(O piątym przykazaniu) Biada światu z powodu zgorszeń [o modzie]

Z kazań biskupa Tihaméra Tótha (ur. 14 stycznia 1889 w Szolnok, zm. 5 maja 1939 w Budapeszcie) - kaznodzieji, duszpasterza młodzieży i studentów.

 

Kochani Bracia w Chrystusie!

Przed miesiącami na wstępie do pierwszej mojej nauki o V Przykazaniu wspomniałem, że według obliczenia, będę potrzebował mniej więcej jedenastu kazań, by wszystko powiedzieć, co zawiera się w tych krótkich dwu słowach: „Nie zabijaj!”

Jedenaście kazań już wygłosiłem, dzisiaj zaczynam dwunaste – ale i to wypada mi poświęcić jeszcze piątemu Przykazaniu! Jest to już jednak kazanie ostatnie. W niedzielę następną przejdziemy do VI Przykazania. Gdzieś musiałem się przeliczyć!

Zacząłem szukać. Gdzie mogłem pomylić się w rachowaniu? Dlaczego po jedenastu kazaniach wywiązała się konieczność i tego dwunastego? Przyczynę tę wkrótce znalazłem. W planie moich przemówień ukrywał się pewien niewdzięczny, niewygodny temat. Chciałem go poruszyć to w tym, to w tamtym kazaniu, wspomnieć o nim łącznie z innym tematem, ale wywody jakoś się nie zgadzały… Unikałem tego trudnego zagadnienia. Dopiero dzisiaj, kiedy już załatwiłem się ze wszystkimi tematami związanymi z V Przykazaniem, ten zostawiony na boku temat spogląda na mnie wyczekująco: a ze mną co będzie?!
Wobec tego, Bracia, nie pozostało mi nic innego, jak w dwunastej godzinie, czyli w dwunastym kazaniu spojrzeć w oczy temu unikanemu przeze mnie tematowi.

Ale, żeby nie wynikło tego powodu jakieś nieporozumienie, żeby nie obrazili się na mnie ci, których może dotknę, uważam za najodpowiedniejsze rozpocząć to kazanie zwykłą bajką o zwierzętach. Jeśli potem ktoś uczuje się dotknięty, to niech się gniewa na tego, kto tę bajkę wymyślił.
Pewnego razu jakiś myśliwy od niechcenia strzelił do młodej, dzikiej gęsi – mówi bajka – i ustrzelił jej garść piór z ogona. I to w dodatku tak brzydko, że biednemu ptakowi wszystkiego tylko dwa piórka zostały! Biedna gęś! Tak oszpecona nie może przecież wracać do domu! Wyśmiałby ją każdy! Poszła więc w świat. Po długiej podróży zabłąkała się daleko, w odległe sitowia, gdzie również mieszkały dziki gęsi. Tutejsze młode gęsi, zobaczywszy nowego przybysza, zareagowały najpierw serdecznym wybuchem śmiechu:
– Patrzcie, ten strach na wróble ma tylko dwa pióra w ogonie!
– Wybacz, moja droga! To wcale ciekawy okaz! – mówi druga tubylcza stara gęś. To z pewnością najnowsza moda!
– A ja mówię wprost – powiada inna – że ta moda jest bardzo wygodna.
Następnego dnia obudzili się mieszkańcy sitowia i zobaczyli, że wszystkie młode gęsi mają tylko po dwa pióra w ogonie. Serca dobrych matek – gęsi z początku krwawiły, że dla mody muszą wyrywać piórka swoim dzieciom, ale trzeciego dnia i sobie powyrywały niemodne pióra. I one zjawiły się na nadjeziornym korso, obskubane według krzyku najnowszej mody.
Tu bajka się kończy.
Czy chcecie, żebym wam lepiej wyjaśnił, o czym będę dzisiaj mówił? Naturalnie o modzie.
W jakiej sprawie chcę dzisiaj zabrać głos? W sprawie mody.
Dobrze, ale jakim prawem? – pytają tysiące osób. Jakim prawem Kościół wtrąca się do kwestii mody?
Bracia! Jakim prawem? Prawem V Przykazania! W imię czego? W imię obrony duszy i ciała! To nasuwa mi myśl potrójnego podziału dzisiejszego.

 

I. 

Moda a życie cielesne. 

