(O szóstym i dziewiątym przykazaniu) Jak ciężkim grzechem jest nieczystość

 

Kochani Bracia w Chrystusie!

Jest w Piśmie świętym kilka wstrząsających scen, których czytanie napełnia człowieka przerażeniem. Opowiadanie, którym rozpocznę dzisiejsze kazanie, jest jednym z takich najbardziej wstrząsających obrazów. Znajduje się ono w V księdze proroka Daniela i mówi o Baltazarze, ostatnim królu babilońskim. Trzy słowa tej sceny napisanie na ścianie: „Mane, Thekel, Phares” stały się dziś przysłowiem, używanym w całym świecie.

Baltazar, król babiloński, urząd wystawną ucztę dla przedniejszych mężów swojego państwa. Jakie na tej uczcie były potrawy – nie będę opowiadał. Pismo Święte o tym też nie mówi. Ale przytacza jeden przerażający epizod z tej uczty.

Kiedy już król się upił, zrodziła się nim okropna myśl. Kazał przynieść święte naczynia, które jego ojciec Nabuchodonozor, po zdobyciu świętego miasta Żydów, zrabował ze świątyni jerozolimskiej. Kazał przynieść Bogu poświęcone naczynia i napełnić je trunkami. Król, jego żony, dwór i całe rozbawione towarzystwo, pozbawione na wpół rozumu, chwyciło za srebrne i złote naczynia… otumanieni oparami trunków, plączącymi się w ustach językami, bezsensownymi słowy poczęli wielbić pogańskich bogów. Nieokiełzana hulanka osiągnęła już prawie najwyższe natężenie… kiedy nagle… czerwona od wina twarz króla zaczęła blednąć. Na stojącej naprzeciw niego ścianie tajemnicza ręka napisała trzy słowa… Trzy słowa…: „Mane, Thekel, Phares” – „Przeliczył Bóg królestwo twoje, rozdzielił je i zostałeś zważony na wadze”.

Po tych słowach Pismo Święte z przerażającą prostotą dodaje króciutkie zdanie: „Tej samej nocy król chaldejski Baltazar został zabity” (Dn 5, 30).
Bracia! Baltazar zginął, bo zbezcześcił naczynia Pańskie. Zginął, bo nieczystymi rękoma dotykał świętych rzeczy. Pan nie pozwala kalać tego, co Jemu było poświęcone. A cóż czuje Pan Bóg wtedy, gdy ulegają profanacji nie martwe naczynia kościelne, ale żywe świątynie Boga (1 Kor 3, 16), kiedy ludzkie ciało nurza się w grzechu nieczystości! Pan nie mógł pozostawić bez kary nieprawości ludzkiej, która splamiła naczynia kościelne, czyżby mógł pozwolić, żeby człowieka, świątynię Ducha Świętego zakażała nieczystość!

W czasach obecnych, kiedy ludzie bez drgnienia powieki wychylają puchary grzechu nieczystości, kiedy łańcuchem fałszywych rozumowań starają się usprawiedliwić, tłumaczyć i przedstawić objawy niemoralnego życia za coś naturalnego i słusznego, trzeba omówić w osobnym kazaniu: Czy nieczystość jest naprawdę grzechem i czy jest ciężkim grzechem? Zastanówmy się: I Co mówi Bóg o tym grzechu? i II Co mówi o nim życie?

 

I.

Co mówi Bóg o grzechu nieczystości?

 

Jak wielkie znaczenie przywiązuje Bóg do Swego planu twórczego i jak wielkim grzechem jest nadużywanie tego plan przez człowieka, wynika z licznych oświadczeń Pisma świętego.

a) Pierwsza księga Mojżesza wspomina, że kiedy ludzie rozmnożyli się na ziemi, zarazili się grzechem nieczystości. W związku z tym Pismo Święte wyraża się o Panu Bogu w sposób wprost uderzający: „Kiedy zaś Pan widział, że wielka jest niegodziwość ludzi na ziemi i że usposobienie ich jest wciąż złe, żałował, że stworzył ludzi na ziemi, i zasmucił się .” (Rdz6,5–6).

