(O szóstym i dziewiątym przykazaniu) O bezżeństwie Kapłanów (2)

 

Przykazania Boże - celibat to wielka łaskaKochani Bracia w Chrystusie!

W Ewangelii czytamy, że Pan Jezus spotkał pewnego razu dziesięciu trędowatych. Straszna to choroba! Toteż trędowaci trzymali się w pewnej odległości od Pana Jezusa. Przepis ten obowiązywał jeszcze w wiekach średnich, gdyż społeczeństwo broniło się przed tą zarazą, wykluczając chorych ze swego grona. Ci nędzarze nieszczęśliwi, jak zwierzęta na pustyni, po kryjomu brali pokarm, który dla nich zostawiano na umówionych miejscach. A gdy przypadkiem spotkali ludzi, musieli już z daleka wołać: „Uwaga! Jesteśmy trędowaci!”

Było to zatem prawo bolesne, ale, Bracia, należy się nad nim głębiej zastanowić. Przecież trzeba było chronić ludzi zdrowych za wszelką cenę! Tych, którzy już zachorowali i zaczęli gnić, należało wydalić, żeby uratować zdrowych! Dawniej zaraźliwie chorych poświęcano, jeśli tego wymagało zdrowie społeczne. A dzisiaj? Myślę o chorym duchowo, o grzeszniku, złoczyńcy, którego otacza się nimbem współczucia, usprawiedliwia i zostawia między zdrowymi, chociaż może zatruć całe społeczeństwo! Ach, gdyby to dzisiaj udało się wprowadzić prawo, które dawniej odnosiło się do trędowatych, gdyby można zarażonych trądem duchowym pisarzy, dziennikarzy, malarzy pornograficznych, wypaczonych duchem aktorów filmowych, modniarzy… wywieźć na miejsce ustronne, na jakąś bezludną wyspę – można by miliony ludzi uchronić przed grzechem niemoralności.

Ale, prawda, to tylko próżne pragnienie, pobożne marzenie, które nigdy się nie spełni.

Tymczasem grozi nam niebezpieczeństwo! Tuż, za naszymi plecami czyha tysiące niemoralnych pokus. Na każdej ulicy szczerzy do nas zęby grzech podłości i duch zepsucia, który szepce, mówi, tłumaczy, krzyczy i wyje, że VI Przykazanie dziś już jest przestarzałym głupstwem, i nikt nie zwraca na nie uwagi. Żyjemy obecnie w epoce rozluźnionych obyczajów. Wśród topieli hulaszczych haseł podnosi nasza wiara ideę bezżeństwa kapłanów, niby opokę granitową, o którą rozbijają się spienione fale, niby zbawczą łódź wśród wiru powodzi, niby latarnię morską w ciemnościach burzliwej nocy!

Kochani Bracia! Kwestię bezżeństwa kapłanów katolickich poruszyłem w ubiegłą niedzielę w związku z dwoma otrzymanymi listami. Omówiliśmy po kolei zarzuty, które szeptem, w formie plotek przechodzą z ust do ust w czasie podwieczorków, na herbatkach. Zarzuty te dadzą się zamknąć w trzech grupach. Wielka szkoda, że kler katolicki nie może dać swoim wiernym przykładu życia małżeńskiego! Dalej: okrutne jest postępowanie Kościoła, który zmusza księży do życia w celibacie! W końcu: do ilu skandalów dają powód tego rodzaju zarządzenia.

To było tematem kazania w zeszłą niedzielę. Ale już wtedy wspomniałem, że omówiłem tylko połowę zagadnień. Temat ten rzadko bywa poruszany na kazaniu, ale jeśli już trzeba było o nim mówić, to nie można go potraktować powierzchownie. W ostatnim kazaniu słyszeliśmy zarzuty przeciwko bezżeństwu katolickich kapłanów, dzisiaj rozpatrzmy powody przemawiające za celibatem , przyczyny, dla których nasza święta wiara ustanowiła to prawo i przestrzega go po dziś dzień.

 

*** 

Kochani Bracia! Zanim przystąpimy do badania, jakie przyczyny podyktowały Kościołowi podobne rozporządzenia, muszę krótko wyjaśnić zdanie, które wypowiedziałem przed chwilą. 

