(O szóstym i dziewiątym przykazaniu) O bezżeństwie Kapłanów (1)

 

Przykazania Boże - ślubujący czystość kapłaniKochani Bracia w Chrystusie!

W dzisiejszym i następnym kazaniu odpowiem na dwa listy, które mi przysłano. Oba poruszają ważne sprawy, a w jednym proszą mnie o odpowiedź na bardzo drażliwe zagadnienia. Pytanie to poważne, bo spotykamy się z nim na każdym kroku w towarzystwach i na szpaltach gazet – ale zawsze w oświetleniu, wypływającym ze złej woli i uprzedzenia. Z drugiej strony drażliwy to temat na kazanie, gdyż wyjątkowo tylko zdarza się, żeby katolickie duchowieństwo mówiło o sobie z ambony, by samo siebie broniło.

Tych listów nie mogę jednak pominąć milczeniem. Bo czy można uchylić się od wyjaśnienia sprawy, która tylu ludziom nie daje spokoju i o której krąży tyle najpotworniejszych domysłów i poglądów? Czy trzeba, ażeby przecież raz usłyszano z ambony, co o tym myśli Kościół?
O czym więc będę dziś mówił, kochani Bracia? Posłuchajmy obu listów.

Omawiając V Przykazanie, wspomniałem o miłości do dzieci, o godności, jaka związana jest z imieniem matki i ojca, a na to otrzymałem od jednej ze swoich słuchaczek złośliwy list, którego treść brzmi mniej więcej w ten sposób: Dlaczego ksiądz z takim zapałem mówi o dzieciach i o małżeństwie?Przecież księża się nie żenią! Dlaczego nie dają ludziom dobrego przykładu życia małżeńskiego i wychowania dzieci?! 

List ten otrzymałem przed kilkoma miesiącami. Autorka jego sądziła zapewne, że nie zechcę, albo nie potrafię dać jej odpowiedzi. A ja czekałem tylko na stosowną chwilę. Teraz jednak uważam, że nadszedł czas, by odpowiedzieć na pytanie: dlaczego się nie żenią kapłani katoliccy?

Jednocześnie odpowiem także na drugi list. W innym kazaniu mówiłem, że Kościół odczuwa brak kapłanów. A na to otrzymałem list następującej treści: Nie trzeba zmuszać kapłanów katolickich do celibatu, a wtedy mężczyźni będą się „garnęli” do tego stanu. Pisze dosłownie, będą się „garnęli”. I tu także chodzi o bezżeństwo kapłanów! Bracia! Powtarzam, że niechętnie o tym mówię, lękam się, by kazanie moje nie wywarło niepożądanego skutku, by ktoś nie odniósł wrażenia, że kler pragnie tutaj odpierać skierowane przeciw niemu zarzuty i bronić się przed nimi. Tego tematu zazwyczaj nie porusza się w kazaniach. Jestem pewny, że na temat bezżeństwa kapłanów nie słyszeliście chyba nigdy dotąd kazania. Ale omawiając VI Przykazanie, chcę skorzystać z odpowiedniej chwili, i odpowiedzieć na wyżej wspomniane listy, jako też i na szepty, które się ciągle słyszy, i wyjaśnić, jakie jest zdanie i opinia Kościoła katolickiego o bezżeństwie kapłanów.

Skoro – już zdecydowałem się na poruszenie tego zagadnienia, nie chcę być powierzchownym i dlatego poświęcę na to dwa kazania. Dzisiaj powiem: Jakie argumenty wysuwa świat przeciwko bezżeństwu kleru? W następną niedzielę powiem: Co przytacza Kościół, broniąc celibatu?

Przeciwko bezżenności kleru słyszy się zazwyczaj trzy argumenty. Dlatego też moje dzisiejsze przemówienie podzielę na trzy części, z których pierwsza będzie odpowiedzią na pierwszy list.

 

I.

„Jaka ż to szkoda, ż e księża katoliccy nie zawierają małżeństw, swoim bowiem idealnym pożyciem małżeńskim, oraz sposobem wychowywania dzieci stanowiliby dla wiernych najszlachetniejszy wzór! Ile ż na tym cierpi naród pozbawiony przez to dobrze wychowanych dzieci!” Jest to zarzut, który stawiają bardzo często nawet poważni i religijni ludzie. Mam wrażenie, Bracia, że mało znajdzie się ludzi, którzy by od razu zarzut ten umieli odeprzeć.

