(O szóstym i dziewiątym przykazaniu) Wychowywać w Chrystusie

Przykazania Boże - czystość przedmałżeńska jest owocem prawdziwej miłościKochani Bracia w Chrystusie!

Pewnego razu Blanka, królowa francuska, w ten sposób mówiła do swego syna Ludwika, który później został zaliczony w poczet świętych: „Moje dziecko! Kocham cię ponad życie. Jesteś jedyną moją pociechą na ziemi, jesteś nadzieją państwa, a jednak wolałabym cię widzieć raczej umarłym, niż słyszeć, że dobrowolnie popełniłeś chociażby tylko jeden grzech ciężki”.

Wspaniałe słowa! Godne ust każdej kochającej matki! Święty Ludwik często wspominał, że te słowa wywarły na niego wielki wpływ i w całym życiu były dla niego tarczą obronną.

Ileż to razy podobny lęk ściska i dzisiaj serce matki! Bywają chwile, kiedy obok niej piętnastoletni syn, o bystrym jak orzeł wzroku, wyrywa się do życia, kiedy czternastoletnia córka o czystym i nieskalanym spojrzeniu jak woda górskiego potoku, głębokim jak otchłań morza, tuli się do niej i na nią spogląda. Ileż to razy w takich chwilach wyrywa się z serca matki gorąca modlitwa: Boże, daj, żeby zawsze takimi zostały moje dzieci! śeby ich śnieżnobiałych dusz nigdy nie skalał brud życia! Ażeby zawsze mogły patrzeć na swoich rodziców takim spokojnym, jasnym wzrokiem!…

Bracia! W cyklu przemówień o VI Przykazaniu pragnę dzisiejszą niedzielę poświęcić temu tematowi. Tematowi trudności wychowania. Jak należy ten drogi skarb, dzisiejszą naszą młodzież, wychować w cnocie czystości?

Nie wystarczy tylko wiedzieć, że Pan Bóg wymaga od młodzieży życia zupełnie wstrzemięźliwego, czystego, aż do dnia ślubu. Świętym obowiązkiem nas dorosłych, rodziców, nauczycieli, kapłanów jest w miarę sił wspierać młodzież w tej trudnej, pełnej niebezpieczeństw walce i o ile możności ją ochraniać. Nasza młodzież powinna przystąpić zupełnie czysta do sakramentu małżeństwa – takie jest święte Przykazanie Boże.

I. W jaki sposób mamy jej pomagać?

II. Od czego ją chronić? Na te dwa pytania chciałbym dzisiaj odpowiedzieć.

 

I.

W jaki sposób mamy jej pomagać ?

Pomoc obowiązującą wychowawców ująłbym w trzech zadaniach. Dopomóżmy młodzieży: 1) żeby poznała siebie, 2) żeby szanowała siebie, i 3) żeby pracowała nad sobą, nad wzmocnieniem swojej woli.

 

1) Pomagajmy młodzieży, żeby poznała siebie.

Małe dziecko nazywamy „niewinnym”, bo ono jeszcze nie zadaje sobie, związanych z tym zagadnieniem pytań, nic o tych rzeczach nie wie. Ale ta niewinność to jeszcze nie cnota, to jest niedorozwój. Natomiast cnotą jest świadome ustosunkowanie się dorastającej młodzieży do tego wielkiego problemu seksualnego, młodzieży, która już wyrosła z naiwności lat dziecięcych i która o budzących się w niej tajemniczych siłach życia myśli z pietyzmem i szacunkiem.

O, żeby przy każdym dorastającym młodzieńcu stał wyrozumiały, kochający ojciec, matka, duchowny, którzy w młodzieńcu „młokosie” i w dziewczynie „podlotku” nie widzą denerwującej dysharmonii linii i kształtów, ale dostrzegają kiełkujące nowe siły, które szukają sobie drogi we mgle, po omacku! Gdybyśmy mieli takich wychowawców, byłoby daleko łatwiej młodzieży dojrzewać w duchu VI Przykazania.

