(O szóstym i dziewiątym przykazaniu) O wierności dozgonnej

 

Kochani Bracia w Chrystusie!
Dzisiejszy człowiek niestety jest niezdolny odczuć ciucha Dziesięciorga Przykazań, jak się to okazało niedawno podczas wyświetlania filmu pt.

„Dziesięcioro Bożych Przykazań” w jednym z kin berlińskich. W ostatnich latach film ten był również wyświetlany i u nas.

Otóż publiczność podziwiała monumentalne zdjęcia, bijąc brawo raz po raz, gdy pokazywano sceny ze Starego Testamentu. „Córka Faraona” – słychać oklaski. „Budowa piramid” – znowu oklaski. „Wyjście z Egiptu” – oklaski. „Mojżesz i dwie tablice kamienne” – oklaski…

Później następują Przykazania: Czwarte Przykazanie przyjęto oklaskami. Każdy lubi, gdy go dzieci szanują. Piąte Przykazanie – oklaski. (Czemu nie: przecież staje w obronie mojego życia!). Szóste Przykazanie. – Cóż to? Ledwie tu i tam słychać oklaski… Dziewiąte! Cała sala milczy. Tego przecież nie można wymagać od współczesnego człowieka!… Jak to, więc nie mam prawa do cudzej żony? Jak to, ci, którzy złożyli przysięgę przed ołtarzem, mają żyć ze sobą dozgonnie? Co więcej, mam zostać czystym w myśli, w pragnieniach, pożądaniach? Nie, już tego dzisiejszy człowiek nie jest w stanie zrozumieć.

Czego więc żąda? Czy złagodzenia VI i IX Przykazania? Więcej! Nie żąda złagodzenia, ale wprost wykreślenia, wyrzucenia go z porządku świata!

Niedawno pojawiła się w Paryżu książka, w której autor poważnie zastanawia się nad możliwością poligamii i poliandrii. – Książka ta rozeszła się w 70000 egzemplarzy! W Ameryce ukazała się druga książka pewnego pedagoga, który zachwala „małżeństwo na próbę!” W Berlinie pewien głośny zboczeniec seksualny zachęca młodzież szkolną, męską i żeńską do życia niemoralnego! I tak dalej… Bracia! Czy świat przewrócił się do góry nogami?! Czy możemy pozwolić, by hulały wszystkie namiętności, zwierzęce pragnienie i całe piekło zła nadając tylko temu bagnu piękną grecką nazwę i dalejże w nie?! Cóż jeszcze pozostanie ludzkiego, skoro spuścimy z łańcucha mieszkające w nas zwierzę?!

Powinniśmy być bardzo wdzięczni naszej świętej wierze, że w tym błędnym wirze fałszywych haseł, z całą stanowczością walczy o prawa boże, głosząc je nadal bez żadnych ustępstw! Nie umarł jeszcze żywy Bóg! – woła do ludzi. Nie umarł, a Jego Przykazania nie są pustym dźwiękiem, jeno żywą prawdą, która żąda od każdego z nas życia pełnego samozaparcia się, aż do ołtarza, a potem wierności małżeńskiej, aż do grobu. W czystości do ołtarza! – taki był tytuł mojego ostatniego kazania, zaś przedmiotem dzisiejszego jest wierność dozgonna.

 

I. 

Czego Bóg żąda od małżonków? 

Dzisiaj musimy odpowiedzieć na pytanie: Czego Bóg żąda od małżonków? Oto jasna i wyraźna odpowiedź: żąda dozgonnej, wzajemnej wierności małżeńskiej! 

1) Bracia! Największą klęską dla rodziny, a tak samo i dla społeczeństwa jest złamanie wierności małżeńskiej. W zwykłych okolicznościach niedotrzymanie danego słowa jest hańbą, ale mieszanie z błotem przysięgi, złożonej obietnicy na wierność małżeńską jest ze względu na swoją doniosłość najstraszniejszym grzechem. Wprawdzie lekkomyślny świat przechodzi nad tym do porządku dziennego; sztuki teatralne otaczają zdradę aureolą ogni bengalskich, ale nauka Chrystusowa nie pozwała na łamanie wierności małżeńskiej. 