 

1) Przede wszystkim muszę stwierdzić dziwną rzecz. Niektórym z moich słuchaczy nie może pomieścić się w głowie fakt, że katolicka etyka nie potępia mody bezwzględnie i we wszystkich okolicznościach. Czasem nawet w pewnych wypadkach potrafi wystąpić w jej obronie. Tak, Bracia! Nasza etyka nie zaraz kręci głową, jak tylko jest mowa o modzie, ubieraniu się, o estetyce. Zwierzę nie może jeść nic innego, jak tylko to, co mu każe instynkt i nie może ubrać się w inne futro, w inne upierzenie, to znaczy, nie może kierować się „inną modą”, jak tylko tą, którą przepisała mu natura. Ale człowiek jest czymś więcej, niż natura! Człowiekowi Bóg dał rozum w tym celu, żeby regulował swoje czyny. Człowiek więc wybiera w pokarmach, obiera sobie sposób urządzenia mieszkań i zmienia ubiór. Nawet wtedy daje dowód swojej wyższości duchowej, kiedy stara się tchnąć ducha w martwą materię; kiedy przyrządza sobie pokarmy, buduje mieszkania i ubiera się. 

Te starania są zupełnie naturalne, dozwolone i słuszne dopóki… jak długo… dopóki człowiek tego nie nadużywa i nie zagraża swojemu życiu albo dopóki nie czyni tego z pobudek niższych instynktów. Tu wznosi się podwójna bariera, wstrzymuje nas od kierowania się modą. Więc tylko wówczas trzeba protestować przeciwko niej i w imię V Przykazania wnosić „veto”, gdy ona przekroczy granice. Takie stanowisko jest słuszne. Chrześcijaństwo nigdy nie było przesadne. Zabiera głos tylko tam, gdzie widzi niebezpieczeństwo. Ale właśnie dlatego, że szanuje i ziemskie życie, za grzech uważa skracanie życia i zdrowia przez przyjemność i zabawy, czy też przez modę. Nie zabrania umiarkowanego używania alkoholu, ale piętnuje jako grzech, pijaństwo, nałóg. Nie widzi grzechu w umiarkowanym używaniu nikotyny, ale i tutaj nie może tolerować przesady, zwłaszcza w młodym wieku. Nie zabrania trzeźwej rozrywki tańca, zabawy, ale potępia nocne hulanki i pijacką rozpustę. Tak samo nie potępia rozsądnego kierowania się wskazówkami mody, ale zawsze zabiera głos przeciwko szkodliwej dla zdrowia przesadzie. Nie zabrania być chudym, albo tłustym, ale skracanie życia, które niektórzy uprawiają pod hasłem „kuracji odtłuszczającej”, uważa za przestępstwo przeciwko V Przykazaniu. Gdyby się kiedykolwiek jaki spowiednik odważył zadać jako pokutę, choćby tylko jedną czwartą z tych okropnych męczarni, którym poddają się dobrowolnie zwolenniczki „smukłej linii”, na pewno by go ukamienowano! Ale dla mody! Ach! Gotowe są kilkakrotnie skonać śmiercią męczeńską!

Ofiary mody! Zimową porą bywały okropne mrozy. Idę ulicą. Ludzie zmarznięci wciągają szyje w kołnierze palt. Dobry Bóg nawet o zwierzęta się troszczy i daje im na zimę ciepłe futra. Tylko biedne kobiety, tylko one z rozkazu mody muszą nawet w czasie wielkich mrozów chodzić wydekoltowane, w cienkich, ażurowych pończochach i trząść się z zimna. Czymże to jest, jeżeli nie przekraczaniem V Przykazania, nie bezmyślnym szukaniem choroby i narażaniem życia?!

Na dworze skrzący mróz… Ma odbyć się uroczysty ślub… Biedne drużki! Ofiary mody.
- Prawda księże proboszczu, że kościół będzie opalony?! Troszczy się jakaś babcia.
- Niestety, w czasie tych wielkich mrozów nie można należycie ogrzać kościoła. Ale niech się dziewczynki ubiorą ciepło…
- Ale skąd?! O tym mowy nie ma! Cienkie, jedwabne sukienki noszą iw dodatku głęboko wycięte! Daremnie proszę, by się ciepłej ubrały. Jedną tylko zawsze słyszę odpowiedź: Niech babcia nic nie mówi, skoro nie zna dzisiejszej mody!

I przychodzą w dwudziestostopniowy mróz w lekkich jedwabnych sukienkach. Sinieją, zielenieją – nabawiają się kataru, bronchitu, zapalenia płuc – ale to nic: były modnie ubrane!

