(O czwartym przykazaniu) Dzieci, szanujcie rodziców!

 

starsi mlodziKochani Bracia w Chrystusie!

Dzisiejsze kazanie, w którym będzie mowa o obowiązkach dzieci względem rodziców, rozpocznę opowiadaniem o wzruszającym spotkaniu pogańskiego chłopca z matką. Jak wiadomo, między poganami panoszyło się bardzo zło moralne i błędnowierstwo – ale bądźmy sprawiedliwi, i jeśli znajdziemy w tamtych czasach przykłady cnoty i szlachetności – starajmy się je zapamiętać i naśladować. Nie wstydźmy się przyznać, że pragniemy, by dzisiejsze chrześcijańskie rodziny potrafiły wychować dzieci w takim szacunku dla rodziców, jaki okazał Koriolan w V wieku przed Chrystusem.

Znacie jego historię. Obywatele wypędzili go z Rzymu. Do żywego obrażony Koriolan przeszedł do obozu wrogów ojczyzny, do Wolsków, którzy wykorzystali jego straszny gniew i mianowali go dowódcą swych wojsk. Koriolan ruszył na czele nieprzyjacielskich zastępów na Rzym.

Rzymian opanowała straszna panika. Widzą swój błąd, ale już za późno! Wysyłają do Koriolana najdostojniejszych obywateli, senatorów, z pokorną prośbą, żeby nie niszczył miasta i swojego rodzinnego kraju. Ale rozgoryczony Koriolan był nieubłagany. Potem przyszli do niego kapłani pogańscy w uroczystych szatach, ale na próżno! Ofiarowano mu wielką sumę pieniędzy – ale z pogardą odmówił jej przyjęcia… Kiedy już nic nie odniosło skutku, posłano w końcu do obozu nieprzyjacielskiego wszystkie matrony rzymskie z matką Koriolana, Weturią, na czele. Matka padła do nóg syna i błagała o litość nad ojczyzną. I co się stało? Obrażonego i zagniewanego młodzieńca nie potrafiły wzruszyć ani prośby senatorów, ani błagania kapłanów, ani blask złota, ale matkę wziął w objęcia i powiedział: „Matko, uratowałaś Rzym, ale straciłaś syna!” Cofnął wojsko z pod murów miasta… i został zamordowany przez zawiedzionych w nadziejach Wolsków.

Zamordowali go… ale od dwóch tysięcy lat stawiają Koriolana jako przykład młodzieży: Dzieci, tak macie kochać swoich rodziców!
Kochani Bracia! Koriolan odznaczał się tylko naturalną miłością względem rodziców – a miłość ta dokonała cudu! Nas chrześcijan obowiązuje nie tylko miłość wynikająca z naturalnych węzłów rodzinnych, ale jesteśmy obowiązani do szacunku dla ojca i matki, bo tego sobie życzy Bóg. Oto dwa pytania, na które chcę odpowiedzieć w dzisiejszym kazaniu:

I. Dlaczego chrześcijańskie dziecko powinno szanować rodziców? i

II. Jak ma szanować rodziców?

 

I.

Dlaczego mamy szanować rodziców?

1. Przede wszystkim dlatego mamy szanować rodziców, bo tego żąda Bóg. Nie istnieje na świecie bardziej bezpośredni stosunek, niż między dziećmi i rodzicami, a mimo to Pan Bóg uważał, że nie wystarczają węzły naturalne, i ten miły, naturalny stosunek wzmocnił osobnym Przykazaniem.

W ostatnim kazaniu mówiłem, że IV Przykazanie Boskie na wyższy poziom podnosi naturalny szacunek dla rodziców i opiera go na głębszych i trwalszych podstawach, bo godność rodzicielską opromienia blaskiem powagi samego Boga!

Dzieci, nie zapominajcie, że IV Przykazanie żąda o wiele więcej, aniżeli naturalnej miłości dla rodziców! Według Przykazania Bożego dzieci nie tylko dlatego powinny szanować rodziców, że otrzymały od nich życie, bo w takim razie nieszczęśliwi i kalecy od urodzenia, którzy zawdzięczają rodzicom chorowite, słabe, zniszczone ciało, nie byliby zobowiązani do szacunku.

