(O szóstym i dziewiątym przykazaniu) Do walki o czyste życie

 

Przykazania Boże - Bóg stworzył dla mężczyznę i kobietę w konkretnym celuKochani Bracia w Chrystusie!

Dzisiejsza niedziela nosi nazwę „Białej”. W czasach starochrześcijańskich w Wielką Sobotę udzielano sakramentu chrztu, a nowo ochrzczeni ubierali się w białe szaty i nosili je przez osiem dni, aż do Białej Niedzieli. Na pamiątkę tego starego zwyczaju kapłan przy chrzcie daje dziecku białą sukienkę, napominając przy tym, ażeby mimo pokus życiowych, zachowało śnieżną biel duszy.

Ten, kto nosi białą szatę, musi bardzo dbać o jej czystość, ale daleko trudniej jest dbać o śnieżną biel duszy.

Objaśniając Przykazania Boskie, wspominałem kilkakrotnie, że ich zachowanie, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, nie jest sprawą łatwą i wymaga ciągłego czuwania nad sobą, poświęcenia i walki.

Wielu ludzi zarzuca katolickiej wierze, że jest bardzo trudną i twardą, że za dużo ma wymagań! O ileż to łatwiej żyć w innych wyznaniach. Nie trzeba ani pościć, ani chodzić na mszę świętą, ani się spowiadać.

Wszyscy, którzy tak narzekają, nie znają zapewne słów Pisma Świętego, że życie ludzkie na ziemi jest ciągłym pogotowiem wojennym! (Hi 7, 1). Nie przypominają sobie znanego powiedzenia Pana Jezusa: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje.” (Mt 16, 24).

Czy rozumiecie znaczenie tych słów Pańskich, które wskazują, że jeśli wiara nie żąda od swoich wiernych noszenia krzyża, samozaparcia, karności i bojowania, to nie jest prawdziwą Chrystusową wiarą? Tak! My katolicy, praktykujący samozaparcie, utrzymujemy w karności siebie, swoje myśli, pragnienia, język, wzrok i instynkt. A w jakim to robimy celu? Bo wiemy, że bez tej wielkiej walki o wolność duszy, nie możemy stać się godnymi miana naśladowców Chrystusa, nie zdobędziemy mocy potrzebnej do zachowania Jego świętych Przykazań. A cóż dopiero mówić o zachowaniu VI i IX Przykazania. Obydwa te Przykazania wymagają największej walki – ale też i na to zasługują!

Patrzcie, jak Bóg kocha czyste dusze! Na matkę Syna Swego Jednorodzonego obrał Niepokalaną Dziewicę! Słuchajcie, jak uczy Pan: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.” (Mt 5, 8).

Spójrzcie: czyste dusze w niebie idą za triumfującym Chrystusem, jako Jego orszak i dwór: „To ci, którzy z kobietami się nie splamili: bo są dziewicami; ci, którzy Barankowi towarzyszą, dokądkolwiek idzie” (Ap 14, 4).

Tak, Bracia! Warto się trudzić, żeby zachować tę przez Boga wymaganą czystość ducha! W poprzednich kazaniach omawialiśmy podwójny nakaz Boży: W czystości do ołtarza, w wierności aż do grobu! Teraz zapoznamy się z prawami tej ciężkiej walki o wolność duszy, którą dla ugruntowania myśli bożej wszyscy musimy toczyć. Walka o wolność duszy rozgrywa się na dwóch frontach. Walkę, która się toczy w nas, nazwałbym frontem wewnętrznym, i o tym będę mówić pierwszej części kazania. Następnie rozwinę przed wami obraz walki, jaka zachodzi w świecie zewnętrznym, w życiu społecznym, a którą nazwałbym frontem zewnętrznym.

 

I.

Front wewnętrzny.

1) Kochani Bracia! W poprzednich naukach o VI Przykazaniu wykazałem jasno, że nasza święta wiara nie uważa instynktów ludzkich za grzeszne. Wyraźnie podnosi, że siła życiodajna, ukryta w człowieku, pochodzi od Boga, tj. mówiąc wyraźniej: zaznacza, że dozwolone jest życie seksualne, że nawet posiada ono dużą wartość, o ile nie przekracza granic, nakreślonych mu przez Boga. Nie wątpię, że każdy dobrze to rozumie. Ale, Kochani Bracia, katolicka wiara również wyraźnie głosi, że grzech pierworodny zakłócił wspaniałą harmonię duszy i ciała. I właśnie ów brak harmonii utrudnia najbardziej należyte rozwiązanie zagadnień życia seksualnego.

