(O siódmym i dziesiątym przykazaniu) O obronie własności prywatnej

 

Przykazania Boże - dzielnice biedy i bogactwa obok siebieKochani Bracia w Chrystusie!

W bieżącym roku akademickim omówiliśmy już trzy Przykazania: piąte, w którym Bóg broni życia ludzkiego, szóste i dziewiąte, które bronią samego źródła życia. Ale nie na tym kończy się wzruszająca opieka Ojca Niebieskiego nad Swoimi dziećmi! W następnych, końcowych Przykazaniach idzie dalej, broniąc całego życia społecznego, jego formy, zabezpieczając prawo własności prywatnej i podtrzymując ufność w ludzkie przyrzeczenia.

„Nie kradnij!” – mówi VII Przykazanie Boże (Wj 20, 15), które miło brzmi na równi z V Przykazaniem nawet dla tych, którzy nie bardzo się troszczą o zachowanie reszty Przykazań. Dogadza ono nawet ludziom, którzy nie znają Boga, którzy nie święcą niedzieli, którzy nawet słyszeć nie chcą o czystości moralnej, a jednak pragną zapewnić bezpieczeństwo swemu życiu i majątkowi.

Siódme Przykazanie zabrania czynnego przywłaszczania cudzej własności, dziesiąte nie pozwala czyhać chciwie na cudzy majątek (Wj 20, 17), występuje przeciwko zakusom na cudzą własność, źródłu, z którego powstają, grzechy przeciwko VII Przykazaniu. O nich będziemy mówić dzisiaj i w następnych kazaniach.

Roztrząsać oba te Przykazania bynajmniej nie jest rzeczą tak łatwą, jakby się na pierwszy rzut oka zdawało. Dziwna rzecz, że na VII i X Przykazanie z upodobaniem powołują się dwa przeciwne obozy ludzi. Ci, którzy mają majątek, powołują się na nie, mówiąc o „świętym prawie własności”, i chętnie powtarzają słowa Przykazania: „Nie kradnij!”, „Nie bądź łakomy!”, ale słowa te cytują również i ludzie, którzy nie posiadają żadnego majątku, i wołają rozpaczliwie: „Tak, nie kradnij! – a przecież własność prywatna jest wynikiem kradzieży; to, co masz, zabrałeś drugiemu! Wykorzystałeś pot robotnika!”
Stoją więc naprzeciw siebie dwa wrogie obozy. Który ma słuszność?

To tylko jest pewne, Bracia, że Pan Bóg jest bezpartyjny! Nie broni bogaczy, którzy są okrutni w stosunku do biednych, ani biednych, jeśli ci żądają od bogatych tego, co im się nie należy. Wiara Chrystusowa broniąc prawa własności, jednocześnie nakłada obowiązki. Zabraniając naruszać własność, równocześnie żąda, by sprawiedliwie nią rozporządzano. Tym ważnym, tak bardzo palącym zagadnieniom chciałbym poświecić trzy następne kazania. Czy słuszne jest prawo własności prywatnej? Zagadnienie to będzie tematem dzisiejszego kazania. Do czego obowiązuje własność prywatna? O tym będziemy mówili na przyszłą niedzielę, a za dwa tygodnie zastanowimy się: Jakie niebezpieczeństwa zagrażają własności prywatnej?

Dzisiaj postaramy się rozstrzygnąć: czy słuszne jest prawo własności prywatnej? Swoje poglądy sformułujemy w dwóch punktach.

I. Idea własności prywatnej wynika z głębi natury ludzkiej! II. Dlaczego jednak musi jej bronić osobne Przykazanie Boże?

 

I.

Idea własności prywatnej wynika z głębi natury ludzkiej.

 

1) By to udowodnić, moglibyśmy się najpierw powołać na historię ludzkości. Własność prywatna, wprawdzie w różnych formach i różnych ograniczeniach, obowiązywała w gruncie rzeczy wszystkie narody, nie wyłączając pierwotnych szczepów koczowniczych i ludów, utrzymujących się z rybołówstwa i myślistwa. Jeśli to prawo obowiązywało zawsze i wszędzie, to jasne, że ma ono swe źródło w naturze człowieka, a stąd wynika, iż jest ono człowiekowi wrodzone i nie wolno go usunąć. Własność jest prawem, podobnie jak wolność, jak nietykalność osobista. Że tak jest naprawdę i że nawet złodzieje przestrzegają zasad własności prywatnej, dowodzi pewna ciekawa historia, którą gdzieś niedawno wyczytałem.