Powiedziałem szczerze, bez żadnych ogródek, że celibat księży wprowadził sam Kościół, że przykazanie to nie pochodzi od Samego Chrystusa.
Kościół początkowo nie wymagał od kapłanów bezżeństwa. Służbę bożą pełnili i żonaci kapłani. Jest to fakt dowiedziony historycznie.

Ale dowiedzione historycznie jest również i to, że Kościół już w zaraniu swojej działalności chętniej patrzał na usługi kapłanów bezżennych, aż w końcu doszedł do dzisiejszego stanu rzeczy i wydał prawo wymagające od kandydatów do stanu kapłańskiego ślubów dozgonnej czystości i zupełnej wstrzemięźliwości. Przy wydawaniu tego prawa nie kierowała Kościołem pogarda dla płci niewieściej, ani cele zaborcze, jak twierdzą ludzie nie znający tych spraw – ale słuszne, ważkie przyczyny.

Kiedy zastanowimy się nad tymi przyczynami, kiedy staramy się wytłumaczyć cel bezżeństwa kleru, dochodzimy do wniosku, że zrozumie je tylko ten, kto wzniosłą godność kapłana katolickiego pojmuje według zasad Kościoła . Inaczej nie zrozumie istoty celibatu. „Człowiek zmysłowy bowiem nie pojmuje tego, co jest z Bożego Ducha. Głupstwem mu się to wydaje i nie może tego poznać, bo tylko duchem można to rozsądzić.” (1 Kor 2, 14).

O każdym katolickim księdzu można powiedzieć to, co o sobie powiedział święty Paweł: „Niech więc uważają nas ludzie za sługi Chrystusa i za szafarzy tajemnic Bożych.” (1 Kor 4, 1).

Kapłan więc według zasad naszej świętej wiary jest „sługą”, a papież sługą sług. Tytuł Ojca świętego brzmi: „servus servorum Dei”. Sługa sług Bożych. Zostać kapłanem, czyli wstąpić do Boga na służbę, znaczy „stać się sługą”. Kto wstąpił w szeregi duchowieństwa, ten nie należy już do siebie, ale do Boga i ludzi. Oto prawdziwe katolickie pojęcie o stanie kapłańskim! Kapłan to 1) sługa boży i 2) sługa wiernych – oba te stanowiska wymagają zachowania celibatu.

 

I.

Kapłan jest sługą bożym, dlatego musi być bezżennym.

 

1) Kapłan musi być bezżenny, żeby mógł całkowicie poświęcić się Bogu. „Człowiek bezżenny troszczy się o sprawy Pana, o to, jak by się przypodobać Panu. Ten zaś, kto wstąpił w związek małżeński, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać żonie.” (1 Kor 7, 32n).

Dusza kapłana nie może być podzielona!
Co oznacza nazwa „clerus” – „wylosowani, wybrani”. Są wybrani. Skąd? Z tłumu, z codziennych więzów życia towarzyskiego, rodzinnego… Kto troszczy się o sprawy Chrystusa, kto wszystko czyni za Niego, kto jest Jego zastępcą, powinien przebywać na wyżynach. Kapłan przez doskonałe, wstrzemięźliwe życie powinien wznieść się nad lud, żeby według rozkazu Pana świecić, jak świeca umieszczona w świeczniku. Przez wstrzemięźliwe życie – według słów objawienia świętego Jana – powinni kapłani upodobnić się do Baranka Bożego. „Potem ujrzałem: a oto Baranek stojący na górze Syjon, a z Nim sto czterdzieści cztery tysiące, mające imię Jego i imię Jego Ojca wypisane na czołach… ci, którzy Barankowi towarzyszą, dokądkolwiek idzie… a w ustach ich kłamstwa nie znaleziono: są nienaganni.” (Ap 14, 1. 4. 5)

Tak, kapłan katolicki powinien być bezżenny, żeby mógł całkowicie służyć Bogu.

 

2) Powinien być bezżenny jeszcze i z tego powodu, by mógł pośredniczyć między Bogiem, a ludźmi.