Zważ, jak twardo brzmią słowa Pisma Świętego: „We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane, gdyż rozpustników i cudzołożników osądzi Bóg.” (Hbr 13,4). Celowo Kościół akcentuje przy ołtarzu, że małżonków łączy Bóg w jedno, i tylko śmierć może ich rozłączyć. Małżeństwo tworzy z dwóch dusz jedną duszę, to też złamanie wierności małżeńskiej jest świętokradzkim zamachem na tę jedność.
Słusznie mówi księga Hioba, że grzech ten jest strasznym i wszystko niweczącym ogniem (Hi 31, 11n).

Zastanówcie się, Bracia, czy tak nie jest? Czy z tego powodu nie rozpadają się ogniska domowe? Czy jedno z małżonków, popełniając ten grzech, nie wpada w najokropniejsze bagno niemoralności, skoro decyduje się na tak straszny krok, który potępia zarówno natura, jak moralność i wiara! Grzech – kłamca obiecuje wprawdzie rozkosz, ale grzeszący, czy grzesząca widzi później tylko swe straszne upodlenie. Okropna to chwila, w której ozwie się głos sumienia i gryzący serce niepokój! Jakże się unika wzroku współmałżonka, który niczego nie przeczuwa? A zwłaszcza jaki ból nieokreślony, jaki wstyd ogarnia duszę, gdy się spojrzy w oczy niewinnych dzieci, gdy się posłyszy srebrzysty śmiech ich niewinnych usteczek! Gdy musi się z trwogą ukrywać własną duszę, skalaną zdradą!

Złamaniem wierności małżeńskiej grzeszą obie strony, to też do obydwu chciałbym dziś poważnie przemówić!

Przemówić do was, żony, które czasem tak lekkomyślnie narażacie się na pokusy, byle tylko zaspokoić swą próżną ciekawość, nie prowadzącą do niczego dobrego. Do was, żony, mające dobrych, ofiarnych mężów, którzy jednak nie są w stanie zaspokajać wasze kaprysy – chciałbym przemówić słowami Pisma Świętego: „Miłujący niebezpieczeństwo w nim zginie.” (Syr 3, 26).

Zwracam się również i do was, mężowie, którzy nawet nie macie pojęcia, ile to bezsennych, pełnych łez nocy spędzają wasze żony, dotknięte waszym bezmyślnym zachowaniem się, większą, lub mniejszą lekkomyślnością. Jak one cierpią, gdy czyszcząc wam ubranie, znajdują zapomniane fotografie, listy i bilety do teatrów. Wiedzą wszystko, ale obawiają się skandalu, milczą, a skrycie zalewają się łzami bólu i cierpienia. Do was się zwracam, mężowie, przypominam, że jesteście złączeni ze swymi żonami dozgonnie, że winniście im dochować wierności aż do grobu, bo bezdenna przepaść otwiera się przed tym, kto łamie przysięgę złożoną przed ołtarzem, na krzyż Chrystusa Pana, kto wbrew Przykazaniom niszczy i zrywa to, co Bóg złączył! Dla nas małżeństwo nie jest zabawą, uroczystością, rozczuleniem, ani rozkoszą. Małżeństwo jest otwarciem źródła łaski, umacniającej dozgonną wierność.

Sobór trydencki – określa to w następujący sposób: „Łaska tego sakramentu dana jest w tym celu, żeby wzajemną miłością połączeni, mężczyzna i kobieta, wytrwali wspólną dobrą wolą i nie szukali obcej, zakazanej, grzesznej miłości”.

Kiedy oboje przy ołtarzu podają sobie ręce, nie ma między nimi nic obcego. Nikt ich nie rozdziela. Modlitwa Kościoła, wypraszająca im błogosławieństwo, mówi, żeby nikt ich nie rozdzielił.

2) Teraz dochodzimy do najważniejszego punktu dzisiejszego tematu, do słów Pana Jezusa: „Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo.” (M 10, 11 – 12).

Pan Jezus wyrzekł twarde słowa, na które się oburza i złości wielu ludzi, a jednak zawierają one w sobie prawdę: Nie tylko ten grzeszy przeciwko VI i IX Przykazaniu, kto pożąda żony bliźniego, ale i ten, kto rozwiódłszy si ę , pojmuje sobie znowu m ęż a albo ż on ę ! Kto raz przysiągł w sposób prawomocny, ten, za życia współmałżonka, nie może przysięgać ponownie! Jeśli wbrew temu zawiera małżeństwo, to związek ten nie jest ważny, jest grzechem przeciwko VI i IX Przykazaniu. Ta nauka nie jest sfałszowana, jest odwieczną i niezachwianą nauką Kościoła, i nie może być inną bez uszczuplenia praw bożych.