W latach dojrzewania rodzą się w sercach młodzieży nieznane dotąd pragnienia, uczucia, przeczuwania, o których pochodzeniu, celu i przeznaczeniu nic nie wiedzą. Dusza młodzieńcza przeżywa teraz po raz pierwszy chmurne dni wieku dojrzewania. Skądże on może wiedzieć, że to, co w nim zaczyna się budzić, że te nowe myśli, nieznane uczucia, że ten cały proces jest jednym z etapów realizującego się w nim planu bożego, że to jest pierwszy objaw najwspanialszego daru Boga, życiodajnej siły. Skąd on może wiedzieć, że pojawienie się tej siły, jej powolny rozwój nie jest jeszcze grzechem, że nie należy się z tego powodu niepokoić; że nie jest grzechem spostrzeżenie namiętności, ani jej powstanie, ale świadome nadużywanie instynktów.

Skąd może o tym wiedzieć młodzież, skoro to przed nią ukrywają powołani do tego wychowawcy?

„Któż to słyszał! – protestują rodzice – my mielibyśmy mówić o tak drażliwych tematach?! Jest to sprawa niezwykle trudna! To nieprzyjemne zadanie!”
Tak, Bracia! Waszym obowiązkiem jest o tym mówić. W każdym dorastającym dziecku, wcześniej czy później, powstanie pragnienie jasnego zrozumienia tych rzeczy i zbudzi się żądza wiedzy. Nie można uniknąć tego, do czego ono ma prawo. Nie to jest złem, że człowiek ma pragnienie, ale to, czym zaspakaja swe pragnienie. Tylko subtelna miłość rodziców potrafi podać kryształowo czystą wodę do picia. Jeśli tego zaniedbacie, wasz syn i wasza córka będą pili z przydrożnego bagna! Raczej wy z nią rozmawiajcie stopniowo, z roku na rok, coraz jaśniej wytłumaczcie to, co młodzież dorastająca ma prawo wiedzieć, a nie zwalajcie tego obowiązku na wystawy, pisma ilustrowane, kina, teatry, leksykony lekarskie, na objaśnienia podejrzanych kolegów lub koleżanek. Każdy młodzieniec każda panienka prędzej czy później, odczują potrzebę poznania zagadnień seksualnych. Sama wiedza w tej dziedzinie jeszcze nie jest niebezpieczna. Wiedza jest tylko metalem, z którego powstaje moneta, potrzebna do życia. Jeśli powstanie pod okiem rodziców, będzie na niej wyryty obraz Najświętszej Panny, ale jeśli pod okiem złego otoczenia, będzie na niej obraz Wenery!

Pierwszy więc obowiązek jest: pomagać młodzieży, żeby zrozumiała siebie!

 

2) Drugie, również ważne zadanie: pomagać młodzieży, żeby szanowała siebie. Szacunek dla siebie przejawia się u młodzieży często w dziwny sposób – fałszywie. Prawdziwego poczucia szacunku nie obawiajmy się u młodzieży, owszem, dopomóżmy do jego powstania. Ze czcią odnośmy się do nieznanej przyszłości i możliwości rozwojowych. Pokażmy, że pokładamy w młodzieży wielkie nadzieje, a dzięki temu młodzież będzie dbała o swoją czystość, będzie się starała, żeby przez grzech nie stać się zwiędłym kwiatem, tęczą wyblakłą, i nie stracić zaufania, pokładanego w jej przyszłość.

Nie możemy młodzieży oderwać od świata. Nie możemy jej hermetycznie chronić przed pokusami. Zaszczepiajmy więc stopniowo w jej duszę szacunek dla własnej duszy, rozbudzajmy szlachetne myśli, nauczmy brzydzić się brudem a czcić czystość.