Jeśli już o żydowskich kapłanach wspomina Pismo Święte: „Między przedsionkiem a ołtarzem niechaj płaczą kapłani, słudzy Pańscy! Niech mówią: Przepuść, Panie, ludowi Twojemu i nie daj dziedzictwa swego na pohańbienie” (Jl 2, 17), to słowa te tym odnoszą się do chrześcijańskiego kapłana.

Święty Grzegorz z Nazyanzu w jednym ze swoich pism mówi, by nikt nie ważył się składać ofiary mszy świętej, zanim siebie samego nie ofiaruje Bogu. Teraz powiem, jaki ma cel ofiara celibatu kapłanów! Przede wszystkim składa się ją dla ofiary mszy świętej! Spróbujmy odczuć ten przepotężny nastrój śpiewanej mszy świętej! W wypełnionym po brzegi kościele, na czele rozmodlonego tłumu wiernych, przed Majestatem bożym, u stopni ołtarza, wśród płonących świec stoi ubrany w symboliczne szaty, kapłan. Jakiż to wspaniały widok! Spróbujmy w wyobraźni naszej wstawić w te ramy kobietę, żonę kapłana (Bracia, nie mam przez to zamiaru obrażać kobiety!), a natychmiast z tego wspaniałego obrazu, z majestatu kapłańskiego znika jakiś cudowny pierwiastek.

Czyż nie czujemy w głębi duszy, że tego człowieka, kapłana, nie można krępować ramami codziennego życia? Od człowieka, który tam, na stopniach ołtarza śpiewa drżącym głosem w prefacji hymn 2000 – letniej chwały Boga, który rozmodlonymi dłońmi wznosi do góry Syna Bożego, ukrytego pod postacią białej hostii, oczekujemy większego panowania nad sobą i poświęcenia, aniżeli od innych ludzi! W czasie Ostatniej Wieczerzy święty Jan, młodzieniec o kryształowo czystej duszy, skłonił swoją głowę na piersi Pana. Czy nie takim powinien być każdy kapłan, który co dzień powtarza misterium Ostatniej Wieczerzy? Czy kapłan nie powinien lśnić jak promień słoneczny, który się do nas uśmiecha przez kościelne witraże?!

Tak, Bracia! Odczuwamy, jak subtelne są pragnienia Kościoła. Niechaj ręka, w której codziennie spoczywa święte Ciało Syna Bożego, nie obejmuje niczyjej dłoni, nawet dłoni żony. Te oczy, które ogniem rozpala olśniewająca bliskość Boga, niech nie zatapiają się w niczyich oczach, nawet w oczach żony! Usta, które codziennie Krew Syna Bożego barwi na rubinowo, niech nie dotykają niczyich ust, nawet ust żony! Niech nikt nie nazywa swoją duszy, która czuje tak bezpośrednią bliskość i miłość Chrystusową!

Celibat kapłanów został w przede wszystkim z myślą o mszy świętej, i ona to daje kapłanowi siłę do wytrwania w cnocie czystości. Ciekawe, że każdy z reformatorów religijnych, znosząc ofiarę mszy świętej, znosił i celibat, który nie posiada znaczenia, skoro go nie można dotrzymać!

 

II.

Kapłan jest sługą wiernych, dlatego musi być bezżenny.

 

Kapłan jest nie tylko sługę bożym, ale i sługę wiernych, dla ich zbawienia musi ponieść wiele trudów, które wymagają, żeby był bezżenny. Któryż to z apostołów był prawdziwym tytanem pracy? Bez wątpienia święty Paweł (1 Kor 15, 10), Paweł, który nie miał żony! A dlaczego inni apostołowie na początku swojej działalności opuścili chwilowo żony? Aby poświęcić się tym lepiej rodzinie Pana, czyli wiernym! Dlaczego kapłan dzisiaj nie może należeć do nikogo, do żony ani rodziny? Dlatego, żeby był „wszystkim dla wszystkich, żeby w ogóle ocalić przynajmniej niektórych” (1 Kor 9, 22). 