Bracia! Kiedy człowiek po szyję zaczął brnąć w grzechu nieczystości, Bóg pożałował, iż go stworzył. Tego wyrazu nigdy więcej nie spotykamy w Piśmie Świętym! Pierwsza para ludzka zbuntowała się przeciwko Bogu, za co została ukarana, ale tu jeszcze nie spotykamy słowa, że Pan Bóg „żałował”, że ten nieposłuszny rodzaj powołał do istnienia. Kiedy do Kainowych rąk przyschła krew bratnia, ukarał go Bóg, ale i tu nie czytamy, by „pożałował”, że stworzył ten krwiożerczy rodzaj. Grzeszny syn Noego wyśmiewa się z wad swego ojca i Bóg go karze za to, ale nie czytamy, by „pożałował”, że stworzył takie złe stworzenie. Człowiek popełnił wiele grzechów, ale Pismo Święte tylko przy tym jednym używa wstrząsającego słowa: „żałował”. Bóg obdarzył człowieka wspaniałą godnością: uczynił go niewiele mniejszym od aniołów, stwarzając go na Swój obraz i podobieństwo. Gdy zauważył, że swoją wielką godność człowiek rzuca w błoto grzechu nieczystego, jak się wyraża Pismo Święte: „żałował, że stworzył człowieka”. I zesłał na niego potop.

Bracia! Gdy wam będą tłumaczyć, że nieczystość nie jest grzechem, że to nic, że to rzecz zupełnie naturalna, pomyślcie wtedy: Jakaż głębia zepsucia musi się kryć na dnie tego grzechu, skoro Bóg w ten sposób o nim się wyraża.

b) W Piśmie Świętym jest jeszcze inna pouczająca scena: Zniszczenie Sodomy i Gomory.

Pismo Święte mówi o pięciu miastach, gdzie szalała rozpusta bez granic. Sodoma i Gomora i jeszcze trzy inne sąsiednie miejscowości. Ludzie żyli wesoło, bez cienia wyrzutu spijali najokropniejsze brudy zepsucia, używali rozkoszy, upojenia… Aż razu pewnego przepełniła się miara cierpliwości Bożej. Niebo otworzyło się nad nimi i spadł deszcz siarczysty. Nastał popłoch straszliwy. Ludzie zabijali się w ucieczce, a ogień wszędzie za nimi dążył… palił… i piekł… Domy stały w płomieniach, ubrania na ludziach gorzały, włosy płonęły, ciała pokryte ranami prażyły się w ogniu, powietrze buchało płomieniem. Uciekali… a nielitościwy ogień gnał za nimi… A cóż dzisiaj? Na miejscu pięciu kwitnących miast rozłożyły się wody Morza Martwego, w którym nie wyżyje żadna ryba, unoszą się tylko opary psujące powietrze.

Bracia! Gdy się zjawią słudzy grzechu i zaczną wam szeptać w ucho: O, to nie grzech, to nic, to rzecz naturalna – niech zabłyśnie wam w oczach wspomnienie siarkowego deszczu, którego paląca lawa wyniszczyła bez śladu wszystko w pięciu zepsutych miastach: mężczyzn, kobiety, dzieci, zwierzęta, rośliny, domy, wszystko… Jakaż głębia zepsucia musi być w tym grzechu, skoro Bóg w ten sposób zań karze!

c) Przypomniałem wam, Bracia, straszne sceny z Pisma Świętego. Czy mam jeszcze przytoczyć kilka zdań z Ksiąg natchnionych? Mamy przede wszystkim słowa Przykazań Dekalogu: „Nie cudzołóż” i „Nie pożądaj żony bliźniego twego”. Pan Jezus zostawił nam w Ewangelii wyjaśnienie obu Przykazań: „Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż! A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa.” (Mt 5, 27 – 28). A święty Paweł apostoł w te słowa się odzywa: „Jest zaś rzeczą wiadomą, jakie uczynki rodzą się z ciała: nierząd, nieczystość, wyuzdanie,… Którzy się takich rzeczy dopuszczają, królestwa Bożego nie odziedziczą.” (Gal 5, 19 – 21). „O tym bowiem bądźcie przekonani, że żaden rozpustnik ani nieczysty… nie ma dziedzictwa w królestwie Chrystusa i Boga.” (Ef 5, 5).

