braków, które dziś najbardziej zagrażają naszemu życiu religijnemu.

1. Czy wiecie, Bracia, że większa część ludzi, tak zwanych „niewierzących”, nie jest „niewierząca”, tylko religijnie obojętna, oziębła, nieznająca swojej wiary, przemęczona dzisiejszymi skomplikowanymi warunkami ustroju społecznego? Wiem, dobrze, że ani twarde warunki życia i zarobkowania, ani specjalizacja w badaniach naukowych nie zostawiają dosyć czasu na zaspokojenie potrzeb duszy. Więc przynajmniej w niedzielę poświęćmy wolny czas na czytanie książek o treści religijnej, żeby się bliżej zaznajomić z naszą wiarą, żeby lepiej poznać jej prawdy, nabożeństwa i jej wielkich ludzi. Niewielu katolików może się na przykład pochwalić, że zna dobrze całe Pismo Święte, albo przynajmniej Ewangelie, że często, albo przynajmniej w niedzielę, czyta przez kwadrans Pismo Święte.

„Ale, proszę księdza, życie współczesne płynie tak szybko!” – broni się ktoś. Prawda, przyznaję, zwłaszcza mężczyźni nie mają czasu na czytanie. Ale im więcej pochłaniają naszą uwagę sprawy ziemskie nowoczesnego życia, tym więcej powinniśmy się starać, by wieczorem, albo przynajmniej w niedzielę, parę minut przeznaczyć na pokrzepienie naszych myśli przez czytanie książek religijnych. A co powiedzieć o tych, którzy mimo ciężkiego życia, mają dość czasu, by przeczytać stosy wszelkich nowości beletrystycznych, a nigdy nie mieli w ręku ani Pisma Świętego, ani żadnej poważniejszej książki religijnej? Czy możemy się potem dziwić, że zanika wśród rias duch religijny? Z czego mają być dumni i czego świadomi ci katolicy, którzy nie mają pojęcia, co dał ludzkości Kościół katolicki w dziedzinie moralności, wychowania i sztuki; jakimi filarami świata są: święty Augustyn, święty Benedykt, święty Bernard z Clairvaux święty Franciszek z Asyżu, święty Ignacy Loyola, święty Franciszek Salezy, święty Filip Nereusz, święty Wincenty à Paulo!

Bracia! Starajmy się poznać naszą świętą wiarę! Czytajmy o niej jak najwięcej. Nie bądźmy względem niej zimni i obojętni! Gdybyśmy nawet nie byli katolikami, ze względów czysto ludzkich musimy się zastanowić nad faktem światowego znaczenia, jakim jest działalność naszego świętego Kościoła! Przecież Kościół katolicki jest największą instytucją na świecie! Z jakim wspaniałym spokojem głosi swe najszczytniejsze idee: że jest w wyłącznym posiadaniu prawdy Chrystusowej, że Chrystus żyje w nim nadal… że jest nieomylny… Jednym ze środków pogłębienia tych i innych prawd naszej świętej wiary jest właśnie: czytanie książek religijnych.

2. Drugim ważniejszym środkiem pogłębienia wiadomości religijnych jest słuchanie kazań niedzielnych.

Chaos dzisiejszych czasów i zajęcia oraz uprzedzenia nowoczesnego człowieka nie sprzyjają słuchaniu kazań. Dziś nie można sobie nawet wyobrazić czasów starochrześcijańskich, kiedy wierni całymi godzinami słuchali przemówień biskupów, albo jak po wysłuchaniu gorącej mowy ruszały tłumy w wiekach średnich na wyprawy krzyżowe. Wyzyskam więc tę sposobność i przemówię dziś do was o kazaniu, tj. o tym, w jaki sposób słuchają teraz ludzie kazania, a w jaki powinni to czynić.

Będę wam mówił nie swoimi, ale słowami Ewangelii. Los kazania scharakteryzował Pan Jezus we wspaniałej przypowieści o siewcy (Łk 8, 4 – 18). Wychodzi siewca – mówi Pan – i rzuca ziarno. Jedno padło „podle drogi” i zdeptali je ludzie. (Dziś powiedziałby Pan Jezus, że „zmiażdżyły je ciężarowe samochody”). Inne padły na opokę, gdzie było trochę ziemi, więc zasilone, pierwszym deszczem wykiełkowały, kąpały się w cieple słonecznych promieni, ale niezadługo wyschła ziemia, i ziarna zmarniały, nie wydając plonu. Jeszcze inne upadły między ciernie i zapuściły korzenie, ale chwasty nie pozwoliły im wybujać. A w końcu kilka ziaren padło na dobrą ziemię, i wyrósłszy, przyniosły plon trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny.

Co oznacza ziarno? Kochani Bracia? Słowo Boże, Ewangelię. Prawdziwe, czyste ziarno! Bez kąkolu! Wznioślejszej nauki nie znał i nie pozna świat nigdy. Ziarno Ewangelii jest wspaniałe, wyborowe i niedoścignione! A plon? O jakże jest różny od zasiewu! Czym to wytłumaczyć? Glebą, na którą pada ziarno. Ponieważ różnej jakości bywa gleba, stąd różny jest plon!

