(O piątym przykazaniu) O obronie życia cielesnego

 

Kochani Bracia w Chrystusie!

Słynny malarz XVII stulecia, Hiszpan Murillo, namalował ciekawy obraz świętego Jana Bożego w chwili, gdy opiekuje się chorymi. W ciemną noc niesie święty chorego na plecach, a przed nim kroczy Pan Jezus z latarnią w ręku, rozjaśniając drogę w ciemnościach…

Bracia! Każdy z nas dźwiga na swoich barkach takiego chorego. Dźwigamy ciężar naszych chaotycznych pragnień, naszą ludzką naturę, skłonną do grzechu, i nasze instynkty, nasuwające nam przed oczy obrazy pełne ułudy i fałszu. Cała nasza natura od czasów grzechu pierworodnego jest ciężko chora i tę chorą naturę mamy przenieść ciemnymi perciami życia ponad przepaście. Szczęśliwy człowiek, któremu światło Przykazań Bożych oświeca drogi życia!

Bo ten, kto chodzi ścieżkami Dziesięciorga Bożych Przykazań, kroczy śladami Chrystusa; a kto kroczy Jego śladami, tego droga ziemska zakończy się w otwartej bramie wiecznej szczęśliwości.

Ale czyż krótkie, z kilku słów zaledwie składające się, Przykazania Boskie mogą naprawdę stać się pochodniami, oświecającymi zawiłe drogi życia ludzkiego? Tak, Bracia! Piąte Przykazanie, które w dzisiejszym przemówieniu zacznę rozbierać, składa się tylko z dwóch króciutkich słów:

Nie zabijaj!” Króciutkie dwa słowa, a jednak – jak zobaczymy – są one zasadniczym regulatorem całego szeregu zagadnień życiowych.

Nie zabijaj!” Człowiek składa się z duszy i z ciała. Nie wolno wyrządzić krzywdy żadnemu z tych elementów. Ale twoim obowiązkiem jest szanować ciało i duszę nie tylko bliźniego, ale również i własną, bo czy można miłować bliźniego, jeśli się samego siebie nie kocha? Przecież to jest miarą, daną nam przez Pana Jezusa: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego” (Mk 12, 31).

W takim oświetleniu zaraz nabierze olbrzymiej wartości w naszych oczach to króciutkie na pozór Przykazanie. Czego wymaga Przykazanie „nie zabijaj?” Wymaga, żebyśmy ani sobie, ani bliźnim nie wyrządzali krzywdy na ciele, ani na duszy.

Piąte Przykazanie jest, ściśle mówiąc szczegółowym rozwinięciem powszechnego Przykazania miłości bliźniego. Dlatego zawiera ono w sobie cały szereg myśli godnych omówienia. Zdaje mi się, ze będę musiał wygłosić 11 kazań, aby wypowiedzieć treść tego, co zawierają w sobie te dwa króciutkie słowa: „Nie zabijaj”.
Na temat pierwszego kazania obierzemy sobie myśl nasuwającą się od same początku: przede wszystkim, co wyrażają słowa Przykazania; „Nie zabijaj?” – To znaczy: nie odbieraj nikomu życia!

I. Jak wysoko ceni Bóg życie cielesne człowieka? Oto pierwsze zagadnienie, którym będziemy się zajmowali w dzisiejszym kazaniu.

II. Jeśli to jasno zrozumiemy, to przekonamy się częściowo dzisiaj a częściowo później, co z tego wynika. Zastanówmy się mianowicie, czy dzisiejsze instytucje społeczne i ogólny pogląd na świat nie jest sprzeczny z myślą Bożą?

 

I.

Kochani Bracia! Wszechmogący Bóg otoczył życie ludzkie obronnym murem piątego Przykazania. Skąd pochodzi ten niezwykły szacunek, że spośród milionów stworzeń żadnego Bóg nie ceni tak wysoko, żadnego nie otacza tak troskliwą opieką, jak człowieka?

a) Odpowiedz daje najpierw Pismo Święte, mówiąc: „…bo człowiek został stworzony na obraz Boga.” (Rdz 9, 6).