Któż po tym wszystkim uwierzy fałszywym mędrcom, którzy głoszą, że to nic, że to nie grzech, ale rzecz zupełnie naturalna?! Czy i teraz nie widzimy, jak surowym okiem patrzy Bóg na nieszczęśliwego człowieka, który nadużywa Jego zaufania i grzesznie marnuje siłę twórczą od Niego otrzymaną?! I jak spogląda na takiego człowieka Pan Jezus, który w potokach Swojej Krwi cierpiał za niego! Kto zdolny upaść tak nisko, niech posłucha słów świętego Pawła: „Czyż nie wiecie, że ciała wasze są członkami Chrystusa? Czyż wziąwszy członki Chrystusa będę je czynił członkami nierządnicy? Przenigdy!” (1 Kor 6, 15).
Takie oto, Bracia, – mniemanie ma Bóg o tym grzechu.

 

II.

Czego uczy nas życie?

 

Jak groźne niebezpieczeństwa kryją się w grzechach przeciwko VI Przykazaniu, możemy pominąwszy nawet stanowcze słowa Pisma Świętego, dowiedzieć się jeszcze i skądinąd. Mówią nam o tym i następstwa tego grzechu. Następstwa duchowe i cielesne. Zwróćmy uwagę na tę stronę zagadnienia.

1) Następstwa grzechu dla duszy są :

a) Każdy grzech niszczy duszę, ale żaden nie niszczy jej w tym stopniu, co grzech nieczystości. Żaden grzech bowiem nie atakuje podstawy życia duchowego: wiary. Nie ma na świecie grzechu, który by tak łatwo odarł człowieka z najcenniejszego skarbu duchowego, z wiary, jak właśnie grzechy popełnione przeciwko szóstemu Przykazaniu.

Mogą zajść w życiu człowieka wypadki, następstwem których bywa zachwianie się wiary. Nawet najbardziej religijny człowiek może zabłądzić na Saharze życia duchowego. Mogą zrodzić się w jego sercu wątpliwości odnośnie do wiary, na które w danym momencie nie będzie mógł znaleźć zadowalającej odpowiedzi. Ale to nic nie szkodzi, Bracia! Dopóki ktoś prowadzi życie moralne i ma czyste serce, tego rodzaju wątpliwości nie są tragiczne. Niebezpieczeństwo zaczyna się wówczas, gdy zdolność jasnego pojmowania rzeczy zaciemniają opary, unoszące się z zabagnionego serca. Nie ten traci najłatwiej wiarę, kto za dużo umie, lecz ten, którego życie i serce uległy rozpustnemu zakażeniu. I nie może być inaczej.

Nieustanna sprzeczność, jaką taki człowiek widzi między wiarą a życiem; stałe raniące jego duszę wyrzuty; wieczna troska, że „jeśli jest Bóg, to biada mi, bo kiedyś będę odpowiadał za swoje czyny, słowa, myśli” – to wszystko w końcu zachwieje jego wiarę. Jakby to było dobrze, gdyby nie było Boga – rodzi się w nim myśl, z początku lękliwa… Może i nie ma Boga… nie ma… nie ma!…

Oto główna przyczyna niedowiarstwa niejednej duszy: zepsute serce może uczynić kogoś niewierzącym, ale poważnie myślący rozum – nigdy! Jakżeż prawdziwymi są słowa Pisma Świętego: „Nieskazitelność zbliża do Boga” (Mdr 6, 19), natomiast „człowiek zmysłowy bowiem nie przyjmuje tego, co jest z Ducha Bożego” (1 Kor 2, 14). Ten staje się bezbożnym, komu zależy na tym, żeby Boga nie było.

