(O czwartym przykazaniu) Rodzice, szanujcie swoje dzieci!

 

Kochani Bracia w Chrystusie!

Zeszłej niedzieli tytuł mojego kazania brzmiał „Dzieci, czcijcie swoich rodziców!” Kazanie dzisiejsze nosi tytuł: „Rodzice, szanujcie swoje dzieci”. Ostatnio mówiłem: „Dzieci, zachowujcie IV Przykazanie!” Dzisiaj będę mówił: „Rodzice, starajcie się ułatwić dzieciom zachowanie IV Przykazania” We wstępie ostatniego kazania opowiedziałem wam historię sprzed dwóch i pół tysięcy lat o Koriolanie, który kochał prawdziwie swoją matkę. Dzisiejsze kazanie rozpocznę historią nowoczesnej matki, która nie kochała swojego dziecka. Historią, jakich dzisiaj wiele wśród matek, które pracują społecznie, chodzą na zebrania, organizują zabawy, robią wszystko, tylko nie troszczą się o własne dzieci.

Jedna z takich właśnie matek wracała do domu z jakiegoś „ważnego” zebrania. Najprzód pozałatwiała różne sprawy „społeczne”, potem robiła zakupy, później wstąpiła do cukierni, a stamtąd poszła na zebranie… Do domu wraca późnym wieczorem. Przy kolacji mówi do męża: Proszę cię, dziś tak dużo miałam roboty! Te obowiązki społeczne zupełnie zabierają czas człowiekowi! Gdy wróciłam do domu, spotkałam w klatce schodowej grupę bawiących się hałaśliwie dzieci. Między nimi był jeden bardzo miły chłopczyk…
- Jakie miał włosy? – pyta mąż.
- Zupełnie złote.
- A ubranko?
- Ach, było okropnie zabłocone, brudne!
- A twarz?
- Także powalana!

– Ach, kochana, to na pewno był nasz synek – odpowiada cichym głosem ojciec.

Koniec! Urwała się smutna historia, na tym kończy się wstęp, w którym już mieści się i temat mojego kazania. W ostatnią niedzielę nawoływałem: Dzieci, starajcie się dobrze zrozumieć IV Przykazanie! Dzisiaj wołam do rodziców: Rodzice, starajcie się dobrze zrozumieć IV Przykazanie!

Jak to? Czy są rodzice, którzy by nie rozumieli IV Przykazania? Owszem, są! Dziecko Jest zagadką, rebusem, trudniejszym do zrozumienia, niż najbardziej zawiła szarada; jego wychowanie, to poniekąd i krzyż, i zagadka. Żeby rodzice ten krzyż mogli łatwiej nosić, żeby rebus rozwiązali szczęśliwie, dlatego Pan Bóg dał IV Przykazanie. Trzy pierwsze Przykazania mówią o naszych obowiązkach względem Boga. W czwartym jest mowa o obowiązkach względem rodziców. Jaki to zaszczyt dla rodziców ze strony Boga! Ale również, jakie obowiązki wkłada ten zaszczyt na ramiona rodziców!

Rodzice, bądźcie świadomi odpowiedzialności, nałożonej na was przez

 

I. 

Szanujcie swoje dzieci! 

a) Szanujcie swoje dzieci, bo one są nie tylko wasze, ale przede wszystkim należą do Boga! 

Dziecko jest zastawem zaufania bożego, z którego Bóg zażąda od was rachunku! Zażąda wytłumaczenia każdego zaniedbania, czy ojciec kochał swoje dziecko bałwochwalczo, czy mu wszystko wybaczał, na wszystko pozwalał, czy wszystkie jego zachcianki spełniał, a tym samym wypaczył jego charakter, wolę, duszę; zażąda rachunku i z tego, czy przy mnóstwie różnego rodzaju zajęć rodzice mieli czas na wychowanie dziecka. Bóg wie dobrze, jak trudno jest dzisiaj zarobić na chleb, wie dobrze, jak ciężko musi pracować ojciec i matka, żeby sprostać najkonieczniejszym potrzebom, i według tego będzie ich sądził. Ale Bóg widzi również matki, które uczęszczają na pikniki, do teatrów, z wizytami; ojców, którzy wysiadują w kawiarniach i cukierniach. I jeśli z tego powodu zabrakło im czasu na wychowanie dzieci, to według tego będzie ich Pan Bóg sądził.
Rodzice, szanujcie swoje dzieci!

b) Jak należy szanować dzieci?

