(O trzecim przykazaniu) Dlaczego powinniśmy chodzić do Kościoła?

 

Kochani Bracia w Chrystusie!

Na pewno wielu z moich szanownych słuchaczy myśli, że dziś rozpocznę już naukę o czwartym Przykazaniu. Zdziwią się niewątpliwie, że nie tylko dzisiejsze kazanie, ale jeszcze trzy następne poświęcę rozważaniu trzeciego Przykazania.

Jak to? Nie rozumiemy – moglibyście zapytać, Kochani Bracia! – Przecież już była mowa o spoczynku niedzielnym, o słuchaniu mszy świętej, o należytym święceniu niedzieli, więc o czym tu jeszcze mówić? Czy jeszcze nie został wyczerpany temat trzeciego Przykazania?
Macie słuszność, Kochani Bracia! W poprzednich trzech naukach wyczerpałem już treść III Przykazania, i na tym moglibyśmy poprzestać, gdyby… gdyby człowiek nie był człowiekiem: gdyby nie był tak krytyczny, i nie wynajdywał zarzutów, a następnie, gdyby znał dokładniej zasady świętej wiary, jej instytucje i obrządki.

Ponieważ nasz Kościół święty nakłada na nas ciężki obowiązek, by słuchać co niedzielę mszy świętej, sądzę, że kaznodzieja powinien dopomóc w wypełnianiu tego obowiązku. W jaki sposób? Powinien się zaznajomić z zarzutami, trudnościami i problemami, które nurtują w duszy nowoczesnego człowieka, i w czasie kazania w świetle słów bożych przedstawić ich niesłuszność. Dlatego, Bracia, mówiąc o trzecim Przykazaniu, muszę mieć jeszcze kilka nauk, by odpowiedzieć na pytania, rozwiązać trudności, jakie nasuwają się duszy nawet najbardziej wiernego katolika w czasie słuchania mszy świętej, w związku z liturgią. Obowiązkiem każdego jest w niedzielę i święto wysłuchać mszy świętej, takie jest przykazanie.

I. Czy naprawdę trzeba chodzić do kościoła? i

II. Dlaczego?

 

I.

Czy potrzeba chodzi ć do kościoła?

Zastanówmy się nad ludźmi, którzy się uważają za katolików, ale nie chodzą do kościoła. Dziwna rzecz, że tacy ludzie istnieją rzeczywiście.
Posłuchajmy, jak rozumują.

Mówią, że materialistyczny, bezbożny i antyreligijny świat jest przeżytkiem. Istnieje Bóg, pełen majestatu, któremu się należy cześć! Wierzę w Boga…, ale wyobrażam Go sobie inaczej, aniżeli przedstawia Go wiara. Jestem również chrześcijaninem, ale nie według nauki Kościoła. Oddaję cześć Bogu, ale nie w kościele, nie podczas niedzielnej mszy świętej, ale na łonie dziewiczej przyrody.

Żeby się modlić, nie koniecznie trzeba iść do kościoła – ciągną dalej. Tylko poganie wierzyli, że bogów można czcić w określonym miejscu. Jestem chrześcijaninem. Chrystus również uczył, że Boga należy wielbić w ciszy, w ukryciu. Boga wszędzie można czcić. Najlepiej czczę Boga w lesie, przy śpiewie ptasząt! Po co mam chodzić do przepełnionego kościoła?

Kochani Bracia! Są to bar poważne słowa i trudne zagadnienia. Wszyscy obecni w kościele już przez to samo wykazują, że nie podzielają takiego rozumowania. Czy jednak nie spotkaliście w życiu nikogo, kto by tak myślał?! Jeśli tak, to czy mogliście mu pomóc? A pomoc dla tych ludzi dobrej woli jest częstokroć bardzo potrzebna, ale nie łatwa, bo trudno jest prostować błędne rozumowanie, lub wypaczenie słów Pisma Świętego. Kochani Bracia, co mamy tego rodzaju ludziom powiedzieć?