Na południu, nadmorskich miejscowościach kąpielowych, łóżka otacza zwykle siatka. Do czego ona służy? Do pokoju zlatuje mnóstwo much, komarów, które mogłyby śpiącego pokąsać. Najlepiej byłoby je wytłuc, ale jest to niemożliwe. Więc oracza się łóżko gęstą siatką, a komary i muchy mogą swobodnie latać. Nic nie zrobią człowiekowi, którego chroni siatka!

Gęsta siatka! Gęsta siatka miłości bożej! Gęsta siatka radości czystej duszy! Gęsta siatka poczucia własnej wartości! Radosna świadomość, że nie utracę niewinnej duszy! Nie, nigdy! Chociażby wkoło wszystko było brudem! Róża, choć wyrasta z błota z pleśni, z wilgotnej ziemi, sama jest czystą i nieskalaną!

 

3) Zwrócę Jeszcze uwagę na trzeci obowiązek: na pomoc w pracy nad kształceniem charakteru, nad wzmocnieniem woli. Zachowanie czystości jedynie przy pomocy rozumu i zmysłów jest niemożliwe. Decydującą rolę odgrywa tutaj wola.

Wola! Silna wola jest coraz rzadziej spotykanym objawem cnoty! Jakże często widzą wychowawcy, że w gruncie rzeczy szlachetna nawet młodzież błąka się, niby statek pozbawiony steru. Tylko dlatego unoszą ją fale lenistwa zmysłowości, że w domu była zanadto rozpieszczona.

Najczęściej młodzież nie upadłaby moralnie, gdybyśmy dołożyli więcej starań przy kształceniu jej woli. Bez wzmacniania woli, tak życie młodzieńca, jak dorosłego mężczyzny jest jak świeca wystawiona na działanie przeciągu. Płomień jej chybocze bezsilnie, zależnie od podmuchów wiatru. Wolę można kształcić za pomocą książek, apelując do zdrowego rozsądku i opanowania. Ale nie na tym koniec! W spowiedzi i w Komunii świętej jest tyle cennych sił, takie mnóstwo skarbów wychowawczych, że ich nam zazdroszczą wszystkie systemy pedagogiczne tego świata. Zużytkujmy więc te siły w całej rozciągłości, wychowują powierzoną nam młodzież!

To, co dotychczas powiedziałem, Kochani Bracia, jest tylko szkicem pozytywnych wskazówek, dotyczących wychowania młodzieży w czystości i niesienia jej pomocy. W kwestii tej pierwszorzędną rolę odgrywa również strona negatywna – obrona.

Nie wystarczy pomagać młodzieży. Powinniśmy ją bronić przed niebezpieczeństwami, które w dzisiejszych czasach czyhają na nią ze spotęgowaną mocą. Zachowanie czystości w życiu zawsze było rzeczą trudną, jednak w epoce dzisiejszej, pełnej nieokiełznanej rozpusty, wymaga bardzo wielkiego wysiłku.

 

II.

Przed czym mamy bronić młodzież?

 

Postawmy pytanie: przed czym mamy bronić młodzież?

 

1) Nie gorszcie się, Bracia, jeśli na początku poruszę okropną bolączkę, w którą trudno uwierzyć: po pierwsze trzeba bronić duszy dziecka przed lekkomyślnością niektórych matek!

Jak to? Czy to możliwe? Bronić dziecko przed matką?

Matki, które macie córki! Nie miejcie do mnie żalu, jeśli wam powiem parę słów prawdy. Nie czujcie się urażone, jeśli wam powiem szczerze, że wasza religijna, dorastająca córka często lepiej dbałaby o swoją duszę, ubierałaby się skromniej i zachowywała uczciwiej, gdyby jej matka nie zmuszała do takiego stroju i do podobnych zwyczajów! Zgadzam się, że pobudza ją do tego miłość – ale jest to miłość fałszywa. Przecież mówi: „Dziś nie dałoby się w inny sposób wydać córki za mąż!”