Pokłóciło się dwóch złodziei. Jeden z nich powiedział:
- Ten złoty zegarek należy do mnie, jestem jego prawnym właścicielem!
- Jak to? – zdziwił się drugi.
- Tak, należy do mnie, bo ja go ukradłem, a nie ty!

Proszę, nawet w tym wypadku nie można usunąć prawa własności z ludzkiego rozumowania. 

 

2) Ale chciałbym nieco obszerniej rozpatrzeć zasadę własności prywatnej, bronić jej nie tylko ze względu na obecne stanowisko i znaczenie społeczne, ale również zastanowić się, co by się stało, gdyby ona upadła? 

a) Zniesienie własności prywatnej zachwiałoby przede wszystkim życiem jednostki. Możność nabycia czegoś na własność ułatwia i czyni znośniejszą codzienną ciężką pracę. Dzięki temu człowiek może myśleć nie tylko o bieżących potrzebach, ale i o przyszłości, o rodzinie i o zabezpieczeniu bytu swego na starość. Pojęcie własności prywatnej zachęca do pracy i czyni cnotliwszym. Bo nikt nie będzie pracować pilnie i wytrwale, skoro wie, że to, co zdobył, nie może do niego należeć. Nikt nie będzie dawał, jeśli nie będzie miał z czego. Nikt nie będzie oszczędzał i szanował, nie mając tej świadomości, że to czyni dla siebie. 

Pokarm, który człowiek bierze do rąk, wkłada do ust i połyka, staje się własnością jego ciała, tak samo wszystko, co człowiek osiągnął krwawą pracą i zrosił potem rąk swoich, musi stanowić jego własność. 

b) Zniesienie własności prywatnej naruszyłoby również zasadę życia rodzinnego. Iluż to przeróżnych rzeczy potrzebuje rodzina?! Mieszkania, mebli, ubrania, pożywienia – wszystko to muszą zdobyć rodzice. Odpowiedzialność, jaką czują wobec, dzieci, zachęca ich do pracy i oszczędności. A z drugiej strony dzieci poczuwają się do wdzięczności wobec rodziców, wyrabiając w sobie szacunek i posłuszeństwo. Zachwiałaby się wzajemna miłość w rodzinie, gdyby państwo, zniósłszy własność prywatną, zajęło się wychowaniem dzieci. Ojciec troszczy się nie tylko o teraźniejszość, ale i o przyszłość rodziny. Drogą oszczędności pragnie zdobyć, pewne zasoby, które stałyby się po jego śmierci pomocą dla rodziny. Dlatego słusznie ktoś zaznaczył, że spadek po ojcu, to jakby jego ręka, która wspiera nas z za grobu. Odwrotnie, gdy nie ma prywatnej własności, ojciec umiera z tą bolesną świadomością, że zostawił dzieci na pastwę niepewnej przyszłości.

c) Własność prywatna zapewnia społeczeństwu pokój i ład, jej zniesienie przyczyniłoby się poważnie do zachwiania równowagi społecznej. Jak to? Przecież właśnie z powodu majątku dochodzi do tylu kłótni i nieporozumień miedzy rodzeństwem i krewnymi. Tak! Ale co by nastąpiło, gdybyśmy znieśli, chociażby teoretycznie, różnicę między pojęciami: twoje, a moje. Wówczas każdy mógłby do wszystkiego rościć sobie pretensje!

Tylko wtedy może człowiek spokojnie patrzeć na majątek drugiego, gdy sam posiada jakąś własność. Mieliśmy na to dowód w czasie smutnej pamięci rozruchów komunistycznych na Węgrzech.

- Prawda, towarzyszu, że kto ma dwa domy, to mu jeden trzeba odebrać – tak podjudzali biednego chłopa mężowie zaufania partii.
- O, tak! – przytakiwał chłop.
- Temu zaś, kto ma dwa wozy, trzeba jeden zabrać!
- Naturalnie!
- A chłopu, który posiada dwa prosiaki, jednego należy odebrać.
- O, nie!
- Nie?! Dlaczego nie?
- Bo ja mam też dwa prosiaki!

