(O piątym przykazaniu) Jedni drugich znoście i sobie przebaczajcie

 

Kochani Bracia w Chrystusie!

Bóg, Pan życia i śmierci, nie zadowolił się tym, że dał człowiekowi życie, ale chroni je i otacza Swoją ojcowską opieką. „Nie zabijaj!” – mówi Przykazanie Pana. „Ja jestem Panem życia! Nie wolno ci targnąć się na swoje, ani na cudze istnienie!”

Bóg potępia nie tylko morderstwo ciała. Według Pisma świętego: „Każdy, kto nienawidzi brata swego, jest zabójcą” (1 J 3, 15). Zatem przeciw V Przykazaniu można grzeszyć słowem, myślą, zachowaniem się, nienawistnym i wrogim ustosunkowaniem się oraz gniewem. Przytaczając słowa V Przykazania: Nie zabijaj, nie gaś niewinnego życia – mówimy tylko o negatywnej stronie, o jego treści zabraniającej, i pod tym względem jesteśmy dość chrześcijanami, zachowującymi Przykazanie Boskie. Ale gdy weźmiemy pozytywną stronę tego Przykazania, przekonamy się z przerażeniem, ilu to ludzi grzeszy przeciwko niemu!

Gdzie można znaleźć tę pozytywną część V Przykazania, czyli jego część nakazującą? W słowach świętego Pawła, pisanych do Kolosan: „znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy! ” (Kol 3, 13).

Ale czy nie jest to naciąganiem, że w Przykazaniu „Nie zabijaj!” doszukujemy się cnoty miłości bliźniego, uprzejmości, cierpliwości, przebaczenia? Bynajmniej! Sam Pan Jezus rozszerzył do tych rozmiarów V Przykazanie, kiedy w Kazaniu na górze powiedział: „Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie zabijaj; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi.” (Mt 5, 21 – 22) Czyli: od czasów Pana Jezusa i wrogie usposobienie jest takim samym grzechem, jak morderstwo według prawa Mojżeszowego. A Pan mówi jeszcze dalej: „A kto by mu rzekł (bratu swemu): Bezbożniku, podlega karze piekła ognistego” (Mt 5, 22).

Twarde to słowa! Poważne słowa! Obfity materiał dla półgodzinnego rozmyślania!

I. Jak trudno nam znosić się wzajemnie? i II. Jak ciężko nam wybaczać sobie wzajemnie? – To będą dwie główne myśli mojego dzisiejszego kazania.

 

I.

Jak trudno nam znosić się wzajemnie?

1) Kochani Bracia! Każdy, kto swoim zachowaniem utrudnia i zatruwa bliźniemu życie , grzeszy przeciwko V Przykazaniu.

Grzeszą dorosłe dzieci, które swoim hulaszczym, marnotrawnym życiem i brakiem serca zasmucają swoich rodziców. Grzeszą małżonkowie, kiedy swoim przeczuleniem i wzajemnym brakiem cierpliwości zatruwają sobie życie. Grzeszą przyjaciółki, które z wyrachowaniem szukają sposobności, by zadać sobie wzajemnie cios, od którego po długich latach krwawi się serce. Grzeszy każdy, kto kłóci się, wyzywa drugiego, podejrzewa, nienawidzi i przechowuje gniew w sercu.
Grzeszy ten, kto zachowuje gniew w swoim sercu! Przypomnę wam słowa Chrystusa, który powiedział, że ci, którzy gniewają się, niech się raczej nie modlą! „Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, 24 zostaw tam dar swój przez ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i dar swój ofiaruj! ” (Mt 5, 23 – 24). Dopiero wtedy, gdy jasno zdamy sobie sprawę ze znaczenia tych twardych słów Pana, zrozumiemy słowa, napisane przez Jego najukochańszego ucznia, św. Jana: „Jeśliby ktoś mówił: Miłuję Boga, a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi.” (1 J 4, 20). Czy rozumiecie sens tych słów? Uczą nas one, że wszystko, co mówimy o najbardziej opuszczonym, najbiedniejszym i najnędzniejszym człowieku, Pan Jezus stosuje do Siebie, a każdy nasz czyn w stosunku do nędzarza jest czynem w stosunku do samego Chrystusa. Zupełnie jasno mówi bowiem Pan: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.” (Mt 25, 40).