Ktoś może jednak powiedzieć: przecież każda dusza jednakowo bierze początek z Boga, więc wszystkie dusze są między sobą równe, są dziełem jednakowego kunsztu bożego i przeznaczone do życia nieśmiertelnego! Dlaczego więc jedne są podatnym gruntem dla słowa bożego a inne złym? Bracia!, Jest to wielkie zagadnienie, wielka tajemnica: tajemnica wolnej woli człowieka. Wola ludzka może się przyczynić do stokrotnego pomnożenia słowa bożego, albo okazać opór i zabić rzucone w nią ziarno.

Przypatrzmy się z bliska różnym losom zasianych ziaren!

a) Jedne padły na drogę, i zostały zmiażdżone przez ciężarowe auta. Co to oznacza? Oznacza ludzi o duszach twardych, jak asfaltowe szosy, po których jeżdżą ciężarowe samochody grzesznych przyjemności, albo oznacza dusze, które stwardniały na kamień pod wpływem tysiącznych trosk i walk o chleb. Są to chrześcijanie, którzy nie mają pojęcia o chrześcijaństwie! Od czasu do czasu, w Wielki Piątek, albo w wieczór Sylwestrowy zabłądzą do kościoła, i przypadkowo wysłuchają kazania, potem – wracają do domu, a życie już po drodze zdepcze w ich duszy zasiane ziarno!… Na ulicy hałas, wrzeszczą gazeciarze, huczą syreny samochodów, przelewa się tłum ludzi, błyszczą wystawy… obrazy, książki, perfumy, porcelana, biżuterie, jedwabie… co krok, to ciekawsze nowości. Tyle wrażeń, zanim się zajdzie do domu! Tysiące przeżyć co dzień… wykwintne kawiarnie… rzęsiście oświetlone reklamy kin – wszystko – wszystko tylko na usługach tego świata, wszystko mówi tylko o tym świecie. Biedny jest człowiek współczesny!

Bracie, żałuję cię bardzo, bardzo, bo szalone tempo życia niszczy w tobie ziarna nieśmiertelności.

Zmiażdży nawet zarodki twojego życia moralnego! Z takich dusz powstają ci zatwardziali grzesznicy, którzy przez kilkadziesiąt lat unikają konfesjonału, a kiedy przed przyjęciem sakramentu małżeństwa trzeba się wyspowiadać, mówią: „Nie mam żadnego grzechu”. Tak mówią: Nie mam grzechu! Ciężarowe samochody życia zabiły już w nich nawet zdolność rozpoznania, co dobre, a co złe.

Biedne, biedne dusze przydrożne!

b) Niektóre z ziaren padły na opokę. Wiecie, jakie dusze są opoką? Dusze anemiczne! Kiełkują wprawdzie w nich ziarna, ale nie mogą się utrzymać przy życiu. Dusze te pragną zbliżyć się do Boga, ale wykazują tylko chęci, a nie czynną wolę w tym kierunku. Są to ludzie pełni dobrych chęci, ale powierzchowni. Są to rodzice, którzy wylewają strumienie łez w czasie pierwszej Komunii swoich dzieci, ale sami ani myślą przystąpić do Komunii świętej! – co to, to już nie, to byłoby za dużo!

Są to ludzie, którzy roztkliwiają się na pogrzebach, którzy zdają się patrzeć w głąb otwartej mogiły, ale już wieczorem siedzą w teatrze i nie pamiętają, o czym myśleli na cmentarzu.

„Taką już jest moja natura” – broni się niejeden. Nie, nie! „Natura” nie tłumaczy wszystkiego. Powinieneś pracować nad zmianą swojej natury! Bracia, jeśli się widzi, do jakich poświęceń jest zdolny zawodnik w czasie treningu, gdy chodzi o zdobycie nietrwałego wieńca laurowego, to mimo woli powstaje pytanie: dlaczego człowiek nie potrafi zdobyć się choćby tylko na połowę takich ofiar, gdy chodzi o zdobycie nieśmiertelnych laurów życia wiecznego!

Biedne anemiczne dusze!

c) Niektóre ziarna padły między ciernie: wykiełkowały, zaczęły pięknie rosnąć, ale zostały zagłuszone przez chwasty.
Idąc z końcem wiosny ulicami Paryża przez Boulevard St. Germain, Boulevard de l’Opéra, Boulevard des Italiens, dziwi się człowiek, widząc, że liście drzew, rosnących koło chodnika są już w czerwcu, a nawet z końcem maja, żółte i suche, jakby w październiku. Skąd to dziwne zjawisko? Pod ciepłym, życiodajnym tchnieniem wiosny budzą się drzewa do życia, a wkrótce tracą zieleń wskutek duszących wyziewów, wskutek zapachu benzyny i kurzu wielkiego miasta. Biedne wielkomiejskie drzewa! Biedne wielkomiejskie dusze dobrej woli!