1. Przede wszystkim powinniśmy uwzględnić, ile słuszności mieści się w ich rozumowaniu. Trzeba przyznać, że poganie istotnie wierzyli, że bogów można czcić tylko na pewnych górach, pod niektórymi drzewami, przy tym lub owym źródle. Wiemy ze Starego Testamentu, że Żydzi podobną wagę przywiązywali do świątyni jerozolimskiej, chociaż wierzyli, że Bóg jest obecny na każdym miejscu. Dlatego pytała niewiasta samarytańska Pana Jezusa: „Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy czcić Boga.” (J 4, 20). A Pan jej odpowiedział: „Wierz Mi, kobieto, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca… Bóg jest duchem; potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie.” (J 4, 21 – 24).

Od czasu, kiedy wypowiedział Pan Jezus te słowa, nie to jest rzeczą główną, gdzie si ę modlimy, ale jak si ę modlimy. Święta wiara chrześcijańska nieustannie głosi, że Boga znajdziemy wszędzie: na łonie natury, w domu, w kościele, we własnej duszy. Mimo to, Kochani Bracia, wyznacza ona osobne miejsce na modlitwę, bo choć się można modlić wszędzie, nie zawsze jednak i nie wszędzie można się modlić w jednakowym skupieniu. Wprawdzie Bóg jest wszędzie blisko nas, ale są miejsca, gdzie lepiej odczuwamy Jego obecność. W naszych kościołach katolickich nie tylko, że lepiej odczuwamy bliskość Boga, ale wiemy także, że tam jest Bóg rzeczywiście bardziej obecny i bliższy, niż gdziekolwiek na świecie, a to dzięki Przenajświętszemu Sakramentowi Ołtarza i dzięki ofierze świętej.

2. Ale niektórzy nie chcą chodzić do kościoła i powołuj ą si ę na Pismo Święte! Jak z nimi postąpić?

Bracia! Rzeczywiście w jednym miejscu Pisma Świętego czytamy zdanie, które zdaje się przeczyć obowiązkowi wspólnego i publicznego kultu Boga. Pewnego razu powiedział Pan Jezus: „Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.” (Mt 6, 6). Bracia, co to znaczy? Czy to nie jest potępieniem publicznej modlitwy, kościoła i zewnętrznego, wspólnego kultu Boga?
Bynajmniej!

a) Jeśli przeczytamy i poprzednie słowa Pisma Świętego, uderzy nas natychmiast, że Pan Jezus poprzednio wspominał o ludziach fałszywych, o faryzeuszach, którzy pysznili się z dobrych uczynków; przytoczone wyżej słowa Pisma Świętego wyrażały tylko potępienie faryzeuszów, którzy przechwalali się swymi modlitwami.

b) Bóg nie zabrania, ale właśnie zaleca wspólną, publiczną modlitwę, jak to wynika z innego zdania Pana Jezusa: „ Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich.” (Mt 18, 20).
Stąd widać, że publiczna, wspólna modlitwa jest milsza Bogu, a skuteczniejsza dla duszy, niż prywatna.

c) Idźmy jeszcze dalej. Sam Pan Jezus modlił się nie tylko na pustyni, w samotności, ale i publicznie, w czasie rozmaitych uroczystości religijnych: na Ostatniej Wieczerzy podniósł oczy i ręce ku niebu, i modlił się razem z apostołami, na Górze zaś Oliwnej modlił się na klęczkach.

Nikt – na pewno – nie potrafi się modlić w takim skupieniu, jak Pan Jezus. I jeżeli kto, to Pan Jezus nie potrzebował chodzić do kościoła, a jednak, Kochani Bracia, czytamy w Piśmie Świętym, że zawsze, co sobotę chodził do świątyni (Łk 4, 16), jakby chcąc w ten sposób z góry potępić rozumowanie tych, którzy wolą czcić Pana Boga gdzie indziej, tylko nie w kościele.
Apostołowie również gorliwie chodzili do świątyni, więc widocznie nie tłumaczyli sobie słów Pana w ten sposób, że zewnętrzne, widzialne formy pobożności i uczęszczanie do kościoła, są godne potępienia.
„Wejdź do swojej izdebki…” – mówi Pan. Dobrze, ale jeśli jej nie masz? Co zrobi ten, kto mieszka z osiemnastoma kolegami w jednej izbie? Gdzie się ma modlić? Nigdzie? Czy mógł tak rozumować Pan Jezus?