Kochani Bracia! Według statystyki angielskiej śmiertelność wśród młodych kobiet w czasach dzisiejszych znacznie wzrosła. Lekarze zaczęli badać przyczynę, i czy wiecie, do jakiego wniosku doszli? Wzrost śmiertelności wśród młodych kobiet spowodowany jest głównie przez nieodpowiednie ubieranie się. To nie jest moje osobiste zdanie, ale opinia angielskich lekarzy. Chodzi tu o modę, która w czasie mroźnej zimy każe się ubierać kobietom w ażurowe pończochy i głęboko wykrojone suknie. A gdy do mody dołączy się palenie tytoniu, nadmierne używanie papierosów, czy można się dziwić, że tyle kobiet nie domaga na choroby dróg oddechowych i serca?! Takie oto rzeczy należą do V Przykazania? Tak, do niego należą! Bo nie może być moralnie obojętne, jeśli lekarze stanu Michigan wypowiedzieli się, że 60% dzieci z matek nikotynistek umiera do dwu lat. Nie, ze względu na moralność nie może to być obojętne!
Kościół zabiera zatem głos przeciwko przesadnej modzie ze względu na obronę życia ciała. A cóż dopiero, jeśli chodzi o obronę życia duszy!

 

II.

Moda a życie duszy.

 

1) W ostatnich latach biskupi całego świata katolickiego zaprotestowali w listach pasterskich przeciwko przesadzie mody, zagrażającej duszy. Niektórzy oburzali się. Jakim prawem Kościół katolicki zabiera głos w tej sprawie?! Co go może obchodzić moda?!…

Owszem, Kościół ma tu coś do powiedzenia!… Dopóki moda jest tylko czystym przejawem zmysłu estetycznego, tak długo Kościół milczy. Ale zabiera głos, gdy idzie o zdrowie duszy. Wtrąca się, gdy w modzie podnosi głowę nieokiełznana zmysłowość pogańska, gdy moda podnieca instynkty zmysłowe.

W Holandii doszli do wniosku, że nowoczesne liche ubieranie się wywołuje zamieszanie w obsłudze kolejowej. Kościół znowu przekonał się, że wywołuje ono zamęt w służbie Bożej i w duszach mężczyzn. Jeśli holenderska dyrekcja kolei miała prawo wydać rozporządzenie, wymagające od zatrudnionych przy kolei kobiet, by nosiły ubrania nieprzeźroczyste i zapięte pod szyję – bo zauważono, że nowoczesne lekkomyślne ubieranie się kobiet zatrudnionych przy kolei przeszkadza przy pracy mężczyznom – powtarzam, jeśli dyrekcja kolei zaprotestowała przeciwko temu dla dobra kolei, tym bardziej ma obowiązek wystąpić z całą surowością Kościół, gdyż idzie tu o dobro dusz.

I nie dziwmy się tej surowości! Bo tam, gdzie zdrowie dusz zagrożone, Kościół katolicki nie zna kompromisu. Nie wchodził w kompromis z królami, którzy przez swój upór miliony oderwali od jego łona, nie wchodzi też w kompromis i z modą.

Zrozumcie dobrze, Bracia! Kościół nie uważa za grzech rozrodczej siły człowieka, ani jej używania, przecież to dar Boży! Ale piętnuje, jako grzech, jej nadużywanie, jej nieuporządkowane i nieokiełznane podniecanie. Ta twórcza, seksualna siła, o której będę mówił w najbliższą niedzielę, jest wzniosłą wartością, ale tylko wtedy, gdy jest ujęta w żelazne karby prawa moralnego. Zdejmij obręcze z beczki, a wyleje się do błota najsmaczniejszy tokaj: zdejmij z życia seksualnego obręcze Przykazań Bożych, a w bagnie utonie godność ludzka. A przecież, Bracia, nowoczesna moda zrzuca te obręcze, i dlatego świętym obowiązkiem Kościoła jest zaprotestować przeciwko temu.

 

2) Między człowiekiem a ubraniem istnieje ściślejszy związek, aniżeli przypuszczamy. Ubiór, który nosimy, staje się częścią naszego „ja”, i wydaje o nas świadectwo. Zdradza wiele rzeczy, których nie chcielibyśmy mówić o sobie. Mówi, że ten człowiek jest bezmyślnym snobem, bez charakteru i próżnym. Tamten znów jest delikatny, opanowany i godny szacunku.

