(O siódmym i dziesiątym przykazaniu) O niebezpieczeństwach wynikających z własności prywatnej

 

Przykazania Boże - szatan poprzez mamonę zdobywa ludzkie duszeKochani Bracia w Chrystusie!

Dwóch serdecznych przyjaciół stanęło pewnego razu na szczycie Wezuwiusza. Z radosnym zachwytem patrzyli na rozsłoneczniony błękit nieba, i rozpościerający się u ich stóp krajobraz. Ani przez myśl im nie przeszło, że pod ich nogami, w głębi, gotuje się gorąca lawa, która prze do góry, że czerwone płomienie usiłują przedrzeć się na wierzch przez cienką skorupę ziemi…

Iluż to dzisiaj ludzi żyje w takim tragicznym zaślepieniu i hulaszczej beztrosce, że należałoby im rzucić słowa groźnego ostrzeżenia: hulacie, śmiejecie się i tańczycie, nie słysząc groźnych pomruków chwiejącej się pod stopami ziemi!

Nasza święta wiara, podejmując się tego niewdzięcznego zadania, woła do bogatych: „Bądźcie ostrożni, Bracia! Biada wam, jeśli pieniądz będzie waszym bogiem i waszym piekłem!” Po biednych, zatopionych po uszy w pracy, woła: „Bracia bądźcie ostrożni! Baczcie, by ten pościg za pieniądzem nie stał się waszym bogiem i piekłem zarazem!”

Bez prawa własności prywatnej nie ma mowy o jakimkolwiek porządku społecznym, ale to prawo zarówno dla bogacza jak i dla nędzarza kryje poważne niebezpieczeństwa. Mówi o tym znane przysłowie, w którym streszcza się całe dzisiejsze kazanie: „Bogactwo wzbudza niepokój nie tylko wtedy, gdy istnieje, ale nawet wtedy, gdy go nie ma”.

Kto posiada majątek, śpi niespokojnie, lękając się, że mu go ukradną, albo że straci on swoją wartość, a temu, kto nic nie posiada, nie pozwala spać troska o jutro.

„Przeklęty pieniądz!” – słyszymy na każdym kroku narzekania, na wiadomość o jakiejś wstrząsającej zbrodni. – „Żądza złota jest motorem wszystkich zbrodni!” Czy słuszne to powiedzenie? Zdaje się, że tak. Blask złota wabi do siebie ludzi, jak płomień świecy ćmy nocne, ale równie szybko opala im skrzydła.

„Przeklęty pieniądz!” Właściwie to nie pieniądz, nie własność prywatna jest przyczyną zła, ale jej nadużywanie. Pieniądz może przynieść błogosławieństwo, ale i przekleństwo! Może być lekarstwem, ale i trucizną! Pieniądz może dać wiele radości, ale może się stać przyczyną smutku!

Dla kogo pieniądz jest niebezpieczny? Dla każdego, kto wpada w jego niewolę! Dla każdego, kto nie potrafi nad nim zapanować w zupełności, kto nie potrafi go zakuć w jarzmo serca i rozumu!

Własność prywatna jest słuszna, pożyteczna i potrzebna. O tym mówiliśmy w poprzednich kazaniach. Ale jest ona i bardzo niebezpieczna. Nad tym zastanowimy się dzisiaj.

I. Jakie niebezpieczeństwa kryje w sobie bogactwo? I II.W jaki sposób można im przeciwdziałać? – oto dwa główne punkty dzisiejszego kazania.

 

I.

Jakie niebezpieczeństwo niesie w sobie bogactwo?

 

Przede wszystkim pozbawia ono ludzi serca, uczy ich okrucieństwa zarówno w stosunku do siebie, jak i do bliźnich.

1) Człowiek bogaty może stać się wrogiem samego siebie.