Według czwartego Przykazania, dzieci powinny szanować rodziców nie tylko dlatego, że są oni starsi, mądrzejsi, bardziej doświadczeni. Nie! Swoich rodziców, chociażby analfabetów, powinien szanować nawet najbardziej uczony młodzieniec! Dzieci w nauce i kulturalnej ogładzie prześcigają nieraz swoich rodziców, rodzice nie potrafią rozmawiać z nimi o zagadnieniach filozoficznych, ani na tematy literackie, może nie znają się na operach Pucciniego…, ale mimo to powinno się ich szanować!

Na czym tedy opiera się obowiązek czci względem rodziców? Na nakazie bożym, na Jego woli! Czwarte Przykazanie rozpoczyna się w ten sposób: „Jam jest Pan, Bóg twój. Czcij ojca i matkę swoją!” Bóg jakby mówił: Nie chodzi tu o to, czy twój ojciec jest zamożny, czy matka jest miła; ani o to, czy rodzice są mądrzy, filozofowie, mili, dobrzy, lub też pełni wad, a może nawet grzeszni. Wszystko jedno! Ja, Bóg żądam szacunku dla rodziców, żądam niezależnie od okoliczności!

Bracia! Dlatego umieścił Bóg w Przykazaniu subtelny wyraz „czcić” rodziców, a nie tylko „kochać”. Wystarczy kochać siostrę, brata, bliźniego – ale rodziców należy czcić! To coś więcej!

W rozkazach rodziców powinno dziecko słyszeć głos boży: „Synu, jeśli jesteś nieposłuszny, to nie sprzeciwiasz się twojemu ojcu, prostemu człowiekowi, ani twojej słabej matce, tylko ziemskim zastępcom wszechwiedzącego i potężnego Boga. A osoba posła – zastępcy jest święta i nietykalna, bo przemawia w imieniu władcy”. Rodzice wobec dzieci są posłami ziemskimi Boga, i dlatego – jakaż to ważna prawda naszej moralności! – nawet na czole upadłej matki i zepsutego ojca promienieje coś z blasku godności rodzicielskiej, otrzymanej od Boga.

Rozumiał to pewien młodzieniec, który przechodząc koło grupy więźniów, zbliżył się i pocałował jednego z nich w rękę. Co widząc strażnik, zawołał: „Co pan robi? Całuje pan w rękę więźnia?” – „Tak, więźnia, – odpowiedział młodzieniec – który jest moim ojcem!”
Młodzieniec miał słuszność. Takie jest bowiem znaczenie IV Przykazania: Pan Bóg nie pozwała pod żadnymi pozorami, by nimb powagi rodzicielskiej został naruszony.

Dzieci, czcijcie swoich rodziców! Uczcie się posłuszeństwa! W czasach obecnych zachwiał się szacunek dla władzy, bez niego zginie społeczeństwo. Musimy się więc na nowo uczyć posłuszeństwa. Od kogo, gdzie? Uczmy się u Tego, o którym powiedziano, że chociaż był Bogiem, jednak był posłusznym swoim rodzicom (Łk 2, 51); u Tego, którego pokarmem było wypełnienie woli Ojca Niebieskiego (J 5, 30); u Tego, którego całe życie ziemskie było wiernym posłuszeństwem woli bożej, wytrwałym postępowaniem po drodze, która prowadziła na śmierć, i to na śmierć krzyżową. By nas hardych, dumnych, zarozumiałych i mędrkujących nauczyć posłuszeństwa, Syn Boży, „stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej.” (Flp 2, 8).

Tak, powinniśmy szanować swoich rodziców, przełożonych, starszych, bo tego żąda Bóg.

2. Kochani Bracia! Przykazania Boże posiadają tę doskonałą właściwość, że zgadzają się zupełnie z najczystszymi i najgłębszymi pragnieniami natury ludzkiej. Widać, że ten sam Bóg stworzył naturę i wydał Dziesięć Przykazań. Stąd jest zupełnie zrozumiałe, że szacunku dla rodziców wymaga i sama natura.

