(O piątym przykazaniu) O samobójstwie

 

Kochani Bracia w Chrystusie!

Jakąż wielką sensację wywołała przed kilkudziesięciu laty wieść, że książę Pignatelli, wieczorem przed ślubem, zastrzelił się w Neapolu, w domu przy biurku. Na stole leżała książka Nietzschego, znanego zagorzałego przeciwnika moralności Chrystusowej. Nie wiadomo, jakie były ostatnie myśli nieszczęśliwego, zanim targnął się na własne życie. Może czytał Nietzschego, który depcze chrześcijańską wiarę i moralność? – Nie wiadomo.

Ale była w tym samobójstwie pewna ciekawa okoliczność, nad którą warto się zastanowić.

Mianowicie stary lokaj, z którym książę w dziecinnych latach nieraz wspólnie się modlił, gdy zobaczył na perskim dywanie w wykwintnym pokoju zwłoki swojego pana, dokonał osobliwego odkrycia. Nad biurkiem od dawna wisiał przepiękny obraz Najświętszej Panny Marii. Obecnie obraz ten wisiał odwrócony twarzą do ściany! Bez wątpienia, że odwrócił go książę, zanim odebrał sobie życie W chwili ostatecznej decyzji na pewno czuł, że dopóki spoczywa na nim wzrok Najświętszej Panny, nie będzie się mógł odważyć na tak straszny czyn.

Bracia! W czterech poprzednich kazaniach, roztrząsających V Przykazanie, była mowa o wartości życia naszych bliźnich. Dzisiaj zaczynamy mówić o V Przykazaniu, jako o stróżu naszego życia cielesnego. Opowiadając we wstępie tę dziwną historię, zrobiłem to nie tylko w tym celu, żeby wskazać, że dziś będę mówił o samobójstwie, ale i dlatego, że uderzyło, mnie dziwne zachowanie się księcia – samobójcy, który odwrócił obraz Najświętszej Panny Marii, gdyż wskazuje ono najskuteczniejsze lekarstwo przeciwko samobójstwu.

Dzisiejsze moje kazanie ma trojakie zadanie: 1) zwrócić uwag ę na wielkie rozmiary zła; 2) zbada ć jego przyczyny i 3) znaleźć lekarstwo, by przy jego pomocy choć częściowo unieszkodliwić tak dzisiaj rozpowszechniony okropny grzech.

 

I.

Epidemia samobójstw.

Kto zna historię cywilizacji ludzkiej, wie, że chwila, w której człowiek zaczyna tracić wiarę w wartość życia i jego cel, była zawsze oznaką dekadencji społecznej, upadku i zgnilizny. Jeśli tak jest, to groza nas ogarnia na widok upadku wartości w dzisiejszym życiu. W społeczeństwie współczesnym, jak epidemia, szerzy się coraz bardziej straszny grzech samobójstwa. Właściwie nie ma warstwy społecznej, wolnej od tej zarazy. Popełniają samobójstwa biedni i bogaci, chorzy i zdrowi, starzy i młodzi, a nawet dzieci.

Gazety przepełnione są wiadomościami o samobójstwach, a co najgorsze – nawet już nas to bardzo nie wzrusza. W czasach obecnych każdy jest nerwowy – ale gdy ktoś zatrzaśnie za sobą drzwi życia, kiedy z łoskotem rozbiło się czyjeś życie, nie wzrusza to nas wcale. W samym Budapeszcie przeciętnie 8 – 10 osób dziennie targa się na swoje życie, a czy się tym kto wzrusza?

Bardzo smutny obraz przesunie się nam przed oczami, gdy przebiegniemy w myśli szeregi krwią zlanych samobójców, o zapadniętych twarzach. Obok samobójców – mężczyzn, ujrzymy kobiety, starców i dzieci. Obok wielkomiejskich ofiar widzimy trupy z wieśniaczych chat i lepianek. Widzimy tych, którzy zabili się po długim i spokojnym zastanawianiu się, widzimy samobójców z afektu, pod wpływem napadów wzruszenia. Był wypadek, że jakaś panna odebrała sobie życie, bo zdechł jej kanarek. Inna znów pozbawiła się życia, bo krawcowa nie zrobiła jej na czas sukni balowej, trzecia, ponieważ się jąkała, czwarta, ponieważ miała z długi nos… Samobójcy: ofiary Bacchusa, starorzymskiego bożka wina i hulanek… Samobójcy: ofiary Wenery, pogańskiej bogini rozpusty.