Mowę ubioru słyszą ludzie. Ubieranie się dla jednego jest aniołem stróżem, dla drugiego zgorszeniem i trucizną duszy.

Jakiż cel ma ubranie? Żeby nas chroniło od szkodliwych wpływów temperatury, żeby chroniło ciało i duszę. Duszę moją i duszę innych. Żeby nas chroniło od deszczu, zimy, wiatru, upału słońca – a następnie od wzroku innych! Ubieramy swoje ciało nie dlatego, że uważamy je za grzeszne, diabelskie – (w dwóch specjalnie temu po święconych kazaniach protestowałem przeciwko temu) – ale nakrywamy ciało ubraniem, gdyż uważamy je za przybytek Ducha Świętego i nie możemy pozwolić na to, żeby nieskalana biel świątyni padła pastwą płomieni grzesznego wzroku.

 

3) Kościół nasz nie jest uprzedzony, lecz raczej wyrozumiały. Wygłaszając swoje zdanie o modzie, dobrze wie, że powinien zrobić potrójne rozróżnienie.

a) Istnieje moda nowa, piękna, estetyczna i moralnie bez zarzutu. Taka przystoi dziecku Bożemu. Przeciwko takiej modzie Kościół nie występuje.

b) Istnieje dalej moda, która nie jest wprawdzie sprzeczna z moralnością, ale jest niezdrowa, niepoważna, jak te dwa pióra w obskubanym ogonie gęsi: moda, która nie ma żadnego sensu. Takim jest np. kapelusz damski ściągnięty na oczy tak, że nic spod niego nie widać, wąska suknia, w której nie można chodzić; damska fryzura, którą niegdyś nosiły kobiety stojące poza nawiasem społeczeństwa… Ale jeśli kto sobie tego życzy, niech robi, co chce! Nasza etyka nie zabiera głosu w tej sprawie.

Ale istnieją wypadki, kiedy Kościół i z innych względów musi zabierać głos. Na przykład musi wypowiedzieć się i przeciwko moralnie obojętnej modzie, jeśli jakaś kobieta dla niej wysiaduje całymi godzinami przed lustrem i zaniedbuje pracę koło domu, albo przez uganianie się za modą naraża męża na nieznośne koszty, lub wydatki te pokrywa kosztem kuchni, a już szczególnie jeśli swoje myśli odwraca wskutek tego od rzeczy poważnych. Pewna urzędniczka opowiedziała mi następujący wypadek:
– Pracowałam w biurze z pewną dziewczyną. Całymi latami podczas naszej wspólnej pracy nie słyszałam od niej nigdy, żeby mówiła o czymś innym, jak tylko o strojach i zabawach. Żyła skromnie, często nawet głodowała. Odmawiała sobie wszystkiego, żeby mogła więcej wydać na ubieranie się i strojenie. Wskutek wadliwego odżywiania doszła do tego, że popadła w suchoty. Dowiedziałam się, że jest już bliska śmierci. Odwiedziłam ją. Łagodnie przypomniałam jej o życiu wiecznym i prosiłam, żeby się przygotowała do tej wielkiej drogi. Uśmiechała się i mówiła, żebym się o to nie troszczyła. Miała tylko jeden kłopot, w którym – według niej – mogłabym jej dopomóc. Zapytałam się jej, co jest przedmiotem tej wielkiej troski. Aż się przeraziłam, kiedy mi odpowiedziała: – Żebym była i w trumnie piękną. Dlatego, jeśli chcesz mi zrobić wielką przysługę, otwórz tę szufladę. Tam jest żelazko i maszynka spirytusowa. Zaonduluj mi włosy.

Jedyne, ostatnie pragnienie umierającej: zrób mi ondulację! Czyż mija się z prawdą powiedzenie, że „w ustrojonej kobiecie i w pięknie oprawionej książce rzadko bywa cenna treść!”

A to dopiero drugi gatunek mody, która sama w sobie jeszcze nie jest godną potępienia!

c) Ale, Bracia, jest trzecia moda, głupia, niemoralna i zabójcza dla duszy, przeciwko której właściwie jest skierowane całe dzisiejsze kazanie. Jest moda, która zabija godność kobiety, podnieca niższe instynkty. Istnieje sposób ubierania się, który nie pozwala, by uczciwie usiąść, lub przyklęknąć bez zgorszenia. Taka moda nie jest wynikiem estetycznych, danych nam od Boga dążeń, ale podniecaniem zmysłowości. Bo tego przecież nie wymaga estetyka, żeby materiał był przeźroczysty, żeby więcej było widać szyję i ramiona, aniżeli wypada, żeby krój sukni był gorszący!
Tak, taka moda jest niemoralna, zabija duszę i powoduje zgorszenie. Takim paniom musimy powiedzieć słowa Pana: „Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie.” (Mt 18, 7).