Rzeczywiście, tak jest, Bracia! Ludzie, którzy posiadają chociażby niewielką własność, stanowią fundament spokoju społecznego, i są najbardziej lojalnymi obywatelami państwa. Obywatel, którego chociażby mały kawałek ziemi, albo chata wiąże z daną miejscowością, jest o wiele pewniejszym członkiem społeczeństwa, niż człowiek, który niczego nie posiada na własność, który dzisiaj jest tu, a jutro tam!

Gdzie Nie ma własności prywatnej, tam brak przytulnych ognisk domowych, czyli tam nie ma narodu. Na tę niebezpieczną kwestię zwróciły niedawno uwagę pisma amerykańskie. Pewnej młodej kobiecie zalecano kupno domu. „Jeszcze co? Na co mi dom? Urodziłam się w klinice, wychowałam w internacie, męża poznałam na zabawie, mieszkamy w hotelu, a stołujemy się w restauracji. Przed obiadem uprawiam sport, po obiedzie siedzę w kawiarni, a wieczorem w teatrze. W razie choroby pójdę do szpitala, a po śmierci pochowa mnie zakład pogrzebowy… Na co mi dom?” Bracia! Czy wobec tego może być mowa o życiu rodzinnym, które jest konieczne dla podtrzymania narodu?!

d) Rozwinę jeszcze jedną myśl. Zniesienie własności prywatnej zadałoby wielką klęskę cywilizacji. Rozwój wiedzy związany jest z wielkimi nakładami pieniężnymi, bez których nie obejdzie się ani sztuka, ani kultura, wymagająca na każdym kroku olbrzymich kapitałów. Któż będzie się troszczył o postęp, kulturę, gdy nikt nie będzie pewny, czy jutro będzie miał co do ust włożyć?
Z którejkolwiek więc strony przystępujemy do tego zagadnienia, zawsze dochodzimy do jednego wniosku: zasada własności prywatnej wynika z głębi natury ludzkiej.

 

II.

Dlaczego własności prywatnej musi bronić osobne Przykazanie?

Dlaczego więc specjalne Przykazanie musi regulować tę kwestię? Jeżeli zatem nasze wywody są zgodne z prawdą, musimy odpowiedzieć na pytanie, które w czasie mojego kazania nasunęło się z pewnością wielu słuchaczom. Czy wobec tego ma rację bytu VII i X Przykazanie? Jeśli zasada własności prywatnej jest nieodłączną od ludzkiej natury i ponadto strzegą jej prawa państwowe, czy potrzeba jeszcze interwencji Boga i ochronnych Przykazań? Czy nie wystarcza wielka liczba żandarmów, detektywów, więzień, aresztowań, badań daktyloskopijnych, śledztw i mnóstwa prawnych paragrafów? Czy to nie wystarczy? – pytają.

 

1) Odpowiadamy: Tak, wszystko to nie wystarcza! I dlatego prawo Boże spieszy z pomocą, broniąc tak ważnej dla całej ludzkości instytucji.

a) W tym właśnie Przykazaniu o poszanowaniu cudzej własności przejawia się najdobitniej bezsilność praw ludzkich, a widać jaśniej od słońca konieczność praw Bożych.

Dla obrony własności niezbędne s ą prawa ludzkie, ale one same nie wystarczają! Widzimy przecież, ile przepisów broni dziś mienia ludzkiego, a mimo to całe zorganizowane bandy zbrodniarzy grasują, łączą się w związki międzynarodowe, mają specjalne szkoły dla włamywaczy i złodziei, praktyki i regulaminy! Olbrzymie stosy praw nie są w stanie poskromić ludzkiej nieprawości. Choć wszystko uregulowane jest tysiącami paragrafów, złoczyńcy tym zręczniej starają się je ominąć. Nie wystarcza armia policji. Nie może ona bowiem swoich ludzi umieszczać w lokalu każdego biura, przy każdej kasie, pulpicie i każdej ladzie sklepowej. Dlatego niezbędne są prawa VII i X Przykazania Bożego, przed którymi nie skryje się żadna nieprawość, potrzebne są paragrafy, przed którymi nikt się nie wywinie, policjant, który wyśledzi wszystko. Życie obecne roi się od tak wyrafinowanych podstępów i kłamstw, których nie mógł przewidzieć nawet najprzezorniejszy prawodawca, i jedynie skutecznie może im przeciwdziałać prawo Boże, zwracające się tylko do sumienia.