„Jak trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego.” (M 10, 23) – powiedział pewnego razu Pan, a słowa Jego spełniają się codziennie na tych, którzy każde szlachetne dążenie, każdą religijną myśl i całą treść życia duchowego zatapiają w morzu tysięcy ziemskich przyjemności! 

Spójrzcie, Bracia jak okrutny w stosunku do własnej, powołanej do życia wiecznego nieśmiertelnej duszy może być człowiek, który zakuł się w tyrańskie jarzmo mamony.

Niby złośliwa febra, opanowała dzisiejszych ludzi gorączka złota. Pieniądz! Byle go zdobyć jak najwięcej! Bogactwo chociażby kosztem uczciwości! Bogactwo – za cenę jak najmniejszych wysiłków! Ten próbuje szczęścia przy zielonym stoliku, tamten na loterii, inny znów spekuluje na giełdzie; spekuluje nie tylko swoją własnością, ale i cudzymi, pożyczonymi pieniędzmi.

Pieniądz samowładca!… Spójrz na tego skąpca, bogacza, żyjącego w ustawicznym niepokoju i trosce wśród bezsennych nocy, drżącego ciągle na myśl, że ktoś może mu wydrzeć skarby. Przyjrzyj się tylu misternym urządzeniom zamków w bankach wielkomiejskich, spójrz na stalowe, opancerzone pokoje: ciężkie, żelazne kute drzwi, na systemy dzwonków alarmowych i zawiłą budowę ścian! „Ciężkie jest życie bogacza, ale nie lżejsze i życie biedaka.”

Przykazania Boże - pieniądz może być wilkiem w owczej skórzePieniądz samowładca!

Patrz na ciemne, ponure sylwetki ludzi, których gorączka złota przykuła do stołu rulety w Monte Carlo. Jak płonie im wzrok, jak prężą się struny całego systemu nerwowego, gdy krążek wiruje, gdy grabki krupiera wykonują swoją ciągłą pracę…

Pieniądz samowładca! Oto… dziecko, które po trupach zamordowanych rodziców sięga do kasy ogniotrwałej?!

Biada człowiekowi, który dostał się w moc szatana – pieniądza! Gotów jest wszystko poświęcić dla niego: zapomnieć o duszy, uczciwości, o danym słowie, zniszczyć w sobie poczucie prawdy, obowiązku i miłości wobec przyjaciół, rodziny i ojczyzny. Gotów jest wszystko rzucić na ołtarz mamony! Dla pieniądza staje się kłamcą i krzywoprzysięzcą, i dla niego gotów jest w każdej chwili złożyć w ofierze honor rodziny i przyszłość swoich dzieci. Demon złota stępił go do tego stopnia, że nie odczuwa już ciężaru przekleństw, jakie nam miotają wydziedziczeni nędzarze, nie widzi spustoszeń, jak poczynił w ich duszy. Za trzydzieści srebrników gotów jest sprzedać Chrystusa, jak Judasz, mówiący do arcykapłana: „Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam.” (Mt 26, 15).

„Non olet! – nie cuchnie” – mówili, poganie o pieniądzu; dziś słyszy się to samo: chociaż wypływa z najgłębszych kloak niemoralności, nie czuć go nim, nie perlą się na nim łzy uciśnionych, ani nie czerni się zakrzepła krew samobójców!

Do ludzi tych dosłownie dadzą się zastosować słowa Pana: „Żaden sługa nie może dwom panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i mamonie.” (Łk 16, 13). I słowa św. Pawła: „A ci, którzy chcą się bogacić, wpadają w pokusę i w zasadzkę oraz w liczne nierozumne i szkodliwe pożądania. Albowiem korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy. Za nimi to uganiając się, niektórzy zabłąkali się z dala od wiary i siebie samych przeszyli wielu boleściami…” (1 Tym 6, 9n).