 

1) W istocie, jest to prawda, że wierni nie mogą się wzorować w życiu rodzinnym na kapłanach. Tak jest! A jednak cóż można zauważyć, kochani Bracia?! To, że życie katolickich rodzin, chociaż one nie mogą się wzorować na kapłanach – wcale nie jest gorsze od życia rodzin wyznań, w których księża się żenią. Więcej! Dzisiaj możemy stwierdzić, chwała Bogu bez wahania, że życie katolickich rodzin jest silniej zorganizowane i bardziej szczęśliwe, niż życie rodzin niekatolickich! Na jakiej podstawie opieramy swoje twierdzenie? Co jest zewnętrzną oznaką nieszczęśliwego współżycia małżeńskiego? Rozwody! Otóż między katolikami najmniej jest rozwodów!

Na podstawie tych przesłanek dochodzimy do wniosku, że bezżeństwo kapłana wywiera tajemniczy, dobroczynny wpływ nawet na życie rodzinne wiernych. Wpływ, jakiego nigdy nie jest zdolne wywrzeć życie kapłana żonatego. Instynktownie wyczuwał to senat rzymski, kiedy patrycjuszów zmuszał do małżeństwa dla zachowania przy życiu wysokich rodów, a jednocześnie najgłębszym szacunkiem otaczał kapłanki Vesty, żyjące w panieńskiej czystości.

Ci, którzy mniemają, że życie rodzinne kapłanów wzmocniłoby węzły życia małżeńskiego, niechaj sobie przypomną, że odszczepieństwa kościelne wskazują na zupełnie co innego. Czy wiecie, od czego zaczynali swoją działalność godni pożałowania założyciele nowych sekt, którzy oderwali się od Kościoła katolickiego? Pierwszym ich krokiem było zniesienie celibatu. A jakie to miało następstwa? Że przestali głosić w swoich naukach ideę nierozerwalności małżeńskiej. To zbija najkategoryczniej twierdzenie, że życie rodzinne kleru wzmocniłoby więzy życia rodzinnego.

„Bezżeństwo kleru szkodzi interesom narodu – słyszy się gdzie indziej – gdyż przez to społeczeństwo traci sporą liczbę dobrze wychowanych dzieci”.

Pozornie jest w tym racja. Ale tylko pozornie!

W rzeczywistości bowiem wzór wstrzemięźliwego życia kapłanów daje życiu rodzinnemu wiernych niezrównaną siłę i spoistość. Teraz dopiero rozumiemy twierdzenie statystyki, według której najwyższa liczba przyrostu ludności jest właśnie w rodzinach katolickich. Więc to, co traci przyrost ludności wskutek bezżenności kapłanów, to hojnie wynagradza płodność rodzin katolickich.

 

2) Ale na takim wyjaśnieniu oczywiście poprzestać nie możemy!

Nie wystarczy bowiem stwierdzić, że bezżeństwo kleru nie jest szkodliwe dla idei małżeństwa. Pragnę to twierdzenie odwrócić i powiedzieć: bezżeństwo kleru nie tylko, że nie jest szkodliwe dla instytucji małżeństwa, ale wprost przeciwnie, wzmacnia ono fundament życia rodzinnego, jego majestat i świętość !

Jak to? Tego nie rozumiemy – słyszy się głosy. – A jednak tak jest, Bracia! Czy znacie cel, jaki przyświecał Kościołowi, gdy głosił prawo bezżenności kapłanów? Chciał obronić szlachetną ideę życia małżeńskiego przed brutalnym zaszarganiem w błocie.

Są jeszcze tacy, którzy mniemają, że czyste i karne życie, według naszej etyki, obowiązuje tylko do dnia ślubu, a jeśli ktoś zawarł małżeństwo, to mu już wszystko wolno. „W małżeństwie wszystko wolno!” – głoszą ludzie o przewrotnych zasadach.