Przytoczę tu tylko jeden charakterystyczny wypadek, a mianowicie opowiem o kapitanie pewnego wielkiego okrętu, który każdej podróży zarabiał w oszukańczy sposób olbrzymie sumy, a prawo nie mogło go dosięgnąć. Jakże to było? Wiadomo, że do ceny biletów podróży morskich wlicza się również całe utrzymanie. Jeśli ktoś, ulegając atakom choroby morskiej, całymi dniami nie może nic jeść, to oczywiście nie zwraca mu się z góry zapłaconych za przejazd pieniędzy. Otóż kapitan nic złego robił, tylko przed każdym obiadem i kolacją tak kierował okrętem po falach, że w rezultacie większa część pasażerów czuła się źle… traciła apetyt… i kapitan ciągnął zysk z niespożytych, a zapłaconych wiktuałów. Czysty zysk! Proszę. Niechże tu prawo spróbuje interweniować! Ostatecznie nikt nie może odpowiadać za to, że na morzu są fale!

Co stanowi obronę przed podobnymi nadużyciami i tysiącami innych podstępów'? Tylko słowa Pisma Świętego: „Czy nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą Królestwa Bożego?” (1 Kor 6, 9).
Widzimy zatem, że konieczne jest prawo Boże, zawarte w VII Przykazaniu.

b) Z tego, Kochani Bracia, możemy wyciągnąć praktyczny wniosek, że nie prawo i jego paragrafy, które można przekroczyć, ani policjant, przed którym da się umknąć, warunkują uczciwość, wzajemne zaufanie, rzetelność w handlu, słowem cały porządek życia społecznego, jeno prawdziwa, głęboka religijność . „Mały Katechizm” jest więcej wart, niż szwadron policji! Chciałbym, żeby to zrozumiał każdy, kto pragnie uregulowania życia społecznego, kto, pracując w tym kierunku, zapomina o wzmocnieniu pojęć religijnych, nawet sam daje zły przykład.
Będę mówił zupełnie szczerze. Człowiek na każdym kroku spotyka się z wiadomościami o włamaniach i rabunkach. Czytelnicy ze zgrozą załamują ręce: Do tego już doszło? Jakiż zepsuty ten świat!

Gorszą się ludzie, którzy wcale do tego nie mają prawa, bo zbierają tylko to, co sami posiali.
- Sami posiali? Jak to?

Posłuchaj:
– Bracie, ty oburzasz się, słuchając szczegółów wczorajszego włamania? A powiedz, czy chodzisz do kościoła, do spowiedzi, do Komunii Świętej?
– Nie. Ale to jest moja osobista sprawa! Co to może kogo obchodzić?
– Owszem, obchodzi! Ty i ja, wszyscy jesteśmy częściami składowymi jednego społeczeństwa, solidaryzujemy się z sobą i wspieramy przykładem wzajemnym. Jeśli ty nie wierzysz w Boga, nie chodzisz do kościoła, nie żyjesz według praw Bożych, dlaczego mieliby wierzyć twoi podwładni?
– A cóż z tego, że i oni nie wierzą?…
– Co z tego?… To, że pewnego dnia przyjdą do ciebie i powiedzą: Pan jest bogaty, a my biedni. Dlaczego? Pan jest właścicielem, a my najemnikami. Dlaczego? Proszę, proszę się tylko nie unosić! Słowo w słowo tak będzie! To jest zupełnie logiczne. Bo, jeśli nie ma Boga, życia wiecznego, świata pozagrobowego, to nie ma dobra, ani zła, nie ma cnoty, ani grzechu. Wobec tego istotną rzeczą jest przyjemność i używanie, których jeśli się nie da zdobyć za własne pieniądze, to można je osiągnąć rewolwerem, wytrychem, fałszywym wekslem… W ciemną noc przez okno włamie się do mieszkania jakiś obcy, nieznany mężczyzna: proszę pani, bardzo potrzebuję 500 złotych… Będzie pani tak łaskawa dać mi swoje kolczyki… Proszę bardzo grzecznie…, ale gdyby pani zechciała stawiać opór… błysnęła niklowana lufa rewolweru…

Tak, tak będzie… jeśli nie ma Boga!

Doszliśmy teraz do drugiej przyczyny, wskazującej na konieczność, by w sprawie własności prywatnej obok praw ludzkich rozbrzmiały Przykazania Samego Boga.
Jakaż to przyczyna?