Wiem, Bracia, że poruszam niewdzięczny temat i narażam się na mnóstwo zarzutów. Postaram się usprawiedliwić. Nikogo nie karcę, ale opowiem historię upadku córek Lota ze Starego Testamentu. Wprawdzie Biblia nie opisuje tego szczegółowo. Nie mówi, jak myślała żona Lota, ale można sobie to wyobrazić.

Początkowo Lot nie mieszkał w Sodomie, lecz w domu swojego krewnego, Abrahama. Ale później – prawdopodobnie z namowy żony – za skromne wydało się mu życie wiejskie.
– Dla takich staruszków, jak Abraham i Sara, mogło ono być dobre. Ale nie dla mnie, mam przecież dorosłe córki. Zupełnie inne życie jest w Sodomie! Tam można wprowadzić córki w najbardziej eleganckie towarzystwo! Dziewczęta nabiorą pańskich manier. Swoimi eleganckimi strojami wzbudzą zainteresowanie, staną się pionierkami najnowszej mody i w końcu zrobią partię! Tak! Córki moje tylko w ten sposób będą mogły wyjść za mąż. Nie osiągnę tego przez ustawiczne siedzenie i modlenie się w świątyni! Mówicie, że w Sodomie młodzieńcy są rozpustni? O, to tylko złośliwa plotka. Ostatecznie, jeśli są trochę weselsi, jeśli pozwalają sobie na to, lub na owo, to nie trzeba się zaraz rumienić. Człowiek dzisiaj nie zrobi ani kroku naprzód, jeśli na pewne rzeczy nie będzie patrzył przez palce. Ostatecznie, córeczki moje, bądźcie ostrożne, gdyby tam przypadkowo między młodzieńcami sodomskimi było coś złego, nie chcę, żeby was skrzywdzono! Broń Boże! Co to, to nie! Ale i to prawda, że człowiek tylko raz jest młody, tylko raz żyje…

Otóż, Bracia, w ten mniej więcej sposób myślała żona Lota o swoich córkach. Pismo Święte nie mówi wszystkiego, ale pewne rzeczy podkreśla. Mówi, że córki te, przebywając z bogobojnym Abrahamem, na pewno uczyły się tylko najlepszych cnót, w Sodomie zaś zobaczyły tylko bagno grzechu i w końcu same weń wpadły (Rdz 19, 31 – 38). Na pewno uniknęłyby niemoralnego upadku, gdyby matka nie wprowadziła ich w zakazane otoczenie!

Nie więcej nie powiem już o tym, Bracia! Uważam jednak, że wielu dzisiejszym matkom nie zaszkodziłoby zastanowić się nad losem córek Lota!

 

2) Brońmy dzieci! Od czego? Od tysiąca niebezpieczeństw świata!

Bracia! Rodzice! Czy wiecie, co czyta wasza córka, z kim koresponduje i gdzie bywa? Czy wiecie, z kim utrzymuje towarzyskie stosunki wasz dorosły syn? Nie chcę, przez to powiedzieć, abyście go śledzili na każdym kroku, gdyż byłoby to źle. Gdy jednak istnieje wzajemne zaufanie między rodzicami a dziećmi, córka nie czyta po kryjomu podejrzanych książek, chłopiec nie wchodzi w towarzystwa, o których by rodzice nie wiedzieli.

Pewnego razu przyszła do lekarza stroskana matka, mówiąc:
– Przyszłam do pana w sprawie mego 17 – letniego syna. Pragnęłabym go dać zbadać. Może jednak najpierw opowiem panu sama parę szczegółów. Od kilku miesięcy okazuje widoczne zdenerwowanie. Jest w sobie zamknięty, bez humoru. Mówi mało, ciągle czyta…

– Przepraszam panią – wtrąca lekarz – co czyta syn pani?