Kochani Bracia! Jakże nam daleko do tego! Wiemy, że mamy wspólnego Ojca w niebie, że wszyscy jesteśmy braćmi, mówimy i piszemy o tym bardzo pięknie, ale – mój Boże! – jakże dalecy jeszcze jesteśmy w życiu, w czynach i mowie, od przejawów prawdziwego braterstwa.

O, te nieustanne kłótnie w tysiącach okoliczności życia, w domu, tramwaju, na ulicy, rynku, w warsztacie, w sklepie!… Już minęła wojna światowa, a słownik nasz roi się od bomb śmiercionośnych, od ręcznych granatów i steku nieopanowanego gniewu. Dusze zioną trującymi gazami – niszczycielskich, podłych obmów i łzy z oczu wyciskają.

2) Dziś każdy jest „nerwowy”, każdy przeczulony, każdy łatwo się obraża.

Bez wątpienia wszyscy bez wyjątku odczuwają dzisiaj ciężar życia, dlatego każdy jest nerwowy. Ale to właśnie powinno nas skłonić do silniejszego panowania nad sobą w stosunku do bliźnich, bo i sami potrzebujemy wybaczenia .
Pokłóci się dwóch znajomych. Staramy się ich pogodzić. Jeden z nich woła: „Nie pogodzę się! Nie masz pojęcia, proszę cię, co to za nieznośny człowiek!” Idziemy do drugiego, a ten to samo: „Wybacz, mój kochany, ale ty sobie nawet nie wyobrażasz, ile mnie tamten człowiek zdrowia kosztuje!” Więc który z nich jest nieznośny? Bracia! Obaj! Wszyscy! Dwa miliardy mieszkańców całej kuli ziemskiej! Bo każdy człowiek ma swoje wady, ale mimo, że wiemy o tym dobrze, unosimy się, i chcąc siebie oczyścić, zwalamy całą winę na bliźniego. Jądro zła leży w tym, że każdemu, kto nas chwali, wierzymy bez wahania, ale przeciwko temu, kto ośmiela się wykryć w nas jakąś wadę, pałamy „wiecznym gniewem”! Wygląda to jak w bajce o kukułce, którą zagadnął pewien ptak:

  • Czy słyszałaś, co mówią o tobie ludzie? Że znosisz jajka do cudzych gniazd, i w ten sposób inne ptaki wychowują twoje małe. Czy to prawda?
  • Ależ proszę cię – odpowiada ze złością kukułka – jak możesz słuchać gadania głupich ludzi?! 
  • No, a to prawdą jest – pyta dalej ptak – o czym szeroka mówią ludzie, że jesteś cudowną prorokinią, że każdemu potrafisz wywróżyć, ile lat będzie żył? 
  • Dziwię się – odpowiada kukułka z gniewem – że pytasz się o to. Wiesz przecież, że to, co mówią ludzie, musi być prawdą!

Tak: jeśli nas chwalą, to mają rację, ale jeśli wytykają nam wady, denerwujemy się i gniewamy.

3) Bracia! Trzeba dużo pokory i chrześcijańskiego sposobu myślenia, by poznać swoje wady i przyzna ć si ę do nich! Gdybyśmy się tego nauczyli, zawitałyby zupełnie inne czasy!

Przytoczę dwa wypadki. W obu będzie mowa o ludziach z wadami. Zważajcie tylko, jak rany bliźnich goją się, albo jeszcze bardziej rozjątrzają pod wpływem zręcznego, to znowu nieoględnego postępowania (Foerste: „Christus und das menschliche Leben”. München 1921, 181; 1). Mowa o dwu domach.
Jeden z nich, to dom poprawczy, gdzie dwaj wychowankowie spłatali nadzorcy niebezpiecznego figla. Czuli oni złość do niego i chcąc się zemścić, przeciągnęli wieczorem sznurek w poprzek korytarza. Dozorca, przechodząc, potknął się, upadł i złamał nogę. Dyrektor zakładu wpadł w straszny gniew. Zwierzchnia władza bowiem stawiała go jako wzór utrzymywania karności. „Poczekajcie draby!” – błysła mu myśl. – „Obijcie ich tak, żeby pamiętali na całe życie!” – rzekł do służby, która z radością spełniła rozkaz. Przy pobiciu, jeden z chłopców zemdlał, drugi zaś, zgrzytając zębami, mruczał cichaczem: „Pożałujecie tego!”