W rzeczywistości jest zupełnie inaczej! Tak jak zachowanie czystości przed ślubem jest nie tylko jedną z podstawowych cnót młodzieży, ale wykwitem samokształcenia charakteru i rękojmią siły ducha, tak samo cała etyka i życie dorosłego człowieka opiera się na moralności życia małżeńskiego. Niekiedy w życiu małżeńskim następuje okres, kiedy samozaparcie się jest wyrazem najwyższej konieczności. śeby małżonkowie mogli ten okres przetrwać zwycięsko, potrzebują przykładu, który by im wykazał naocznie, że jednak jest możliwe to, co oni uważają za niewykonalne. Tak, wierność małżeńska bowiem, jak i chwilowe samozaparcie musiałyby pozostać jedynie w sferze iluzji, gdyby życie, gdyby żywy przykład nie wykazywał dowodnie, że cnoty te istnieją że istnieć mogą, skoro święci triumfy nawet dozgonna czystość.

Otóż widzicie, Bracia, jak niesłusznie narzekają ci, którzy twierdzą, że katolicy nie mogą brać przykładu do życia rodzinnego ze swoich kapłanów! Ten brak stokrotnie wynagradzają inne strony dodatnie wynikające z bezżeństwa kapłanów.

 

3) Ludziom tym możemy jeszcze przytoczyć słowa samego Pisma Świętego: „Dobry pasterz daje życie swoje za owce.” (J 10, 11), to jest życzeniem Pana. Jak trudno wypełnić je kapłanowi żonatemu, a jak łatwo bezżennemu!

Czy wiecie, co zrobił święty Karol Boromeusz, biskup Mediolanu, w czasie epidemii cholery? W pałacach i chatach aż roiło się od konających i chorych. A biskup docierał wszędzie, i wszędzie niósł balsam pociechy. Panowała straszna nędza, biskup rozdał wszystko, co miał. Gdy to nie wystarczało, ze swoich sreber kazał bić monety i rozdzielał je między ubogich. Gdy i tego było mało, swoje własne lóżko oddał chorym. Księża w jego diecezji masowo umierali, zarażeni chorobą. Stu dwudziestu kapłanów zmarło wtedy na cholerę, a wielki kardynał odwiedzał ich i był przy śmierci każdego… Wspaniały to obraz, brakuje mu tylko napisu: „Dobry pasterz duszę swą daje za owce swoje”.

Równie piękne przykłady miłości bliźniego powtarzają się na każdym kroku w historii Kościoła.

W czasie wojny światowej Hittmair, biskup Linzu, poszedł spowiadać żołnierzy chorych na tyfus plamisty. Po kilku dniach zachorował na tę samą chorobę i zmarł.

Niedawno w pewnym prowincjonalnym mieście, gwardian franciszkański, udzielając Ostatniego Namaszczenia choremu na tyfus, zaraził się i zmarł. A teraz powiedzcie, Bracia, czy mogliby księża katoliccy spełniać swoje obowiązki tak ofiarnie, gdyby ich czyny paraliżowała ciągła troska, co się stanie z wdową po nich i z sierotami?

Pomyślmy, jakby postąpił święty Karol, gdyby miał żonę i rodzinę? Prawdopodobnie byłby też wydal list pasterski, jaki wydal biskup anglikańskiego kościoła w Dublinie w czasie epidemii cholery. Biskup prosił wiernych, żeby do chorych nie wzywano księży, bo ich zadaniem jest głosić Ewangelię, uczyć lud, leczyć cierpienia duszy, pocieszać – ale na to łoże chorego nie jest odpowiednim miejscem. Więc niech nie wzywają księży (Roskoványi: Coelibatus, Pestini 1861, III. 635).

Pytam dalej: jaki by los spotkał serce Kościoła, Jego podstawowy filar duchowieństwo, gdyby nie było celibatu?! Z pierwszych 32 papieży, 30 zmarło śmiercią męczeńską, 30 oddało swoje życie za swoje owieczki. Czyż by poświęcił swoje życie, gdyby miała zostać po nich wdowa i sieroty? W czasie 2000 – letniego istnienia Kościoła, wskutek nadużyć potężnych rodów szlacheckich, na tron papieski dostało się kilku papieży smutnej pamięci; co by się stało, gdyby papieże ci mieli rodziny? I tam by się wkradły względy rodowe i protekcja!

 

4) „Bezżenny kler nie daje narodowi nowych obywateli, nie spełnia obowiązków zasilania narodu”. Pierwsza część tego zarzutu jest moim zdaniem najsilniejsza.

Bracia! Narodowi nie wystarcza przyrost nowych obywateli, tych obywateli trzeba wychować! O potędze danego narodu świadczy nie tylko jego siła liczebna, ale i jakościowa. Jeśli bezżeństwo kleru katolickiego nie odgrywa dodatniej roli w przyroście ludności, to tym większe ma znaczenie dla idei wychowania!

