(O trzecim przykazaniu) Znaczenie symboliczne naszej liturgii

 

Kochani Bracia w Chrystusie!

W tych dniach otrzymałem bardzo miły list z jednego powiatowego miasteczka. Autorzy tego listu bardzo proszą, żeby mogli nie tylko raz, lub dwa razy na miesiąc, jak dotąd, ale co niedzielę słuchać przez radio kazań, wygłaszanych w tym kościele. Gdyby to było w naszej możności, spełnilibyśmy ich życzenie.

Dlaczego wspominam o tym liście? Ze względu na jego autorów. Czy wiecie, kto to pisał? Przede wszystkim, wiceżupan, notariusz królewski, dyrektor gimnazjum, dyrektor muzeum żupanalnego, sędzia powiatowy i kilku profesorów gimnazjalnych. W ciągu moich kazań tak często wspominałem o anemii oziębłości duchowej dzisiejszego pokolenia, że muszę teraz wyrazić wielką radość, jaką obudził we mnie ten list. I wy, Bracia, winniście się cieszyć na myśl o tym, że słów bożych słuchają nie tylko tu obecni, ale również ludzie, przebywający w dalekich okolicach naszej Ojczyzny, że tysiączne, niewidzialne rzesze schylają pobożnie czoła przed nauką bożą!

Więc tym, którzy w ubiegłą niedzielę nie mogli słuchać mojego kazania, powtórzę w kilku zdaniach, o czym była mowa w zeszłą niedzielę, bo dzisiaj rozwinę dalszy ciąg tego samego tematu.

Nasza święta wiara nakłada na nas obowiązek słuchania mszy świętej w niedziele i święta. Co jest istotą mszy świętej? Jedyny, wspaniały, wzruszający moment, w którym ofiarujący kapłan, na podstawie posłannictwa danego przez Pana Jezusa w czasie Ostatniej Wieczerzy, nad chlebem i winem wypowiada tajemnicze słowa, i w tej chwili pod postaci chleba i wina, staje się obecnym na ołtarzu, wśród nas, Pan nasz Jezus Chrystus.

Jest to więc, dzieło jednego momentu! Kościół jednak, wiedziony głęboka miłością, ozdobił ten, moment pięknymi symbolicznymi czynnościami, tak jak zdobimy drogi kamień, oprawiając go w złoto, lub platynę, co podnosi jego wart i piękno. Obrzędy liturgiczne są spadkiem po przodkach, dzisiejsze pokolenie jednak jeśli – mu specjalnie nie wytłumaczymy – ledwie je rozumie, nic więc dziwnego, że często patrzy na nie bezmyślnie.
A przecież każda symboliczna czynność ma głębokie znaczenie, które warto poznać, bo przez to kult Boga stanie się gorętszy i bardziej uduchowiony. I na odwrót, jeśli nie poznamy naszych ceremonii, to staną się pustą łupiną, ramkami bez obrazu. Dlatego sądzę, że warto w dzisiejszym kazaniu objaśnić najczęściej spotykane czynności symboliczne.

 

I.

Najpierw, zanim przystąpię do szczegółów, muszę się zwrócić do tych, którzy widzą przesadę w naszej liturgii i skarżą się, że za dużo jest u nas symboliki.

 

Chciałbym skierować ich myśl na ciekawy objaw historyczno – kulturalny. Człowiek żyjący na ziemi, czcił Boga od dawna i ciekawa rzecz, że zawsze posługiwał si ę symbolicznymi obrzędami. Używanie symbolów płynie więc z największych głębin natury ludzkiej.

Jeśli będziemy o tym pamiętali, to nie potrzebujemy się obawiać częstych zaczepek. Przychodzą np. ludzie, którzy znają to, lub owo z historii kultury ludów wschodnich i pytają: „Dlaczego wiele obrzędów katolickich jest pochodzenia pogańskiego? Poganie również używali kadzidła i wody przy nabożeństwie! Dlaczego więc?…”

Otóż, Bracia – co prawda, to prawda. Nie ma co ukrywać. Przyznajemy, że poganie często posługiwali się symbolicznymi ceremoniami, co tylko dowodzi, że obrządki wypływają z głębi natury ludzkiej; gdy poganie przyjęli chrzest, to Kościół nie niszczył przemocą ich starych symbolicznych zwyczajów (może nie potrafiłby nawet tego dokonać), ale te same symbole wprowadził do kultu prawdziwego Boga. Wiele naszych dzisiejszych uroczystości mieli i poganie.