Dyrektor cały dzień nie posiadał się z gniewu. Gdy jego dzieci wieczorem nieco głośniej weszły do jadalni, i one zostały zbite: „Sądzicie, że mało miałem dzisiaj? Jeszcze i wy mi dokuczacie!…” Wreszcie położył się spać. Rozgoryczony myślał, że tak niewdzięczne zadanie ma do spełnienia… W mieszkaniu zgaszono światło… Wszędzie panowała cisza… Ale nie wszyscy jeszcze spali. Dyrektor nie mógł z gniewu zasnąć. Nie mógł spać i chłopczyk okrutnie zbity – z bólu. Chaos mściwych myśli nie pozwalał spać i drugiemu chłopcu Nie mogła zasnąć także reszta wychowanków wskutek podszeptów rozgoryczenia i uporu. – To działo się w jednym domu.

Teraz posłuchajcie historii drugiego domu. Będzie mowa o klasztorze żeńskim. Jedna z nowicjuszek grubo przekroczyła regułę posłuszeństwa i karności. Zawiadomiono o tym przełożoną. Ta zbladła. Wysłuchała wszystkiego, i nic nie mówiąc, odesłała siostry, a sama poszła do kaplicy. Po obiedzie zwołała zakonnice i przemówiła do nich w ten sposób: „Dzisiaj rano dowiedziałam się o tym, co stało się w tym domu wczoraj wieczorem. Jakaż ja przełożona, skoro za moich rządów mogło się stać coś podobnego?! Mury klasztoru nie byłyby świadkami tego przekroczenia, gdybym była tak doskonała, jak tego wymaga poczucie odpowiedzialności za wasze dusze. Tu trzeba wielkiej pokuty. Już rozpoczęłam ją, i wierzę, że po dniach pokuty lepiej wami będę umiała rządzić, i wierzę przede wszystkim, że zaprowadzę do Chrystusa młodą duszę, która przez złamanie posłuszeństwa wyraziła swą niechęć do pójścia za mną. Pokój Pana niech będzie z wami!” To powiedziawszy puściła siostry na wolność.

Zakonnice nie mogły się oprzeć uczuciu wzruszenia. Spodziewały się zupełnie czego innego. Skrucha wnet opanowała i duszę winnej nowicjuszki. Dopiero teraz zrozumiała w całej pełni znaczenie posłuszeństwa i już całym sercem oddała się swojej przełożonej.
Przedstawiłem wam, Bracia, dwa sposoby postępowania z braćmi błądzącymi! Powiedzcie, które postępowanie jest bardziej chrześcijańskie: brutalność, czy delikatność? Okrucieństwo, czy miłość? Gniew, czy przebaczenie?
Przebaczenie! Przebaczenie!

Przystępujmy do drugiej naczelnej myśli naszego kazania:

II.

Jak ciężko ludzie wybaczają sobie wzajemnie?

1) „Poczekaj! Pożałujesz tego!” – słyszy człowiek na każdym kroku. Na próby pogodzenia ludzie zwaśnieni odpowiadają: „Nie mogę! Tak brutalnie mnie obraził!”
Bracie! Jeśli z tobą postąpił ktoś brutalnie, czy i ty masz prawo tak głęboko upaść? Jeśli twój przeciwnik okazał podłość, dlaczego ty nie miałbyś się okazać szlachetny? A gdyby Pan Bóg podobnie postępował z nami!? Przecież tyle razy byliśmy wobec Niego „brutalni!”

Dwóch ludzi żyje w „wiecznym gniewie”. Chciano by ich pogodzić, ale na próżno. – „Nie, zgoda jest wykluczona! On mnie obraził!” –mówi jeden.
–„Nie mogę mu wybaczyć! On był powodem wszystkiego!”–mówi drugi. Pokłócili się mąż i żona. Zapytajcie którekolwiek z nich, zawsze usłyszycie: „ona zaczęła, on zaczął!” Oboje przedstawiają sprawę na swój sposób i nie ma sędziego, który by potrafił osądzić, kto z nich ma rację. I to tak jest w całym świecie.

Mogłoby być inaczej, gdybyśmy nie wmawiali w siebie ciągle: „ja mam rację!” Mamy rację – dobrze. Ale też nie zapominajmy o tym, że i grzeszni jesteśmy! Obraził nas bliźni – bardzo możliwe. Ale my z pewnością, stokroć bardziej obraziliśmy Boga. Nie możemy wybaczyć bliźniemu, bo „on zaczął” i my mamy słuszność, a ośmielamy się czekać przebaczenia od Boga, w stosunku do którego na pewno „ja zacząłem” i z pewnością nie mam racji!