Pewien mężczyzna rozmawiał z księdzem. Mężczyzna ten, którego niemoralne życie było publiczną tajemnicą, tak mówił: „Proszę księdza, religia sama w sobie jest rzeczywiście rzeczą piękną i szlachetną, ale musi mi ksiądz przyznać, że w Piśmie Świętym są miejsca niezupełnie jasne i zrozumiałe, np. cuda”. Ksiądz odpowiedział mu po cichu: Rzeczywiście, są w Piśmie Świętym miejsca niezupełnie jasne. Ale szóste Przykazanie jest bardzo wyraźne. Napisane jest bowiem: „Niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego… Ani rozpustnicy… ani cudzołożnicy…” (1 Kor 6, 9).

Tak, kto się skarży na wątpliwości w wierze, najczęściej powinniśmy mu dać taką radę: zerwij z grzechami, a jutro już odzyskasz silną wiarę!

Panowie – mówił Chateaubriand w pewnym towarzystwie uczonych – proszę położyć rękę na serce. Wyznajcie szczerze: „czy mielibyście odwagę nie wierzyć, gdybyście mieli odwagę czysto żyć?”

Szczera prawda! Ale niemniej prawdziwe są słowa wielkiego myśliciela Pascala: „Jeśli chcesz się przekonać o wiecznych prawdach, nie gromadź dowodów, lecz poskramiaj swoje namiętności”.

Tak, Bracia! Najsmutniejszym następstwem duchowym grzechów przeciwko VI Przykazaniu jest: utrata wiary!

b) Ale nawet w duszy, której niemoralne życie nie wywołuje największego zniszczenia i nie zabija wiary, zabija mnóstwo duchowych skarbów . Padają jego ofiarą odwaga, wielkoduszność, chęć pracy, szczerość, otwartość, rycerskość, dążenie ku ideałom i radość życia… Co za straszna zapłata za chwilowe grzeszne radości!

Młodzieńcy, wkraczający w życie z najpiękniejszymi nadziejami, łamią się pod jego ciężarem. Dla niego okrada syn dom rodzinny, a urzędnik defrauduje. Dla niego powstaje najwięcej nienawiści rodzinnych, nieporozumień, rozwodów. Ileż to wylanych łez, bezsennych nocy, zmarnowanych majątków, porzuconych dzieci i rodzin – ile przekleństw, morderstw i kłamstw – ile krzywoprzysięstwa!

Bardzo nisko potrafi upaść człowiek, który stał się niewolnikiem grzechu nieczystości! „Bezbożni zaś są – czytamy u proroka Izajasza – jako morze wzburzone, które się nie może uciszyć” (Iz 57, 20). Rzeczywiście, jak fale wzburzonego morza, miotają nim popędy zwierzęce z jednego grzechu do drugiego. Po upływie chwilowej przyjemności stokrotnie żałuje swego czynu, a już następnego dnia na nowo zaczyna. Jak nocny motyl, który popalił sobie skrzydła w płomieniu świecy, oślepiony raz po raz uderza w światło. Chciałby zerwać z grzechem, ale nie może.
Pomyślcie, jaki będzie tego koniec?

Pewien jegomość brał udział w wykwintnym balu. W pewnym momencie spostrzegł, że w kącie na kanapie siedzi we fraku jakiś osamotniony, smutny młody człowiek. Był bardzo smutny.
– Co panu jest? – zwrócił się do niego ze współczuciem.
– Nic! – odpowiada młodzieniec znużonym głosem. – Patrzę na mojego ojca, jaki on młody, wesoły, jakby był moim synem, a ja jego ojcem …
Bracia! Nikt nie mógłby trafniej opisać następstw życia niemoralnego, jak oświadczenie tego młodzieńca. „Tak, jakby mój ojciec był młodzieńcem, a ja starym niedołęga!” Czy może być coś smutniejszego, niż widok młodych drzew na wiosnę, które zamiast uginać się pod girlandami kwiecia, stoją bez pączków bez korony liści, z krzywym, zdegenerowanym pniem, ku ziemi schylając konary! Młoda dusza, w której powinna huczeć siła życia, skrzyć się energia – żyje bez radości, rozmachu, ze złamanymi skrzydłami. Wzrok jej błędny i ospały! O, chciałbym pokazać apostołom niepowściągliwości te wyjałowione dusze, i zapytać ich: Czy odważycie się i teraz mędrkować? Czy ośmielicie się jeszcze i teraz mówić, że nieczystość to nie grzech, że to nic, że to prawo natury?!

c) Jeszcze jeden rzut oka na ten smutny obraz: wskutek życia niemoralnego dusza traci czar i piękno, które jej dała łaska poświęcająca , zanika w niej subtelność życia nadprzyrodzonego. Czar czystej duszy nieprzepartą siłą zmusza człowieka do szacunku, ale natychmiast traci swoją ujmującą piękność, gdy tylko padnie na nią cień grzechu zmysłowości.