Kościół dał im tylko chrześcijańską treść i przedmiot. Kościół powplatał do wzorzystej tkaniny swojej liturgii te nici pogańskiego kultu, które wyrosły z potrzeb natury ludzkiej, mającej zamiłowanie w symbolach. Zdaje się, że to nie powinno nikogo razić!

Zwłaszcza, jeśli zastanowimy się, że w obecnym, codziennym życiu spotykamy wiele cennych symboli, które je upiększają, ale które staną się również bezwartościowymi, jeśli przestajemy je rozumieć. Przytoczę tylko jeden przykład: podawanie rąk. Przyjaciele i wrogowie, wszyscy, kilka razy na dzień podają sobie dłoń, ale nikt się nad tym nie zastanawia, że podawanie rąk oznacza zaufanie i szacunek? „Nie bój się! Nie jesteś osamotniony! Możesz na mnie liczyć zawsze!” – to oznacza podanie ręki. Czy kto o tym dziś pamięta? Jeśliby o tym pamiętał, to na pewno nie podawałby ręki każdemu bez wyjątku! Już w codziennym życiu są szkodliwymi takie puste formy, ale gdy zawładną życiem religijnym, gdy obrzędy pozbawione są ducha i znaczenia – to już jest rzeczą wprost niebezpieczną! Bracia! Powinniśmy wiedzieć, co robimy, kiedy składamy ręce do modlitwy, albo się żegnamy… Co robimy, kiedy klękamy, albo wstajemy… Do czego służy święcona woda i kadzidło… Dlaczego płoną na naszych ołtarzach świece?… itd.

Tak, Bracia: na słowa należy uważać, trzeba zrozumieć znaczenie ceremonii, w zewnętrznej formie odnaleźć istotną treść. Nie będziemy się dziwili obrzędom, gdy zrozumiemy, ze wypływają z doskonałej znajomości ludzkiej natury!

 

II.

Zastanówmy się po kolei nad wspomnianymi symbolicznymi ceremoniami.

 

1. Ręka.

Człowiek potrafi wyrazić bardzo wiele uczuć za pomocą rąk. Spójrzmy na dwóch rozmawiających ludzi: nagle podniesiona dłoń, ledwie dostrzegalny gest, krótkie wzruszenie ramionami, czasami więcej znaczą, niż najdobitniejsze słowo. Skoro nawet w czasie rozmowy dwojga ludzi przejawiają się stany duchowe w odpowiednich gestach, to o wiele bardziej uwidacznia się to, gdy człowiek rozmawia z Bogiem! Więc błędnie mniemają niektórzy, że główną rolę w modlitwie odgrywa skupienie duchowe, wszystko jedno, czy modlę się ze złożonymi rękami, czy je trzymam w kieszeni.

Nie, nie wszystko jedno! Spójrzcie tylko:

a) Jak trzyma ręce, kto cicho, spokojnie rozmawia z Bogiem? O b i e zło ż one dłonie trzyma spokojnie. Dlaczego? Bo to oznacza szacunek, uwagę, panowanie nad sobą, prośbę i bardzo wielką ufność. W ten sposób, jak gdyby kładziemy obydwie dłonie w ręce Pana „Ojcze, Twoim jestem!”
To takie naturalne! Przypatrz się, gdy małe 3 – 4 – letnie dziecko prosi o coś matkę: „Mamuniu, daj mi to!” Prawda, że trzyma rączki złożone, chociaż go tego nikt nie uczył!

b) Teraz spójrzcie na człowieka, którego dusza jest w czasie modlitwy zupełnie zatopiona w Bogu! Jak trzyma ręce? Zło ż one przyciska do piersi. Jakby się obawiał, że go opuści błogi prąd świętej modlitwy, i jakby go chciał zatrzymać na zawsze, żeby w nim krążył z ręki do ręki… Prawda, jakie to naturalne?!

c) Potem następują chwile zachwytu w modlitwie. Chwile, w których organy jakby grały radosne „Te Deum”. Jak modlimy się wtenczas? Tak, jak kapłan, gdy śpiewa wspaniały, pełen uwielbienia dla Boga tekst prefacji: podnosimy obie ręce do góry i rozkładamy dłonie, żeby promieniowała od nas chwała do Boga, jak z nadawczej radiostacji.