Obok biednych, bogacze. Czasami zrozpaczony nędzarz, gnany głodem, rzuca się do Wisły, kiedy indziej zaś czytamy, że zastrzelił się młody Rotschild. Można nawet stwierdzić, że wśród zamożnych jest o wiele więcej samobójstw, aniżeli wśród ludności ubogiej. Popełniła samobójstwo biedna dziewczyna, stenotypistka, która nic nie posiadała, ale nie brak samobójczyń i wśród gwiazd filmowych, które we wszystko opływają. Niedawno podawały gazety wprost nie do wiary wieść o samobójstwie pewnej młodej znakomitości filmowej. Publiczność za nią przepadała. Była młoda, piękna – posiadała żywy temperament i majątek. Czego chcieć więcej? Czy jeszcze czegoś brak do szczęścia?

Zdaje się, Bracia, że tak! Wieczorem bowiem, o godzinie dziesiątej, wróciła do swego wspaniałego mieszkania, w którym ze wszystkich ścian uśmiechały się do niej całe galerie dedykowanych jej obrazów… Z błędnym i bolesnym uśmiechem rzuciła na nie ostatnie spojrzenie… Potem wzięła rewolwer i kulą przeszyła swe serce… Ludzie ze zdziwieniem pytali: dlaczego? Dlaczego? Przecież „miała wszystko!” Tak! Miała willę, samochody, toalety…, ale opanowała ją pewnego razu chwila zastanowienia, kiedy ze zgrozą spostrzegła gorejące w pustce duszy słowa mędrca Salomona: „Vanitas vanitatum et omnia vanitas – marność nad marności i wszystko marność”.

Ale moim głównym zadaniem, Bracia, nie jest, bym jeszcze bardziej wyolbrzymiał ponury obraz samobójczej zarazy. To, co powiedziałem, niech wystarczy. Właściwym moim zamiarem jest zbadać przyczyny, które obniżyły wartość życia ludzkiego, i które każą człowiekowi godzić na swoje życie, żeby, po ich zbadaniu, znaleźć lekarstwo. Jakież to są przyczyny, które prowadzą naszych nieszczęśliwych współbraci do tak rozpaczliwego kroku?

 

II.

Przyczyny samobójstwa.

Przyczyny samobójstwa są częściowo natury uczuciowej, częściowo natury gospodarczej. Zawiedziona miłość, uczeń spalony przy egzaminie, wdowa, hulaszczy mizantrop, starzec ciężko chory, złodziej, którego przyłapano – oto ludzie, którzy pod wpływem uczuciowego napięcia szukają śmierci. Bogacz, który strącił majątek, ojciec rodziny, walczący z nędzą, młodzieniec, któremu się nic nie wiedzie: popełniają samobójstwo z powodów natury gospodarczej. Wszystko jedno, Bracia! Nasza święta wiara nie uznaje położenia, w którym by rozmyślnie popełnione samobójstwo nie było ciężkim grzechem przeciwko V Przykazaniu boskiemu! Samobójstwo, popełnione w jakichkolwiek warunkach, jest buntem, obrazą Majestatu: nadużyciem prawa, należącego wyłącznie do Boga.

Nie chcemy wydawać sądu o was, nieszczęśliwi Bracia, którzy odrzuciliście największe dobro ziemskie, jakie można otrzymać od Boga! Sąd należy do Boga, On wie, do jakiego stopnia byliście odpowiedzialni w tej okropnej chwili… Ale, Bracia! Protestujemy w imię życia ludzkiego, w imię sił narodu, w imię powagi V Przykazania boskiego przeciwko romantycznej, uczuciowej gloryfikacji samobójstwa na łamach pism i przeciwko fałszywemu mędrkowaniu ludzi z tzw. towarzystwa, którzy ośmielają się bronić samobójstwa! Bo i tego czynić się nie wahają!