Z nieprzejednanym złośnikiem chciałbym rozmówić się w ten sposób:

  • Czy jesteś chrześcijaninem?
  • Tak, jestem! 
  • A nie chcesz wybaczyć? 
  • Nie! Obraził mnie śmiertelnie! A zresztą muszę dbać o swój honor…
  • Tak, ale jesteś chrześcijaninem! Naśladowcą Chrystusa! Czy wiesz, co powiedział Chrystus Pan, kiedy święty Piotr zapytał Go, ile razy w ciągu dnia ma przebaczyć bliźniemu, który zawinił wobec niego? „Czy siedem razy?” – pytał święty Piotr. – A Pan mu odpowiedział: „Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy” (Mt 18, 22). 

Tu człowiek sposępniał:
– Tak, tak, prawda… powinienem wybaczyć… chciałbym… ale nie mogę! Nie mogę zapomnieć tej obrazy. Nie mogę już dla niego żywić takiego uczucia, jakie żywiłem poprzednio…

To co innego! Więc wszystko zależy od woli, a nie od uczucia! Zapomnieć? O, to rzecz niełatwa. Być panem swoich uczuć? To rzecz również trudna. Ale nie w tym leży istota przebaczenia. Polega ona na tym, że wyrzucam nienawiść ze swego serca i chcę zapomnieć obrazy!

2) Bo, Bracia, Pan zażąda od nas rzeczy jeszcze trudniejszych: odpuścić nie tylko tym, którzy proszą o przebaczenie, ale i nieprzyjaciołom i – miłować ich.
„Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują.”(Mt 5,43 – 44).

Człowiek drży ze wzruszenia na widok śniegiem pokrytych szczytów olbrzymich gór szwajcarskich. Tak samo drży człowiek, wtłoczony w ciasne ramy codziennego życia, gdy słyszy tak „niesłychane” żądanie Pana. Powinien by wystarczać zakaz, by nie zabijać wrogów, nie mścić się za doznane urazy, i być w stosunku do nich obojętnym! Nie, i to nie wystarcza! Pan nakazuje, byśmy kochali nieprzyjaciół czynną miłością!
Przecież to niemożliwe! – powiecie.

Pan Jezus dowiódł, że jest to możliwe. Nieprzyjaciele podnosili na Niego kamienie, a On uchodził, mogąc ich zgładzić. Rzucili na Niego podejrzenie, że obcuje z diabłem, a On leczył chorych w dalszym ciągu. Każde Jego słowo przekręcali, a On mimo to nie przerywał nauczania. Wyśmiewali się z Niego, bluźnili Mu w twarz na krzyżu, a On i tam zanosił za nich modlitwy.

Wiem, Bracia, że łatwiej jest mówić o przebaczeniu i wyrozumiałości, aniżeli stosować ją w życiu. Ludzka natura odznacza się tym, że dobre uczynki pisze na piasku, a zniewagi ryje w kamieniu. Życie wytwarza najbardziej paradoksalne stosunki i zmusza nas do przebywania między ludźmi zgryźliwymi i dokuczliwymi. W naszym otoczeniu, W gronie naszych krewnych znajdują się nieraz jednostki tak dwulicowe, niemiłe i niesympatyczne, że burzą się przeciwko nim i unoszą wszystkie nasze naturalne uczucia… Wiemy o tym, ale to nie uwalnia nas od obowiązku przebaczenia i wyrozumiałości! Nie uwalnia dlatego, ponieważ chrześcijanin powinien być czymś więcej, niż człowiekiem natury. Człowiek – chrześcijanin nie może zadowolić się tylko tym, co Chrystus Pan zrobił dla niego, powinien zmusić siebie do robienia wszystkiego dla Chrystusa i z miłości dla Niego. Jeśli jestem tylko człowiekiem, to oddam temu, kto mnie uderzył, ale ponieważ jestem chrześcijaninem, zapanuję nad sobą. Jeśli jestem tylko człowiekiem, to z zaciśniętą pięścią wołam na swojego przeciwnika: „Poczekaj, jeszcze pożałujesz tego!” Ale, że jestem chrześcijaninem, mówię: „Ojcze, odpuść mu!” Nie możesz wybaczyć? To znaczy, że nie chcesz być chrześcijaninem!