Chcąc zrozumieć, jak jest potrzebne ustawiczne wyrzeczenie się, którego wymaga od nas nasza religia, musimy jasno zdać sobie sprawę z dwu podstawowych myśli. Pierwsza głosi, że między duszą i ciałem od czasów grzechu pierworodnego panuje dysharmonia. Druga, ż e dusza ma większą wartość, aniżeli ciało. Grzech pierworodny zakłócił tę błogą harmonię, jaka pierwotnie panowała między duszą, a ciałem. Dziś każdy człowiek odczuwa tę ustawiczną walkę ducha z materią, dobra ze złem, rozumu z namiętnościami, obowiązku z lenistwem.

Tarcie między dobrem a złem, walka na życie i śmierć duszy z ciałem przybiera najkrwawszą formę, jeśli idzie o VI Przykazanie, gdzie człowiek widzi, jak dosłownie sprawdza się skarga świętego Pawła: „Nie rozumiem bowiem tego, co czynię, bo nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę – to właśnie czynię…” (Rz 7, 15 – 17).

Powiedzmy otwarcie: pożądliwość płciowa człowieka zwłaszcza w dzisiejszych stosunkach, prowadzi do swawoli, przesady, do nadużycia. Każdy zdaje sobie z tego sprawę, a jest tak na skutek osłabienia woli przez grzech pierworodny. Upokarzający ten stan wycisnął piętno na każdym człowieku.

Jeśli tę walkę przyjdzie nam toczyć w młodości z ciężkim może nawet wysiłkiem, to musimy pamiętać o drugiej podstawowej tezie, że z walki tej bezwarunkowo dusza musi wyjść zwycięsko, gdyż dusza więcej warta, niż ciało. „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł?” (Mt 16, 26).

Teraz rozumiemy; dlaczego chrześcijaństwo żąda od nas nieustannego poświęcenia, wyrzeczenia się i ujarzmienia instynktów. Ten tylko tego nie rozumie, kto nie zna sił, nurtujących w człowieku, kto żyje bezmyślnie, powierzchownie, kto rozumuje tak, jak trybunał dzieci, o którym wspomina Sokrates. Dobrze wiedział ów mędrzec, że tłum rozumuje powierzchownie, bo przedstawił to w swoim opowiadaniu o kuchcie i lekarzu.

Kuchta zaskarżył lekarza, lecz sędziami były tylko dzieci. Toteż kuchta w ten sposób przedstawił swoją skargę: „Dzieci! Oto człowiek, który was tak dręczy, rznie, pali, każe pościć i pić gorzkie lekarstwa, a zabrania słodkich napojów i łakoci”. Wiedział dobrze Sokrates, że pod wpływem takiego przemówienia „sędziowie” przyznają rację kucharzowi. Czyż nie takimi dziećmi – sędziami są ci, którzy się skarżą, że VI Przykazanie zabrania im przyjemności?! Nie pozwala na rzeczy, które, gdyby były dozwolone, to cała ludzkość zamieniłaby się w szpital, albo w jeden wielki dom wariatów.

Bracia! Nie krytykujmy Mądrego Prawodawcy, Boga. Nie narzekajmy, że wypełnianie Jego praw wymaga walki, ale radujmy się, że trzymając się Jego Przykazań, płyniemy po morzu życia na bezpiecznym okręcie do przystani życia wiecznego.