Muszę przyznać, że po większej części jeszcze i dziś bardzo troszczą się rodzice o dzieci, ponoszą olbrzymie ofiary, by je kształcić, ale o jednym zapominają! Czy wielu dzisiejszych ojców i matek może powiedzieć to, co powiedziała matka króla Macieja o swoim synu: „Obdaruję cię złotem i srebrem, byleś powrócił do domu” (Arany János) – mogą to opowiedzieć, ale tylko w znaczeniu ziemskim! Rodzice, nie zapominajcie, że dziecko ma nie tylko ciało, ale i duszę. Czy zastanawiacie się nad tym, że Bóg powierzył wam dusze, kiedyś macie Jemu oddać? Od was zależy w wielkiej mierze, czy one dojdą do Boga. Ach, z jakim wzruszeniem powinniście myśleć: Bóg powierzył mi losy dusz nieśmiertelnych!

Bóg zażąda rachunku z duszy dziecka. Nie myślę obecnie o tych okrutnych rodzicach, którzy – aż strach powiedzieć! – nie chrzczą swoich dzieci. Chwała Bogu, że takiej okropnej zbrodni u nas rodzice jeszcze nie popełniają, ale w wielu rodzinach wychowanie religijne dzieci ogranicza się – niestety – tylko do chrztu świętego.

A pamiętajcie, rodzice: Pan Jezus rości sobie prawo do każdego dziecka. Najmilsza scena z Ewangelii jest ta, kiedy Pan Jezus zmęczony po całodziennej pracy, wieczorem, w te słowa się odezwał do apostołów: „Dopuście dzieci i nie przeszkadzajcie im przyjść do Mnie; do takich bowiem należy królestwo niebieskie.” (Mt 19, 14). Czy mógł Chrystus wyraźniej wskazać na główne obowiązki wychowawców? Co jest ich pierwszym obowiązkiem? Dopuścić dzieci do Chrystusa! Czyli innymi słowy: wychowywać je w duchu religijnym ! Rodzice dzisiejsi – owszem – wychowują, ale nieraz wychowują bez Boga, kto za ś buduje bez Boga, stawia dom na piasku!

Patrzcie na różnicę między dwiema rodzinami: w jednej rodzice wychowują religijnie swoje dzieci, w drugiej – odwołują się tylko do rozumu. W pierwszej mówią: Widzisz synku, widzisz córeczko, ciężko nam, ale Bóg żąda, żebyśmy wszystko znieśli. Musimy być posłuszni, pracowici, musimy modlić się, nigdy nie kłamać… dobry Bóg tak nakazuje. On zabronił robić źle, nawet wtedy, gdy bardzo nas nęci pokusa do grzechu! Nawet gdyby nikt nie widział naszego grzechu, Pan Bóg go zawsze zobaczy!… Trudno być zawsze wiernym Bogu, ale – widzisz – dlatego chodzimy często do spowiedzi, do Komunii świętej, żeby nam Pan Bóg dał siły do pokonania złego. Takie jest wychowanie w pierwszej rodzinie.