Tak, dusza potrzebuje nie tylko wspólnej, ale i cichej modlitwy, ale i wtedy najodpowiedniejszym miejscem jest kościół. Ciekawa rzecz: Kościół katolicki, który domaga się publicznego kultu Boga (i czyni to tylko ten Kościół), ma otwarte świątynie przez cały dzień i poza godzinami wspólnych nabożeństw, żeby wierni mieli sposobność i na modlitwę prywatną. Bracia! Gdy ze zgiełkliwej, świetlnymi reklamami ustrojonej ulicy wielkiego miasta wejdziemy do zacisza któregokolwiek z naszych kościołów, dolatują nas tylko dalekie odgłosy wrzawy ulicznej i zgiełku życia, a w łagodnych blaskach wiecznej lampy widzimy modlących się cicho ludzi: czy jest bardziej ujmujący, piękniejszy, milszy i więcej podniosły widok?

3. Zobaczymy teraz trzecią wymówkę ludzi, którzy unikają kościoła!
„Jestem człowiekiem religijnym – mówi niejeden, opuszczając mszę świętą
– ale do kościoła nie chodzę. Myślę o Bogu, ale do tego nie potrzebuję kościoła. Idę w góry, do wspaniałego przybytku wielkiego Boga, gdzie dusza moja wznosi się ku niebu, gdy śpiewa ptaszę, zemrze źródło i szumi wiatr… gdy wszystko mówi o Bogu. To jest mój kościół…”
W ten sposób tłumaczy się niejeden człowiek nowoczesny, Kochani Bracia! Nie przeczę, że w tych słowach mieści się trochę prawdy. Każdy przyzna, że cudowne dzieło Boga, jakim jest wspaniała przyroda, może w nas obudzić wzruszenie uczuciowe i nastroje religijne. Dziwnie kojące uczucia, ogarniają serce człowieka, gdy wczesnym rankiem usiądzie nad brzegiem spokojnego, bezkresnego morza i zasłucha się w szum fal, mieniących się tysiącem blasków w złotych promieniach wschodzącego słońca! Wydaje się wówczas, że mówi całe morze… Albo, gdy widzimy jak w lipcowy poranek śnieżyste szczyty Alp płoną czerwienią pożogi słonecznej, jakby ofiarne ołtarze; lub, gdy majowy wieczór, nad brzegiem leśnego ruczaju rozlega się upajająca piosenka słowika!… Bracia! – przyznajmy się, że to wszystko wywołuje w nas pewien przelotny sentymentalizm, czułostkowy nastrój… który niewiele ma wspólnego z prawdziwą, głęboką i życiodajną religijnością! Przekonałem się zresztą naocznie, że tego rodzaju nastroje dalekie są od głębokiej religijności. A wiecie, w jaki sposób? Otóż, bardzo lubię chodzić po górach i lasach, i nieraz spotykałem tam wesołych turystów, rozbawione wycieczki i śpiewających harcerzy, ale jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się spotkać chociażby jednego człowieka, pogrążonego w modlitwie!

Dzień Pański powinien człowiek spędzić w domu Pańskim! Bardzo dobrze, ze mieszkaniec wielkiego miasta pragnie przestawać z przyrodą. I owszem! Dobrze robi! Ciągnie go tam jakiś instynkt samozachowawczy. Bóg bowiem nie stworzył dusznego powietrza w wielkich miastach! Ani domów „mieszkalnych” w stylu koszarowym! Ani asfaltowych chodników! Natomiast Jego dziełem jest gwiaździste niebo i promienne słońce! On stworzył wonne kwiaty i rośliny! Więc dobrze, Bracia! Garnijcie się do przyrody, ale idźcie do kościoła!