1) W towarzystwie ludzi inteligentnych, uczonych, często się słyszy takie lub podobne słowa: „Popełnił samobójstwo – biedny… Nie ma w tym nic gorszącego. Pozbawił się życia, bo ono przynosiło mu tylko cierpienie… Popełnił samobójstwo, bo nie mógł podołać swoim długom! Opuścił teatr, bo nie był ciekawy dalszego ciągu dramatu. Czy można się tym gorszyć?”

Czy można się tym gorszyć? Tak, można! Twórca może zniszczyć jakiś swój nieudany posąg, obraz, dom – lecz może go i naprawić, zrobić nawet nowy na jego miejsce; ale burząc gmach życia ludzkiego, zamykamy wszelką możliwość naprawy.

Można współczuć z nieszczęśliwym życiowym rozbitkiem, można litować się i żałować samobójców, ale pamiętajmy o tym, że: samobójstwo jest grzeszną, tchórzliwą ucieczką! Winien był szukać wyjścia z beznadziejnie zagmatwanej sytuacji, najcięższy grzech powinien był odpokutować życiem, i zrobić wszystko możliwe, by za przewinienia zadośćuczynić.

Są ludzie, którzy inaczej rozumieją, którzy twierdzą, że istnieją pewne grzechy, których nie można w inny sposób naprawić, jak tylko przez śmierć samobójczą.
Chciałbym ich nakłonić do zastanowienia się przez chwilę: Jakież zadośćuczynienie daje samobójca, pozbawiając się życia?! Żadnego! Natomiast dałby je, gdyby pozostał przy życiu i zniósł walące się nań upokorzenia z powodu jego złego czynu i całą siłą woli dążył do poprawy! Tak! Powinien odejść ze świata, ale nie samobójczo, tylko spokojnie, po życiu pełnym ofiar i cichego poświęcenia.

Człowiek nie ma prawa wymykać się tchórzliwie z szeregu żyjących i zostawić ludzi, którzy mają do niego pewne prawa. Czy nie większym i godniejszym człowieka bohaterstwem jest: zacisnąć zęby i zmusić siebie do pracy, mówiąc: „Będę dalej walczył i pracował, aż powoła mię Bóg, który jedynie ma prawo uwolnić mię z posterunku życia!”?

Czytałem o pewnym ojcu, który z powodu uciążliwych trosk po zbawił się życia. Pozostała po nim biedna wdowa, która mężnie stanęła do walki z życiem i wychowała z wielkim trudem wszystkie sześcioro pozostawionych przez niego dzieci. Osądźcie, Bracia, które z tych dwojga ludzi zasługuje na szacunek?
Być samobójcą – załamać się w walce z życiem – to grzech pogański. Stawiać czoło wichrom życia – to cnota chrześcijańska!

2) Ale spotykamy się z innymi argumentami.

„Co komu do tego?! – mówi ą – Tu chodzi o moje własne życie. Robię z nim, co mi się podoba! Życie jest darem, a dar można odda ć z powrotem…”
Mylisz się, Bracie. Życie nie jest twoje w tym znaczeniu, że możesz z nim robić, co ci się podoba… Nie! Nie zabijaj, nie morduj! Samobójca jest również mordercą, bo odbiera życie, którego sam sobie nie wziął. Burzy kościół, którego nie zbudował. Nadużywa praw Tego, który w Piśmie Świętym mówi o sobie: „Patrzcie teraz, że Ja jestem, Ja jeden, i nie ma ze Mną żadnego boga. Ja zabijam i Ja sam ożywiam” (Pwt 32, 39).

Życie jest darem? Tak, częściowo masz rację. Ale życie jest nie tylko darem, ono jest również obowiązkiem! Swoim życiem muszę wypełniać plany Stwórcy tak długo, aż On uwolni mnie przez śmierć od obowiązków.

3) „Ale spotkał mnie cios, którego nie mogę przeżyć ! Straciłem cały majątek… W ciągu roku pochowałam męża i dorosłego syna. …”

Cóż odpowiedzieć na taką skargę?