A w drugiej? W drugiej również chcą dobrze wychować dziecko, ale – rodzice zwykli mówić – nie pragnę, żeby moje dziecko było „bigotem”, „świętoszkiem”, „ultra religijnym”. Więc w następujący sposób nakłaniają do dobrego: drogi synku, kochana córeczko, tego i tamtego nie wypada robić. Co powiedzieliby, ludzie, dowiedziawszy się, że kłamiesz? Jakaż to niegrzeczna dziewczynka! Nie rób tego lub tamtego, bo to złe, to poniża ludzką godność, upadla charakter, powoduje chorobę…

Tak wychowuje druga rodzina. Obie chcą dobra – ale… przychodzi pokusa. Osądźcie sami. Bracia! Jakie dziecko, jaki dorastający młodzieniec, jaka panna potrafi utrzymać się twardo na drodze czystości, w powodzi nieustannej nawałnicy pokus? Kiedy człowiek zacznie tonąć w powodzi życia, kiedy go ogarnie żądza majątku, lub niszcząca lawa namiętności cielesnych, czy jako broń wystarczą zasady higieny, prawa społeczne, frazesy o szacunku osobistym?! O, nie! Nie! Kto buduje bez Boga, stawia dom na piasku!

Wiecie, kto wychowywał dobrze? Blanka, matka świętego Ludwika, króla francuskiego, która często mawiała do syna: „Dziecko moje, kocham cię, jak tylko może kochać matka, ale wolałabym cię widzieć konającego u moich nóg, niż gdybyś kiedykolwiek popełnił choćby jeden jedyny ciężki grzech”. Później wyznał święty król, że te słowa matki były mu wśród pokus tarczą obronną. Widzimy nieraz głęboki wpływ religijnych matek na dusze swoich dzieci. Jako dowód wystarczy wymienić wielkich świętych Kościoła, z których wielu świętość życia zawdzięcza swoim matkom; tak np. św. Augustyn – św. Monice, św. Grzegorz Wielki – św. Sylwii, św. Bazyli Wielki – św. Emilii, św. Benedykt – św. Abundancji, św. Dominik – św. Joannie, św. Gertruda – św. Elżbiecie itd.

Razu pewnego zapytała Ludwika Windhorsta, wielkiego męża stanu niemieckiego, jego znajoma: „Chciałabym się fotografować. W jakiej pozie uważa pan, że wyszłabym najlepiej?” Wybitny i głęboko religijny polityk odpowiedział: „Niech się pani da fotografować, kiedy składa pani rączki swojego dziecka do modlitwy. Jest to najpiękniejsza poza, jaką sobie mogę wyobrazić dla matki”.

Bracia! Czy chcecie mieć dobre dzieci? Czy chcecie, byście w ich oczach mogli ujrzeć głębię duszy? Chcecie dzieci bez skazy, które by nie uległy pokusom wieku dojrzewania? Chcecie dzieci, które by przestrzegały czwarte Przykazanie? Więc szanujcie ich dusze, wychowujcie je z Bogiem, wychowujcie je w duchu trzech myśli jednego z niemieckich poetów: Bóg jest moim celem, Bóg jest moim świadkiem, jest moją nagrodą!
Rodzice, szanujcie dusze waszych dzieci!

 

II.

Oszczędzajcie wasze dzieci.

Tytus, cesarz rzymski, miał jelenia, który otrzymywał co dzień pożywienie w ogrodzie, a poza tym mógł cały dzień swobodnie biegać po lesie. By nie zabito jelenia, powiesił mu cesarz na szyi złoty łańcuch z napisem: „Noli me tangere, Caesaris sum!” – „Nie dotykaj mnie, jestem własnością cesarza!”

Rodzice, pamiętajcie, że dziecko jest własnością Boga: w duszy każdego ochrzczonego dziecka jest wyryty obraz Chrystusa Pana: nie dotykajcie go brutalnymi rękami!

a) Dobrze, że nauczanie religii w szkołach stało się bez porównania głębsze, gruntowniejsze i bardziej życiowe, aniżeli było, choćby kilkadziesiąt lat temu. Kto ma ucznia, lub uczennicę w szkole średniej, wie o tym dobrze. Przyglądnijcie się pracy gorliwych katechetów, którzy nie poprzestają na odbyciu obowiązkowych godzin, ale cały wolny czas poświęcają młodzieży: bądź w sodalicji Mariańskiej, bądź w harcerstwie; którzy chodzą razem z młodzieżą na wycieczki i w rozmowie w cztery oczy kształtują charakter wychowanków… Nic dziwnego, że gorliwość katechetów porywa gorące dusze młodzieży, nic dziwnego, że obecnie wśród młodzieży szkolnej daleko silniej tętni życie religijne, aniżeli dawniej.