Do kościoła! Bo w naszych kościołach znajdujemy to, czego nie ma ani w przyrodzie, ani nigdzie na świecie, a bez czego nie może się obejść nasza dusza! A tym czymś jest: ponawianie ofiary krzyżowej ofiarującego się za nas Chrystusa: czyli msza święta. Doszliśmy do drugiej części naszych rozważań.

 

II.

Dlaczego należy chodzić do kościoła?

Odpowiedź nasza będzie podwójna: 1) w kościele odprawia się msza święta, która duszy naszej daje samego Boga; 2) w kościele odbywa się msza święta, która podnosi duszę naszą do Boga.

1. Msza święta jest ponawianiem Ofiary krzyżowej, dlatego powtarza się w niej bardzo często święty znak krzyża. Nawet nie wolno odprawiać mszy świętej na ołtarzu bez krzyża. A czyście zauważyli, jak często żegna się kapłan w czasie mszy świętej? Msza święta sprowadza do naszej duszy Boga z góry Kalwarii.

Msza święta jest ponowieniem Ofiary krzyżowej, więc posiada bardzo doniosłe znaczenie. Żadna praktyka religijna ani w części nie ma tej wartości, jaką posiada msza święta. Jak światło wszystkich gwiazd nie sprosta słońcu, tak samo wszystkie nasze prywatne modlitwy wraz z dobrymi uczynkami, nie mogą się mierzyć pod względem wartości z jedną mszą świętą.

O, jeśli w ten sposób będę cenił mszę świętą, to na pewno będę się starał, by jej wysłuchać! Kościół – jak to już wiecie – zwalnia od słuchania mszy świętej w niedzielę i święta, jeśli zachodzą istotne przeszkody, jakimi są np. choroba, wielka odległość od kościoła itp.
Natomiast zła pogoda, małe osłabienie, są to wymówki bardzo względne i nieokreślone. Ci, którzy tak łatwo zwalniają siebie od obowiązku słuchania mszy świętej, dobrze zrobią, gdy posłuchają o zdarzeniu z życia wszechświatowej sławy pisarza włoskiego Manzoniego. Gdy Manzoni był już w podeszłym wieku, namawiali go krewni w jakąś chłodną niedzielę, by nie szedł do kościoła; a on na to odpowiedział, jak na prawdziwego chrześcijanina przystało: „Gdyby kto z was wygrał 100000 lirów i gdyby dzisiaj był ostatni termin podjęcia wygranej, to czy zostałby w domu dlatego, że jest niepogoda?… A przecież jedna msza święta jest warta znacznie więcej, niż największa ilość pieniędzy!” To była dobitna ocena mszy świętej!

Bracia, którzy chcecie chwalić Boga w górach, wśród śpiewu ptasząt, pamiętajcie, ze słuchając mszy świętej, również wychodzimy na gorę, ale nie na górę zamkową, nie na kopiec Kościuszki, nie na Babią Górę, ale na górę Kalwarii! Pięknie brzmi śpiew ptasząt w lasach, ale nie daje prawdziwych sił do życia, jakie zapewniają nam pienia aniołów w czasie mszy świętej. Świeże majowe powietrze, którym oddychamy na łonie natury nie przysparza moralnych sił życiu, które płyną z Przenajświętszej Krwi Chrystusa w czasie mszy świętej. Bracia! Nic nam nie może zastąpić mszy świętej, bo msza święta przynosi duszy naszej Boga.

2. Zrozumiemy to jeszcze lepiej, gdy rozważymy drugie błogosławieństwo płynące z pobożnie wysłuchanej mszy świętej: Msza święta nie tylko przynosi duszy naszej Boga z góry Kalwarii, ale również duszę naszą zanosi do Boga, na górę Synaj, i uczy nas prawdziwej modlitwy. Czym jest bowiem modlitwa? Jest podniesieniem duszy do Boga. Msza święta uczy nas modlitwy, jakiej sobie życzy nasza święta wiara: uczy nas łączyć modlitwę z życiem, a życie bogobojne z pracą.