Bo trudno tu coś odpowiedzieć. Nic tu nie pomoże, tylko głęboka, prawdziwa wiara. Spotkała cię straszna klęska? Przypomnij sobie swoje dawniejsze życie. Czy nie ma tam żadnej wady, grzechu, błędu? Może w twoim dawnym życiu istnieją ślady jakiegoś strasznego grzechu, za który łaskawość Boża – tak:
łaskawość – chce, abyś w ten sposób odpokutował?

Powiedz, że nie ma, Byłeś zawsze wiernym synem Boga, pełniłeś zawsze Jego wolę…
I to jeszcze niczego nie dowodzi! Czy wiesz, co ma na myśli Bóg, gdy dopuszcza na ciebie tę karę? Może chce pogłębić twoją duszę… pomnożyć twoje zasługi… Nie wiesz, czego On chce. Módl się tedy: „Bądź wola Twoja…”

Bracie, który wijesz się w bólu, cierpieniu i skardze, zastanów się nad tym, co ci teraz powiem! Zastanów się, czy będzie Ci lepiej, jeśli popełnisz samobójstwo? Czy samobójstwo ci pomoże? Było ci źle, i uciekasz. Ale dokąd? Do wiecznej nędzy! Czarny świat kłębi się koło ciebie – uciekasz przed nim. Ale dokąd? Do wiecznej ciemności! Spotkała cię hańba, straciłeś wiarę u ludzi – uciekasz przed nimi. Czy spokojnie staniesz przed sędzią wiecznym za swymi grzechami, za które nie uczyniłeś zadość? Ciężki jest rachunek, gdy powołuje nas przed Swój sąd sam Bóg, a jakiż będzie twój, jeśli niewołany, staniesz przed Jego Trybunałem?!

Nie tylko chrześcijanie, ale i poganie wierzyli, że sprawiedliwość boska dosięgnie samobójców karą wieczną. Starożytni Grecy uważali samobójców za buntowników przeciwko bóstwu i zaliczali ich między potępionych. Zapytaj dowódcy, jaki los czeka żołnierza, który nie wytrwał na stanowisku, wyznaczonym mu przez niego, ale tchórzliwie uciekł? Bóg pozostawił cię na posterunku życia – i tylko On ma prawo cię odwołać!

 

III.

Lekarstwo przeciwko epidemii samobójstw.

Przechodzimy do trzeciej części naszego kazania: do szukania lekarstwa, którym moglibyśmy położyć tamę szerzeniu się tego grzechu.

Niewątpliwie różne są rodzaje samobójstwa, ale jeśli badamy ich źródła, dochodzimy do przekonania, że wszystkie, dają się sprowadzić do jednego: do zachwiania podstaw religijnych do braku wiary w Boga.

1) Każdy przyzna, Bracia, że obecnie panuje okropna nędza. Z dnia na dzień trzeba wytężać siły, uganiać się wprost nieludzko… za coraz to dalej uciekającym szczęściem…

Zadam wam jednak pytanie:
Czy przedtem nie było nędzy? Nie było walki? Może rajem było życie ziemskie człowieka? O, nie! To prawda, że nie tak burzliwie pieniły się gorzkie wody oceanu, jak zwykliście symbolicznie zwać życie, ale zawsze było ono walką. Odkąd z chmur pada deszcz, odtąd oczy ludzkie roszą się łzami.

Dawniej jednakby jeden filar, który się nie chwiał. W duszy dawnego człowieka sterczała wyniosła skała, o którą rozbijały się nawet najsroższe fale. Co za skała? Religijność! Ona wstrzymywała rękę samobójcy, ona nie pozwalała rzucić się człowiekowi w nurty wody, ona stanowiła przeszkodę dla samobójstwa. Przeszkody te tym prędzej się łamią, im prędzej ginie w duszy ludzkiej uczucie religijne. W miarę upadku religijności wzrasta pęd do samobójstw.