Zwróćcie uwagę na tych gorliwych katechetów, prefektów, którzy nie zadawalają się przepisanymi godzinami religii, ale nie szczędzą sił ani czasu, wychowując młodzież w harcerstwie, w stowarzyszeniach młodzieży itp.! Czy starczyłoby im na to czasu, gdyby musieli w domu zajmować się swoimi dziećmi?

Jeszcze jedno pytanie: każdy pedagog musi zdobyć dla siebie szacunek i cześć. A gdzież oddaje swojego syna ojciec, pragnąc dać mu jak najlepsze wychowanie? Do szkoły bezżennych księży, do Benedyktynów, Jezuitów, Cystersów, Pijarów… Gdzie dziewczęta odbierają najlepsze wychowanie? W zakonie: Sacré – Coeur, u Sióstr Urszulanek, Nazaretanek… Tak, czy nie? Czy może ktoś poświęcać tyle czasu drugim, mając własne kłopoty?

Dołącza się tutaj jeszcze nowy argument. Zwróćmy uwagę na szereg instytucji, które przez swoją dobroczynną działalność podnoszą ducha. Na samych Węgrzech w każdym niemal większym mieście, a we wszystkich bez wyjątku miastach, gdzie mieszka biskup, za pieniądze katolickich księży zostały wzniesione przedszkola, szkoły męskie i żeńskie, internaty dla chłopców, szpitale, przytułki dla starców i cały szereg różnych instytucji dobroczynnych. Nikt temu nie może zaprzeczyć. Wszystko to jest możliwe tylko dzięki bezżenności kapłanów. Kapłan bowiem, nie posiadając żony, nie musi troszczyć się o jej przyszłość i rodzinę, ani nie ma obowiązku składania dla niej pieniędzy. Każdy grosz, który mu pozostaje, może bez wahania oddać na cele dobroczynne. Żyją bogaci ludzie świeccy, po których majątek odziedziczyły dzieci; a Piotr Pázmány, arcybiskup ostrzychomski, który nie posiadał ani żony, ani rodziny, cały swój majątek oddał na założenie w Budapeszcie uniwersytetu jego imienia.

To byłaby mniej więcej odpowiedź na pierwszy list.

 

II.

Na drugi odpowiem krótko, gdyż treść jego już w samym założeniu jest błędna. Pisze w nim pewna osoba: „Nie trzeba zmusza ć kapłanów do bezżeństwa, a wtenczas mężczyźni będą się „garnęli” do stanu kapłańskiego!…”

Bracia! Tkwi tutaj wielki błąd! Tutaj nikogo nikt nie zmusza. Przyglądnij się choć raz święceniom kapłanów, a usłyszysz, że tutaj nie ma przymusu. Biskup, udzielający sakry, mówi do święcących się subdiakonów: „Teraz jeszcze jesteście wolni, możecie mieć pragnienia świeckie, ale z chwilą, gdy otrzymacie święcenie, już będziecie zależni, od tej chwili na zawsze stajecie się sługami Boga, któremu służyć, znaczy tyle, co panować. Od tej chwili waszym obowiązkiem jest dochować przy Jego pomocy ślubów dozgonnej czystości”.

Tak, Bracia! Kto chce, może wstać i odejść! O, nie w tym tkwi przyczyna braku kapłanów! Sam Chrystus bowiem troszczy o to, żeby jak największa ilość ludzi zapalała się ofiarnym ogniem powołania kapłańskiego! Wzywa do Siebie wielu! Ale to wezwanie, nim dojdzie do serca i duszy ludzkiej, gubi się w zgiełku i gwarze obecnego zepsucia. Głuszy je często opór rodziców, których serca, zamiast miłości bożej, owładnęła ślepa miłość ziemska i którzy za klęskę uważają, jeśli ich syn chce zostać księdzem, a córka pragnie wstąpić do klasztoru. Dzisiaj przyczyną braku kapłanów jest brak moralności w życiu, obojętność rodzin, nie zaś celibat i nie związany z nim „smutek”, jak to się często słyszy.

Czy życie kapłana naprawdę jest smutne?! O, Bracia! Nie żałujcie nas! Nie litujcie się nad nami! Wy nie wiecie, ile to niebiańskiej radości w zamian za utracone szczęście rodzinne, daje Bóg kapłanowi, który służy Mu bez zastrzeżeń.