Ale przychodzą wielkie pokusy, chwile dotkliwych klęsk, kiedy o wiele więcej potrzebujemy pomocy i laski bożej. W takich razach modlimy się znowu ze wzniesionymi rękami, a nasze ramiona są wtenczas, jakby anteną stacji odbiorczej, która chwyta w siebie fale pomocy bożej!

Prawda, Bracia, jakie to wszystko naturalne! Tylko nie róbmy z tego szopki! Niech to nie będzie czczym gestem! Niech tętni żywa dusza pod osłoną zewnętrznej formy!

d) Teraz przychodzi kolej na wielką, świętą czynność: żegnanie się krzyżem świętym!

O, kto zdaje sobie sprawę, co znaczy krzyż, ten nie będzie się go wstydził! Czasem widzi się ludzi, którzy przychodząc do kościoła, robią u wejścia pensjonarski dyg i stukają się w piersi. Co to ma być? Przyklęknięcie i przeżegnanie się? Ten sparaliżowany gest, ten zdegenerowany ruch, to ma być znak krzyża świętego?! Nie! Prawdziwy znak krzyża świętego robi się spokojnie, pięknie, poważnie. Gdy przenoszę rękę od czoła na piersi, z jednego ramienia na drugie, to wprost czuję, jak obejmuje mnie krzyż Chrystusa, jak bierze w posiadanie mój umysł, serce i uczynki. Chrystus krzyżem mnie odkupił i krzyżem uświęcił! Kładę na siebie znamię krzyża przed modlitwą, żeby w czasie modlitwy do Niego należały wszystkie moje myśli. Żegnam się po modlitwie, żeby został przy mnie Chrystus. Żegnam się krzyżem w niebezpieczeństwie, żeby mnie ratował, w pokusie, żebym nie upadł. Żegnam krzyżem, jeśli kogoś błogosławię i jeśli pragnę, żeby mu towarzyszyła moc Chrystusa Pana. Ale żegnać należy się pięknie, powoli, świadomie, pobożnie! Wszystko to symbol, zupełnie naturalny symbol!

 

2. Przyklękanie.

W takim duchu mamy wykonywać i przyklękanie! Znowu symbol. Pyszny zadrze głowę, wysunie naprzód piersi, jakby chciał zaznaczyć swą wyższość! Kłaniamy się ludziom tym niżej, im wyższą piastują godność. A wobec tego jak się mamy kłaniać Panu Bogu? Czy to nie jest naturalne, że wtedy klękamy?

Kiedy wobec Boga poznamy naszą znikomość, gdy chcemy dać wyraz naszej pokorze, przyklękamy. Nie ma piękniejszego widoku, niż człowiek czystego serca, który klęczy przed obliczem Boga, i jakby chciał mówić: „Panie, Tyś wspaniały, potężny, a ja maleńkie stworzenie, ale mam czystą duszę! O, daj mi zawsze czyste i pokorne serce, bo wtenczas nie zginę!”

Ale jeszcze chciałbym na coś zwrócić uwagę, Bracia! Nie zginamy kolan przed nikim, tylko przed Bogiem! Ale klękajmy przed Bogiem, nie róbmy tylko dygu! Nie spieszmy się i nie opuszczajmy przyklęknięcia! Wlewajmy duszę w przyklęknięcie! Jeśli wchodzę, lub wychodzę z kościoła, powinienem się zwrócić w stronę Przenajświętszego Sakramentu i powoli, z szacunkiem głęboko przyklęknąć aż do ziemi, ale przy tym powinna się ukorzyć i moja dusza, i powiedzieć: „O przepotężny Boże!…” Tak: to jest prawdziwe, budujące przyklęknięcie!

 

3. Powstanie.

Jest jeszcze inny sposób, którym wyrażamy Bogu nasz szacunek, a mianowicie: powstanie.