Życie jest największą tajemnicą świata. Wiedza ludzka dokonała już wielu odkryć, rozwiązała wiele zagadnień, ale ostatecznie nie wiemy jeszcze, i nigdy się może nie dowiemy, na czym polega istota życia.

Człowiek stworzony jest na podobieństwo boże. W nas, w naszej naturze istnieje jakieś boże piętno, którego brak innym tworom Przy stworzeniu otrzymaliśmy coś w rodzaju bożej iskry, której nam nikt inny dać nie może, a więc i nikt nie może jej nam odebrać. „Patrzcie teraz, że Ja jestem, Ja jeden, i nie ma ze Mną żadnego boga. Ja zabijam i Ja sam ożywiam.” (Pwt 32, 39) – mówi Pan w Piśmie Świętym. Kto targa się na życie ludzkie, ten porywa się na własność bożą. To jest jeden powód, dla którego powinniśmy tak bardzo cenić życie ludzkie.

b) Jest jeszcze inna przyczyna. Ziemskie życie człowieka cenne jest i dlatego, gdyż bez niego nie byłoby życia wiecznego.

Droga doczesnego życia usłana jest smutkiem i cierpieniem. Życie wielu ludzi jest nieprzerwanym pasmem bólów i ciężkich doświadczeń, które wywołują na usta skargę: „Po co człowiek żyje, jeśli musi tyle cierpieć?! Lepiej byłoby się nie rodzić!”
Bracie! Bracie, który się skarżysz! Nie wiesz, co mówisz! Prawda: gdybyś się nie urodził, nie byłbyś cierpiał. Ale i to prawda, że gdybyś się nie urodził, nie miałbyś życia wiecznego! Warunkiem osiągnięcia życia wiecznego jest życie ziemskie, dlatego ma o taką wagę w oczach Boga i dlatego przedstawia tak wielką wartość dla chrześcijanina, jest bowiem terenem zasług na żywot wieczny.

Jeśli teraz zastanowimy się nad obydwoma myślami, to jasno zrozumiemy znaczenie piątego Przykazania.

Życie ludzkie jest iskrą bożą, której nikt uje ma prawa zgasić. Życie ludzkie jest warunkiem danym od Boga w celu uzyskania życia wiecznego. Nikt nie ma prawa kogoś pozbawiać tego warunku. Zarówno chrześcijańskie, jak niechrześcijańskie prawodawstwo wyraźnie wskazuje, że zniszczenie życia ludzkiego, czyli zabójstwo jest jednym z najokropniejszych przestępstw. To też tej części V Przykazania, która głosi, że nie wolno niszczyć niewinnego życia ludzkiego, nie potrzeba więcej uzasadniać. Pojęcie, że nie wolno godzić morderczą ręką na tajemną i świętą istotę życia ludzkiego, przyjęło się już teraz, chwała Bogu, powszechne, i stało się wspólnym skarbem całej ludzkości. Bóg jest Dawcą życia i tylko On ma prawo je odebrać.

 

II.

Co z tego wynika?

Kochani Bracia! Z prawd dotychczas wypowiedzianych wynikają pewne wnioski, które trzeba omówić bardziej szczegółowo. Jeśli Bóg tak ogromnie ceni życie doczesne człowieka, to trzeba zbadać, czy nasze pojęcia, instytucje, zwyczaje z tym się zgadzają. Trzeba zbadać, czy nasze ustawodawstwo społeczne, sądowe, lekarskie i międzynarodowe nie zawiera przepisów sprzecznych, a przynajmniej pozornie sprzecznych z duchem V Przykazania.

Niestety, Bracia, stwierdzić musimy, że są ludzie, którzy w małych i w wielkich rzeczach często sprzeciwiają się V Przykazaniu, że są również zwyczaje społeczne, poglądy, dążenia, które godzą w piąte Przykazanie.
– Nie zabiłem nikogo! – mówi dumnie wielu ludzi. Zastanów się jednak, jak często możesz naruszyć to Przykazanie!