Małe dziecko instynktownie lgnie do rodziców, starsze więcej świadome miłości, a dorosłe – ma poczucie troskliwej opieki. Całemu naszemu życiu towarzyszy miłość rodziców. Nawet wtedy, kiedyśmy już dorośli i mamy swoją rodzinę. Rodziców kochamy do samej deski grobowej. Wiecie, kiedy się staje człowiek starym? Czy wtenczas, kiedy się żeni, lub wychodzi za mąż? Nie! Wtedy, kiedy umarli mu rodzice! Chciałbym głośno zawołać, by mię usłyszały wszystkie dzieci opryskliwe, krnąbrne, które zatruwają życie rodzicom, nie mają nad nimi litości, marnotrawią ich mienie: Dzieci, uważajcie, żebyście sobie za późno nie uświadomiły, coście posiadały w osobach żyjących rodziców!

Z ust wielu ludzi słychać gorzkie wyrzuty: „Dlaczego wiem dopiero teraz, jakie znaczenie mieli dla mnie rodzice? Dlaczego dopiero teraz, po ich śmierci? O, gdybym za ich życia wypowiedział te wyrazy, które mi tak trudno było wymówić: Kochana matko i ojcze, przepraszam, ja to inaczej rozumiałem… proszę mi wybaczyć!…”

Kochani Bracia! Człowiek ma tę smutną właściwość, że często dopiero poniewczasie ocenia skarby, które posiadał. Szanujmy więc za życia naszych rodziców!

Prawdziwa miłość dziecięca sięga oczywiście i poza grób i objawia się w modlitwach za dusze zmarłych rodziców, w mszach świętych odprawianych za ich dusze, w odwiedzaniu ich cichych mogił. Czerwone róże, które rosną na grobie, są jakby przesyłaniem… pozdrowień i napomnień rodzicielskich z życia wiecznego… „Żyjcie tak, by nasze spotkanie w obliczu Boga było szczęśliwe!” – Bracia! Nie wierzymy w spirytyzm, ale uczy nas święta wiara, że rodzice, szczęśliwie oglądając Boga, pamiętają o dzieciach, które walczą z tysiącem trosk życia ziemskiego. Jakaż pełna pociechy jest to nauka! Dzieci, szanujcie swoich rodziców!

 

II.

Jak mamy szanować rodziców?

Na tym, co powiedziałem, nie mogę poprzestać. Mówiliśmy, że należy czcić rodziców, ale o tym wiedzieliśmy i dawniej. Przypatrzmy się teraz drugiej części pytania: jak należy czcić rodziców?

1. Mógłbym tu przytoczyć dużo różnych rzeczy, nie tylko o szacunku rodziców, ale w ogóle o poszanowaniu przełożonych i osób starszych.

Mógłbym się tu odwoływać do pogan, którzy tak samo potrafili szanować starców. Ludzi, na których spoczywały najwyższe troski o byt państwa, nazywali Rzymianie „zgromadzeniem starszych”, „senatem”. W Lacedomonii również γέροντες („starsi”) kierowali państwem.

Uszanowanie dla osób starszych jest bardzo głęboką ludzką ideą, która, ze smutkiem trzeba to stwierdzić, dziś zanika powoli wraz z innymi pięknymi zwyczajami. Niestety, dzisiejsza młodzież nie zna Pisma Świętego, a przynajmniej tych słów: „Przed siwizną wstaniesz, będziesz szanował oblicze starca” (Kpł 19, 32). Zewsząd słychać słuszne skargi, że młodzież tak mało ma dziś szacunku dla starszych osób, tak z góry na nich spogląda! Rzadko widzimy, żeby w tramwaju młodzieniec ustąpił miejsca starszemu! Dawniej ustępowano miejsca i kobietom. Dzisiaj, według zewnętrznego wyglądu, bardzo trudno osądzić, czy spotykamy się z podlotkiem, lub z niewiastą dojrzałą. Same więc niewiasty są poniekąd przyczyną, że się ich należycie nie szanuje.