Zwłaszcza na okrętach wojennych trzeba staranną opieką otoczyć i dobrze chronić kompas, który powinien zawsze wskazywać odpowiedni kierunek, bo inaczej siły, promieniujące ze stalowego kadłuba okrętu, mogą pójść na marne. Życie ludzkie możemy porównać do okrętu, który jest kierowany przez kompas rozumu. Niestety z ciała dobywają się niespokojne siły instynktu, które mogą sprowadzić człowieka na błędne drogi. Dlatego trzeba ochraniać życie ludzkie przed szkodliwymi wpływami, a kompas umocować w jednym stałym punkcie, którym jest Góra Synaj i na niej otrzymane kamienne tablice. Kto w tym kierunku podąża, nie zbłądzi, i odwrotnie, kto w tę stronę nie patrzy, ten nie potrafi sumiennie kierować się w życiu. Dlatego nasza święta wiara stara się przygotować człowieka jeszcze za młodu do wielkiego boju o wolność, do walki o wyzwolenie duszy! Wszyscy czujemy, że ciało zaciera i wykoszlawia wszystko, co upodobnia nas do Boga. Czujemy, jak panuje nad nami materializm.

Otóż wiara nasza głosi, że zadaniem życiowym człowieka w tym ustawicznym boju wewnętrznym jest wznosić się coraz wyżej nad materię, i w ten sposób stwarzać coraz lepsze warunki, by rozkwitł kwiat naszego podobieństwa do Boga. W maleńkim owocku kryje się wielki dąb, który na razie jest tylko w zawiązku; w miarę powołania go do życia, następuje dalszy rozwój. We mnie, człowieku, podobieństwo boże istnieje również tylko w zaczątku, ale rozwinąć je jest moim świętym i wzniosłym zadaniem! Każde poświęcenie każe zapanować nad sobą, każde zwycięstwo nad złem jest jednym wielkim triumfem nad materią, zerwaniem łańcucha ze szlachetnego niewolnika, który żyje we mnie i wierzy, że go wyzwolę.

„In dir ein edler Sklave ist, dem du die Freiheit schuldig bist.”

Tak się przedstawia ta wzniosła wolność, bez której nie ma czystego życia i słonecznych wyżyn. Oto jest cel twardego boju o wolność, który na froncie wewnętrznym muszę stoczyć ze sobą, z moimi myślami i pragnieniami.

2) Jak to? Nawet na myśli muszę uwa żać? Czy i myślą można grzeszyć? – pytają ludzie. Niech więc przeczytają odpowiedź Pana Jezusa, którą przytoczę: „Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż! A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa.” (Mt 5, 27 – 28).

Pan Jezus, odznaczając się głęboką znajomością duszy, już samą świadomą myśl, świadome pożądanie grzechu uznał za ciężkie przestępstwo. Najnowsze badania psychologiczne i prawne potwierdzają słuszność tego srogiego na pozór orzeczenia Boga, bo czyn niemoralny już jest tylko ostatnim uderzeniem fali tego żywiołu, który gdzie indziej ma swe źródło, a mianowicie w świadomej, grzesznej myśli, z której wybucha pierwsza iskra, i jeśli jej w pierwszej chwili, gdy tylko dotrze do naszej świadomości, nie zgasimy, zapali całą paszą wyobraźnię i wolę, podnieci cały nasz system nerwowy tak, że wzburzone instynkty zaczną gwałtownie żądać zaspokojenia.

Zdawałoby się, że VI Przykazanie mówi tylko: „Nie cudzołóż!” Ale w istocie, co jest zresztą rzeczą zupełnie naturalną, zabrania ono wszystkiego, co prowadzi do grzechu. Bo tak, jak każdy grzech, tak i ten ma swój początek. Człowiek nie od razu wpada w grzech. Prowadzą go do tego drobne przekroczenia.

I tu, Bracia, muszę zwrócić uwagę na jedną pocieszającą rzecz: nie samo powstanie złej myśli jest grzechem, ale jej świadome podtrzymanie, umyślne zajmowanie się nią . Pokusa jeszcze nie jest grzechem!

Każdy z nas doświadcza na sobie strasznych praw życia ludzkiego! Jakich? Żyją w nas dwie wrogie sobie siły, toczy się nieustanna walka dobra i zła. Żyje w nas duch, który podnosi nas do góry, żyje i ciało, materia, pociągająca nas w dół. Ciało wywodzi się z ziemi, dlatego ku niej ciąży. Dusza pochodzi ze sfer nadziemskich i dlatego wyrywa się ku wyżynom.

Tak, Bracia! W każdym z nas wre walka, ale ona jeszcze nie jest grzechem! Dopóki nasza wola rwie się do góry, dopóki nasze dążenia szukają Boga, to nie ma mowy o grzechu, chociażby ta walka zmęczyła nas bardzo, chociażby płonęła w nas najokropniejsza zmysłowość.