Siedzisz przy biurku. Ktoś stuka. „Proszę”. Wchodzi jakiś dostojny gość. Co robisz? Natychmiast wstajesz. Stoisz będąc na audiencji u Pana Prezydenta, bo w takich wypadkach siedzenie świadczyłoby o złym wychowaniu i o zamiłowaniu do zbytniej wygody. Stoję, to znaczy: Czekam, jak wierny sługa na rozkaz, jestem w każdej chwili w pogotowiu, jak śmiały żołnierz. To oznacza powstanie. Gdy podczas mszy świętej czyta kapłan Ewangelię, wstajemy, by okazać szacunek. Kiedy chrzestni rodzice składają w imieniu dziecka zobowiązanie, kiedy dzieci przystępują do pierwszej Komunii świętej i odnawiają swój ślub, złożony poprzednio przy chrzcie, to stoją – jakie to wszystko naturalne! Przyrzekam wielką, poważną sprawę, więc muszę stać na baczność, być gotowym do walki.

 

4. Święcona woda.

Mamy tu znów inny, miły symbol: używanie wody święconej. Kiedy wchodzimy do kościoła, kiedy kładziemy się wieczór na spoczynek, kiedy budzimy się rano, by rozpocząć nowy dzień, robimy znak krzyża wodą święconą. Woda! Tajemnicza woda! Jeśli powalało cię błoto życia, woda zmyje cię do czysta! Jeśli osłabłeś w walce życiowej, woda pokrzepi twoje siły. Wchodząc do kościoła, powinienem mieć czyste myśli, serce, zamiary, czyny i dlatego dotykam święconą wodą mojego czoła, piersi i obu ramion. Jest to zupełnie naturalne!

Przychodzi noc, wyłaniają się ciemne potęgi; noc jest matką zbrodni, jak słusznie mówi przysłowie: „Noc jest nieprzyjacielem człowieka”. Jesteśmy dziećmi Słońca i synami światłości! Kiedy więc mamy wejść do tajemniczej krainy mroku, ciemności, snu, nieświadomości, kiedy gaśnie elektryczność i światło świadomości, robimy na sobie wzmacniający znak krzyża Chrystusowego, żeby nas Bóg strzegł od wszelkiej ciemności grzechu. Wstając rano do nowego życia, żegnamy się również krzyżem świętym, żeby nam podczas dnia przyświecała światłość.

Czy wszystko to nie jest miłym, a jednocześnie naturalnym symbolem?

 

5. Kadzidło. 

A, kadzidło! Co chce wyrazić Kościół przez palenie kadzidła? Może często zastanawia to człowieka, który nie rozumie, jakie znaczenie ma kadzidło? „Po co taka rozrzutność? Po co to zabobonne okadzanie? To ceremonia bez żadnego znaczenia!” 

Otóż, Kochani Bracia! Kościół rzeczywiście nie przywiązuje wielkiej wagi do palenia kadzidła. Wonny dym kadzidła wznoszący się w górę, może oznaczać nasze modlitwy, ale powiedzmy krótko: Spalamy kadzidło, bo to jest estetyczne! Jesteśmy rozrzutni, bo miłość czasami lubi być rozrzutna! Dziwnie piękny jest widok, kiedy czyste ziarnka kadzidła kładziemy na ogień i z rozhuśtanej kadzielnicy wznoszą się w górę wonne chmury, niby hymn rozśpiewanych ptasząt o świcie, niby cicha melodia, niby promienie bezgranicznej miłości. 

„Ale, czy to podoba się Panu?” – pytasz, Naturalnie, podoba się nie zapach kadzidła, ale paląca kadzidło miłość ludzka! Podoba Mu się na pewno! Mamy na to dowód w historii z Magdaleną. Chciwy Judasz oburzał się na rozrzutność Marii Magdaleny, która drogim olejkiem namaściła nogi Pana. A Pan bronił Magdaleny, bronił rozrzutności, która płynęła z głębokiej miłości, a więc tym bardziej broni ofiary ludzkiego życia, spalanej w ogniu miłości wonnego kadzidła. 