Do takiego śmiałego twierdzenia uprawnia nas „historia samobójstw”. Samobójstwo grasowało epidemicznie w czasach staro – i nowopogańskich. Natomiast od czasów powstania chrześcijaństwa aż do początków nowożytnej epoki, czyli do końca epoki, w której głębiej rozumiano chrześcijańską katolicką wiarę, samobójstwo prawie, że się nie zdarzało. A nie brak było i wtedy nędzy, zawodów miłosnych, nieuleczalnych chorób, ale ludzie wierzyli, że nie życie doczesne jest życiem prawdziwym, ale to, które zdobywamy przez trudy ziemskie. Wierzyli w obietnicę Chrystusa Pana: „Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony” (Mt 10, 22), i: „Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien.” (Mt 10, 38).

2) Teraz postarajmy się dać odpowiedź na pytanie: Gdzie znajdziemy lekarstwo?

W społeczeństwach musi powstać ożywiony ruch przeciw samobójstwom, muszą być poczynione zarządzenia w obronie życia, trzeba ustaw, które by zabraniały rozwałkowywać korespondentom pism wypadki samobójcze, sugerować duszę bardziej wrażliwych czytelników artykułami, ociekającymi fałszywym romantyzmem samobójstwa… Tak, to wszystko potrzebne, ale jeszcze nie wystarcza, bo nie niszczy zła z korzeniem.

Gdzie tkwi korzeń zła?
W błędnym pojmowaniu życia przez człowieka zachwianego w wierze. W błędnym mniemaniu, które stało się opinią publiczną, że człowiek żyje na świecie po to, żeby mu się dobrze powodziło, żeby używał i bawił się. „Jeśli życie ściele mi drogę różami, to idę naprzód, jeśli daje tylko kolce, to się z nim rozstaję”. Dla człowieka wierzącego życie jest okresem próby, zapewniającej wieczność, toteż w żadnym wypadku go nie porzuci. Celem życia człowieka niewierzącego jest przyjemność, a skoro mu jej życie odmówiło, to nie ma już dla niego sensu.

Kto silnie wierzy w Opatrzność Bożą, to choćby nawet cierpiał nędzę i niedostatek, będzie jednak walczył, pełen ufności, będzie borykał się z życiem, będzie pracował może ze łzami w oczach, skrwawionymi przez trud dłońmi, ale nie popełni samobójstwa. Kto wierzy, że i chorobą i cierpieniem można zyskać zasługę u Boga – to chociażby lekarze uznali go za „nieuleczalnie chorego”, nie odrzuci od siebie resztek życia. Kto wierzy, że z lekkomyślnie zmarnowanego życia należy zdać ścisły rachunek, ten nie będzie samobójcą, ani z powodu zawodu miłosnego, ani z powodu niefortunnych egzaminów. Młodzieniec, który żyje według woli Bożej, nie pogrąży się w bagnie nieczystości, której kresem jest wstrętny przesyt i samobójstwo. Małżonkowie, którzy wzajemnie wybaczają sobie wady, jak tego chce Bóg, nie potrzebują rozwodu, który zwykle kończy się rozgoryczeniem i samobójstwem: ilość samobójstw między rozwiedzionymi jest pięciokrotnie większą, aniżeli gdzie indziej.

Skoro tylko postanawiamy walczyć ze straszną epidemią samobójstwa, to wychowujemy ludzi w głębszej religijności – a co za tym idzie: w większym samozaparciu i zdolności do poświęceń ! Gdzie liczy się człowiek dzisiejszy panowania nad sobą? W kinie, gdzie wyświetlają sentymentalne filmy, gdzie bohater natychmiast, jak tylko mu się coś nie udaje, przykłada broń do skroni? W sztukach teatralnych, w których wszystko obraca się koło grzesznej lubieżności, wskutek czego widz odnosi wrażenie, że jest to jedyny cel ziemskiego życia!? Dziś i państwo wszelkimi możliwymi sposobami zwalcza samobójstwo. Nie bierze jednak pod uwagę zgubnego wpływu kinematografów na dorastającą młodzież, gdzie często wyświetlają filmy, których bohaterowie, nie mogąc przetrwać nowych przeszkód, z „bohaterską odwagą” obierają śmierć samobójczą!