Naturalnie łatwiej byłoby tę walkę zakończyć zwycięsko, gdyby ten bój toczył się tylko na froncie wewnętrznym, gdyby należało zaprowadzić porządek i ład tylko w instynktach. O, walkę tę każdy mógłby zakończyć zwycięstwem, gdyby nie trzeba było obronnych sił dzielić i może nawet więcej, niż połowę wysyłać a drugi front! Tym drugim frontem jest: świat zewnętrzny, przyjaciele, towarzystwo, zły przykład. Jest to front zewnętrzny.

 

II.

Front zewnętrzny.

O tym zewnętrznym froncie zaraz w pierwszym zdaniu muszę złożyć smutne sprawozdanie, że przedstawia się on jako jedno wielkie pobojowisko, na którym broczy krwią mnóstwo rannych i leży wiele trupów. Namowy drugich i zły przykład przyprawiły o śmierć duchową wielu ludzi, którzy zwyciężali na froncie wewnętrznym i mieli silę poskromić pożądliwości ciała.

1) Zobaczysz, jak gnuśni duchowo ludzie będą atakowali twój czysty pogląd na życie, jak będą cię drażnić i kpić! Ale tobie, o co idzie? Czy chcesz, żeby oni byli z ciebie zadowoleni? Żebyś im we wszystkim odpowiadał? Czyż zadawalając tego rodzaju towarzystwo, nie popadłbyś równocześnie w największą hańbę? Czy wiesz, co w bajce odpowiedział słowik żabom w bajorze, które rechotaniem chciały wyrazić swój zachwyt nad jego bajkowym śpiewem? „Jeśli pieśń, którą skończyłem śpiewać, podoba się żabom, w takim razie jest nieładna i już jej więcej nie będę śpiewał!”

Będą się z ciebie wyśmiewać, kpić, będą cię nazywać małym dzieckiem, dlatego, że się rumienisz, słysząc niemoralne rozmowy.

Bracia! Rumienienie się jest tarczą ochronną, którą dał nam Stwórca! Jakąż wspaniałą posiadamy broń! Gdy niebezpieczeństwo zagraża naszemu wzrokowi, to bezwiednie zamykają się powieki. Gdy się pośliźniemy, to bezwiednie, przy pomocy rąk staramy się podchwycić równowagę. Gdy zagraża niebezpieczeństwo czystości naszej duszy, odruchowo się rumienimy. Rumieniec jest cudownym darem natury! Czasami już przedwcześnie się rumienimy, jakby instynktownie wyczuwając niebezpieczeństwo. Słyszymy jakby ostrzeżenie: uważaj, bo grozi niebezpieczeństwo, dusza może stracić panowanie nad ciałem! Czasem rumienimy się już po spełnieniu złego czynu, bo wtedy odzywa się głos sumienia, stwierdzając klęskę: czujemy, że zwyciężyło w nas zwierzę, dlatego nam jest przykro i dlatego się płonimy.

„Naród, który zatracił rumieniec wstydu, musi zginąć” – powiedział pewien socjolog. Zwróćcie uwagę, Bracia, że powiedział to nie teolog, ale socjolog, a więc uczony, który bada przejawy życia społecznego. On spostrzegł, że rumieniec wstydu, czyli mówiąc po katolicku: skromność – nie jest tylko społecznym konwenansem, ani bezsensowną spuścizną po przodkach, ale właściwością, która wynika z głębi naszej natury; jeśli ją stracimy, stracimy również i życie, godne prawdziwego człowieka. Widzimy zatem, że ta cnota jest przedziwnym darem Stwórcy, skuteczną tarczą ochronną przeciwko grotom pożądliwości.

Bracie, bądź dumnym z tego, ż e umiesz się rumieni ć! Pan Bóg dał róży kolce, by się broniła, gdy ktoś chce dotknąć jej listków aksamitnych. Dał rumieniec, by człowiek mógł się bronić, gdy ktoś pragnie naruszyć nietykalną biel jego duszy.