Pieniądz samodzierżca! W roku 1926 brałem udział w międzynarodowym Kongresie Eucharystycznym w Chicago. Jechaliśmy tam przez Nowy Jork. Chicago, miasto, liczące trzy miliony mieszkańców! Nowy Jork, siedem milionów! Cóż wie Europejczyk o tym Babilonie? Czy jest w stanie sobie wyobrazić szaloną wrzawę, gdy przelatują koło niego z turkotem i rykiem długie szeregi amerykańskich autobusów i tramwajów? Czy może odczuć zaduch wielkomiejskiego powietrza, skoro nie miał sposobności wdychać zapachów benzynowych, którymi są przesycone ulice wielkich miast amerykańskich?! Kto tam nie był, nie ma pojęcia o targach na dusze, jakie ustawicznie toczą się między milionami ludzi, wtłoczonych przemożną gorączką złota między tryby szalejących maszyn i labirynty kamiennych drapaczy nieba. Padają i giną z wysiłku, brak im tchu w tragicznej pogoni za życiem, którego właściwie nie można nazwać mianem życia!

Pieniądz samodzierżca! Człowiek wprost fizycznie odczuwa przy sobie obecność szatana, który dumnym gestem wskazuje: Patrz! Oto moje królestwo! A ci wszyscy należą do mnie! Pędzą, gdzie chcę! Kieruję nimi, według swojej fantazji! Pokażę im tylko blask złota, a rzucają mi pod stopy swoje serca i czyny, poświęcają mi wszystkie dnie i noce, cnotę i dusze!

Tak, Bracia, potrzebny jest pewien majątek i kapitał, potrzebna jest własność prywatna, gdyż życie ludzkie na ziemi jest, niestety związane z materią, ale usłuchajmy troskliwego napomnienia Kościoła: uważajcie, żeby bogactwo nie uczyniło was okrutnikami w stosunku do samych siebie, do własnej duszy!
A jeszcze pilniej baczcie, by bogactwo nie nauczyło, was okrucieństwa w stosunku do waszych bliźnich.
Tutaj tkwi nowe niebezpieczeństwo bogactwa, nad którym musimy się również głęboko zastanowić!

 

2) Bogactwo uczy okrucieństwa i brutalności wobec bliźnich.

a) Bogactwo uczy okrucieństwa.

Gdy dwa nieznane okręty spotkają się w nocy na morzu, to pozdrawiają się wzajemnie za pomocą reflektorów, natomiast ludzie na ciemnym morzu życia potrafią przejść koło siebie obojętnie, bez najmniejszego drgnienia serca.

Ileż to ludzi żyje, jak ów biedak, który wzbogaciwszy się, nikogo już więcej nie chciał znać, ani widzieć. Razu pewnego odwiedził go jego dawny przyjaciel i rzekł:
- Spójrz przez okno! Cóż widzisz?
- Tłumy ludzi chodzą tu i tam…
- A teraz popatrz w zwierciadło, kogo widzisz?
- Tylko siebie.
– Czy wiesz, dlaczego nikogo tam nie widzisz, tylko siebie? Bo przeszkadza ci oglądać drugich ta cieniutka warstwa srebra, naklejona na szkle…

Och, srebro i złoto, i pełen wyuzdania dobrobyt! One właśnie czynią człowieka okrutnikiem, głuchym i zaślepionym w sobie egoistą! W przeciwnym bowiem razie z pewnością dotarłyby do uszu ludzkich słowa świętego Jakuba o sądzie ostatecznym: „Bogactwo wasze zbutwiało, szaty wasze stały się żerem dla moli, złoto wasze i srebro zardzewiało, a rdza ich będzie świadectwem przeciw wam i toczyć będzie ciała wasze niby ogień. Zebraliście w dniach ostatecznych skarby… Żyliście beztrosko na ziemi i wśród dostatków tuczyliście serca wasze w dniu rzezi.” (Jk 5, 2 – 5).

b) Bogactwo może uczynić człowieka brutalnym. Każdy z was ma zapewne rodziny, które dopóty żyły w największej zgodzie i miłości, dopóki nie stanęła między nimi kwestia majątku. Gdy tylko trzeba się dzielić chociażby najmniejszym spadkiem, poróżnią się ze sobą i najlepsi przyjaciele, dziecko wypędzi ojca, brat zapała śmiertelną nienawiścią do brata.