 

III.

Trzeba jeszcze omówić trzeci zarzut – bez wątpienia największy.

Zdarza się nieraz, że nawet bardzo religijni ludzie stwierdzają, ze smutkiem moralny upadek niektórych kapłanów.

Najczęściej jednak zarzut ten podnoszą ludzie źli, obłudni, krytycy pełni jadu złośliwości! Oni to ze zgorszeniem wytykają kapłanom wady. Małe przewinienie, szerząc się cichaczem, nabiera pod koniec w ustach ludzi rozmiarów dziesięć razy przewyższających rzeczywistość, z czego potem złośliwi z uśmiechem wysnuwają wniosek: oto skutki celibatu księży! Przeciwko celibatowi grzeszy ten, tamten i ów!…

Cóż na to odpowiedzieć? Powiedzieć, że fałsz? O, żebyśmy to mogli powiedzieć! Niestety, nie możemy. Ani dziesiąta część z tego, co tacy ludzie wymyślą przy popołudniowej herbatce, nie zgadza się z rzeczywistością, ale, jeśli chociaż część tego jest prawdą, już jest to smutne i straszne.
Cóż na to odpowiedzieć?

Ze drżeniem serca musimy stwierdzić: Panie, tak jest – i w gronie Twoich wybranych zdarza się, iż jesteś okłamany. Niejednokrotnie powtarza się najsmutniejsza scena z bolesnego dramatu Twojego życia, że Judasz zdrajca zyskuje nowych naśladowców. My to rozumiemy po ludzku, ale nie jesteśmy zdolni tego wybaczyć. Wiemy, że nie jest łatwą rzeczą białą albę przenieść przez życie i świat, bryzgający błotem, tak by ani jedna kropla brudu na nią nie padła.

Święty Kościół pragnie, by księża byli jak stara, wspaniała świątynia gotycka, w której każdy szczegół, każdy kamień, całe urządzenie jest przeznaczone dla Boga, której każdy filar, każdy łuk, każde sklepienie, jak strzała bije w niebiosa, podnosi na wyżyny modlitwy. Taką gotycką świątynią, Bogu poświęconą, jest stan kapłański… Ale, Bracia, jeśli mieliście sposobność poznać zachodnio – europejskie kraje i przyjrzeć się z bliska przepięknym średniowiecznym katedrom gotyckim, z pewnością zrobiliście ciekawe odkrycie. Z pewnością zauważyliście, że poza pobożnymi obrazami i wzniosłymi posągami, sterczą też, wysunięte naprzód niekształtne figury, głowy ludzkie z rozwartymi ustami, straszne rzeźby wilków i smoków. Są to rynny, odprowadzające wodę. One to w czasie deszczu wypluwają ze swoich paszcz brudną wodę, odprowadzającą daleko z dachu kościoła, żeby wilgoć nic zaszkodziła fundamentom. Nie są to bardzo estetyczne figury, zwłaszcza gdy zioną brudna wodą. Ale nikt z tego powodu nic czyni zarzutów wspaniałej katedrze! Gdyby bowiem nie była zbudowana z materii, stała nie na ziemi i gdyby nie osiadł na niej ziemski pył, nie umieszczano by na niej tych potwornych figur! Gdyby duchowieństwo nie żyło wśród brudnego świata, nie składało się z ludzi, gdyby się go nie czepiało zepsucie, byłoby wolne od zdeprawowanych księży! Wszystko to z punktu widzenia ludzkiego rozumiemy, ale równocześnie gorzko nad tym ubolewamy!

Czy wiecie, kogo to najbardziej boli, że słudzy boży padają ofiarą ludzkiej słabości? Tych, którzy pozostali wierni! Najwięcej boli kapłanów, żyjących według myśli bożej i mających świadomość, że nawet dziesięciu aniołów nie potrafiłoby naprawić tych spustoszeń, jakie w świecie ducha czyni jeden upadły kapłan.

„Jesteście solą dla ziemi.” – mówi Pan Jezus do apostołów (Mt 5, 13) „Jesteście światłem świata” (Mt 5, 14). Jeśli sól zwietrzeje, jeśli światło zagaśnie w duszach apostolskich, wtedy biada! Wtedy gęsta czerń nocy zalegnie drogi, prowadzące do nieba, i smutkiem pokryje oblicze Chrystusa! Biada, jeśli pod przebraniem świętych kryją się jednostki, które hańbę przynoszą Ewangelii.