Celibat kapłanów ustanowiony został dla dobra wiernych! Historia Kościoła mówi, że wtedy ludzie byli najlepsi i wiara płonęła najżywszym ogniem, gdy było najmniej wykroczeń przeciwko celibatowi. I odwrotnie, zaćmienie tego ideału pociągnęło za sobą moralny i religijny upadek ludzi.

Na dowód tego, że celibat kapłanów został ustanowiony rzeczywiście z myślą o wiernych, że bezżenne życie kapłanów, istotnie ma wzmacniający wpływ na pogłębienie życia religijnego, chciałbym przytoczyć tylko dwie uwagi:

 

1) Pierwsza to celibat kapłanów i słuchanie spowiedzi.

Od kapłana, jako sługi bożego i świętego ofiarnika, żąda się zupełnej wstrzemięźliwości. Od kapłana, jako sługi wiernych, tego, który udziela sakramentu pokuty, wymagane jest bezżenne życie.

Nie trzeba mówić, jak świętą wartość dla nas katolików posiada spowiedź i jak przecudne kwiaty cnót wyrastają na gruncie zroszonym łzami pokuty! Tak samo nie trzeba udowadniać, że potrzebne do spowiedzi zaufanie daleko prędzej wzbudzi kapłan bezżenny, niż posiadający żonę! To, cośmy przed tym mówili o mszy świętej, dotyczy i spowiedzi: w wyznaniach oderwanych od katolicyzmu, kapłani, którzy się żenią, nie mają równocześnie władzy spowiadania – co jest zupełnie logiczne.

Nie wiadomo tylko, czy można nazywać „kapłanem” tego, kto nie odprawia mszy świętej, ani nie spowiada! Kapłan bez władzy odpuszczania grzechów? Spójrzmy, czego szukali ludzie u Boskiego Mistrza? Przede wszystkim pomocy dla ciała, leczenia chorób. Czy Panu to wystarczyło? Nie! Choć dana jednostka o to nawet nie prosiła, Pan Jezus mówił: Idź, synu, córko, odpuszczone są grzechy twoje!

Tak, Bracia, gdy zagłębimy się w istotę celibatu, widzimy, że Kościół nie chciał przez to pomniejszyć znaczenia płci żeńskiej, ale odwrotnie, starał się ją otoczyć znamionami głębokiego szacunku. Ogromnej subtelności uczuć Kościoła katolickiego względem kobiet dowodzi fakt, że dla zaspokojenia najbardziej drażliwych wymagań duszy kobiecej przeznaczył mężczyzn, którym w kobietach wolno widzieć tylko dzieci boże i duszę nieśmiertelną.

Gdyby celibat kapłański nie przynosił ponadto innych korzyści, prócz uwydatnienia wiernym przystąpienia do sakramentu pokuty, to i tak sowicie opłaciłyby się wszystkie ofiary.

 

2) Ale bezżeństwo kapłanów posiada jeszcze inne olbrzymie znaczenie – siłę dobrego przykładu!

Nasza święta wiara wśród tylu odwiecznych, tysiącletnich burz stanowczo i bez kompromisu głosiła prawo VI i IX Przykazania: zupełną wstrzemięźliwość przed ślubem i wierność w stanie małżeńskim.

Nigdy nie było tak trudno jak dzisiaj, zachować lilię śnieżnobiałej czystości, wśród błotem zbryzganego świata!

Czy wiecie, czego potrzebuje nasza ojczyzna? Młodzieńców, którzy byliby zdolni zachować niewinność duszy wśród niebezpieczeństw moralnych, czyhających w pierwszych latach dojrzewania. Mężczyzn, którzy by byli podobni do wodza Tilly, bohatera wojny trzydziestoletniej, który po 36 zwycięskich bitwach mógł powiedzieć: „Nigdy nie byłem pijany, nigdy nie dotknąłem nieskromnie kobiety”.

Takich potrzebujemy mężczyzn!

A rzućmy okiem wokoło: cóż zobaczymy? Uwijają się pomiędzy nami fałszywi prorocy, którzy szerzą brudne hasła i błędne pojęcia. Przychodzą truciciele mrożący kwiaty dusz obłudnymi frazesami i odbierają tylu młodzieńcom radość i chęć do walki, popychając ich w przepaść.