Jakież to okropne, a równocześnie jak prawdziwe? Nie tylko proch strzelniczy może spowodować wybuch – ale i złoto!
Wiecie zapewne, w jaki sposób wynaleziono proch strzelniczy? Wynalazł go przypadkowo pewien alchemik w XIV wieku. Jak wielu współczesnych, tak i on głowił się nad nierozwiązalnymi problemami alchemii: w jaki sposób otrzymać złoto? W jednym moździerzu pomieszał saletrę, siarkę i węgiel, i mieszaninę tę przykrył kamieniem. Przypadkowo dostała się tam iskra, kamień wyleciał w powietrze: i proch strzelniczy został odkryty!

Wśród poszukiwań za złotem i pogoni za pieniądzem po dziś dzień, wylatują w powietrze ogniska domowe, pękają węzły krwi i serdecznej przyjaźni! Ile to smutnej prawdy zawierają słowa pewnego notariusza! „Długie lata miałem styczność z różnego rodzaju ludźmi, i zauważyłem, że wszędzie, gdzie wchodzi w grę pieniądz, ginie miłość braterska, rodzicielska i miłość Boga.” Pieniądz zrywa wszystkie węzły zarówno wśród warstw wykształconych, jak i wśród prostaków!…

 

II.

Jak uniknąć niebezpieczeństw związanych z bogactwem?

 

Bracia! Jeśli tak jest istotnie, to zdawałoby się, że już sama logika nakazuje znieść własność prywatną! Jeśli własność prywatna kryje w sobie tyle niebezpieczeństw, czy nie było by lepiej wyrwać ją z korzeniem z organizmu społeczeństwa?

Tylko ostrożnie, Bracia! Bez własności prywatnej nie może być mowy o życiu godnym człowieka. Podobna operacja spowodowałaby na pewno śmierć pacjenta! Nie zabijajmy chorego, lecz brońmy go przed niebezpieczeństwami.

Bronić? W jaki sposób?

Niechaj obydwie strony tak biedni jak i bogacze, robotnicy i pracodawcy – zrealizują w życiu dwie wielkie idee chrześcijaństwa.

Cóż to za idee? Własność prywatna jest wprawdzie oparta na prawie, ale prawu musi towarzyszyć miłość i społeczny sposób myślenia.

 

1) Obok prawa musi stanąć miłość!

W jaki sposób dadzą się rozwiązać palące zagadnienia dzisiejszego społeczeństwa? Prawo, czy miłość? Samo prawo nie wystarcza – jest bowiem zbyt twarde i sztywne. Sama miłość również nie odpowiada celowi, gdyż jest za miękka. Ale, gdy je razem złączymy? Samo prawo nie wystarcza, gdyż każdy może je nagiąć stosownie do swoich potrzeb. Prawo raczej rozdziela jednostki, które łączy miłość! Dlatego głównym Przykazaniem Chrystusa, a zatem podstawą ładu społecznego jest: „kochaj bliźniego, jak siebie samego”.

a) Najgłębszym znaczeniem społecznym chrześcijaństwa jest to, że leczy – a tylko ono to czyni – źródło zła . Bogactwo wzbudza w człowieku egoizm, chrześcijaństwo miłość bliźniego. Chrystus Pan nie należy do żadnej partii, nie działa w myśl programów jakiejś klasy społecznej – istnieje dla wszystkich! Nie leczy objawów choroby społecznej, ale tępi je u samego źródła, bo popularyzuje i rozpowszechnia idee braterstwa, szerzy dobroć, szlachetność i miłość wśród ludzi. Kościół uczy wszystkich społecznego myślenia: męża i żonę, rodziców i dzieci, pracodawcę i robotnika, pana i służącego. Bracia! Każdy przyzna, że gdyby wszystkie serca przeniknęła miłość Chrystusowa, to kwestia społeczna przestałaby istnieć.