2) Nie wystarcza jednak sama zdolność oblewania się rumieńcem. Bądźmy odważni i nie wahajmy się wystąpić, zabrać głos tam, gdzie milczenie oznacza tchórzostwo!

Trudno doprawdy zrozumieć, dlaczego cnota jest tak nieśmiała i wstydliwa, a grzech tak odważny i głośny!

Wschodnie narody mają bardzo ciekawą przypowieść. Pewien podróżny spotkał się z dżumą i zadał jej pytanie:

- Dokąd idziesz?
- Idę do Bagdadu, zabić 5000 ludzi – odpowiedziała dżuma.

Po kilku dniach, gdy się znowu spotkali w drodze powrotnej, podróżny zwrócił się do dżumy z wyrzutem:

- Powiedziałaś, że idziesz do Bagdadu, by zabić 5000 ludzi, a zamordowałaś 50000!
- Nieprawda – rzekła dżuma – zabiłam tylko 5000, a reszta umarła ze strachu!

Bracia! Powyższa przypowieść charakteryzuje, jaki sposób szerzą się choroby, nie tylko zakaźne, ale i duchowe. Ileż to zdrowych i czystych jednostek zginęło moralnie tylko dlatego, że ulękły się szyderstw ludzi, zarażonych dżumą zepsucia.

„Co robić? Czy wywoływać awantury? Bronić się w sposób gwałtowny?” Nie! Zręcznie, delikatnie można rozwiązać i najtrudniejsze kwestie. Kardynał Bellarmin, będąc pewnego razu z wizytą u pewnej książęcej rodziny, bardzo się zgorszył, widząc obrazy, które przedstawiały nagie postacie. W jaki sposób zwrócić księciu uwagę, że to są bardzo niewłaściwe obrazy? Oto, przy pożegnaniu prosił kardynał, by książę był łaskaw zaopiekować się kilkoma biednymi, którzy nie mają się w co przyodziać, a gdy książę okazał gotowość sprawienia im ubrań, wtedy kardynał wskazał oczyma na obrazy i to wystarczyło.

3) Obrazy! Posągi! Filmy! Sceny teatralne! Ach, ileż tu niezrozumienia, ile niebezpieczeństw, ile grzechu!

Co to wszystko ma obchodzić Kościół?! Wielu rozumuje w ten sposób: „Nie można być purytaninem! Dziś nawet dzieci należy tak wychowywać, aby przywykły do nagości i oswoiły się z nią, bo wtedy i pokusy przestaną je nawiedzać”.

Bracia! Niebezpieczeństwo fałszywych haseł polega na tym, że zawsze zawierają pewne minimum prawdy. Prawda mieści się np. w tym, że szkodliwą jest przesadna pruderia, upatrująca we wszystkim grzech i rozpustę. Ale nie zna człowieka, ani chrześcijaństwa ten, kto głosi, że przyzwyczajenie do nagości ma stać się bronią, którą będzie można zwalczać pokusy. Chrześcijaństwo bowiem zna grzech pierworodny i jego skutki. Gdy człowiek zbuntował się przeciwko Bogu, powstały w duszy ludzkiej namiętności i rozpoczęła się zażarta walka.

Naprawdę nikt nie może twierdzić, że Kościół w tych sprawach grzeszy zbyt wielką surowością i nieuzasadnioną świątobliwością. Oto „Zdrowaś Maryjo”, oto radosna część różańca, pierwsza i druga tajemnica, których Kościół z naturalną prostotą uczy dzieci w słowach modlitwy, bez obawy zgorszenia.

Więcej! Kościół tak wysoko stawia dzieła wielkich mistrzów, że zachowuje je, choć niekiedy mogą, one być okazją do grzechu. Ileż to razy znajduje się człowiek naprawdę w przykrym położeniu, kiedy zwiedzając z pielgrzymką którykolwiek z włoskich kościołów, słyszy, jak prości ludzie gorszą się i oburzają na widok niekompletnej garderoby niektórych figur na ołtarzach.

A do słynnego na cały świat watykańskiego zbioru posągów i do muzeum obrazów nie jest nawet wskazane wprowadzać niektórych ludzi!