Przyznajcie, że każdy, kto lekkomyślnie powtarza walczącej młodzieży: „to niedorzeczność!” – to jakby niszczył kwiaty witriolem, a lodowatym tchnieniem pustoszył łąki majowe.

Słyszy się skargi biednej, borykającej się w wiecznej walce, młodzieży: Wstrzemięźliwość! Panowanie nad sobą! Czyste życie! – głosi Kościół. Ale cóż z tego, kiedy pragnienia instynktów napierają z taką mocą – mówi pewien 24 – letni młodzieniec. – Zdaje się, że nie krew krąży w moich żyłach, ale rozżarzona lawa! Czy nie jest to gwałt przeciwko samemu sobie? Czy fałszem jest ten głos natury, szalejący we mnie?

Bracia! Świat jest pełen tego rodzaju zdań. Tak narzeka wielu ludzi dobrej woli. Cóż im na to odpowiedzieć? Ileż to prawdy przecież widnieje w tym powiedzeniu: To, czego domaga się natura, nie może być złe, i stanowczo nie można jej tego odmawiać!
Co odpowiedzieć?

 

a) Przede wszystkim przytoczę ciekawy fakt, na który zwrócili uwagę lekarze. Są wypadki, kiedy natura domaga się czegoś, co jednak jest szkodliwe. Rekonwalescent po tyfusie jest zwykle bardzo głodny, ale biada, jeśli pozwolą mu najeść się do syta: umrze! Umrze, a przecież sama natura domagała się pożywienia! Człowiekowi o przestrzelonych wnętrznościach nie wolno dać przez 4 – 5 dni ani odrobiny pokarmu, ani kropli wody. Chociażby był nie wiem jak głodny i spragniony (zwłaszcza spragniony), nie wolno! Jeśli tego nie będziemy przestrzegać, umrze! Sam widziałem taki wypadek w czasie mojej służby wojskowej. Staliśmy w Drohobyczu, w okolicach galicyjskich źródeł nafty. Przyniesiono pewnego kapitana z przestrzelonym brzuchem. Lekarz powiedział mu otwarcie: „Nie wolno nic pić!” Ale silne pragnienie dokuczało biedakowi. Rozkazał przeto swojemu żołnierzowi przynieść wody. Ten nie chciał spełnić rozkazu. Kapitan uniósł się i kategorycznie zażądał spełnienia rozkazu… Żołnierz w odpowiedzi zasalutował i przyniósł żądaną wodę… ale na drugi dzień kapitan umarł… Umarł?! Jak to – przecież natura domagała się wody?!

Zwierzęta mogą zupełnie polegać na naturze i instynktach, które nigdy nie prowadzą ich do rzeczy szkodliwych. Krowa nie uczyła się botaniki, a jednak pasąc się, nie ruszy żadnej trującej rośliny, natomiast człowiek, jeśli tylko nie idzie po radę do głowy, zje zarówno grzyb trujący, jak i dobry. Cóż to znaczy? Że człowiek jest czymś wyższym, aniżeli zwierzę, u człowieka instynkty mają kontrolera: rozum. Dlatego wszystkie pragnienia instynktu należy kontrolować i ujmować w karby zdrowego rozsądku. Być człowiekiem nie znaczy dać wolne ujście naturalnym pragnieniom, ale popędy kształtować według jednej wielkiej myśli. Być człowiekiem, to znaczy być suwerennym panem w dżunglach pragnień instynktownych. Pozwólcie, że otwarcie wypowiem dziwną myśl: jakim prawem ten, kto ulega każdemu swojemu instynktowi, oszukuje ludzi i chodzi na dwóch, a nie na czterech nogach?!

Słusznie można zadać tego rodzaju pytanie człowiekowi niepanującemu nad sobą. Ale to jeszcze nie wszystko. Są jeszcze inne argumenty. Jakie?