Krzywdę życiu bliźniego wyrządza kobieta, która przyjęła na wychowanie sierotę podrzutka, by potem bogacić się kosztem jego żołądka i zdrowia. Szkodę życiu drugiego wyrządza przekupka, która fałszuje mleko, dodaje gipsu do śmietany, lub miału z cegły do papryki. Godzi na życie drugiego dostawca, który zaopatruje wojsko w obuwie z papierowymi podeszwami i w liche sukno, a zamiast mięsa dosypuje popiołu do blaszanek z konserwami.

A te wszystkie kłótnie? Te ciągłe zatargi między małżonkami, rodzeństwem, pracodawcą i robotnikiem! Wszystko to jest grzechem przeciwko V Przykazaniu. Ale teraz nie o tym będzie mowa. Są sprawy daleko ważniejsze, które należy bliżej zbadać, są wielkie zagadnienia, które decydują o życiu ludzkim, i o których wszyscy musimy mieć jasne pojęcie i należycie je zrozumieć, bo ze smutkiem stwierdzamy, że ludzkość nie czyni dziś starań, by je rozwiązać w myśl V Przykazania. Te wielkie zagadnienia, które dotyczą nas wszystkich, będziemy rozważali w następnych kazaniach pod kątem V Przykazania.

W tej chwili przyjrzyjmy się z bliska takim dwóm wielkim zagadnieniom.

1. Jedno, to zagadnienie kary śmierci. Wiemy, że zdarzają się tak okropne objawy złości ludzkiej, że państwo w myśl prawa karze je śmiercią. A moralność katolicka wcale nie protestuje przeciw temu, że państwo stosuje karę śmierci.

Czy państwo ma rzeczywiście prawo godzić śmiertelnie w życie ludzkie? Czy kara śmierci nie jest sprzeczna z V Przykazaniem? Biorąc sprawę powierzchownie, zdaje się, że tak. Ale tylko na pierwszy rzut oka. „Nie zabijaj” – brzmi Przykazanie Boskie, i jeżeli weźmiemy dosłownie to powiedzenie, kara śmierci jest sprzeczna z Przykazaniem Boskim; ale jeśli tę samą prawdę wyrazimy inaczej: „Nie morduj!”, czyli „nie niszcz życia niewinnego!”, to natychmiast rozumiemy właściwą istotę Przykazania, które nie wyklucza sprawiedliwej kary śmierci, przewidzianej przez ustawodawstwo państwowe.

Ktoś mógłby zarzucić, że takie ujęcie V Przykazania jest naciągane; myli się jednak, gdyż jak widać z Pisma Świętego: ten sam Bóg, który dał Mojżeszowi V Przykazanie „Nie zabijaj”, wskazuje na grzechy (Wj 21, 12), które należy karać śmiercią. W Starym Testamencie zatem sam Pan życia i śmierci zezwolił prawowitej władzy państwowej na stosowanie kary śmierci, a chrześcijaństwo nie odebrało państwu tego prawa, jak wynika ze słów świętego Pawła, który upominał chrześcijan w Rzymie: „Chcesz nie bać się władzy? Czyń dobrze, a otrzymasz od niej pochwałę. Jest ona bowiem dla ciebie narzędziem Boga, [prowadzącym] ku dobremu. Jeżeli jednak czynisz źle, lękaj się, bo nie na próżno nosi miecz. Jest bowiem narzędziem Boga do wymierzenia sprawiedliwej kary temu, który czyni źle.” (Rz 13, 3 – 4).

Bracia! Mówię z naciskiem, że kara śmierci w ręku państwa może być tylko ostatecznym środkiem, którym państwo może się w razie potrzeby prawnie posługiwać. Jeśli część mojego ciała ulegnie zatruciu, staram się ją najpierw leczyć wszelkimi możliwymi środkami, dopiero, gdy wszystko okaże się bezskuteczne, pozostaje amputacja. Jeśli wolno usunąć chorą część ciała, która zagraża życiu całego mego organizmu, wobec tego i ze społeczeństwa wolno usunąć jednostkę, która zagraża życiu innych (św. Tom. 2, 2qu. 64, a. 2).