Czy Kościół nie ma prawa podnieść głosu przeciwko takiej modzie? Czy ma patrzeć w milczeniu, jak niechrześcijańskie pisma werbują setki młodych dziewcząt na targ próżności, zwany „konkursem piękności”, żeby pokazywały się tam „głodnym” oczom jury sędziowskiej i otrzymywały nagrody, jak na wystawie nierogacizny, gdzie nagradzają dobre gatunki prosiąt yorkshirskich, lub kur orpingtonów?!

Ale, Bracia, żeby nas nie nazwano uprzedzonymi zgodzimy się nawet i w tej grupie na zrobienie pewnych rozróżnień.

Nawet tę trzecią grupę mody, której zwolenniczki ubierają się faktycznie gorsząco, możemy podzielić na dwie części. Jedna część, to są jednostki dobrej wiary, które nie wiedzą, co czynią; druga, to są zepsute osoby. Te dobrze wiedzą, co robią! Do pierwszej części należy kobieta, której, gdy zwrócisz uwagę, że jej ubiór jest sprzeczny z V Przykazaniem, bo wywołuje spustoszenie w duszach innych, jest zaskoczona. Mówi, że o tym nigdy nie myślała! śe tego nie chce za nie w świecie! śe nikogo nie chce psuć, tylko nie chciała zostać w tyle za modą. Gdyby jej kazano powiesić na kapeluszu miotłę, albo łupiny z ziemniaków, zgodziłaby się i na to; gdyby to było: chick, á saison i dernière nouveauté.

Wśród gorsząco ubierających się jednostek bez wątpienia jest wielka liczba uczciwych dusz, które by się tłumaczyły z powyżej wspomnianą prostotą. Inna sprawa, czy Bóg, Prawodawca V Przykazania, przyjąłby to usprawiedliwienie. Bo niemożliwe nie wiedzieć, jak bardzo destrukcyjny wpływ wywiera przesadna moda właśnie przez to, że ją uczciwe kobiety sankcjonują.
Doszliśmy teraz do najważniejszej części kazania.

 

III.

Co wolno i czego nam nie wolno w kierowaniu się modą?

 

Na to pytanie chciałbym odpowiedzieć sceną z Pisma świętego.
Kiedy Kain przelał niewinną krew brata, Pan zapytał go: „Coś zrobił?”

Kiedy patrzymy na Zbawiciela, który dla nas na krzyżu przelał Swoją krew, dochodzi naszych uszu głos Pana: Co uczyniłeś? I ty stałeś się powodem przelania niewinnej krwi! Jak to? Ja też brałem udział w przelewaniu krwi Chrystusa Pana? Tak. Ta myśl powinna ciągle cię prześladować: dla mnie… dla mnie została rozlana krew Syna Bożego. Dla mnie… Dla ciebie… Dla wszystkich ludzi! Czy wolno więc duszę, dla której wylana została krew Boga, narazić lekkomyślnie na grzech? Czy wolno mi w duszy moich bliźnich, dla których toczyła się krew Boga, jednym, chociażby tylko lekkomyślnym słowem, lub czynem, wypaczyć obraz Syna Bożego?

Do jakich więc granic wolno kierować się modą? Które stroje nie szkodzą duszy mojej, albo innych?
Nie można nikomu stawiać zarzutów z powodu uczciwej zabawy, towarzystwa, mody, lub przyzwoitego ubioru. Wszystkie te rzeczy są same w sobie nieszkodliwe, dopóki nie zagrażają duszy.

 

1) Byleby dusza nie poniosła szkody! Bo zabawa, towarzystwo, moda mogą być dozwolone, ale mogą być i zakazane. Mogą to być rzeczy niewinne, ale mogą być i grzeszne. Wolno mi iść tylko na taką zabawę, do takiego towarzystwa, naśladować taką modę, za którą nie muszę płacić niewinnością duszy.

a) Mogę więc bawić się, tańczyć, chodzić na bale – niech tylko to nie kala mojej duszy! Na każdym kroku muszę pamiętać, że to nie jest tylko rozrywka. W tym może tkwić niebezpieczeństwo, więc muszę być ostrożny!