Chciałbym się jednak o jedną rzecz zapytać tych, którzy tak łatwa krytykują błędy duchowieństwa i gorszą się nimi. Powiedzcie: czy wy, albo czy wasza rodzina daliście chociaż jednego kapłana Kościołowi? Czy wyszedł z waszej rodziny, jeden chociażby światły, mądry, ruchliwy, energiczny, niewinny i naprawdę ideowo myślący sługa boży? Więc nie jesteście zadowoleni z kapłanów? Ale, skoro tak, to nie krytykujcie – ale oddajcie Bogu na służbę młodzieńców najlepszych, a wszystko będzie dobrze!

Nieraz się słyszy: „Dlaczego Kościół nie zniesie celibatu, skoro pewna liczba kapłanów i tak go łamie?” Bracia! Więc dlatego mamy go znieść, że wielu kapłanów go łamie? Są przecież i małżonkowie, którzy łamią wierność małżeńską, czy z tego powodu należy znieść małżeństwo? Są lekarze, którzy łamią przysięgę lekarską, i to ma być powodem do zniesienia zawodu lekarskiego? Są żołnierze, którzy zdradzają swój sztandar, mamy więc znieść wojsko? Nie nazwiemy przecież wszystkich kupców oszustami dlatego, że są między nimi i tacy, którzy oszukują, ani nie wytniemy w pień całego lasu mocarnych dębów dlatego, że niektóre z nich uległy naporowi burzy?

Nie, nie! Jeśli za jakimś prawem przemawia tysiąc poważnych dowodów, jeśli ono pociąga za sobą błogosławione skutki, nie wolno go znieść nawet wtedy, gdy poszczególni ludzie łamią je i znieważają jego szczytną myśl!

Czy za celibatem kleru przemawiają tak ważne powody? Czy ma on tak wielkie znaczenie, że warto Kościołowi kruszyć kopie w jego obronie? Tak, powodów takich mamy dosyć i o nich będziemy mówili na przyszłą niedzielę.

 

*** 

Dzisiejsze kazanie chciałbym zakończyć ulubioną przeze mnie myślą. Pragnę być szczerym, powiem otwarcie: 

Imponuje mi odwaga Kościoła katolickiego, który z taką stanowczością wymaga od księży celibatu! 

Bo – biorąc rzecz po ludzku – to jest jednak odwaga! Czy Kościół nie lęka się, że świątynie będą świeciły pustkami, gdy nałoży na swoich kapłanów obowiązek tak nadzwyczajnej ofiary? 

Często zarzucano Kościołowi, że ustanowił celibat księży, powodując się czysto ludzkim wyrachowaniem i chytrością. Wyrachowaniem? W takim razie powinien się był urządzić inaczej. Kościół okazał i tak zbyt wielką odwagę, spełnił to, o czym inne religie nie śmiały nawet marzyć i czego do dziś dnia nie ośmieliły się uczynić. A jednak ma on 300000 kapłanów na świecie, pomimo, że nim pozwoli im wejść do świątyni, zapytuje każdego: „chcesz być czystym jak aniołowie niebiescy?”

Tak twardo może stawiać kwestię tylko religia, która z całą pewnością wie, że w duszach jej kapłanów, jak strumień życia przepływa co dzień krew Chrystusowa, ofiarowana we mszy by wzmocnić niemocnego i utwierdzić niepewnego.

Więc, Bracia, nie krytykujmy, nie gorszmy się, nie plotkujmy, nie roznośmy potajemnie złośliwych pogłosek, ale wiecie co zróbmy? Módlmy się! Módlmy się gorąco, żeby z pomocą łaski bożej każdy kapłan mógł dochować świętych przyrzeczeń, które w dzień święceń złożył za was, za wasze dusze, dla służby bożej, żeby wszyscy odczuli, że spełniają się słowa Chrystusa Pana: „Jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.” (Mt 11, 30). Amen.

 

Szukaj

pomóż tej stronie

Szanowny Gościu, jeżeli możesz, zamieść proszę u siebie jeden z linków prowadzących do tej strony.

Wybierz link do zamieszczenia

Wymienię się linkami

.mp3

December 2017
Mo Tu We Th Fr Sa Su
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31