Naturalnie z chrześcijańskim poglądem zgadzałaby się lepiej taka nietykalność życia ludzkiego, żeby nigdy w żadnych okolicznościach, nikomu nie odbierać życia. Chociaż więc chrześcijańska moralność w pewnych ostatecznych wypadkach pozwala na wojnę – o czym zresztą będę mówił w następną niedzielę – jej ideałem jest jednak: tak wychowywać narody, żeby nigdy nie zaszła potrzeba wojny. Tak samo, chociaż w pewnych ostatecznych warunkach przyznajemy państwu prawo wymierzania kary śmierci, naszym ideałem jest jednak: tak wychowywać jednostki, żeby ich nie trzeba było karać śmiercią.

Z ducha naszej świętej wiary można wywnioskować, że chodzi tutaj jedynie o ostateczną samoobronę. Pośrednio wynika to choćby i z tego, że Kościół uznaje za nieodpowiedniego do stanu kapłańskiego sędziego, który wydał wyrok śmierci, i człowieka, który wyrok wykonał (C. J. C. can 984, 6 i 7 n.) Pragnieniem naszej świętej wiary jest w każdym razie, żeby w ogóle nie stosowano kary śmierci. Ale to jest niestety niemożliwe! Kara śmierci jest potrzebna na tych, którzy planowo godzą i niszczą niewinne życie drugich.

W państwach, w których zniesiono karę śmierci, wzrosła liczba zabójstw. Tym więc filozofom – prawnikom, którzy z przekonaniem, zasługującym na szacunek, sprzeciwiają się stosowaniu kary śmierci, odpowiadamy znanymi słowami Francuzów: „Znieść karę śmierci? Dobrze! Ale niech przód ją zniosą mordercy!”
Tak, jeśli nie będzie morderstw, nie będzie katów państwowych.

2. Eutanazja. Bracia! Skoro i nad tym można się zastanawiać i dysputować, czy prawu państwowemu wolno skazać na śmierć zawodowego złoczyńcę, to już chyba jest bezwzględnym pewnikiem, że nigdy nie wolno godzić na życie człowieka niewinnego! W tej chwili może nie wiecie, co mam na myśli; chcę wskazać na pewne, zupełnie nowoczesne dążenie.

Piąte Przykazanie żąda szacunku dla życia fizycznego. „Kultura ciała!”, „Potrzeby życia cielesnego!”, takie nowoczesne hasła obijają się nam o uszy. W znaczeniu prawnym są to właściwie wymagania chrześcijańskiego programu. Jeszcze nikt nie znał tych haseł, gdy katolicy już budowali mnóstwo przytułków dla starców, dla nieuleczalnie chorych i biednych.

Idźmy jednak dalej: Życie cielesne? Tak – również je szanujemy! Szanujemy do tego stopnia, że cenimy nawet ułomne, stare, nieuleczalne chore organizmy, i aż do ostatecznych granic strzeżemy nikłego promyka życia. Teraz już wiecie, Bracia, że mam na myśli pewną nowość zagraniczną, którą – jak wszystko, co modne – chciano by zaraz stosować.

Jest to tzw. „eutanazja”, czyli zasada „łatwej śmierci”. Kochani Bracia, na czym ona polega? W niektórych państwach – niby w imię miłości bliźniego – zdobywa sobie zwolenników straszny kierunek, polegający na tym, że po urzędowym orzeczeniu lekarskim o ciężkim i beznadziejnym stanie chorego, można stosować silne, uśmierzające ból narkotyki i trucizny, które by sprowadziły spokojną śmierć i w ten sposób przerwały pasmo cierpień.