b) Mówię tu o prawdziwej, Chrystusowej miłości bliźniego. Bo istnieje również dobroczynność , która jest jednak tylko cieniem miłości bliźniego. Wszystko, do czego tylko dzisiejszy świat przyłoży rękę, zaraz traci nimb nadnaturalnego piękna. Taki los spotkał i nowoczesną dobroczynność, która stara się łączyć boską caritas z hedonizmem i cynizmem. Chrześcijaństwo uczy, że akcja charytatywna jest rzeczą świętą, powinna więc wypływać z wyrzeczenia się, samozaparcia i odznaczać się wyjątkową delikatnością. Dziś natomiast dobroczynność bardzo często stanowi tylko pretekst do urządzania hulanek i zakosztowania zmysłowej rozkoszy wśród wpółnago przetańczonej zabawy, by potem rankiem z głębokim przeświadczeniem rzekomo spełnionego obowiązku miłości bliźniego udać się na spoczynek. Z takiej dobroczynności ubodzy otrzymują zazwyczaj tylko ochłapy, bowiem koszty urządzenia zabawy pochłaniają najczęściej cały zysk; pomijając już to, że podobna forma wspierania ubogich jest chyba szyderstwem, które się im rzuca w twarz, pozwalając po zakończeniu pańskiej pohulanki, pozbierać im resztki upadłe ze stołu! Pozwólcie, że powiem: to nie jest dobroczynność, lecz najboleśniejsze naigrawanie się z biednych!

c) Jakież cechy moim zdaniem powinny znamionować prawdziwą dobroczynność? Prawdziwa dobroczynność powinna się opierać na wyrzeczeniu się i samozaparciu. Należy odmówić sobie tej, lub owej przyjemności i dopiero pieniądz, z trudem wydarty naszemu egoizmowi i naszej żądzy posiadania, oddać skrycie ubogiemu tak, by nie wiedziała lewica, co czyni prawica. Taki jest duch chrześcijańskiej dobroczynności!
Zastanówmy się głębiej nad słowami poety:

Jedno słowo serdeczne i uśmiech wiośniany
Może goić, jak balsam, najzjadliwsze rany,
Nie czujemy, jak życie barki nam ugina,
Gdy miłość spostrzeżemy i łzy… w sercu brata.
(Lendvai).

Zauważcie różnicę, zachodzącą między tym, który dobrze czyni, powodując się pychą, a tym, który robi to samo dla Boga.

Przy wejściu na salę gry w Monte Carlo umieszczono skrzynki na datki dla biednych. Kiedy po upływie roku otworzono jedną z nich, znaleziono jako całoroczny plon miłosierdzia 4 franki, 2 guziki i pędzel do szminki! A patrzcie na umieszczone w naszych kościołach skarbonki świętego Antoniego, każda z nich jest wypełniona pieniędzmi po brzegi, choć wypróżnia się je co tydzień!

W czym tkwi ta różnica? W tym, że chociaż wielu ludzi robi dobrze, ten tylko może odczuć na sobie błogosławione skutki dobroczynności, kto wierzy w Boga i w życie wieczne.

Gdy udzieliłeś pomocy biednej sierocie, albo wsparłeś żebraka, staraj się, by o tym nikt nie wiedział. Niech pędzi świat w swoim ustawicznym ruchu, niech trąbią auta, gwiżdżą syreny fabryczne i biegną zapracowani ludzie – ty patrz na tę uliczną wrzawę, jak na jakiś kraj daleki… jak na cień. Już zakosztowałeś słodyczy nie z tego świata – twoja dobroczynność dała ci przedsmak czegoś zupełnie innego, niż ten pędzący bez celu, pełen ścisku i wrzawy tłum.