2. O wielu rzeczach można by mówić, ale rozważmy najważniejszą: w jaki mianowicie sposób mamy szanować rodziców?

a) „Czcij ojca i matkę!” – wielu rzeczy wymaga to Przykazanie, o których nie chcą wiedzieć dzisiejsze dzieci.
„Czcij!” – czyli, kiedy rodzice mówią, dziecko powinno milczeć. Dawniej w rodzinie chrześcijańskiej było to zrozumiałe samo przez się, a dzisiaj? Dziecko o wszystkim chce wyrokować, nawet lepiej, niż jego rodzice.

„Czcij!” – więc rozkaz rodziców dziecko powinno natychmiast wypełnić. Kiedyś to było zupełnie jasne. Ale dziś trzeba dziecku tłumaczyć, błagać, obiecywać cukierki, podarunki.

„Czcij!” „Kto by uderzył swego ojca albo matkę, winien być ukarany śmiercią.” – mówi prawodawstwo Starego Testamentu (Wj 21, 15). Nie potrzeba nawet uderzyć. Słowa Pisma Świętego ze zgrozą mówią: „Oko, co ojca wyśmiewa, gardzi posłuchem dla matki -niech kruki nad rzeką wydziobią lub niech je zjedzą orlęta!” (Prz 30, 17).

Wychowanie chrześcijańskie (dawniej uważano je za wychowanie „pańskie”) domaga się, by dziecko z religijnym szacunkiem odnosiło się do rodziców, by bez grymasów, bez wykrętów, bez sprzeczek, chętnie spełniało ich rozkazy. Proszę się przypatrzyć, jakie sceny odgrywają się dziś między 8 – 10–letnimi dziećmi a rodzicami! Jak skandalicznie, wyzywająco rozmawia 14, czy 16–letnia córka ze swoją matką! W większości wypadków nie dziecko jest temu winne, ale rodzice. Tak, rodzice, którzy to znoszą!

Posłuchajcie, jak wspaniały przykład szacunku dla rodziców dał w Starym Zakonie król Salomon! Jego matka, Bethsabee, nie była ze szlachetnego rodu, a jednak, kiedy w jakiejś sprawie udawała się do syna, to, mówi Pismo Święte, Salomon: „wstał na jej spotkanie, oddał jej pokłon, a potem usiadł na swym tronie. A wtedy postawiono tron dla matki króla, aby usiadła po jego prawej ręce” (1 Krl 2, 19).

A znacie przykład z życia Tomasza Morusa, słynnego kanclerza Anglii? Kiedy już piastował pierwszy urząd w państwie, przed rozpoczęciem pracy zawsze klękał publicznie przed ojcem i prosił o błogosławieństwo. Dziś postępuje się zupełnie inaczej! Trudno nawet uwierzyć, że dawniej tak było naprawdę.

b), Ale oto, Bracia, przypominając wam te dwa przykłady: króla Salomona i Tomasza Morusa, doszedłem do najważniejszej części kazania, do omówienia stosunku dzieci dorosłych do rodziców.

c) Czuję, Bracia, że w dzisiejszych, szorstkich i pietyzmu pozbawionych stosunkach, nie o małych dzieciach, ale o tym przede wszystkim trzeba mówić. Przecież chłopczyk, który hasa na kolanach ojca, albo dziewczynka, która razem z mamusią ubiera porcelanową lalkę, może najwyżej swoją dziecięcą nieświadomością zasmucić rodziców. Ale mowa o dorosłych chłopcach, o dorosłych pannach! O dzieciach starszych! O dzieciach, które są już małżonkami, którzy jeszcze mają sędziwych niedołężnych, przykutych do fotela rodziców.

Dzieci, wy dorosłe dzieci, kiedy wasz chory ojciec może zrobić tylko kilka kroków, opierając się o wasze ramiona, czy myślicie, że gdy byliście mali, gdy uczyliście się chodzić, to czepialiście się wówczas jeszcze jego silnych rąk? Czy przychodzi wam to na myśl? Bo jeśli tak, to nigdy nie będziecie względem niego niecierpliwi, nerwowi i bez serca. Wasza stara matka od szeregu miesięcy leży chora. Dzieci, wy dorosłe dzieci, czy potraficie za jej bezsenne czuwania, spędzone przy waszym dziecięcym łóżeczku w ciągu długich, długich nocy, troskliwie, z miłością siedzieć przy jej łożu?