Głosiciele tych haseł za pomocą wzruszających opisów umieją w nas wmówić, że dla ciężko i nieuleczalnie chorego człowieka jest dobrodziejstwem, jeśli się go prędzej uwolni od życia i daremnych cierpień. „Takie życie i tak nic nie warte!” – mówią. „Po kilku dniach i tak umrze! Po co się więc ma tyle męczyć biedaczysko!” Chcą przeprowadzić ustawę, orzekającą, że kto zabije takiego chorego, postąpi sprawiedliwie i nie może być za to pociągany do odpowiedzialności.

Cóż powiedzieć na te zamiary, Szanowni Słuchacze? Może wielu z was o nich nie słyszało, ale dobrze być już z góry przygotowanym, by wiedzieć, jakie stanowisko zająć, gdyby przypadkiem ktoś u nas chciał szerzyć te okrutne zasady.

Tak! Nie można tego inaczej nazwać, tylko okrucieństwem. Okrucieństwem, które w pierwszej chwili wydaje się czynem szlachetnym, osładzającym dolę bliźniego.

a) Przeciw eutanazji musimy się poważnie zastrzec najpierw z czysto ludzkich, ziemskich względów. Musimy wskazać na nieprzewidzialne objawy zła, które mogą mieć miejsce przy stosowaniu metod „dobrej śmierci”, bądź to z powodu ograniczoności wiedzy ludzkiej, bądź też z tego powodu, że podłość ludzką nie zna granic.

Tak, wiedza ludzka jest ograniczona! Wprawdzie wiedza lekarska miałaby ustalić, czy „urzędowe” zabójstwo może być dozwolone. Czy jednak tak bardzo pewne jest badanie lekarskie? Czy nie znacie ludzi, których lekarze uznali już za straconych, a których mimo to do dziś dnia spotykamy na ulicy?!

A weźmy pod uwagę bezmiar ludzkiej podłości! Co będzie, jeśli niektórzy niecierpliwi spadkobiercy będą sobie życzyli, żeby ich stryjaszek nie odzyskał więcej zdrowia?! Czy sądzicie, że ludzka podłość i chytrość nie znajdzie sposobów na uzyskanie dowodów „prawnego zabójstwa”? Czyż nie widzimy, że przez to otwieramy furtkę strasznym postępkom? Czy nie widzimy, że jeśli w jednym tylko wypadku przerwiemy tamę, broniącą ludzkiego życia, to znikną wszystkie granice?!

A wzięliśmy pod uwagę dopiero względy czysto ziemskie!

b) A jeśli do rozumowych racji dołączymy dowody natury religijnej, jeśli z ciasnych ram ludzkiego myślenia przeniesiemy się w szerokie sfery, które przed naszym życiem odsłonił Pan Jezus! Nigdzie nie spotykamy, żeby Pan Jezus niszczył życie ludzkie; owszem czytamy, że wskrzeszał zmarłych.
„Nieuleczalnie chory i tak cierpi bezcelowo!” – mówią propagatorzy eutanazji!

Co ty wiesz? Czy nie słyszałeś o wypadkach, że człowiek, który żył w grzechach, dopiero na łożu boleści nawracał się do Boga?! Czy nie znasz historii nawrócenia słynnego francuskiego pisarza François Coppée, który powrót do wiary zawdzięcza cierpieniu, „zbawiennemu cierpieniu”, „la bonne souffrance”, których to słów użył potem jako tytułu swojej książki?

Cierpi bezcelowo? A może kto potrzebuje śmiertelnego łoża boleści, żeby zadość uczynić za wiele błędów i upadków swego życia? Może przez te cierpienia odpokutuje część mąk czyśćcowych! Może w tym cierpieniu Pan udzielił mu łaski, o którą jeden wielki święty tak gorąco błagał: „Panie, tu pal, kraj, karz, tylko tam bądź dla mnie miłosierny!” (Św. Augustyn).