Chrześcijaństwo, Bracia, uczy nas prawdziwego współczucia!

 

2) Tak samo również tylko chrześcijaństwo uczy nas prawdziwego społecznego sposobu myślenia, uszanowania praw wszystkich ludzi. Daleko nam jeszcze do myślenia kategoriami naprawdę społecznymi, do typowo chrześcijańskiego odczuwania wspólnoty wszystkich ludzi!

Daleko nawet, mimo przeświadczenia, że niektórzy ludzie naprawdę głęboko współczują z biednym.

Przykazania Boże - uważaj, by pieniądz nie oszpecił Twojej duszyPrzechodzimy piękną, ocienioną gęstymi drzewami ulicą, by odetchnąć świeżym powietrzem… Nagle słyszymy za sobą warkot samochodu… Oglądamy się… Auto już przejechało. Siedziało w nim wesołe i roześmiane towarzystwo, które się nie troszczy o to, że jeśli pada deszcz, to zachlapało nas błotem od stóp do głowy, zaś w razie posuchy, że przez pięć minut musimy łykać uliczny kurz, jaki się podniósł po przejeździe ich auta.

Proszę! Oto uspołeczniony świat! – wyrywa się nam z ust okrzyk oburzenia. Co za potworny egoizm!

Prawda, Bracia, wszyscy oburzaliśmy się w podobny sposób. Ale nie zaszkodzi trochę głębiej zastanowić się nad tym. Czy naprawdę oburzamy się z powodu pogwałcenia naszych uczuć społecznych, czy powoduje nami tylko zazdrość, że nie my siedzimy w tym samochodzie?! Gdyby nas było stać na samochód, czy nie siedzielibyśmy w nim może z jeszcze większą butą, czy nie spychalibyśmy na brzeg jezdni mijanych przechodniów?

Przytoczę wam przykład, jak wyglądają prawdziwe chrześcijańskie zasady społeczne. Przede wszystkim zwróćcie uwagę na drugi przykład. Będzie mowa o bardzo prostym zdarzeniu. W pewnej zamożnej rodzinie urządzono przyjęcie dla przyjaciół i znajomych. Po podwieczorku jedna z pań niespostrzeżenie, żeby drudzy nie zauważyli, poskładała naczynia, pragnąc ułatwić pracę służącej. Oto wszystko! Przychodzi służąca po naczynia… Początkowo maluje się na jej twarzy wyraz, jak gdyby zaskoczenia, potem pogody i nieznanej jakiejś radości. Żaden napiwek, chociażby najhojniejszy, nie mógłby jej dać więcej zadowolenia! W rzeczywistości, cóż się stało? Nic wielkiego! Nikt tu nie wypowiedział wielkiej mowy o zagadnieniu społecznym, o podniesieniu płacy, o ośmiogodzinnym dniu pracy, tylko jedna wrażliwa dusza ludzka zbliżyła się do drugiej i złożyła na niej pocałunek miłości. W tym miejscu zaraz zmniejszył się ból, przestała krwawić rana, wywołana skutkiem nierównego, ale nieuniknionego podziału dóbr ziemskich pomiędzy ludzi. Oto chrześcijański sposób myślenia!

Bracia! Niemniej po chrześcijańsku myśli wykwintna dama japońska, która dając jakieś polecenie służącemu w hotelu, kłania się, pragnąc w ten sposób dać mu do zrozumienia, że ceni jego pracę i uważa go za równego sobie. Takie postępowanie jest zgodne z duchem Chrystusa Pana, który przed Ostatnią Wieczerzą, klęcząc przed apostołami, umywał im nogi. Ceremonia mycia nóg jest u nas do dziś praktykowana, ale, niestety: tylko raz do roku w Wielki Czwartek, i tylko w kościele. Zastosujmy w życiu Chrystusowy przykład umywania nóg. Niech nas ożywia ten duch, kiedy posługacz niesie nasz bagaż, kiedy kelner podaje nam do stołu, kiedy służący czyści nasze buty. O ileż by to mniej było w duszach naprężenia i gorączki rewolucyjnej, gdybyśmy nawet w takie drobnostki, tchnęli Chrystusowego ducha!