„Czynem i słowem czcij ojca swego.” (Syr 3, 8) – mówi Pismo Święte. Cierpliwością! Trzeba, żeby każdy o tych słowach Pisma Świętego pamiętał, kto ma starych rodziców!

d) Wszystko zmienia się z biegiem czasu, nawet miłość dziecka. Tak, miłość dziecka również się zmienia, rozwija, dojrzewa, ale nie wolno jej przeminąć ! Naturalnie, u dorosłych inaczej przejawia się miłość dla rodziców, aniżeli u dzieci. Małe dziecko kocha swoich rodziców, okazuje przywiązanie, usłużność; dziecko dorosłe mówi dobrze o rodzicach, wybacza ich słabe strony, uwzględnia przez miłość drobne dziwactwa, które chodzą w parze ze starością, udziela materialnego wsparcia.

Bracia! Przy wspieraniu materialnym trzeba okazać zręczność i delikatność uczuć, żeby staruszków nie urazić; to też tu właśnie przejawia się prawdziwy szacunek dziecka. Materialne wspieranie rodziców trzeba traktować jako małą część procentów od kapitałów, które w nas włożyli za naszych lat dziecięcych.
- Przyjacielu! – zagadnął pewien pan swojego kolegę – masz tak piękne dochody, a nie widać tego po tobie. Gdzie składasz pieniądze?
- Gdzie? Częściowo spłacam długi, częściowo zaś pożyczam na procenty.
- Nie rozumiem.
- Więc uważaj: kiedy byłem młody, rodzice wydawali na mnie olbrzymie sumy. To są moje długi, które teraz spłacam. Resztę daję na wychowanie i kształcenie moich dzieci, i to jest kapitał, który na starość przyniesie mi procenty.

Tak, to jest chrześcijański pogląd! Bo jeśli chcielibyśmy w całej pełni odwdzięczyć się ojcu za gorliwą pracę, podjętą dla nas, gdybyśmy naprawdę chcieli się odpłacić naszej kochanej matce za troskliwą opiekę, za bezsenne noce, za jej mozolne trudy dla naszego dobra, to z pewnością nigdy nie moglibyśmy się odwdzięczyć.

Dlatego dorosłe dziecko, jeśli szanuje rodziców, to stara się to wszelkimi sposobami okazać: duchowo i materialnie. Nie mogę zrozumieć, jak może smakować obiad synowi, któremu dopisała fortuna, jeśli równocześnie jego matka staruszka, wdowa, wegetuje z mizernej emerytury. Nie mogę sobie wyobrazić, jak może córka ubrać się w kosztowne futro, we wspaniałą biżuterię i iść z wizytą do rodziców, którzy się duszą w jednopokojowym mieszkaniu na poddaszu! Nie, tego nie mogę sobie wyobrazić!…

Powtarzam, Bracia, człowiek wyrasta ze swoich dziecięcych pantofelków, z podręczników szkolnych, z ulubionych zabawek, z ramek życia rodzinnego – ale nigdy nie wolno mu wyrosnąć z atmosfery szacunku dla rodziców. Cokolwiek los w życiu zgotuje dziecku, na jakimkolwiek znajdzie się stanowisku, powinno zawsze szanować swoich rodziców. Nie wiem, czy odpowiednio postępują niektórzy rodzice, że kiedy dzieci się im zepsują, wstyd im przynoszą, gdy wszystkie napomnienia są daremne, wyrzekają się swojego dziecka. Czy mają do tego prawo, o tym można by debatować. Ale jest zupełnie pewne, że dzieci nigdy nie mają prawa wyrzec się i porzucić rodziców! Życie wskazuje nam wstrząsające wypadki, kiedy wykryły się oszukańcze manipulacje pieniężne ojca, kiedy święta wiara w moralną nieskazitelność matki zwaliła się w bagno błota, w oczach zdziwionych dzieci – ach, są to okropne chwile! – a jednak nawet wtenczas nie możemy zapomnieć o czci dla rodziców! Są to straszne, okropne chwile – a jednak i wtenczas powaga rodziców oparta jest o wolę bożą. Święte słowa brzmią nadal: „Jam jest Pan, Bóg twój… czcij ojca i matkę swoją!”