Kamieniem zgorszenia dla wielu ludzi jest fakt, że Kościół katolicki piętnuje jako grzech to, co dzisiejsza opinia społeczna uważa za rzecz zupełnie naturalną, na co inne wyznania dają w swoich kościołach przyzwolenie! „Kościół katolicki jest zacofany, bez życia…” „Nie umie iść z postępem czasu!…” „Dziś wszędzie uważa się za rzecz zupełnie naturalną, że rozłączeni małżonkowie mogą zawierać ponowne małżeństwo, a tylko Kościół trwa dalej na tym samym stanowisku…”

a) A jednak, Bracia. Kościół nie jest zacofany. Nie brak mu życia , posiada nawet dziwną elastyczność i zrozumienie ducha zmienionych stosunków. Kościół jest instytucją zawsze żywą i przystosowującą się do wszystkich warunków. Patrzy spokojnie na rozwój kulturalny ludzkości i ocenia go z zimną krwią. Zawsze jest pełen równowagi, jak przystało na tego, którego dzieje liczą tysiące lat. Potrafi czekać. Gdy nauka teoretyczna głosi coś nowego, on tego nie przyjmuje, dopóki to jest hipotezą, lecz zgadza się, jeśli się to okaże faktem pewnym. Hasłem Kościoła jest:
„Am guten Alten
In Treue halten,
Aber vor Neuen
Nicht grundlos scheuen”.

Najnowsze zdobycze techniki zastosowuje w pracy nad podniesieniem dusz. Jego apostołowie tak samo jechali małą łodzią Kolumba, jak i na 46000 tonowym „Olympic'u” czy 46000 tonowym „Leviathanie”.

Kościół i dziś jeszcze odmawia starą modlitwę za podróżujących pieszo, ale błogosławi również i maszynę. Zobaczcie, co dzieje się w Rzymie każdego roku 11 stycznia, w dzień świętej Franciszki, ulubionej patronki Rzymian, na placu przed kościołem Santa Maria Nuova, gdzie spoczywają jej relikwie. Plac zapełnia się samochodami: auta ministrów, wojskowych, marynarki, dyplomatów, Czerwonego Krzyża i dygnitarzy duchownych, a na każdym medal z wizerunkiem świętej Franciszki. Z kościoła wychodzi długa procesja i wśród śpiewu psalmów błogosławi samochody.

Czy Kościół jest zacofany?! Misjonarz w Afryce jeszcze i dziś podróżuje na wielbłądzie, ale nasi biskupi już dawno pociągami jeżdżą na audiencję do papieża. Nasze wiejskie kościółki oświetlone są świecami, ale kościoły po miastach toną w powodzi światła elektrycznego, opalane są gazem i na falach radiowych płyną z nich kazania.

Czy Kościół jest naprawdę zacofany? Wysyłając kiedyś swoich posłów do cesarzy rzymskich, papież rozpoczynał swoje listy: „Dilecto Filio… Kochanemu Synowi…” A dzisiaj też pisze, wysyłając posłów do prezydentów republik: „Dilecto Filio… Kochanemu Synowi”.
Czy Kościół jest zacofany? Nie! Nawet dziwnie umiejący się przystosować, elastyczny i wyrozumiały.

b) Tylko, Kochani Bracia, jeśli Kościół zatrzyma się nad czymś, jeśli w jakiejś kwestii jest twardy, jak granit, –to tam chodzi z pewnością o jakieś fundamentalne, podstawowe sprawy!

Dlatego w stosunku do rozwodów zajmuje tak nieubłagane stanowisko!

Chrześcijański pogląd dotyczy całej ludzkości i nie może tej sprawy zacieśnić do małego, jednostkowego widnokręgu. Państwo nakłada duże podatki, choć jednostka na tym cierpi, jednak jest to konieczne, gdyż w przeciwnym razie zachwieje się ogólne życie społeczne. Tak samo może się zdarzyć, że jednostki ciężko cierpią z powodu wielkiej idei nie rozerwalności małżeństwa, jednak zasady, mającej służyć dobru całej ludzkości, nie można poświęcać dla interesu jednostki.