 

6. Ołtarz. 

Pozwólcie, że powiem kilka słów i o ołtarzu! Bardzo znane słowo „ołtarz” nie wzbudza żadnych nowych myśli. Naprawdę, Bracia, najpiękniejszym dziełem twórczości ludzkiej, odzwierciedleniem najszlachetniejszych pierwiastków naszej natury, jest ołtarz. Stawiając 58 – piętrowe drapacze chmur, wykazał człowiek, że jest mistrzem w dziedzinie architektury. Budując radiostacje, olbrzymie anteny – dał dowód, że jest władcą elektryczności. Wznosząc kominy fabryczne, hangary dla samolotów, stacje kolejowe – stwierdził, że objął ziemię w swoje posiadanie… Ale buduje i ołtarze, przed którymi korzy się w prochu na kolanach, i uznaje nad sobą wyższą, wszechmocną Istotę, nieskończonego Boga! Człowiek składa Bogu ofiary w kościołach, na kamiennych ołtarzach, ale to nie wystarcza. Pan żąda innej ofiary: ofiary w żywej świątyni ludzkiego ciała, na żywym ołtarzu serca: ofiary z naszego życia, zgodnego z wolą bożą.

 

7.Bicie się w piersi.

Rozpoczyna się msza święta. Kapłan jeszcze nie ma odwagi przystąpić do ołtarza, modli się najpierw przy stopniach. Mówi: „Confiteor Deo omnipotenti”, „Spowiadam się Bogu wszechmogącemu…” „Mea culpa…” „moja wina…” – powtarza trzykrotnie, i za każdym razem bije si ę w piersi. Bijemy się w piersi, gdy mamy świadomość popełnionego grzechu, gdy przygotowując się do spowiedzi, staramy się wzbudzić w sobie żal, gdy przy konfesjonale powtarzamy: „Z całego serca żałuję”, gdy w litanii wołamy: „Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata”, gdy w czasie Komunii świętej, na widok zbliżającej się do nas hostii, zdajemy sobie sprawę z naszej nicości w słowach: „Panie, nie jestem godzien…” 

Bicie się w piersi! Znów jeden piękny symbol! Pukamy! Kiedy zwykliśmy pukać do drzwi? Jeśli chcemy kogoś obudzić. Kogo chcemy w sobie obudzić? Śpiącą, drzemiącą samotnie, konającą w nas duszę. Uważaj! Obudź się! Pomyśl nad sobą! Nie zaśnij w objęciach grzechu! 

Czy to nie naturalne?! 

 

8. Światło. 

Ś wiece, wieczna lampa, to symbol ognia, światła, płomienia , jeden z najmilszych symboli w katolickim obrządku. Płonące świece na ołtarzy ofiarnym! Wieczna lampa przed Najświętszym Sakramentem! Paląca się świeca przy chrzcie świętym, świeca w czasie pierwszej Komunii świętej, gromnica przy łożu umierającego, świeca na pogrzebie! … 

Czy nie z głębi ludzkiej natury wypływa kult światła? Późny jesienny wieczór… siedzimy o szarej godzinie w pokoju… wszystko takie chłodne… Zapalamy ogień w piecu… trzeszczy suche drzewo… tańcują ogniki i oto: zaraz poweselał cały pokój. 

Ogień! Światłość! Płomień! Najpiękniejszym symbolem życia jest płomień: grzeje, świeci, niespokojnie wzbija się do góry. Płomień nachyla się w tę stronę, w którą wieje wiatr. Czy wiatr może go porwać? O, nie! Za chwile znów bucha nad ogniskiem, skoro się wiatr uciszy, znów wzbija się w górę… Widzicie, jak płomień przypomina nam duszę. Pokusy, co pewien czas odpędzają duszę od Boga, ale nie potrafią jej oderwać na zawsze od Niego, bo za chwilę jej płomień znów wzbija się ku świętym wyżynom. 

Czy zastanawiałeś się, Bracie, że właśnie wieczna lampka przed ołtarzem i świece na ołtarzu wyobrażają ciebie? Płoną, rzucają wokoło siebie snopy światła, ale po pewnym czasie przygasa ich blask, a końcu tlą się coraz słabiej… 

„Ach! – wołasz – co wie o tym lampka? Przecież nie ma duszy!” Słusznie: nie ma duszy. Ale ty ją tam wlej! Wlej w nią twoją duszę! Dlatego pali Kościół wieczną lampkę! Sama lampka jest niczym, jeśli jej nie ożywia dusza ludzka. 

Dusza, która mówi: „Panie, kocham Cię i płonę z miłości do Ciebie! Panie, trzymam się w życiu Twoich Przykazań, jak ta lampka Twojego ołtarza! Panie, płonę tu przed Tobą!” 