Bracie, jesteś zapracowany? Nie masz czasu na wysłuchanie mszy świętej w niedzielę? Pochłaniają cię codzienne obowiązki i troska o chleb? Pozwól, że pokażę ci jeden obraz, obraz Mojżesza. Zapewne wielu z was widziało fotografię wspaniałej głowy Mojżesza na nagrobku papieża Juliusza II, dłuta Michała Anioła. Wygląda jak żywa, omal, że nie przemawia! I wiecie, kto dostrzega przebłyski życia w marmurowej głowie posągu? Ten tylko, kto potrafi sobie wyobrazić, jak wyglądał Mojżesz podczas modlitwy.

Bóg woła Mojżesza. Wódz rzuca pracę, pracę pilną i spieszy na górę Synaj, by rozmawiać ze Stwórcą. Cudowny brzask poranka… W oczach sędziwego wodza, idącego w górę, coraz bardziej maleją białe namioty ludu… Nie słyszy już gwaru; troski, kłopoty, bolesne wspomnienia, wszystko pozostawił na dole, na ziemi… Doszedł do szczytu…. Pod stopami ma czerwony granit góry Synaj, nad głową lazur nieba… Tu na spokojnych wyżynach rozmawiał Mojżesz z Panem. Dusza, jego skwapliwie słuchała słów bożych. Na wysokości poznał, że człowiek w pewnych chwilach powinien się oderwać od świata, stanąć blisko Boga, żeby potem, wracając do swoich ziemskich obowiązków, zbyt nie oddalił się od Pana.

Mojżesz musiał troszczyć się o pokarm dla swego ludu, musiał myśleć w jaki sposób odzwyczai Żydów od spożywania mięsa na wzór egipski, jak przeprowadzić wolę prawdziwego Boga wśród ludu, który zaczął hołdować lekkim obyczajom.
Wrócił z góry, z samotności, z modlitwy, a twarz jego pałała blaskiem, wola stała się niezłomną potęgą, i prowadził lud naprzód da zwycięstwa…

Bracia! Czy nie odczuwacie potrzeby takiej modlitwy w czasie mszy świętej w niedzielę, która by nas podniosła z codziennych nizin życia na wyżyny góry Synaj?! Tam znajdziemy siły, odwagę i chęć do pracy! Czy teraz już wiecie, czym jest dla was niedzielna msza święta? Jest drugą górą Kalwarii, stokrotnie cenniejsza od góry Synaj! Kto pół godziny porozmawia z Chrystusem wiszącym na krzyżu, ten śmiało, pogodnie i spokojnie może iść w szarzyznę życia, będzie miał więcej sił twórczych i bystrzejszy wzrok.

Tak, Bracia, msza święta uczy nas modlić się, modlić się z ufnością. Z takiej modlitwy płynie żar, światło i błogosławieństwo. Największym nieszczęściem człowieka i narodu jest, jeżeli zapomniał się modlić. Mogą istnieć narody bez kultury, bez cywilizacji, bez chleba – ale nigdy bez modlitwy! A człowiek dzisiejszy sądzi, że to potrafi. Chciałby udowodnić, że mylne jest stare przysłowie: ora et labora. Módl się i pracuj – mawiali starzy. Co chcieli przez to powiedzieć? To, że do życia ludzkiego, do szczęścia społecznego potrzeba równowagi między modlitwą a pracą. Módl się i pracuj! Zwróćcie, Bracia, uwagę, że są tu złączone dwie myśli, więc nie: albo się módl, albo pracuj, tylko: módl się i pracuj.

Tak, nasza święta wiara uczy nas wyraźnie nie tylko tego, jak się trzeba modlić, ale i tego, że praca niekiedy jest ważniejszą, niż modlitwa, i jeśli kto dla modlitwy zaniedbuje swe obowiązki, spełnia uczynek niemiły Bogu. Dalekim jest od ideału chrześcijańskiego człowiek, który przez całe życie ugina się pod jarzmem pracy i nie ma czasu myśleć o swojej duszy, ale również nie odpowiada ideałowi chrześcijańskiemu np. matka, która ciągle przebywa w kościele, gdy w domu proch pokrywa meble, gdy pełno brudu w mieszkaniu, a dzieci plączą się zaniedbane.
Módl się i pracuj!