Weźmy jakiś konkretny wypadek: pokłóci się małżeństwo. Może się to zdarzyć zarówno pod uśmiechniętym niebem włoskiego nieba, jak i na chmurnej północy, tak w marmurowych pałacach, jak i w lepiankach wiejskich. Pokłócą się. I co z tego wyniknie? Kościół i społeczeństwo ma do wyboru: albo uczynić zadość interesom jednostki – i w takim razie pozwolić na rozwód – albo wziąć pod uwagę interes całej ludzkości, bytu społecznego i dobra ogółu – a w takim razie nie wolno zgodzić się na rozwód. Chrystus Pan i Jego prawdziwy Kościół ma na uwadze: wspólne dobro całej ludzkości. Dlatego nie pozwala po rozwodzie na ponowne zawarcie małżeństwa. Prawda, lepiej by było, gdyby to zagadnienie można rozwiązać w ten sposób, by dobro publiczne nigdy nie wymagało od człowieka tragicznych poświęceń. Ale to jest niemożliwe, a Kościół może brać pod uwagę tylko dobro publiczne.

Jakież by były owoce, gdyby nasz Kościół pozwolił na rozwód? Gdyby to uczynił – zawaliłby się gmach całego społeczeństwa! Nie zostałaby może ani jedna rodzina, bo wszędzie są sprzeczne poglądy? Możność rozwodów i nowe małżeństwa rozdmuchałyby iskry codziennych, małych nieporozumień w niszczycielskie pożogi. Teraz zaś, w obecnym stanie małżonkowie, wiedząc, że nie ma widoku na zawarcie nowego małżeństwa, starają się przebrnąć te ponure i mgliste chwile. Tak jest, Bracia! Świadomość nierozerwalności wyrównuje bez śladu tysiące nieporozumień,. z których przy uznaniu zasady rozerwalności wynikłby rozwód.

Chcąc być szczerym, muszę powiedzieć, że podoba mi się nieugięte stanowisko naszej świętej wiary ! Imponuje mi jej odwaga! Kiedy oderwana od chrześcijaństwa polityka skreśliła w ustawodawstwie ideę nierozerwalności małżeńskiej, kiedy we wszystkich kościołach innego wyznania bez trudności na nowo po raz trzeci i czwarty można ślubować „wieczną wierność”, kiedy Kościół katolicki musi znosić mnóstwo obelg zniechęcenia i przeboleć masową utratę wiernych, to imponuje mi jego stałość i ta, wykluczająca wszelki kompromis, odwaga trwania w obronie nauki Chrystusowej, potępiającej ponowne małżeństwo rozwiedzionych, i Przykazań, zabraniających rozpusty!

Ale jeszcze lepiej zrozumiemy postępowanie Kościoła, kiedy przejdziemy do drugiej części kazania. Dlaczego Pan Bóg wymaga dozgonnej wierności?

 

II.

Dlaczego Bóg wymaga dozgonnej wierności?

1) Po pierwsze, wymaga tego dla dobra małżonków, a zwłaszcza dla dobra kobiety.

Bracia! Gdy mężczyzna pojmie za żonę jakąś kobietę, zostawiając jednak sobie możność rozejścia się, czy nie zrobi przez to w świątyni życia rodzinnego tajnej furtki, której istnienie już samo przez się może zakłócić szczęście rodzinne? Czy żona może być spokojna, wiedząc, że mąż może ją porzucić w każdej chwili? Czy można zwycięsko zwalczać pokusy niewierności, jeśli ustawicznie przewija się myśl: „Po co mam łamać wiarę? Przecież to sarno mogę osiągnąć prawną drogą przez rozwód!” A odwrotnie. O ileż to łatwiej jest zwyciężyć czyhający na nas grzech, gdy wiemy, że stanowczo nie można usłuchać jego podszeptów! Wychodzi tutaj coś wręcz przeciwnego temu, do czego zmierzają propagatorzy „małżeństwa na próbę”. Bo wtedy dopiero naprawdę przewróci się świat do góry nogami i w porównaniu z tym obecny przewrót jest niczym.

Czy wiecie, Bracia, kto powinien być najbardziej wdzięczny Chrystusowi za to, że jest tak surowy i żąda dozgonnej wierności małżeńskiej? Wiecie, kto powinien być za to wdzięczny na wieki?

Kobiety!