Potrzebne są instytucje, które by zapobiegły samobójstwom, potrzebne są łodzie ratunkowe pod mostami warszawskimi, ale najpewniejszym lekarstwem będzie religijne przekonanie ludzi, że trzeba znosić cierpienia i walczyć z burzami życia. A gdzie można się tego nauczyć? U Chrystusa, który wyciąga do nas ramiona i mówi: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy pracujecie i jesteście obciążeni, a Ja was ochłodzę!”

3) Ale powiecie: „A co ma robi ć ten, kto nie ma wiary, kto nie ma ufności w Boga? Jaką mu dać odpowiedź ?”

Otóż, Bracia, nie wiem, co mam powiedzieć.

Wszyscy cierpimy! Cierpienie jest nieodłącznym towarzyszem życia ludzkiego! I nie cierpienie łamie nas ostatecznie, ale świadomość, że w cierpieniu zdani jesteśmy wyłącznie na siebie! Kto wie, że jego życiem kieruje nie ślepy los, nie ciemny przypadek, ale troskliwy Ojciec Niebieski, ten jest szczęśliwy i z rozpromienioną duszą kroczy ciężką drogą życia? Cierpienie jest straszne tylko dla tego, kto stoi samotny w powodzi zła, kto nie ma Boga, którego ręki mógłby się chwycić…

 

***

Kochani Bracia! W dzisiejszym kazaniu mówiłem o zrujnowanych życiach, o złamanych duszach, o powalonych dębach – o samobójcach.

Samobójstwo jest zawsze grzechem: grzechem przeciwko Bogu, bo nadużywa Jego praw; grzechem przeciwko sobie, bo skracając życie ziemskie, pozbawiamy się życia wiecznego; grzechem przeciwko rodzinie i państwu, względem których mamy zawsze pewne obowiązki. Świadomości tego grzechu nikt nie wpaja w serca ludzkie tak dokładnie, jak Kościół katolicki, który odmawia pogrzebu kościelnego samobójcom, jeżeli popełnili ten czyn w stanie poczytalnym.

Kościół nie wydaje wyroku na duszę, która odeszła. Sąd należy do Boga. Ani nie chce robić wstydu krewnym zmarłego – bo zazwyczaj są oni niewinni; ale chce oznajmić światu, że: pozbawienie się życia jest grzechem i, kto go popełnił, nie zasługuje nawet na ostatnią posługę chrześcijańską!

I teraz, przy końcu kazania, staje mi w oczach okropny obraz pewnego zrozpaczonego samobójcy, o którym nie wspominały szpalty dzienników, którego historię jednak wszyscy znają. Samobójca, którego fotografii nie podawano, którego rysy jednak zgrozą napełnią wszystkich, to Judasz!

Wstrząsająca scena! Na górze Golgocie wisi na krzyżu Bóg, który nam zapewnił życie wieczne, a jednocześnie niedaleko od Niego wisi zrozpaczony samobójca, który stracił życie wieczne. Los jego był podobny do losu innych samobójców. Do grzechu doprowadziła go namiętność ludzka, chciwość mamony, a kiedy uprzytomnił sobie okropność czynu, obrał nie żal za grzechy, nie prośbę o przebaczenie, nie pokutę, ale powróz.

Bracia! Módlmy się za wszystkich naszych braci, trwających w ogniu doświadczenia, na których duszę już, już zarzuca powróz judaszowska rozpacz. Módlmy się za nich, żeby nigdy wśród cierpień nie odwracali do ściany obrazu Matki Dziewicy, ale żeby ich dusze opromieniła zwycięska moc nowego życia, moc, tryskająca z postaci Chrystusa, który za nas przelał Swoją krew na Golgocie!

Nie popełni samobójstwa ten, kto w cierpieniu ma do kogo skierować swój wzrok: do Dziewicy Matki, do Chrystusa, do Boga. Amen.

 

Szukaj

pomóż tej stronie

Szanowny Gościu, jeżeli możesz, zamieść proszę u siebie jeden z linków prowadzących do tej strony.

Wybierz link do zamieszczenia

Wymienię się linkami

.mp3

September 2017
Mo Tu We Th Fr Sa Su
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1