 

2) Własność prywatna strzeżona jest przez prawo – więc nie można przeciw niej występować. Własność prywatna jest pożyteczna – więc szkoda byłoby ją znieść. Jeśli jest słuszna pożyteczna, to należy pogodzić się i z niektórymi jej ujemnymi stronami i niebezpieczeństwami, które może usunąć jedynie Przykazanie Boże.

a) Z własności prywatnej wynika pewna nierówność społeczna: występuje klasa bogatych i biednych. Ubóstwo jest zawsze przykre, ale usunąć go nie można, bo ziemia nie jest rajem, nie jest naszą prawdziwą ojczyzną. Nie można wytępić na niej wszelkiego zła. Nie nastanie kres nędzy materialnej, chociażby zniesiono własność prywatną, przeciwnie, przez usunięcie najgłębszej podniety do pracy, wzrosłaby ona niepomierne. Zniknęłaby tylko dzisiejsza różnica między bogatym, a ubogim, bo każdy stałby się biedny. W ten sposób należy rozumieć słowa Pana: „albowiem zawsze ubogich macie u siebie” (Mt 26, 11).

Zupełnej równowagi pod względem posiadania nie możemy żądać tak samo, jak nie możemy jej żądać w tysiącach innych rzeczy. Chory nie jest równy zdrowemu, słaby silnemu, niski wysokiemu, ani nieuk mędrcowi… Dlatego też Bóg zabrał w tej sprawie głos, by biednych uchronić przed zwątpieniem i rozpaczą.

b) Zwraca się nie tylko do biednych, ale i do bogatych, ostrzega ich przed skutkami samolubstwa. Dzisiejszy system społeczny został zbudowany według planów Bożych, wiec nie wolno szemrać przeciwko niemu. Ale w planie tym jest pewna klauzula, która zabrania egoistycznego używania majątku – ona jest wyrazem Bożej woli i do niej winniśmy się stosować .

Człowiek nie może tego pojąć własnym rozumem, bowiem już z natury jest wielkim egoistą! Spójrzcie na małe dziecko, które drżąc, przyciska do piersi swoją zabawkę, bo ona należy do niego, tylko do niego! Patrzcie, z jakim uporem i butą chciałoby narzucić swoją wolę całej rodzinie!

Egoistami mogą być nie tylko jednostki. Mogą być także całe klasy społeczne. I one mogą być obojętne i twarde na wszystko, co nie leży w ich interesie.

W czasach pogańskich egoizm, klasowy uważano za rzecz zupełnie naturalną. Wystarczy wspomnieć, z jakiem bezwzględnym okrucieństwem odnosili się wolni obywatele rzymscy do niewolników, albo głęboką pogardę, z jaką wyrażali się klasyczni pisarze o „barbarzyńcach”.

W oczach pogan ubóstwo było hańbą, a choroba, nieszczęściem, nad którym rzadko się litowano. Nawet Quintilianus, jeden z największych mówców Rzymu, wyraża się w ten sposób: „Czy mógłbyś się tak głęboko upokorzyć, by nie czuć wstrętu i nie odepchnąć od siebie ubogiego?” (Declam. 301).

Ale takie poglądy o chorych i ubogich wygłaszano nie tylko za czasów pogańskich, spotykamy się z niemi i dzisiaj. Nie tak dawno mieli Niemcy filozofa, odznaczającego się bystrym umysłem i wyjątkowo dobrym stylem (Nietzsche), który głosił jawnie, że słabi, chorzy i niedołężni wcale nie zasługują na współczucie i nie należy im pomagać, jeno zostawić ich na łup nędzy, aby co rychlej wyginęli.

A teraz, Bracia, przyszedł Pan Jezus i wypowiedział wojnę egoizmowi, żądając od nas tak samo ogromnego współczucia dla bliźnich, jakie On nam okazał, ofiarując za nas Swoje życie. Noblesse oblige! – głosi przysłowie – szlachetne pochodzenie nakłada wielkie obowiązki. Ale od czasów Chrystusa Pana możemy powiedzieć, że i: la propriété oblige! – skarb i bogactwo też zobowiązują.