Wy, kobiety, nawet sobie nie wyobrażacie, co by was czekało, gdyby się udało VI Przykazanie zreformować po myśli dzisiejszych przewrotnych apostołów. Każdy, kto występuje przeciwko VI Przykazaniu, rzuca postrach na duszę chrześcijańską. Ale gdy kobiety zabierają przeciwko niemu głos, to wtedy można zawołać słowami modlitwy: „Panie, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią”.

Nie wiem, czy widzieliście monumentalne freski Michała Anioła w kaplicy Sykstyńskiej? Na jednym z nich przedstawione jest stworzenie kobiety. Widać, jak obok śpiącego Adama Ewa powstaje do życia i zaraz, od pierwszej chwili wyciąga błagalnie ręce do Boga. Przez to wielki artysta chciał jakby wyrazić instynktowne przeczucie kobiety, że zginie niechybnie, jeśli jej stosunku do mężczyzny nie będą regulowały prawa boże! Cóż jej z tego przyjdzie, że po każdym małym nieporozumieniu może porzucić męża?! Mężczyzna znajdzie sposób egzystencji – ale co stanie się z kobietą? Co by wynikło z tego, gdyby wolno było chorą, zużytą, zestarzałą kobietę odrzucić precz, jak wyciśniętą cytrynę?

Nie, Bracia! Pojąć kobietę za żonę, a później, gdy już przestaje się podobać, odrzucić ją, jak wyciśniętą cytrynę, nie licuje z chrześcijaństwem! Jest to straszne okrucieństwo, pospolita, ordynarna brutalność! Człowiek nie jest w stanie zrozumieć, widząc, że właśnie kobiety walczą o przeprowadzenie tych okropności. Czyż nie kobieta bywa zawsze pokrzywdzona? Mężczyzna w każdej chwili znajdzie nową żonę, ale czy kobieta znajdzie męża? Kobieta, która pierwszemu mężowi oddała całą swoją wartość?

Oto, jak przedstawia się w rzeczywistości lekarstwo reformatorów małżeństwa! Gdy je ludzkość kiedykolwiek spróbuje zażyć, kobieta znowu upadnie do nizin, z których wydobyło ją chrześcijaństwo: do stanu wyzysku fizycznego i społecznego.

2) Należy zwrócić uwagę jeszcze na jeden bardzo ważny czynnik: na dzieci. Interes dziecka równie ż wymaga dozgonnej wierności. Cóż stanie się z dziećmi w instytucji „próbnego małżeństwa”? Najprawdopodobniej ich nie będzie. A jeśli będą, to będą miały rozbitą duszę, będą się wychowywały w dusznej, ponurej atmosferze! Będą prawdziwymi sierotami, których ojciec i matka żyją – ale z innymi! Bezdzietność rodzin już dzisiaj zaczyna być kwestią istnienia ludzkości, a co byłoby w czasach „próbnych małżeństw”? Znany lekarz moguncki (Gruber), który jest fachowcem w tej dziedzinie, mówi, że największym i najbardziej cennym darem kultury chrześcijańskiej jest ustanowienie dozgonnego małżeństwa.

Tak! Jest z tego dumni. Dumni, że nasza święta wiara kształtuje życiodajne siły człowieka nie tylko jednostronnie, ale obejmuje całokształt istnienia. Dochodzimy do zrozumienia pełni istoty V i IX Przykazania.

Używanie twórczej siły tylko wtedy jest święte i dozwolone, gdy w ślad za nim powstają nowe istoty ludzkie. Ale ten nakaz dotyczy tylko ram małżeństwa dozgonnego. Więc nie „wolna miłość”, nie „macierzyństwo panien”, ale wierne małżeństwo!

Czym można tłumaczyć ten nakaz?

Zastanówmy się przez chwilę. Człowiek jest w całej pełni odpowiedzialny za swoje czyny. Kto powołuje do życia dzieci, powinien je wychować. Dziecko jest najbardziej niedołężnym i bezradnym stworzeniem na ziemi. Potrzebuje opieki i wychowania przez długie lata, a do tego najbardziej powołane są dwie dorosłe osoby, które do tego zadania przygotowuje przede wszystkim naturalna miłość rodzicielska. Ale ten obowiązek, który ciąży na dwojgu ludziach, to wspólne zadanie można jedynie spełnić przy trwałej i nierozerwalnej wspólnocie, która w chrześcijańskiej terminologii nosi nazwę małżeństwa dozgonnego.