 

b) Przychodzą bojownicy o czystość młodzieży, rycerze z frontu walki o moralność, zlani krwawym potem, narzekają: „Na nic wszelki wysiłek, nie można żyć w czystości aż do ślubu… nikt nie jest w stanie ujarzmić swoich instynktów!” W chwilach takich stanie u ich boku bezżenny kapłan: „Synu! Żalisz się, że nie można? Otóż patrz: wszak mi ufasz! Widzisz? Można! Mo ż na! Nie tylko do ślubu, ale i do zgonu!”

Tak, Kościół mógłby znieść celibat kleru – przecież to nie jest nakaz Pana Jezusa! – Ale tym samym zniósłby jeden z najsilniejszych dowodów, że można zachować czystość przedślubną i ideał wierności małżeńskiej, zniósłby źródło, które ufnością napełnia walczących. Celibat, jak słońce, winien zapalać ogień heroizmu i wytrwania w sercach ludzi, którzy borykają się z pokusami ciała i stawiają czoło dyktaturze rzekomo niezwyciężonych instynktów. I teraz nasza wiara ma prawo żądać od swoich wiernych wstrzemięźliwości czasowej w pewnych okolicznościach życia, zaś od kapłanów wstrzemięźliwości dozgonnej.

 

***

Kochani Bracia! Inni ludzie, nie katolicy, często podziwiają ogromny szacunek, z jakim katolicy odnoszą się do swoich kapłanów. Nie wiedzą, gdzie tkwi źródło tej czci. Tkwi ono właśnie w celibacie. Lud czuje, że kapłan ponosi tę ofiarę z pobudek altruistycznych, żeby w zupełności oddać się Bogu i powierzonym duszom, by zawsze z gotowością spieszyć z pomocą bliźnim i wspierać ich dobrym przykładem. Za tę ofiarę wierni odwzajemniają się szacunkiem. Tu już za życia spełnia się dosłownie powiedzenie Pana Jezusa: „I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy.” (Mt 19, 29).

Bezżeństwo kleru katolickiego jest świętą tradycją, dyscypliną, nie dogmatem. Kościół może je znieść, ale wątpię, czy uczyni to kiedykolwiek. Byłaby to zbyt wielka strata!

O, ludu katolicki, jakże jesteś szczęśliwy, mając bezżennych kapłanów! Kapłanów, którzy nie potrzebują dzielić swojego serca! Kapłanów, którzy całkowicie należą do ciebie! Kapłanów, których przykład jest pancerzem i mieczem w walkach o czystość etyki. Kapłanów, którzy, chociaż tak samo mają ciało i krew, jak każdy z was, dobrowolnie stają do walki o wieczną czystość swojej duszy, wzmacniani przez krążącą codziennie w ich duszach przeczystą Krew Chrystusa. Kapłanów, których najulubieńszym westchnieniem jest modlitwa świętej Agnieszki.
Modlitwa świętej Agnieszki!

Posłuchajcie przepięknej modlitwy, którą 13 – letnia Agnieszka, męczennica broniła swojej cnoty przed kusicielami „Idź precz ode mnie, ofiaro śmierci! Już dawno jestem zaręczona z kimś większym. Znamię Jego wypisałam na swym czole, by Jego tylko miłować nad życie. Dochowam Mu wierności aż po zgon, bo ufam Mu całkowicie. Ciało moje stanowi jedno z Jego Ciałem, Krew Jego rumieni się na moich ustach, Krew Tego, którego Matką jest Dziewica, którego Ojciec nie znał niewiasty. Jestem zaręczona z Tym, któremu służą aniołowie, którego piękność podziwiają słońce i księżyc. Z miłości do Pana Jezusa Chrystusa pogardzam ziemską potęgą i wszystkimi czarami życia” (Brev. Rom.).

Bracia! Zachowanie celibatu kapłańskiego wymaga nieustannego czuwania, wewnętrznej karności i bojowania – ale nie ustępujemy, bo wiemy, ż e po trudnych walkach czeka nas nieskończona zapłata wieczna miłość naszego Pana Jezusa Chrystusa. Amen.

 

Szukaj

pomóż tej stronie

Szanowny Gościu, jeżeli możesz, zamieść proszę u siebie jeden z linków prowadzących do tej strony.

Wybierz link do zamieszczenia

Wymienię się linkami

.mp3

December 2017
Mo Tu We Th Fr Sa Su
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31