Jakim prawem wtrącasz się do planów Pana życia?! Skąd wiesz, że właśnie ta dusza nie potrzebowała oczyszczającej siły cierpień w tych ostatnich kilku godzinach? Czy jest wśród was ktoś, kto nie drży na wspomnienie ciężkich grzechów? Grzechów, z których już się wyspowiadał, za które nie będzie potępiony, ale, za które jeszcze nie uczynił zadość sprawiedliwości, więc czeka go kara mąk czyśćcowych, cierpienia na tym, albo na tamtym świecie.
Bracia! Kto, powodując się źle pojętą litością, skraca życie ciężko choremu, wyrządza mu jak najgorszą przysługę.

Niech nikt nie twierdzi, że chrześcijańska nauka jest okrutna, bo każe choremu cierpieć. Owszem, wolno łagodzić cierpienie chorego odpowiednimi środkami, chociażby go to pozbawiło przytomności, nawet choćby nieco przybliżyło śmierć, ale zabić go wprost nigdy nie wolno! Naprawdę, Bracia, czekać na śmierć z całą świadomością i świadomie złożyć Bogu ofiarę z naszego życia, jest najpiękniejszym zakończeniem życia chrześcijańskiego. Oddać swoje życie do rąk Boga, od któregośmy je otrzymali, test wielką cnotą, na którą możemy się zdobyć tylko raz w życiu.

 

***

Zakończmy na dzisiaj rozbiór V Przykazania. Zakończmy wzmianką o wspaniałym zwyczaju, z którym coraz częściej spotykamy się w kościołach Holandii i Belgii, a które są najpiękniejszym i najstosowniejszym przykładem na poparcie naszych zasad. Nie przerywać nici żywota, ale wzmocnić duszę chorego. – Oto wspaniała myśl chrześcijańska.

Po miastach i wioskach Holandii i Belgii od kilku lat wchodzi w życie rzewny zwyczaj wspierania chorych katolików. Dobrze wiadomo, że od cierpień cielesnych nieraz daleko więcej boli przygnębienie duchowe i poczucie osamotnienia; przytłacza ono duszę chorego, który nieraz całymi miesiącami jest pozbawiony kościoła, sakramentów świętych i kazań. Dobrze pojęta miłość bliźniego spieszy wtedy z pomocą. Urządza się „Dzień chorych”: ludzie zamożni oddają swoje powozy, samochody, by można było przenosić chorych do kościoła, razem z ich łóżkami i krzesłami.

Zeszłego roku latem, w stolicy jednego z arcybiskupstw belgijskich, w Tournai, był właśnie taki „Dzień chorych”. W nawie kościelnej długimi rzędami leżeli chorzy; wzrok ich był skierowany na główny ołtarz, przy którym miejscowy arcybiskup odprawiał mszę świętą na intencję ich wyzdrowienia. Po Ewangelii wszedł po omacku na ambonę ojciec jezuita i – sam ślepy – wygłosił porywające kazanie o wpływie światła Ewangelii na cierpiących i o wartości cierpienia ze względu na życie wieczne! Podczas rozdawania Komunii świętej arcybiskup opuścił ołtarz, idąc z Panem Jezusem między chorych i krzepiąc każdego świętym Ciałem…
Bracia! Nie, nie trzeba niszczyć życia chorych, ale wzmacniać ich dusze! Pomyślcie, w jakim nastroju wrócili ci chorzy do swoich domów! Może dolegliwości ciała w dalszym ciągu tak samo im dokuczały, ale za to wzmocniła się siła ich dusz. Nie zmieniły się cierpienia chorego, ale otworzyły się duchowe źródła, przyczyniając się do ich spokojnego i pokornego zniesienia.

Panie Boże, udziel nam cierpliwości do pokornego znoszenia wszelkiego rodzaju chorób; w ostatniej zaś naszej chorobie pomóż nam, o Boże, byśmy z dziecięcą ufnością złożyli swoją duszę w Twoje miłosierne, ojcowskie ręce! Amen.

 

Szukaj

pomóż tej stronie

Szanowny Gościu, jeżeli możesz, zamieść proszę u siebie jeden z linków prowadzących do tej strony.

Wybierz link do zamieszczenia

Wymienię się linkami

.mp3

September 2017
Mo Tu We Th Fr Sa Su
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1