Ale chcę! – mówisz. Jeśli chcesz, powinieneś to udowodnić życiem i uczynkami!
„Czy nie wystarcza to, że chodzę do kościoła?” – Nie, nie wystarcza! Turek również chodzi do meczetu i tam zachowuje się pobożniej, niż niejeden chrześcijanin. „Czy nie wystarcza modlitwa?” – Nie, nie wystarcza! Poganin modli się również i to szczerze. – „Czy nie wystarczają dobre uczynki?” – Nie wystarczają! Robią to i bezbożni. Więc czymże się różni chrześcijanin od Turka, od poganina i niewierzącego? Czym wszystkich przewyższa? Co jest pierwszym znamieniem religii Chrystusa Pana? Bohaterska miłość bliźniego; miłość, która nikomu nie skąpi swego dobroczynnego ciepła; miłość, którą musimy stosować i do naszych wrogów. Łatwiej jest unosić się, niż powstrzymać wybuchy gniewu. Zawsze łatwiej jest zemścić się za doznaną urazę, aniżeli o niej zapomnieć. Zawsze jest łatwiej odciąć się za złe słowo, aniżeli spokojnie, z równowagą odpowiedzieć. Gniewać się, unosić, knuć zemstę jest rzeczą daleko łatwiejszą, aniżeli prosić o przebaczenie, albo wybaczać. I dopóki nie jesteśmy do tego zdolni, dopóty żyjemy w sprzeczności z V Przykazaniem i nie jesteśmy chrześcijanami. Hasło chrześcijaństwa brzmi: panuj nad sobą!

Jakiż to ciekawy wyraz: „Panować nad sobą!” Jakaś tajemnicza rzecz: człowiek może zawładnąć sobą, być silniejszym od siebie. Zwierzę nie może być od siebie silniejsze, bo ślepo podąża za instynktami. Człowiek natomiast może pokonać siebie. Pręży się w nas jakaś siła, zdolna ujarzmić nawet instynkty. Rozwinąć je i wzmacniać – w tym tkwi ideał chrześcijańskiego wychowywania samego siebie.

Bracia! Zwróćcie uwagę na stopniowanie: Za dobre złym się odpłacać – to czyn diabelski; za zło złym – zwierzęcym; za dobro dobrym – to czyn ludzki; dobrym za złe – to czyn bohaterski, to cnota chrześcijańska! Jeśli wolno mi wyrazić własne przeświadczenie, to dla mnie dowodem boskiego i nadprzyrodzonego pochodzenia religii Chrystusa jest to, że wymaga bohaterskiej miłości; miłości, przewyższającej nasze naturalne zdolności. Nie ulega wątpliwości, że nigdy nie będziemy tak blisko naszego Zbawcy, jak wtedy, gdy za Jego przykładem za złe odpłacimy dobrym, za nienawiść miłością, za niewdzięczność dobrym uczynkiem: gdy naszych wrogów otoczymy miłością.

Bracia i Siostry! „Jedni drugich znoście i przebaczajcie sobie wzajemnie!” (Kol 3, 13).

 

***

Cesarz Karol V był winien większą sumę bogatemu bankierowi, Fuggerowi. Kiedy pewnego razu prosił wierzyciela o zwłokę, Fugger wziął weksel i z wielkodusznym gestem w oczach cesarza rzucił go w ogień.

Otóż, Bracia, jeśli jest tutaj ktoś, kto gniewa się na bliźniego, który od wielu lat nie rozmawia ze swoim bratem, siostrą, rodzicami, jeśli wysłuchał tego kazania człowiek, który poróżnił się z krewnym, przyjacielem, znajomym i z goryczą przechowuje w swym sercu weksel obrazy i gniewu – o, pozwólcie, że przemówię do niego w Imię Pana Jezusa: Bracie, idź do domu, napal dobrze w piecu i z wielkodusznym gestem wrzuć do niego wszystkie weksle, pamiątki gniewu, rozgoryczenia i urazy. A kiedy uścisną się dłonie, które się odgrażały pięścią gniewu, kiedy znów dwie pary ludzkich oczu, miotające dotychczas błyskawice gniewu, spojrzą na siebie z miłością – o, wtedy uklęknij i pomódl się, już szczerze i z całą ufnością: „…Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Amen.

 

Szukaj

pomóż tej stronie

Szanowny Gościu, jeżeli możesz, zamieść proszę u siebie jeden z linków prowadzących do tej strony.

Wybierz link do zamieszczenia

Wymienię się linkami

.mp3

November 2017
Mo Tu We Th Fr Sa Su
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3