– Co czyta?… Właśnie nie wiem… Nie wypada przecież kontrolować takiego dużego chłopca!

– Hm!… A wolno zapytać, czy chłopiec spędza wieczory w domu?

– Tak… właściwie… Są wieczory, kiedy jest w domu. Ale poza tym spędza wieczory w teatrze, w kinie, albo na zabawie.

Rozumiem… chodzi z matką, prawda?

– Ależ, panie doktorze! Tak dużych chłopców nie można otaczać ciągłą opieką! Przecież pan wie, że w Paryżu w ten sposób zapraszają do towarzystwa, że na zaproszeniu umieszczają litery „S. B.”.

– „S. B.”? Cóż to znaczy?

– Sans bagage – przychodź bez bagażu, to znaczy: bez rodziców. Syn powiedział, że chodzi do dobrego towarzystwa, nie mogę go śledzić, czy rzeczywiście tak jest.

– Dziękuję pani – zakończył rozmowę lekarz. – Postawiłem diagnozę syna pani. Niech go pani nie wysyła do mnie, lecz do spowiednika.

– Do spowiednika?! – powtarza biedna matka, która sama całe lata nie była u spowiedzi.

– Tak jest, do spowiednika. Bo chłopiec cierpi na chorobę, z której go uleczy nie wiedza lekarska, lecz wiara.

Bracia, Siostry! Brońcie dzieci od tysiąca niebezpieczeństw!

 

3) Jeszcze jeden czeka was obowiązek: Chrońcie dzieci przed gorszącym przykładem dorosłych!

Przytoczę tylko kilka słów z listu, który pisała do mnie pewna matka. „Mój 18 – letni syn leżał w klinice, chory na katar płuc. 52 – letni człowiek, obok którego leżał na sali, opowiadał mu o swoich podróżach, o nocnym życiu Paryża i o swoich przygodach…” Więcej już nie powiem! Serce zamiera z przerażenia. Przypomina się straszna scena z utworu wielkiego katolickiego pisarza, Dantego. Jest w piekle – i widzi, jak wstrętny wąż rzucił się na potępieńca, okręcił go od stóp do głowy, przylgnął do niego, jak kora do drzewa… Otaczający widzą z przerażeniem, że napadnięty, mieniąc się na twarzy, odpycha od siebie wstrętny łeb i słyszą syk węża: „Chcę, żebyś podobnie, jak ja czołgał się w błocie!”

Bracia! Jakąż piekielną radość odczuwają zepsuci ludzie, gdy mogą nieświadomą, czystą młodzież wtajemniczyć w najohydniejsze grzechy! Nie słyszeli nigdy strasznych słów Pana: „Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza.” (Mt 18, 6).

Nie słyszeli nigdy słów wielkiego Pázmány'a (Madziarki Skarga): „Tylko dwa razy czytamy w Ewangelii, że Chrystus podczas Swojego ziemskiego życia podnosił rękę i to jedynie na tych, którzy znieważali świątynię… Innych grzeszników karcił słowem. Bił tylko tych, którzy nie szanowali świątyni. Cóż więc zrobić z tymi, którzy kalają żywą świątynię Boga już nie ofiarami w postaci zwierząt, ale straszniejszymi potwornościami” (Pázmány. Zebr. pisma VI., 446).

Jakież to bezgraniczne zepsucie, gdy ktoś poszukuje na towarzysza grzechu tego, który jeszcze nie ma pojęcia o złu! Co skłania łudzi do tego, co dręczy te zepsute dusze, że nie mogą znieść koło siebie czystych i niewinnych?! Człowiek gotów uwierzyć w to, co powiedział Pliniusz o słoniu, mianowicie, że słoń przychodząc do rzeki, by ugasić pragnienie, gdy zobaczy w gładkiej tafli odbicie swej postaci, zaczyna się złościć i dopóty miesza trąbą i nogami muł rzeki, aż woda stanie się mętna, i dopiero wtedy pije z apetytem. Badania przyrodnicze wykazały całą naiwność opowieści o słoniu, ale zdaje się, że są ludzie, którzy się złoszczą, obcując z czystymi duszami, którzy wpadają we wściekłość, gdy zobaczą w jej jasnym zwierciadle obraz własnego zepsucia i starają się brudnymi radami zmienić tę czystą duszę w kałużę.