Święty Franciszek Salezy w słynnej swojej książce, „Filotei”, przyrównuje taniec do ślimaka jadalnego. Mówię o tańcu – pisze – jak mówią lekarze o ślimakach jadalnych: najlepszy z nich niewiele jest wart. Jeśli jednak pragniesz jeść ślimaka, przypilnuj, żeby był dobrze przyrządzony. Taniec twój również niech będzie przybrany w skromność, powagę i czystość intencji. Dobrze przyprawiony ślimak może ci zaszkodzić, jeśli go za dużo zjesz – tak samo i taniec (Filotea 3, 33).

Takie napomnienie daje święty Franciszek Salezy. A ty mówisz, że to nie szkodzi, że tobie wolno wszystko tańczyć, że ty każdą figurę spokojnie wykonasz, bo jesteś „silny duchowo” i „możesz iść śmiało w niebezpieczeństwo!” Więc ty się podejmujesz dokonać niemożliwości? Chcesz zadać kłam Pismu świętemu? Bo ono tak mówi: „Czy schowa kto ogień w zanadrzu, by nie zajęły się jego szaty?” (Prz 6, 27). „Uciekaj od grzechu jak od węża, jeśli się bowiem zbliżysz, ukąsi cię: jego zęby to zęby lwa, co porywają życie ludzkie.” (Syr 21, 2)

b) Wolno bywać i w towarzystwach – tylko nie ze szkodą dla duszy! Nasza epoka w karbach trzyma zarazę, choroby zakaźne i bakterie! W tym samym czasie, w czasie wielkiego rozwoju higieny, zaniedbuje się i obojętnie przechodzi obok zarazy duszy i zapomina o najelementarniejszych zabiegach przeciwko bakcylom niemoralności. Na drzwiach mieszkania chorego na tyfus już z daleka widnieje czerwona kartka: „Uwaga! Nie wchodzić, bo zakaźna choroba!” W towarzystwie kaszlących suchotników przebywają ludzie niechętnie – ale wesoło potrafią się bawić w towarzystwie zarażonych bakteriami niemoralności, potrafią żyć w zażyłej przyjaźni z ludźmi, więdnącymi w tuberkulozie bezbożnictwa. Zaraźliwy jest oddech suchotnika, ale tysiąc razy bardziej zaraźliwą jest dwuznaczna rozmowa! Niebezpieczny jest suchotnik, ale tysiąc razy bardziej niebezpieczne są opary i wyziewy zepsutej duszy!

c) Również wolno kierować się i modą, byle ona nie zaszkodziła duszy!
Wielki Doktor Kościoła, św. Tomasz z Akwinu, pozwała kobietom stroić się, ale tylko w celu podobania się mężom.
Święty Paweł również pisze: „kobiety – w skromnie zdobnym odzieniu, niech się przyozdabiają ze wstydliwością i umiarem” (1 Tm 2, 9).
Boginią mody pogańskiej była Wenera. Królową mody chrześcijańskiej jest Panna Niepokalana, z której śnieżnobiałego oblicza promienieje czar uduchowionego piękna chrześcijańskiej kobiety. Chciałbym, żeby to zrozumiały niewiasty, które bez skrupułów hołdują skrajnościom mody, choć same żyją nienagannie. „Proszę nas nie uważać za zepsute – mówią. – Broń Boże! My, dlatego tak się ubieramy, że musimy! Gdyby to od nas zależało, byłybyśmy ubrane skromniej… Proszę posłuchać: w towarzystwie obmawiano by nas, ludzie by z nas kpili… Ale my jesteśmy uczciwe!”

Rzeczywiście, Bracia! To właśnie jest przekleństwem despotycznej mody, że często uczciwe kobiety muszą się tak ubierać, by nikt nie poznał, że są uczciwe!
Przyznaję rację kobietom, usprawiedliwiającym się w ten sposób, że ubierają się tak wbrew woli, że wiele z nich jest dużo lepszych, niżby się można było spodziewać, sądząc po ich ubraniu. A jednak, ponieważ mimo wszystko wywołują zgorszenie, mogę powtórzyć im to, co w V wieku przed Chrystusem powiedział arcykapłan Westy jednej westalce, którą posądzono o niemoralność, ale która później wykazała swoją niewinność. „Gdybyś była moralniejsza w ubiorze i zachowaniu się, to i ludzie mieliby cię za taką. Nadmierna swoboda nie przystoi dziewczynie, która pragnie uchodzić za uczciwą i porządną” (Livius Hist. Rom. 4, 84).