Od czasów, kiedy Pan Jezus opowiedział śliczną przypowieść, o bogaczu i ubogim Łazarzu, widzimy jasno, jakie obowiązki, według Przykazań Bożych, nakłada na nas stan posiadania. Przyjrzyjmy się nauce Bożej o sądzie ostatecznym, kiedy potępieni usłyszą te słowa: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić… byłem nagi, a nie przyodzialiście mnie… Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili.” (Mt 25, 41 – 43. 45).

Czy słyszycie?! Co czynimy dla najmniejszego, najbiedniejszego, najbardziej opuszczonego, to czynimy dla Samego Chrystusa! Ach! Gdybyśmy w ten sposób postępowali, życie nie byłoby tak ciężkie i smutne.

Czy rozumiecie jaka myśl kryje się w słowach Pana?

W każdym powinienem widzieć Boga, spotkawszy biednego, powinienem zapytać: „Co winienem Bogu w swoim bliźnim?” O ileż by to mniej goryczy, nienawiści i gniewu było na ziemi!
– Ach, jakże dalecy jesteśmy od tego idealnego stanu! – powiesz.

Tak, dalecy jesteśmy, bardzo dalecy, ale wiesz co? Uczyń tak, chociażby raz! Rozpocznij od siebie! Patrząc na swoje małe otoczenie, powtarzaj często: „Coś jestem im winien!” Mów tak nie tylko w otoczeniu rodziny i domowników, ale zawsze powtarzaj: „jestem coś winien” i temu dziecku ulicy, które może by zmarniało, gdybym je nie poratował dobrym słowem. „Jestem coś winien” matce, która żyje nędznie w suterynach. „Jestem coś winien!” Otwórzmy tylko oczy, a sto razy dziennie nadarzy się sposobność dać Boga ubogim naszym braciom.
Boga i siebie!

Siebie? Tak! Nawiązując do surowej i okrutnej filozofii Nietzschego, wykażę na podstawie codziennych doświadczeń, że miłosierdzie przynosi jedynie czysty zysk. Gdybyśmy, słuchając Nietzschego, usunęli w kąt ducha miłosierdzia, płynącego z Przykazań Chrystusowych, to natychmiast sercami ludzkimi zawładnęłaby zwierzęca brutalność i bezgraniczny egoizm. Zastosujmy w życiu słowa Pana: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5, 7).

Aby człowiek mógł to zrozumieć i zrealizować, nie wystarczał głos samej natury – potrzeba było kategorycznego nakazu danego przez Boga.

 

***

Bracia! Zakończę dzisiejsze kazanie, przytaczając legendę o pewnym średniowiecznym pustelniku, o którym szeroko krążyła wieść, że nawet w czasie najostrzejszej zimy żywi się wspaniałymi, soczystymi truskawkami, które znajduje pod śniegiem.

Usłyszawszy to pewna matka, rzekła do swojej starszej córki: „Idź zaraz do lasu i przynieś tych truskawek!”
Dziewczyna, poszła do pustelnika, który powitał ją tymi słowy: „Bądź tak dobra i usuń najpierw warstwę lodu, pozmiataj śnieg, żebym mógł nakarmić moje ptaszęta”.
„Co mnie obchodzą twoje ptaszęta, przyszłam po truskawki!” – odpowiedziała dziewczyna, a pustelnik odprawił ją z pustymi rękoma.
Matka wysłała drugą córkę, którą pustelnik przywitał w ten sam sposób, co pierwszą: „Usuń warstwę lodu i pozmiataj śnieg, żebym mógł nakarmić moje ptaszęta”. Dziewczyna nie namyślając się wcale, chwyciła miotłę i zaczęła szybko odmiatać śnieg, tak, że nawet zapomniała o truskawkach, myśląc tylko o tym, by nakarmić głodne ptaszęta… I oto, w czasie pracy zobaczyła wonne truskawki i mogła ich nazbierać dowoli…

Bracia! Wspomagając drugich z miłością, wzbogacamy siebie. Służąc Bogu szczerze i chętnie, znajdziemy nawet pod twardą skorupą trudów życiowych wonne kwiaty pokoju i szczęście, uczujemy, jak w naszym sercu wzrasta soczysty owoc radości. Amen.

 

Szukaj

pomóż tej stronie

Szanowny Gościu, jeżeli możesz, zamieść proszę u siebie jeden z linków prowadzących do tej strony.

Wybierz link do zamieszczenia

Wymienię się linkami

.mp3

August 2017
Mo Tu We Th Fr Sa Su
31 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3