 

***

Kochani Bracia! Nie chciałbym do tych ludzi należeć, którzy ciągle wzdychają „do starych dobrych czasów” – wygląda to, jakby ówcześni ludzie byli innymi tworami i nie posiadali ułomnego ciała. Każda epoka miała swoje bolączki, zawsze były grzechy, nigdy nie brakło grzeszników. A jednak, Bracia, tylu rodziców, nauczycieli, sędziów, wychowawców się skarży na gburowatość młodzieży, że w końcu musimy się zgodzić na postawienie smutnej diagnozy, iż w podobnym duchowym osamotnieniu nie wychowywała się jeszcze żadna młodzież, co dzisiejsza! Dawniej nie było tylu szkół, dzieci tak dużo się nie uczyły, nie było tak dobrej opieki ze strony nauczycieli, katechetów, patronów, i nie pisano tyle o pedagogii. Przyznać trzeba, że wychowanie dzisiejsze jest wszechstronne staranne, daje ono więcej, niż w czasach poprzednich, jednego mu tylko brakuje, co nie da się niczym zastąpić: brakuje mu chrześcijańskiego, religijnego wychowania rodzinnego.

Tak, tego nie potrafimy niczym zastąpić! Szczęśliwe jest dziecko, które ma religijnych rodziców, chociażby się borykało z najbardziej dokuczliwymi trudnościami materialnymi; natomiast wychowywane w dostatkach, w bogactwie, będzie nieszczęśliwe, jeśli jego rodzice oderwali się od Boga. Jeśli nie ma w rodzinie krzyża, krzyża Chrystusowego, tam w mroźne, lodowe pola zamienia się życie.

Niedawno czytaliśmy w dziennikach, że balon wioski, unoszący się nad biegunem północnym, zrzucił dwumetrowy hebanowy krzyż, dar papieża dla ziemi bieguna północnego, i od tej chwili już i w najbardziej na północ wysuniętych ziemiach widnieje znak naszego Zbawienia. Bracia! Po zatknięciu krzyża na biegunie północnym, cała ziemia jest krzyżem świętym ozdobiona. Pamiętajmy jednak, że krzyż ma być nie tyle ozdobą, ile podporą kuli ziemskiej i – rodziny, która ziemię zaludnia.

Rzućmy więc na cały świat hasło IV Przykazania: Tylko moralne odnowienie rodziny, komórki życia społecznego, może uchronić przed zagładą nasze społeczeństwo. Na nic nie zda się prawo, ankieta, ani liczbowy przyrost ludności, jeśli… jeśli zewnętrznemu rozwojowi zabraknie wewnętrznej treści. Świat potrzebuje odrodzenia, ale odrodzenia duchowego! Odrodzenia moralnego! Potrzebuje ojców, matek i dzieci, którzy by zachowali Dziesięcioro Bożych Przykazań. Potrzeba ognisk rodzinnych, w których budowałoby się Królestwo Boże; rodzin, gdzie Chrystus jest prawem; rodzin z liczniejszym potomstwem; rodzin, w których życie małżeńskie nie jest tylko środkiem rozkoszy, lecz szkołą wielkich obowiązków życiowych. Potrzebne są nam rodziny, które nosiłyby wysoko krzyż Chrystusa nad wymarłym, zwiędłym życiem moralnym, rodziny, którym by błogosławił krzyż Chrystusowy.

Bracia! Pokolenie nieokiełznane, nie szanujące władzy, puszczone samopas, zniszczy samo siebie, zmarnuje dziedzictwo swoich przodków i zaprzepaści zbawienie swojej duszy; natomiast dzieci, wychowywane w boja ź ni bo ż ej i w szacunku dla rodziców, s ą fundamentem pod gmach przyszłego szczęścia ludzkości . Amen.

 

Szukaj

pomóż tej stronie

Szanowny Gościu, jeżeli możesz, zamieść proszę u siebie jeden z linków prowadzących do tej strony.

Wybierz link do zamieszczenia

Wymienię się linkami

.mp3

December 2017
Mo Tu We Th Fr Sa Su
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31