Rodzice, wychowawcy!… Brońcie czystości powierzonych wam dusz!

 

4) Należy też stwierdzić smutną prawdę, że nawet w pogańskim Rzymie większą opieką otaczano ludzką moralność , niż dziś w wielkich miastach państw chrześcijańskich!

W Rzymie wykryto pewnego dnia tajne stowarzyszenie, liczące około 8000 członków, którego podstawową zasadą było: „Wiara polega na przeświadczeniu, że nic nie jest grzechem”. Straszna teza, straszne również było i życie: w czasie swoich schadzek popełniali najwstrętniejsze grzechy.

Pewnego dnia spadła zasłona z tego gniazda żmij i tajemnica wykryła się. Miasto zamknęło bramy. Złapano członków sekty, postawiono ich przed sąd. Byli między nimi młodzieńcy z arystokracji, senatorowie i wiele kobiet. Nie miało to żadnego wpływu na wyrok, 4000 głównych grzeszników skazano na śmierć, a drugie 4000 zesłano na wygnanie. Wszystko to ze szczegółami możecie przeczytać w 39 księdze Titusa Liviusa.
Tak pogański Rzym strzegł moralności swoich obywateli.

A teraz spójrzmy na ulice naszych wielkich miast, z pewnością ból ściśnie nam serca. Biedna młodzież! Porzucono ją bez opieki na żer okropnych grzechów przyczajonych na rogu każdej ulicy!

Co pewien czas prąd lęku przenika nasze społeczeństwo, gdy w czasie jakiejś okropnej rozprawy ujawni się w całej pełni niemoralność naszej epoki. Słychać wtedy wołanie: „Okropność! Co za straszna rozpusta!…” Mówiono dawniej o narodzie węgierskim: „casta gens Hungarorum”, ale dziś? – Przebóg! Jakże nisko upadliśmy!

Pytam się, Bracia: czy może być inaczej?! Teatr, kina, ilustracje, literatura, ulica, wystawy, towarzystwa… Wszystko to każdego dnia wydzwania hosannę na cześć rozpusty i zachowuje święto grzechu. W dzisiejszym wielkim mieście nie ma miejsca, gdzie można by swobodnie kroczyć i być wolnym od sztucznego podniecenia instynktów.

– Dziwimy się później, że już w oczach chłopców 15 – 16 letnich błyszczy ogień namiętności, który niszczy duszę, ciało, radość, chęć do pracy, umysł i krew! Dziwimy się, że w młodzieży naszej biorą górę i domagają się zaspokojenia te pragnienia, które mogą się zrealizować dopiero wtedy, gdy dany człowiek uzyska niezależność gospodarczą i odpowiedzialność za przyszłe pokolenia! Dziwimy się, że w naszych szeregach szerzy się ten grzech, a gdzie przejdzie, tam żółkną twarze, więdną świeże pączki życia, gaśnie blask oczu i chyli się postać.

Bracia! Bracia dorośli! Nie miejcie mi za złe, że powiem otwarcie: naszą młodzież toczy zgnilizna moralna, ale nie jej to wina! Psuje się nasza

Francuskie stowarzyszenie przeciwgruźlicze niedawno puściło w obieg miłe znaczki na cele dobroczynne. Dziewczynka o uduchowionym wyrazie twarzy otwiera okno i pełnym głosem woła do słońca: życie! życie!

Ale mamy cenniejsze skarby, niż życie ziemskie: życie duszy znamy niebezpieczniejszą zarazę od gruźlicy, truciznę niemoralności!