Światło czystej duszy jest delikatne, miłe, o takim blasku i subtelności, jak światło lampy neonowej. Dzisiaj coraz więcej są używane tablice reklamowe, oświetlane gazem neonu, który pod wpływem prądu elektrycznego, żarzy się światłem łagodnym i tajemniczym, ale tylko wtedy, gdy jest zupełnie czysty! Niech tylko w nich znajdzie się nieco obcego ciała, inny gaz, albo nieczystość, nie będzie się palił. Jeśli duszę brudzi choćby najmniejszy grzech nieczystości, nie potrafi ona rozżarzyć się przebiegającą w niej łaską Ducha Świętego. Dęby nie wystrzelają, bowiem ku wyżynom w ciemnych podziemiach, ani róże nie kwitną w stęchłych lochach. Tam może najwyżej wegetować grzyb, pleśń, jedynie blade pająki mogą kryć się w tłumie biegających stonóg. „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni będą Boga oglądali” – powiedział Pan Jezus w Kazaniu na górze. A brudnego serca? Na całym świecie widzą tylko brud i rozpustę, i w końcu utoną w morzu rozwiązłości. W sercach ich wygaśnie światło neonu czystego życia.

Czy już jesteśmy przy końcu, Bracia? Nie! To jeszcze nie cała lista strat. Zepsuciu duszy towarzyszy często i zepsucie ciała!

2) Grzech nieczystości pociąga za sobą i następstwa cielesne, które wskazują, że Bóg nie pozostawi bez kary sponiewierania Jego najświętszego planu tworzenia.

Ciekawa rzecz: z karą za inne grzechy Bóg czeka do sądu na tamtym świecie. Kto przeklina, kto sięga po cudzą własność, kto kłamie, grzeszy i obraża Boga. Ale Pan jest cierpliwy. Odkłada karę zazwyczaj aż do chwili sądu. Jest jednak grzech, grzech przeciwko VI Przykazaniu, który nie tylko obraża Boga, ale nadweręża życiodajną siłę ludzkości, i za ten grzech Bóg kary nie odwleka. Grzech ten już na ziemi zostaje ukarany – a kara ta jest okropna. Organy sprawiedliwości państwowej nie ścigają wprawdzie tego grzechu, ale ostrzejszy od wszystkich sędziów świata jest ognisty miecz natury. Grzech nieczysty spowodował rozpętanie żywiołów przy potopie świata; z tego powodu ogień spalił mieszkańców Sodomy i z tego powodu pożera grzesznika dzisiejszego straszniejsza od wody i ognia kara. Jesteśmy świadkami, że prawie dosłownie spełniają się słowa Pisma Świętego: „którego dnia będziesz spożywał owoce z tego drzewa, śmiercią umrzesz”.

a) Bracia! Nie wypada, bym z kazalnicy wygłaszał wykład, raczej lekarski, o fizjologicznych następstwach życia niemoralnego. Świętość miejsca na taki temat nie pozwala. Jestem zresztą głęboko przekonany, że dobrych chrześcijan wstrzymuje od tego grzechu nie obawa przed chorobą, ale dziecięca uległość dla woli Ojca Niebieskiego. Ale, Bracie, kiedy w twoim tryskającym siłą organizmie ozwie się głos instynktów, które domagają się swoich praw; każdy cień grzechu bezczelnie, krok w krok dąży za tobą, że wprost czujesz go za sobą i skarżysz się: „Nie, nie mogę się oprzeć pokusie!” – o, w tych chwilach, które mogą się zakończyć tragicznie, rzuć w myśli okiem na olbrzymie zastępy ludzi, którzy za jedyną chwilę grzechu płacą okropnymi chorobami; obraz podziała na ciebie, jak zimny okład i uspokoi cię.