3) A teraz krótko naszkicuję tylko trzecią myśl. Dozgonnej wierności wymaga interes kobiety, interes dziecka i interes ludzkości. Łatwo jest gazetom zawiłe zagadnienia małżeństwa szumnie rozstrzygnąć, tłustym drukiem, zalecając jako lekarstwo „małżeństwo próbne”! Ale kto zna historię cywilizacji ludzkiej, nie ośmieli się tego zagadnienia rozwiązywać tak powierzchownie. W potężnym Babilonie reformatorzy małżeństw również uważali, że ta instytucja, podobnie jak i moralność jest niepotrzebna państwu do bytu. Okrzyknięto więc pożądliwość bóstwem, a niemoralność otoczono specjalnym kultem. Pogańskie bóstwo, w którego świątyni odbywały się orgie nierządu, nazywano Baalem (jak dziwnie podobny ten wyraz do słowa „bal”). Ale czym się to zakończyło? Przyszedł naród perski, stojący wysoko pod względem moralnym, i zmiótł z powierzchni ziemi Babilon wraz jego kulturą, rozpustą, grzechami i reformatorami małżeństwa, bo na nierozerwalnym, dozgonnym małżeństwie opiera się ludzkie społeczeństwo. Gdy tego fundamentu nie stanie, musi runąć.

Kochani Bracia! Dziś chorego może leczyć tylko lekarz. Coraz mniej spotyka się teraz znachorów. Ale w kwestii małżeństwa, każdy uważa się za fachowca i śmiało zapisuje lekarstwa. Przychodzą felczerzy nowoczesnej seksualnej etyki i taki wprowadzają chaos, że trudno się zorientować.

Jest źle. Ale nie zabierajmy się do leczenia w ten sposób, żeby wysadzić w powietrze całą instytucję, pierwszą komórkę społeczeństwa ludzkiego, podstawowy filar – małżeństwo. Bo te modne dzisiaj dążenia, które pod firmą „próbnego małżeństwa”, „wolnej miłości” itp. starają się realizować swoje idee, przepisują lekarstwa trochę, że się tak delikatnie wyrażę – zanadto radykalne: leczą chorego w ten sposób, że go zabijają. Przyznaję, że istotnie, zabijając małżeństwo, położą kres i małżeńskiej niewierności.

Mówią: „Uczucia przychodzą, odchodzą. Dziś płoną silnie, ale po dziesięciu latach nie ma z nich ani śladu. Więc jak można żądać, żeby na takiej złudzie dwoje ludzi opierało związek, który ma trwać dozgonnie?”

To prawda! Nie można żądać, żeby na takim gruncie powstawały trwałe ogniska domowe. Ale małżeństwo, według pojęć chrześcijańskich, to nieupajający ocean uczuć i miodowych miesięcy! Uczucie z czasem minie wraz ze wszystkimi zewnętrznymi jego objawami i pieszczotami, ale muszą pozostać dwa poważne charaktery świadome, że żyją dla siebie i dla dzieci, muszą wspierać się wzajemną miłością i wzajemnie się poświęcać i ponosić ofiary. Wola i trwałe przywiązanie małżonków następuje po gorącej miłości młodych lat. Ona zamiast słabnąć –w ogniu codziennych trudów życia małżeńskiego, rozwija się coraz bujniej i z każdym dniem staje się trwalszą. Tak, jak trudno w to uwierzyć, żeby można dochować wierności małżeńskiej, nie mając zasad religijnych, tak pewnym jest, że bogobojne, kochające Boga małżeństwo i w dzisiejszych czasach ogólnego zamętu potrafi niewzruszenie dotrzymać przysięgi, złożonej z biciem serca i drżeniem warg w dzień ślubu na krzyż Chrystusa Pana, że „w żadnych przeciwnościach nie opuszczę go, aż do śmierci, tak mi Boże dopomóż!”

Bracia! Teraz już chyba jasno rozumiemy podwójne znaczenie VI Przykazania: W czystości do ołtarza w wierności aż do grobu! Amen.

 

Szukaj

pomóż tej stronie

Szanowny Gościu, jeżeli możesz, zamieść proszę u siebie jeden z linków prowadzących do tej strony.

Wybierz link do zamieszczenia

Wymienię się linkami

.mp3

November 2017
Mo Tu We Th Fr Sa Su
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3