 

***

Kochani Słuchacze! Dzisiaj mówiliśmy o niebezpieczeństwie pieniądza; dlatego sądzę, że będzie na czasie, jeśli na zakończenie dam przykład z życia Ameryki, gdzie ciągle trwa pogoń za pieniędzmi.

Lekarz badał pewnego chorego Amerykanina. Długo opukiwał go, a wreszcie, pochylając się, zaczął kręcić głową i rzekł:
- Chciałbym zbadać pańskie serce, ale jakoś nic nie słyszę.
- Tak? – mówi chory – wobec tego muszę usunąć portfel z kieszeni: przez dolary nie słychać bicia serca!
Tak jest, Bracia, nie słychać! Ale od tego jest VII i X Przykazanie, żeby wzmocniło bicie serca i dopuściło do głosu prawo miłości bliźniego. Człowiek według chrześcijańskiego światopoglądu nie jest właścicielem majątku, tylko szafarzem, na którym ciąży wielka odpowiedzialność, bo pewnego dnia do nas wszystkich zwróci się Pan ze słowami; „Zdaj sprawę z twego zarządu, bo już nie będziesz mógł być rządcą.” (Łk 16, 2).

A my? – biada! – z czegóż będziemy zdawali rachunek? Może z tego, ile było u nas przyjęć i zabaw? Czy będziesz zdawał sprawę z tych tysięcy, które wydałeś na futro i auto marki Minerva? Czyż nie ogarnia cię lęk na samą myśl, że z pustymi rękom staniesz przed Bogiem, przed Panem, który zupełnie wyraźnie powiedział: „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł?” (Mt 16, 26).

Na początku kazania wypowiedziałem zdanie, że „ciężkie jest życie bogatego, ale nie lżejsze i życie ubogiego”. Teraz to zdanie odwrócę: „Możesz być zbawiony zarówno w dostatkach, jak i bez nich!” Będąc ubogi, mogę zyskać pełną nagrodę za trudy cierpliwie znoszonych niedostatków, gdy jestem bogaty, mogę drogą czynnej miłości i współczucia zjednać sobie przyjaciół, żeby po śmierci „przyjęto nas do wiecznych przybytków” (Łk 16, 9).

„Ante foras Gehennae stat misericordia” – mówi święty Augustyn; „u bram piekła stoi miłosierdzie”. Tak, stoi i nie pozwala dostać się tam ludziom, których dobrze znało na ziemi, którzy byli miłosierni.

Bracia! Niechże ta nauka, wypływająca z dzisiejszego kazania głęboko zapuści korzenie w naszych sercach. Niechże nie będą dla nas tylko pustym dźwiękiem słowa poety:

 

Są ludzie, na których twarzach wieczny smutek gości…
Bracia, co prężą do ciebie dłoń białą, jak płótno.
Wziąć i sercem utulić taką dłoń przesmutną,
to narodziny miłości…
Czasem serce rozedrze łza, jak słońca oścień,
gdy spadnie weń okrutna skarga głodnych dzieci,
głosu serca posłuchać i łzę tę zostawić: niech świeci!
to narodziny miłości.
(S. Sik.)

Amen.

 

Szukaj

pomóż tej stronie

Szanowny Gościu, jeżeli możesz, zamieść proszę u siebie jeden z linków prowadzących do tej strony.

Wybierz link do zamieszczenia

Wymienię się linkami

.mp3

August 2017
Mo Tu We Th Fr Sa Su
31 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3