Gdzie się tylko pokaże grzech nieczystości, śladami jego więdnie ziemia, pochylają się wzniesione dotychczas głowy, załamuje się sprężysta postać, biednie różowa twarz, łamie się siła życiowa. To, co miało być uśmiechniętym kwiatem, zamienia się na trzeszczącą chraść, usycha zupełnie to, co miało się rozwijać w świeżym rozkwicie.

Złodziej, gdy kradnie, szkodę czyni drugiemu. Człowiek niemoralny natomiast okrada samego siebie z najcenniejszych sił: „Wszelki grzech popełniony przez człowieka jest na zewnątrz ciała; kto zaś grzeszy rozpustą, przeciwko własnemu ciału grzeszy.” (1 Kor 6, 18).

O, Bracie, pomyśl o tym, gdy zaleją cię fałszywe mędrkowania kłamliwych uwodzicieli, gdy zapłoną w piersiach twoich niszczące ognie zabronionych pożądań! Uważaj! Wgłębi natury ludzkiej ukrywają się zgłodniałe psy krwiożercze szakale. Nie napawaj ich twoją młodą, świeżą i szlachetną krwią! Czy słyszeliście o roślinach owadożernych? Na ich rozłożone listki siada bez śladu niedowierzania robaczek, by wypocząć. Ale nie odleci już stamtąd, bo liść skwapliwie się zamyka. Po kilku dniach, kiedy znów się otworzy, z biednego robaczka pozostały tylko szczątki: roślina zjadła, wyssała z niego życie.

Młodzieńcze! Czy tego pragniesz, by grzech nieczystości wyssał wszystką twoją siłę i cały twój zapał? Czy nie widzisz, że na każdym kroku dosłownie spełniają się słowa świętego Pawła: „Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest świętą, a wy nią jesteście.” (1 Kor 3, 16 – 17).

Dotknąłem okropnej rany dzisiejszego społeczeństwa! Kiedyś zgrozą napełniało człowieka widmo cholery, dżumy, trądu. Dziś już, chwała Bogu, potrafimy opanować te zarazy. Ciało ludzkie ma dziś właściwie dwóch strasznych wrogów. Nie cholera to, ani dżuma, ale suchoty płuc i choroba krwi, wywołana przekraczaniem VI Przykazania. O, gdyby pewnego razu zaczęły mówić groby! Te głuche groby, do których tylu przedwcześnie powalił grzech nieczystości! To zło nie oszczędza nikogo; zabija nie tylko po miastach, ale i po wsiach. Szerzy się nawet w życiodajnej atmosferze górskiej, nie tylko w dusznym powietrzu mieszkań wielkomiejskich; ogarnia starych i młodych – okropność wypowiedzieć: przeklęte dziedzictwo tego grzechu udziela się nawet niewinnym dzieciom.

b) Poruszyłem teraz myśl, przerażający fakt, który rzuca światło na okropne następstwa niemoralnego życia.

I dawniej były nam znane groźne słowa Pisma Świętego, że za grzechy ojców pokutują dzieci do trzeciego i czwartego pokolenia ; ale nowoczesna wiedza lekarska i badania o dziedziczności wykazały jasno, dlaczego Pan Bóg wymaga wstrzemięźliwego życia i panowania nad sobą przed zawarciem małżeństwa?
„Czy zbiera się winogrona z ciernia albo z ostu figi? … Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców.” – mówi Pismo Święte (Mt 7, 16 – 18). Zdrowe i moralne pokolenie pochodzi od zdrowych, moralnych rodziców i odwrotnie – znów według Pisma Świętego – z grzesznych rodzin pochodzą grzeszne dzieci (Syr 41, 8).

W bankietowej sali Babilonu, gdzie Baltazar sprofanował święte rzeczy, zjawiła się ręka strasznego pisarza. Ta ręka i dziś pisze historię świata. Los młodych generacji i ich siła czy niedołężność, zdrowie czy choroba zależy od tego, jak spędzili życie ich rodzice: w uczciwości, czy w rozpuście. Wskutek okropnej siły dziedziczności człowiek nosi straszne ciężary: grzechy rodziców z młodych lat; ich wady i złe skłonności nie znikają bez śladu, lecz pojawiają się i niszczą życie lekkomyślnych wnuków. Według smutnych praw dziedziczności: niemoralnie spędzona młodość prześladuje wnuków, jak krwawe przekleństwo.