2) Jeszcze jedna sprawa! Jeżeli ci nie szkodzi swobodny taniec, lekkomyślne towarzystwo, ani nierozsądne ubieranie się, to masz silną duszę! Wierzę! Ale nie wiesz, czy nie możesz zaszkodzić bliźniemu?! Jeśli jesteś chrześcijanką, powinnaś szczycić się ofiarnością ducha św. Pawła. On dobrze wiedział, że bogowie pogańscy nie istnieją,. a więc i jedzenie mięsa, ofiarowanego na ołtarzach tym bogom, również nie jest grzechem. Ale wśród chrześcijan byli tacy, którzy się z pogaństwa nawrócili i którzy się tym gorszyli. Wówczas święty Paweł, dbając ponad wszystko o zbawienie dusz, odezwał się: „Jeśli więc pokarm gorszy brata mego, przenigdy nie będę jadł mięsa (z ołtarzy bogów), by nie gorszyć brata” (1 Kor 8, 13).
Tak wygląda prawdziwa chrześcijańska ofiarność! A tym niewiastom, które usprawiedliwiają swój nieodpowiedni strój despotyzmem mody, muszę przypomnieć słowa Pana: „Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż! A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa.” (Mt 5, 27 – 28)
Tylko Bóg wszechwiedzący mógłby powiedzieć, ile grzechów, popełnionych myślą i pragnieniem, ciąży na duszy kobiet, strojących się po nowoczesnemu, nieprzyzwoicie, lekkomyślnie! Nawet na tych, które swoim ubieraniem się za żadne skarby świata nie chciałyby wyrządzić krzywdy duszy bliźniego.

 

***

W przerażający sposób przedstawia tę myśl sławny pisarz hiszpański, Coloma. Opowiedzeniem jego wstrząsającego opisu zakończę dzisiejsze kazanie. Tytuł opowiadania brzmi: „Pierwszy bal”.

Jest w nim mowa o miłej i czystej dziewczynie, którą matka zmusza do wzięcia udziału w balu dyplomatów, w głęboko wyciętej sukni. Dziewczyna się zaziębiła, dostała wysokiej gorączki, majaczy. Prześladuje ją straszne widzenie. Jej dusza przepłynęła przez bal bez skazy, ale teraz widzi to, czego wówczas nie zauważyła. Zobaczyła, jak namiętnie lgnie do niej wzrok tańczącego z nią młodzieńca, z jakim szalonym ogniem porywa ją do tańca… Coraz dalej… Aż nagle widzi, że już nie są w sali balowej, ale gdzieś w polu, wkoło ciemna noc… Tańczą gdzieś na górze… Jakże śliski grunt… Wśród drzew oliwkowych spostrzega jakiegoś człowieka, który, oblewając się krwawym potem, wskazuje na serce… Wzrok młodzieńca płonie strasznym ogniem… Dziewczyna z przerażeniem spostrzegła, że tańczą we krwi, we krwi tego cierpiącego człowieka… Trawiona gorączką krzyczy:
– Matko, ja nie grzeszyłam! Ale ja byłam przyczyną, że mój tancerz brnął we krwi Chrystusowej!…

Bracia! W iluż to salach balowych można by dzisiaj napisać u wejścia: „Tu tańczą we krwi Chrystusowej!” Na iluż to modnie ubranych kobietach, sukniach balowych, towarzystwach, flirtach, pustych zabawach, kinach, na ilu teatrach można by położyć napis: „Tu depczą ciało Chrystusa!”
Krew chrześcijańska: to krew Chrystusa! Ciało chrześcijanina: to ciało Chrystusa!
O, Chryste cierpiący, oświeć ludzi, by swoim ubiorem, zachowaniem się, mową, czynami, nigdy nie brnęli we krwi, w Twojej za nas wylanej, drogiej… świętej krwi! Amen.

 

Szukaj

pomóż tej stronie

Szanowny Gościu, jeżeli możesz, zamieść proszę u siebie jeden z linków prowadzących do tej strony.

Wybierz link do zamieszczenia

Wymienię się linkami

.mp3

September 2017
Mo Tu We Th Fr Sa Su
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1