Ale tu właśnie trzeba stwierdzić smutny fakt: że niektórzy rodzice patrzą na to niechętnie, bez zrozumienia, i religijność dziecka nie ma poparcia tam, gdzie najbardziej powinna go doznać.

Powiem zupełnie otwarcie, o czym myślę: W duszach wielu dzieci toczą się prawdziwe walki, kiedy widzą – a na pewno widzą!– że tak mało zachowuje dzisiejsze społeczeństwo, ba nawet ich właśni rodzice, zasady, których się uczą w szkole na religii. Rodzice, którzy przeklinają, którzy się nie modlą! Rodzice, którzy nie chodzą do spowiedzi, ani do Komunii świętej! Smutno nawet mówić, że wiele dzieci nie na w rodzicach dobrego przykładu! Zapewne może się powtórzyć w wielu rodzinach to, co zdarzyło się niedawno w jednej. Dziecko zapytało matki: „Mamo, kiedy będę taki duży, jak mój ojciec?” „A dlaczego chciałbyś być taki duży?” – spytała matka. „Bo wtedy nie musiałbym się modlić!” – brzmiała straszna odpowiedź.

Rodzice, oszczędzajcie duszę dziecka, nie wyrządzajcie w niej spustoszenia!

b) Rodzice burzą spokój dziecka i wtedy, gdy nie zgadzają się między sobą w poglądach na wychowanie, gdy jedno działa na niekorzyść drugiego, jest nieustępliwe, a przez to uniemożliwia harmonijne wychowanie.

Przytoczę kilka słów z listu pisanego przez matkę do syna, który jest w internacie. Dochodziły ją smutne wieści o jego złym zachowaniu się, a właśnie zbliżały się ferie, i syn bał się surowego ojca. Matka pisze do niego w ten sposób: „Kochany, złoty syneczku! Nie obawiaj się niczego! Ojca już błagałam, żeby się na ciebie nie gniewał. Teraz, co drugi dzień gotuję naleśniki z serem (wiesz, że je tak lubi…), a chrzestna matka ciągle obrabia ojca… przesyłam ci tymczasem 10 złotych na drobne wydatki (ojciec o tym nie wie!), tylko się nie obawiaj niczego, mój mały koteczku!…” W ten sposób pisze matka, i „kotek” rzeczywiście nie będzie się bał niczego! Ale czy można w ten sposób wychowywać?!

Naturalnie, że tak robią i ojcowie, gdy biorą w obronę córki, skarcone przez matkę. Czy takie postępowanie nie jest podkopywaniem powagi rodzicielskiej?

Albo, czy nie osłabia powagi, jeśli rodzice wyróżniają jedno dziecko na niekorzyść innych? I to nie dlatego, że jest bardziej posłuszne (bo to byłby jeszcze słuszny powód), ale dlatego, że jest najmniejsze, że ma piękną twarzyczkę, że się im więcej podoba! Myślą, że rodzeństwo tego nie zauważy.

Również podkopuje powagę, jeśli rodzice postępują według swojego widzi mi si ę , kieruj ą c si ę nastrojem w wychowaniu! Prawda, że wiele rzeczy dokucza dzisiejszemu człowiekowi, całe nasze życie ujemnie działa na nasze nerwy, ale człowiek musi panować nad sobą, chcąc być wychowawcą; a zwłaszcza rodzice nie powinni się powodować nastrojami. Czasami, kiedy ojciec jest w dobrym humorze – pozwala dziecku na wszystko; innym znów razem, za małe psoty ostro karze, bo jest w złym usposobieniu.