Bracia! O czym to świadczy? O tym, że normy moralne Kościoła nie są więzami krępującymi skrzydła prawdziwej sztuce, że Kościół umie odczuć rzetelne piękno dzieł wielkich mistrzów. My wiemy, że w tych arcydziełach nagość nie jest celem, ale środkiem, środkiem służącym do wywołania wzruszeń estetycznych. Tu piękno artystyczne zastępuje ubranie.

Niech więc nikt nie oburza się w imię estetyki i piękna, gdy Kościół piętnuje z całą stanowczością nagość nowoczesnych zdjęć fotograficznych i ilustracji. Klasyczna rzeźba, wyobrażająca grecki ideał piękna, może być estetyczna w swoich spokojnych i pełnych harmonii liniach. A czy to samo da się powiedzieć o współczesnych obrazach, wyobrażających nagość? U wielkich, prawdziwych artystów nagość wymaga wewnętrznego uzasadnienia i myśli artystycznej, której zadaniem jest uwypuklić duchową wyższość dzieła artysty nad martwą materią. Natomiast na obrazach dzisiejszych nagość służy do ukrywania nieudolności samego twórcy.

Prawa moralności obowiązują również i w sztuce. Prawda, że według metafizyki piękno, dobro, prawda, są to pojęcia nierozłączne, ale niestety w rzeczywistości piękno służy bardzo często celom złym.

Bracia! Nikt jeszcze nie stał się nieukiem z tego powodu, że zachowywał przykazania Kościoła, opiekuna prawdziwej sztuki, ale wielu opłakiwało już swój upadek przez swą zbytnią śmiałość i brak sił do odparcia ataków na froncie zewnętrznym.

 

***

Co więcej mamy robić? – pytam, kończąc dzisiejsze przemówienie. Co robić? Uciec od świata, aby uniknąć grzechu?!

Nie! Nie takie jest zadanie chrześcijańskie! Czy chcecie dowiedzieć się naprawdę, jaki arsenał sił dało chrześcijaństwo człowiekowi? Przytoczę wobec tego dwa drobne przykłady.

Przy starych świątyniach egipskich budowano zakratowane celki, w których zamykali się ludzie na całe życie, żeby w bliskości bóstwa zachować aż do śmierci swą czystość. Jest to wspaniały obraz świętego dążenia duszy ku światłu, ale jednocześnie charakterystyczny obraz bezsilności człowieka w czasach przedchrześcijańskich: kto chciał być cnotliwym, musiał stronić od świata. Przychodzi Chrystus! Chrystus, którego Królestwo nie jest z tego świata, ale który pragnie świat ten przekształcić.

A teraz drugi przykład! Pewien mężczyzna, wstępując do klasztoru, prosił, żeby mu wyznaczono najpodlejszą robotę: wynoszenie śmieci. Bracia! Jest to symbol chrześcijańskiej siły. Nawet przy śmieciach można być czystym! Można żyć na świecie i nie zarazić się dżumą! Można żyć na ziemi i nie przesiąknąć jej wyziewami. Można również i materię przesycić duchem i ją uszlachetnić!

Mogą sprzysiąc się przeciwko mnie siły całego świata zewnętrznego, może koło mnie szaleć cały brud i męty zepsutego społeczeństwa, mogą mi dokuczać i drażnić niecni koledzy i koleżanki, a mimo to potrafię zostać czystym nawet wśród śmieci. Potrafię trwać przy Chrystusie i w środku piekła!
Bracia! W katakumbach rzymskich znaleziono grób starochrześcijański z napisem, który składał się tylko z trzech słów: „Decessit in albis – umarł w białej szacie”, czyli w parę dni po chrzcie, kiedy jeszcze chodził w białej szacie.

Decessit in albis! Umarł w białej szacie! O Panie Jezu, pozwól, jeśli już splamiła się biała szata naszej duszy, otrzymana przy chrzcie świętym, żebyśmy ją mogli oczyścić przynajmniej łzami pokuty i później abyśmy mogli skutecznie walczyć.

Walczyć … zwyciężać … i kiedyś spocząć w Tobie. Amen.

 

Szukaj

pomóż tej stronie

Szanowny Gościu, jeżeli możesz, zamieść proszę u siebie jeden z linków prowadzących do tej strony.

Wybierz link do zamieszczenia

Wymienię się linkami

.mp3

December 2017
Mo Tu We Th Fr Sa Su
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31