Chciałybyście kroczyć obok Chrystusa, ale wyziewy benzyny i ulicy, mnóstwo okazji do grzechu dusi w was delikatne pędy i wyjaławia wasze życie!

Tak: wiele ma na swoje usprawiedliwienie mieszkaniec wielkiego miasta, ale wszystkiego nie można usprawiedliwiać! Wielką jest nędza, ale nie powinna zupełnie zawładnąć naszą duszą! Wiele jest ponętnego blichtru, ale dusza nasza powinna się go wystrzegać! Okropne są zarazki niemoralności wielkich miast; daremnie zamykamy przed nimi okna: i oddychamy powietrzem zakażonym trującymi gazami, przeciwko którym nie mamy masek obronnych… To wszystko prawda, a jednak, Bracia, pomimo wpływów otoczenia, pomimo gazów trujących, pomimo nędzy na poddaszach i w suterynach, pomimo zbytków w salonach, można być podatną rolą dla ziaren Chrystusa. Czy można? Wspaniałe wzory świętych wskazują, że można.

d) Bo chwała Bogu, są jeszcze i żyzne grunty. Są dusze, które słuchają i żyją według słów bożych. Tak, słuchają, bo wśród wrzawy życia wielkomiejskiego jest bardzo trudno nawet usłyszeć słowo boże, a cóż dopiero umieć je zachować! Bardzo trudno wśród trosk i pokus tego świata być żyzną rolą dla ziaren życia wiecznego, i tak żyć, żeby w świecie nie utonąć! Być dobrym wtedy, gdy zło wyrasta, jak pospolity chwast na każdym kroku! Być cnotliwym, gdy niemoralność jest chlebem powszednim! Nie załamać się, kiedy padają nawet rosłe dęby! Być świętym, gdy na każdy krok, na każde spojrzenie czyhają żmije! Dążyć do Boga, gdy wszystko wokół nas, a częściowo i my sami, wychwalamy życie ziemskie! Co mam jeszcze powiedzieć? – Mimo wszystko trzeba przyjąć słowa boże i przynieść stokrotny plon!
I nie zapominajcie, że w pracy tej pomoże wam godne święcenie niedzieli i słuchanie kazań.

 

***

Kochani Bracia! Oto zdaliśmy sobie sprawę z doniosłości III Przykazania. Nie wolno w niedzielę pracować, bo ciało moje powinno wypocząć; muszę wysłuchać mszy świętej, żeby się odświeżyła moja dusza, a jeśli mogę, powinienem wysłuchać kazania, żeby pogłębić swoje wiadomości o wierze.

Ale przepisy III Przykazania mają nie jednakową moc obowiązującą. Niedzielnej mszy świętej nie można niczym zastąpić, natomiast, jeśli pogłębiam wiarę, np. przez systematyczne czytanie religijnych książek, mogę nie być na kazaniu. Ale, mimo, że mógłbym się modlić w domu, nie wolno mi opuścić niedzielnej mszy świętej. Dlaczego taka różnica? Dlatego, że kazanie mnie tylko prowadzi do Pana Jezusa, natomiast we mszy świętej z Nimsię spotykam. Kazanie jest tylko rąbkiem Jego szaty, a msza święta, to Jego przyjście do nas. Kazanie jest stopniem, prowadzącym do ołtarza Ofiary, msza święta zaś jest samą Ofiarą.

Zatem: „słuchanie kazania nie jest tak ważną rzeczą” – powie ktoś. Przeciwnie! Żywe słowo wywiera bowiem większy wpływ na człowieka, aniżeli książka. Wysłuchanie mszy świętej w niedzielę jest głównym obowiązkiem, ale kazanie pozwala nam poznać czynność i modlitwy mszy świętej. Trzeba umieć modlić się, i kazanie uczy nas, jak się mamy modlić. Celem naszym ma być: życie chrześcijańskie, i kazanie wskazuje drogę do tego życia. Bracia, nie ma bardziej wzniosłego obrazu, niż widok kapłana mówiącego kazanie i wiernych, którzy pobożnie słuchają kaznodziei. To jak gdyby sam Pan Jezus przeszedł między nami i własną ręką uzdrawiał zranione życiem dusze, oczy, ociekające krwią pod ciosami losu, umysły dręczone wątpliwościami religijnymi. Słuchając kazań, nie rzucimy wśród trudów życia krzyża Chrystusowego, lecz nauczymy się go nosić, wśród rozczarowań życiowych nie zaciśniemy pięści, lecz złożymy ręce do modlitwy.

Bracia! Kto szczerze, w pokorze, posłusznym sercem słucka słowa bożego, ten śladami tych słów na pewno dojdzie do Majestatu Ojca Niebieskiego. Amen

 

Szukaj

pomóż tej stronie

Szanowny Gościu, jeżeli możesz, zamieść proszę u siebie jeden z linków prowadzących do tej strony.

Wybierz link do zamieszczenia

Wymienię się linkami

.mp3

November 2017
Mo Tu We Th Fr Sa Su
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3