Czy wynikają stąd jakie szkody? – zapyta ktoś. Owszem, bardzo wielkie: dziecko z niedowierzaniem będzie patrzyło na ojca, jak turysta na barometr, i według tego, jaka będzie pogoda, piękna, czy zła, ubiera się na wycieczkę. Dziecko będzie patrzyło na rodziców, jako na chorągiewkę, skąd wieje wiatr. Nie będzie dla nich miało szacunku! Bo czy patrzy się z szacunkiem na barometr, albo na chorągiewkę?
Rodzice, szanujcie wasze dzieci!

 

III.

Rodzice, kochajcie wasze dzieci!

Rodzice, kochajcie dzieci, ale nie kosztem ich własnych dusz! Bracia! Kogo mam teraz na myśli? Dwie matki, które żyją w dostatkach i sądzą, że prowadzą życie naprawdę religijne, ale w żaden sposób nie mogą pogodzić się z tym, że Bóg jedno z ich dzieci powołuje do swojej służby.
Syn jednej chce zostać kapłanem!

„O, nie! Na to nie pozwolę! Nie mówiłabym nic, gdyby to córka… uparła się żyć w klasztorze… Ale kapłan jest bardzo samotny! A to chłopiec szykowny, stworzony do życia, zdolny i miałabym go oddać? Nie, tego Bóg nie może ode mnie żądać… Mamy mały rodzinny mająteczek, syn zostanie na gospodarstwie w domu!” – W ten sposób mówi jedna z matek i czeka, żeby jej przyznano słuszność.

Przychodzi druga matka: „Proszę sobie wyobrazić, córka moja chce iść do klasztoru! Zrobiła takie postanowienie, i o niczym innym nie chce słyszeć. Na to nie można się przecież zgodzić! Gdyby to był syn, i chciał zostać księdzem, to jeszcze! Życie kapłana nie jest tak odcięte od świata!… Kapłan przebywa między ludźmi… Ale klasztor! Córka jest tam dla mnie stracona!… Umarła… O, nie! Tego dobry Bóg nie może żądać!” – mówi i myśli, że przyznam jej rację.

Otóż – matki, rodzice – chociaż rozumiem ból rodzicielskiego serca, żegnającego dzieci, czy mogę wam przyznać rację?! Czy nie wiecie, że Bóg ma pełne prawa do ludzkiego życia: może zabrać dziecko nie tylko do ołtarza, do klasztoru, ale i na cmentarz! Bracia! Tak, i tam je może zabrać! Czy tak byłoby lepiej?

„Ale kiedy to chłopak zgrabny, zdolny do życia, jakże go mam dać na księdza?” Kogo więc chcielibyście przeznaczyć do stanu kapłańskiego? Kłodę? Kalekę? Idiotę? Taki miałby bronić Chrystusa w dzisiejszych przewrotnych czasach? Chcecie naśladować Kaina, który parszywą owcę i ułomnego kozła ofiarował, Bogu? Tu i tam słyszy człowiek słowa skargi z ust wiernych: „Ach od naszego księdza spodziewaliśmy się czegoś więcej…” Jesteście niezadowoleni? Daliście chociaż jednego kapłana Kościołowi? Jak wychowacie dzieci, tacy będą kapłani!

Przytoczę, Bracia, jedno zestawienie statystyczne, a ogarnie was przerażenie! Ile jest szkół powszechnych w Budapeszcie? Sto dwanaście. A ilu jest w nich katechetów? Trzech! Powtarzam: w Budapeszcie tylko w trzech szkołach powszechnych jest katecheta – kapłan! A w pozostałych stu dziewięciu? Wszędzie katechetki wykładają religię! Dlaczego? Dlaczego nie przyśle arcybiskup ostrzychomski katechetów? Bo nie ma księży! Nie ma dostatecznej liczby kandydatów do seminarium! Jak to? Czy Bóg nie powołuje do stanu kapłańskiego? Ależ owszem, powołuje, ale często rodzice stoją na przeszkodzie…

Rodzice, kochajcie swoje dzieci, ale nie ze szkodę dla ich własnych dusz!