Oto, patrzcie, Bracia, ile ciepła, ile radości, ile poezji, ile subtelnych religijnych uczuć wyrażają nasze religijne ceremonie, które są piękne, miłe, pożyteczne, ale tylko… wtedy, gdy wypływają z żywej duszy, z pobożnego życia. 

 

*** 

Kochani Bracia! Dzisiaj mówiłem o wielu symbolicznych ceremoniach, ale na zakończenie muszę wspomnieć jeszcze o jednym ceremoniale, wyjątkowo miłym, by dowieść, że każdy mój uczynek podjęty dla Boga i w związku z Bogiem, nawet najbardziej powszednia czynność, nawet rozrywka, mogą głosić chwałę bożą, jeśli płyną z ducha miłości ku Bogu! 

We wspaniałej bazylice w Sewilli (Hiszpania) od czterystu lat w dzień Bożego Ciała i w niektóre święta, odprawia się nadzwyczaj ciekawa, nigdzie niespotykana ceremonia. W czasie wspólnego brewiarza kapituły, w czasie „Laudesów”, siada na swoim tronie arcybiskup; chór stojący naprzeciw zaczyna cichą melodię, a w takt muzyki podąża do prezbiterium, ku stopniom ołtarza niezwykły pochód, złożony z dziesięciu chłopców w wieku od 10 – 13 lat, w odświętnych strojach paziów z XVI wieku, w jedwabnych czerwonych bluzach; wyszywanych złotem, z szeroką, spadającą z ramion, aż po kolana, białą jedwabną szarfą, w paziowskich spodniach z czerwonego jedwabiu, w czerwonych jedwabnych pończochach, w kołpaku z białym pióropuszem – prześliczny to widok! 

Przy milknących dźwiękach orkiestry dochodzą do ołtarza młodzieńcy i razem przyklękają przed Przenajświętszym Sakramentem, potem wstają, nakładają swoje zdobne pióropuszami czapki i zaczynają… co? Co zaczynają? Nie zgorszcie się: zaczynają tańczyć przed Przenajświętszym Sakramentem. Tak: tańczyć, tam w prezbiterium na cześć Przenajświętszego Sakramentu, wobec arcybiskupa, kapituły, przed licznie zebranymi rzeszami ludzi. 

Zdaje mi się, Bracia, że wielu z was się tym gorszy. Jeden z papieży też się gorszył, i chciał zabronić tego zwyczaju, a wtedy arcybiskup Sewilli zabrał chłopców w ich prześlicznych strojach i z całym chórem pojechał do Rzymu, by pokazać wszystko papieżowi. Papież, widząc taniec chłopców, pozwolił odprawiać nadal tę ceremonię. 

Sam tego nie widziałem, ale opowiadali mi ci, którzy to oglądali, że gdy chłopcy zaczną śpiewać przed ołtarzem piękne, stare pieśni na cześć Chrystusa, utajonego w Przenajświętszym Sakramencie, i przy tych tradycyjnych pieśniach wykonują niezwykle estetyczne i poważne tańce, to duszę widzów ogarniają najbardziej czyste uczucia religijne. 

Dlaczego budzi zachwyt ta niezwykła ceremonia? Przez swe głębokie symboliczne znaczenie: Każdy niech tak chwali Boga, jak umie, niech ofiaruje, co ma najmilszego! Dla Hiszpanów, zwłaszcza dla mieszkańców Andaluzji, najmilszą rozrywką jest śpiew, muzyka i taniec, toteż najgłębsze uczucia religijne wyrażają przez śpiew, muzykę i taniec na cześć Pana Boga. 

Bracia! Człowiek jest maleńkim pyłkiem, niczym, ale staje się olbrzymem, gdy składa pokorny hołd uwielbienia przed nieskończonym Majestatem Bożym. Bracia! Módlmy si ę przejęci takimi uczuciami. Amen.

 

Szukaj

pomóż tej stronie

Szanowny Gościu, jeżeli możesz, zamieść proszę u siebie jeden z linków prowadzących do tej strony.

Wybierz link do zamieszczenia

Wymienię się linkami

.mp3

September 2017
Mo Tu We Th Fr Sa Su
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1