Bracie! Czy chcesz, żeby twoi synowie, wnukowie, łatwiej walczyli w boju o moralność? Żyj sam moralnie, panuj nad sobą, a ułatwisz walkę twoim potomkom!
Kto pokusy młodości zwycięsko pokonał i z aureolą czystości przystąpił do sakramentu małżeństwa, już tym samym większy spadek przekazał swoim dzieciom, aniżeli gdyby zostawił wielki majątek.
Oto wielka nauka dzisiejszego kazania.

 

***

A teraz, przy końcu kazania, mimo woli nasuwają mi się słowa pewnego ojca, który swego czasu pisał do mnie. Posłuchajcie, Bracia, jaka radość przebija w tych słowach: „Kiedy mój syn patrzy na mnie swoimi jasnymi oczyma – pisze – kiedy moje serce napełnia się radością na widok jego siły fizycznej i smukłych linii, gdy widzę, jak promieniuje z niego wesołość, świeżość dziecięca, wcale nie żałuję, że walczyłem całym latami Teraz wiem, że czyniłem to nie tylko dla siebie, ale i dla następnych pokoleń. Zrobiłem coś, dla czego warto było trudzić się i męczyć”.

Jakież to wspaniałe słowa, jakie myśli, promieniejące zasłużoną radością z ust ojca!

Przypomnijmy sobie teraz pewien fakt historyczny. O królu francuskim, Ludwiku XV, mówi historia, że na jego dworze panowało tak niemoralne i rozpustne życie, jak może nigdy na żadnym innym królewskim dworze. Sam król tonął w brudach po szyję, a obok żony przez 19 lat utrzymywał niejaką „madame Pompadour”. W podeszłym wieku rozdęła jego ciało wstrętna spuchlina. Ręce i nogi już za życia rozkładały się i po kawałku odpadało z nich ciało… A po jego śmierci przyszła krwawa rewolucja francuska, która zgładziła jego wnuka.

Bracia! Przed nami ciągną się dwie drogi: plan boży albo złość ludzka, posłuszne dziecię Boga albo buntujące się stworzenie, cnota albo grzech, wiara albo niewiara, moralność albo brudy, pełnia życia albo nędzna wegetacja – i jakby to powiedzieć najkrócej – triumfująca, zwycięska dusza, albo niewolnik skuty w kajdany zwierzęcych instynktów!

Widnieją przed nami dwie drogi. Którą obierzemy? Będziemy niewolnikami czy ludźmi wolnymi? Kto sprzeciwia się VI Przykazaniu, kto grzeszy przeciwko niemu, ten nie jest wolny. Jest niewolnikiem: niewolnikiem życia zmysłowego! Nie ma w nim wzniosłego panowania nad sobą, które znamionuje człowieka, jest bezwolną igraszką instynktów, które wspólnie z nami posiadają i zwierzęta; jeśli ich nie zdoła ugiąć i pokierować rozumem i wolą, nie ma prawa do nazwy człowieka.

Bo być człowiekiem znaczy tyle, co poskromić czyhające w nas dzikie zwierzę. Być człowiekiem znaczy: szukać przy świetle rozumu ścieżki w puszczach lubieżnych pożądań. Być chrześcijaninem znaczy: chwycić się wyciągniętego ku nam ramienia Chrystusowego. Być dzieckiem Chrystusowym znaczy: spoglądać na krzyż i z ściśniętymi zębami wytężyć wszystkie swoje siły do boju i mówić: Idę, Panie, gdzie mi Ty każesz!…

 

Szukaj

pomóż tej stronie

Szanowny Gościu, jeżeli możesz, zamieść proszę u siebie jeden z linków prowadzących do tej strony.

Wybierz link do zamieszczenia

Wymienię się linkami

.mp3

November 2017
Mo Tu We Th Fr Sa Su
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3