Wielu rzeczy nie można zrozumieć na tym świecie, ale wprost niepojętą jest rzeczą, że dorośli rodzice mogą patrzeć milcząco i bezczynnie a szerzenie tych bakterii, że ulica, wystawa, gorszące filmy, kina, ilustracje, reklamy, brudnymi butami bezkarnie depczą śnieżnobiałe kwiaty dusz naszych dzieci, zabijają fizycznie i moralnie zdrowie naszej młodzieży, powodując choroby ciała i krwi i znieważając słoneczny sztandar naszego narodu.

 

***

Kochani Bracia! W dzisiejszym kazaniu mówiłem o bardzo smutnych rzeczach, na zakończenie nie chcę pozostawiać tak ponurego nastroju. Moim obowiązkiem było poruszyć wiele ciemnych stron życia, ale teraz na końcu niechaj rozedrze ciemne chmury tych smutnych rozważań miły promień słońca, mój radosny okrzyk: O, jak piękna i jasna jest czystość duszy!

Zdanie to wyjąłem z Pisma Świętego, gdzie mamy następujący ustęp: „Lepsza bezdzietność połączona z cnotą, nieśmiertelna jest bowiem jej pamięć, bo ma uznanie u Boga i ludzi: 2 Gdy jest obecna, to ją naśladują, tęsknią, gdy odejdzie, a w wieczności triumfuje uwieńczona – zwyciężywszy w zawodach o nieskazitelną nagrodę.” (Mdr 4, 1 – 2).

Dlaczego tak zachwyca się Pismo Święte? Dlaczego cnota czystości ma tak dużą wartość i jest tak piękna?

Wartość jej polega na tym, że ona przywraca ciału i duszy odwieczną harmonię, jaka niegdyś od chwili stworzenia między nimi istniała, a którą zmącił grzech pierworodny. Ciało jest polem, na którym dusza dokonuje swego wielkiego posłannictwa, gdzie rozumowi i woli musi zapewnić wyższość nad materią i instynktami. W tej pracy napotyka na wielkie przeszkody, zwłaszcza jeśli mowa o VI Przykazaniu. Jeżeli tu zwycięży i zatknie sztandar czystości, to powraca wewnętrzna równowaga życia, harmonia, pokój i radość, która przejawia się na zewnątrz, opromienia całe ciało jakimś przedziwnym pięknem, odbija się na twarzy tak nadziemskim blaskiem, tak harmonijnym światłem w każdym czynie i w całej postaci ludzkiej, że mimo woli wyrywa się nam z ust, wraz z pisarzem Kościoła, okrzyk zachwytu: „O, jakże piękny jest czysty rodzaj ludzki!”, który trwa w uśmiechu podczas klęsk! Dusze takie zachowują pogodę nawet podczas nieszczęść! Nadczłowiekiem jest ten, kto zapanował nad orkanami namiętności, stał się niezwyciężonym władcą charakteru i silnej woli!

Bracia! Czy chcecie, by wasi synowie byli tacy?!

Siostry! Czy chcecie, żeby wasze córki stanęły na tym szczycie piękności?!

Chcemy!

Chcecie?

W takim razie przychodźcie im z pomocą, brońcie i wychowujcie je w ten sposób, żeby ten na pół złamany, tysiącletni dąb narodu węgierskiego rozkwitnął wonnym kwieciem lepszego jutra, żeby wyrosła z niego dumna, o bystrym spojrzeniu, świeżej twarzy i stalowych muskułach „casta juventus Hungarorum” – czysta młodzież węgierska! Amen.

 

Szukaj

pomóż tej stronie

Szanowny Gościu, jeżeli możesz, zamieść proszę u siebie jeden z linków prowadzących do tej strony.

Wybierz link do zamieszczenia

Wymienię się linkami

.mp3

December 2017
Mo Tu We Th Fr Sa Su
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31