Słuchanie mszy świętej uczy nas dobrej modlitwy. Dobrze się modli tylko ten, kto poważnie traktuje swoje obowiązki chrześcijańskie, swoje życie chrześcijańskie. Dobra modlitwa nie jest sztuczną, mechaniczną czynnością, nie polega na recytowaniu i powtarzaniu danego tekstu, ale jest zewnętrznym, szczerym przejawem naszego najbardziej skrytego „ja”. Życie nasze powinno być odzwierciedleniem naszej modlitwy! Kochani Bracia! Dotknęliśmy teraz niebezpiecznej rany: wielu ludzi inaczej żyje, niż się modli, oraz inaczej się modli, aniżeli żyje. Mieszkają w nas, jak gdyby dwie osoby: jedna się modli, a druga mimo modlitwy grzeszy. Niejeden gotów jest co dzień powtarzać: „Święć się Imię Twoje”, ale mimo to ciągle będzie obrażać Imię Boże! „Przyjdź Królestwo Twoje”, ale nic nie zrobi dla tego Królestwa. „Bądź wola Twoja”, ale nie przyłoży nawet małego palca, by zwyciężyła na ziemi święta wola boża. 

Muszę tedy wyrzec na pozór twarde słowa: To jeszcze nie dowód, że ktoś ma duszę Chrystusową, jeśli klęczy, nie wiem, jak długo, ręce składa do modlitwy i oczy zwraca ku niebu. Ale ten ma duszę Chrystusową, kto pragnie być lepszym, kto pragnie zwalczać pokusy, kto pragnie podnieść się ku Bogu, kto chce kroczyć śladami Chrystusa. Bracia! Msza święta, podnosząc duszę naszą do Boga, na wyżyny góry Synaj, uczy na prawdziwej modlitwy. 

I dlatego powinniśmy chodzić do kościoła. 

 

*** 

Kochani Bracia! W kazaniu dzisiejszym wspomniałem o wielkim proroku ze Starego Testamentu. Na zakończenie chciałbym wam opowiedzieć o jego ostatnich chwilach. 

Mojżesz, wróciwszy z góry Synaj, nie mógł zagłuszyć swej tęsknoty za wyżynami. Znamienną cechą jego życia stało się pragnienie: na wyżyny, do Boga! 

Kiedy poczuł, że zbliża się jego ostatnia godzina, wyszedł znowu na górę, na górę Nebo, i szczęśliwy, patrzał swoim już osłabionym wzrokiem w stronę Ziemi Obiecanej. Może przez chwilę widział również drogę, którą przebył wśród mnóstwa trosk i trudów – i zobaczył, że każdy jego wysiłek, każdą pracę i wszystkie starania przenikała miłość Boga i opromieniało łagodne światło dobrze spełnionego obowiązku.
Bracia! Być wiernym Bogu! Wytrwać na drodze obowiązku! Na szczytach, w lasach, podczas gwiaździstych nocy – słowem wszędzie odczuwać Boga! Odczuwać i naśladować Go podczas pracy: w kuchni, w fabryce, w biurze, podczas wypoczynku i zabawy! Co niedzielę iść na górę Synaj, słuchając mszy świętej, a wtenczas… wtenczas, ze śmiertelnego łoża naszego życia, z góry Nebo, padnie nasz wzrok nie tylko na drogę dobrze przebytą, ale oczom naszym ukaże się na pewno Ziemia Obiecana, i pójdziemy wtenczas do domu… do domu, do Ojca naszego Amen

 

Szukaj

pomóż tej stronie

Szanowny Gościu, jeżeli możesz, zamieść proszę u siebie jeden z linków prowadzących do tej strony.

Wybierz link do zamieszczenia

Wymienię się linkami

.mp3

November 2017
Mo Tu We Th Fr Sa Su
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3