W ostateczności, o co ci chodzi, czy nie o szczęście twojego dziecka? A może ono na tej drodze będzie szczęśliwsze?! Czy masz prawo mu bronić?
Pozwólcie, że powiem jeszcze jedno. Bracie, jeśli smucisz się, że syn twój został kapłanem, albo, że córka poszła do klasztoru, wierz mi, że na sądzie ostatecznym więcej będziesz miał z tego zysku, niż gdyby syn twój został właścicielem majątku i dokupił jeszcze 100 hektarów ziemi; niż gdyby twoja córka nie wiem jaką zrobiła partię. Wierz mi! 

Rodzice, kochajcie swoje dzieci, ale nie ze szkodą dla ich dusz! 

 

*** 

Kochani Bracia! Dzisiejsze kazanie rozpocząłem przykładem nowoczesnej matki, która zaniedbuje wychowania dzieci. Na zakończenie opowiem też nowoczesną historię o matce, która starannie wychowała dziecko. 

A miało to miejsce nie przed wiekami, ale przed kilku laty. Opis tego zdarzenia znajduje się nie w starych księgach, ale w dziennikach, gdzie zamieszczono opowiadanie o pewnej matce z Meksyku i o jej 18 – letnim synu. Bracia, opowiem wam tę historię, gdyż dziś mówiliśmy o obowiązkach wychowania dzieci, o tym, że rodzice powinni dbać nie tylko o rozwój fizyczny, o zdrowie, o wykształcenie dzieci, ale powinni troszczyć się przede wszystkim o ich dusze! 

Niedawno w Meksyku srożyło się prześladowanie katolików, przypominające czasy Nerona. W jednym stanie meksykańskim, w Jalisco, w imię „tłumienia rewolucji” schwytano 18 – chłopca, którego starano się zmusić, by zawołał: „Niech ginie Chrystus!” 

- Tego nie mogę zrobić, jestem katolikiem – bronił się chłopiec.
- A więc jesteś rewolucjonistą?
- Rewolucjonistą? Nie! Nigdy nim nie byłem. Tego mi nikt nie dowiedzie, ale jestem katolikiem i nigdy nie wyprę się Chrystusa! 

Porwano wtedy chłopca, przywiązano do samochodu ciężarowego, i puszczono motor. Wloką za wozem nieszczęśliwego, broczącego krwią, pokrytego ranami i kurzem ulicznym. Rodzice jego, byli w domu. Na chwilę zatrzymano auto, jeszcze jedną próbę chcą zrobić. 

- Wołaj: Niech żyje Calles! – (wódz partii wrogiej Kościołowi).

A chłopiec z całej siły woła: „Niech żyje Chrystus!”

Wtedy rzucono się na niego z bagnetami, może to go zmieni… Tymczasem pobiegła jakaś kobieta do mieszkania matki chłopca z wiadomością: „Chodź prędko; chcą, żeby twój syn wyparł się wiary”. Przychodzi drżąca matka. Jej syn, jej 18 – letni kochany syn tarza się w kałuży własnej krwi i w błocie ulicznym!

Następuje wstrząsająca scena. Matka schyla się nad synem, który wije się w boleściach, i głośno woła: „Choćby cię nawet chcieli zabić, nie wypieraj się wiary! Wiara więcej warta niż życie! Niech żyje Chrystus Król! ” Syn robi ostatni wysiłek, powtarza za matką: „Niech żyje Chrystus Król!…” i umiera… na ulicy… w oczach matki.

Bracia! Działo się to w roku 1927 po Narodzeniu Chrystusa Pana.

Matki, ojcowie, rodzice chrześcijańscy! Słuchajcie wołania matki – bohaterki: Wiara więcej znaczy niż życie! Amen.

 

Szukaj

pomóż tej stronie

Szanowny Gościu, jeżeli możesz, zamieść proszę u siebie jeden z linków prowadzących do tej strony.

Wybierz link do zamieszczenia

Wymienię się linkami

.mp3

October 2017
Mo Tu We Th Fr Sa Su
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5